„Forum Książki”
Spis treści numeru 1 (34) 2005

Internetowy konformizm

Przeglądam fora internetowe, gdzie dyskutuje się o muzyce i o książkach, czasem biorę udział w takich dyskusjach. W mniejszym stopniu dlatego, że można się pospierać z osobami, o których nic nie wiem i które o mnie nic nie wiedzą. Głównie dlatego, że można poznać opinie, których nie znajdziemy w zhomogenizowanych mediach. Tematy kulturalne gromadzą innych dyskutantów niż polityczne, społeczne, obyczajowe czy pop-rozrywkowe, nie ma więc w tych dyskusjach tyle chamstwa i prymitywu, dzięki czemu da się je czytać. Jednak, obok niemałej dozy zaciekłości w krytyce, ostrości sądów, sporej czasem erudycji uczestników, co cieszy, spotykam się w internetowych polemikach kulturalnych z nadmiarem poprawności.

Dziwi to i szokuje, dyskutanci, jako anonimowi, nie muszą wszak przed nikim udawać, a narzucone w niektórych mediach i środowiskach standardy mogliby bez skrępowania odrzucić. Tak się jednak nie dzieje. Dyskutują przeważnie młodzi, skłonni - wydawałoby się - do buntu przeciw sztucznym ograniczeniom. Widocznie jednak przyjmują je za naturalne albo też dochodzi tu do głosu druga istotna cecha młodości - konformizm.

W wielu internetowych debatach na tematy kultury pojawiają się wypowiedzi typu: „jakie masz prawo krytykować?” Nadużywa się pojęcia tolerancji i wykorzystuje je do odebrania głosu myślącym inaczej. Mielibyśmy więc tolerować słabych artystów, kiepskie utwory, bo „jakie mamy prawo krytykować?”, „kto je nam dał?” itd. Druga strona próbuje wtedy dowodzić prawa do swojego krytycznego zdania, ale zwykle brzmi to blado. Przekonywanie, że wolno nam myśleć, czuć, przeżywać i wyrażać treść tych myśli i przeżyć, a nie tylko powtarzać, potakiwać, reprodukować, musi być żałosne. Zastanawiam się, czy skłonność do opisanego konformizmu jest pozostałością, czy też jednak stanowi novum.

Grzegorz Filip










>