|
|
Życie akademickieOdpisujący współzawodniczy w sposób nieuczciwy. Stanisław Węglarczyk Studiowanie wiąże się nieuchronnie z jakąś postacią kontroli zdobytej wiedzy, a więc ze sprawdzianami, kolokwiami, egzaminami, obroną pracy dyplomowej itp. Wyznaczają one pewne charakterystyczne punkty na drodze do zdobycia upragnionego dyplomu inżyniera czy magistra inżyniera. Punkty te mogą być traktowane jako znaki zbliżania się do celu lub jako przeszkody na drodze do jego osiągnięcia. Niestety, to drugie podejście wydaje się dominować w polskim życiu akademickim przy biernej lub nawet częściowo aprobującej postawie niektórych nauczycieli akademickich i – jak wynika z mojej najlepszej wiedzy – całkowitym braku odpowiednich regulacji regulaminowych polskich uczelni. Oszukiwanie przez studentów poprzez ściąganie w trakcie zaliczania zajęć, czy to z przygotowanych materiałów, czy od uczynnego sąsiada, oraz kradzież własności intelektualnej, polegająca np. na nieoznaczaniu cytatów z cudzych tekstów w pracach dyplomowych czy innych pracach – co będę ujmował wspólnym terminem odpisywanie – jest bardzo poważnym problemem o niezwykle daleko idących konsekwencjach. Jestem przekonany, że korzenie pewnych niepokojących elementów naszego życia społecznego – niepokojących tak ze względu na skalę, jak i poziom ważności grup zawodowych i politycznych, jakich dotyka – tkwią, m.in. oczywiście, w chorych praktykach życia akademickiego. Na szczęście problem ten zaczyna być postrzegany zarówno przez studentów, jak i nauczycieli akademickich, chociaż w stopniu dalece niewystarczającym, bo ich działania są na ogół odosobnione. Mój tekst jest przyczynkiem do rozpoczynającej się, mam nadzieję, dyskusji nad tym problemem. PROBLEMZjawiskiem, z którym każdy prowadzący zajęcia spotyka się nieodmiennie i nieuchronnie przy kontroli efektów nauczania (i, być może w mniejszym stopniu, przy pisaniu prac dyplomowych), jest oszukiwanie ujęte w popularny eufemizm odpisywanie lub ściąganie. Słów obejmujących kontekst tych terminów nie ma w języku angielskim (jest tylko cheating – oszukiwanie), nie wiem, jak jest w innych językach. Powstanie takiego subtelnego (może nawet nadsubtelnego) słownictwa jest dowodem wielkiego znaczenia, jakie przypisujemy zdawaniu wszelkiego rodzaju egzaminów. Jak ludy, dla których warunkiem sine qua non ich istnienia jest znajomość morza, mają mnóstwo określeń na stan morza, czy jak Eskimosi, którzy z analogicznego powodu rozróżniają wiele dla nas nierozpoznawalnych rodzajów śniegu, tak i w języku polskim utworzone zostały słowa nieprzetłumaczalne na niektóre inne języki – subtelne quasi-synonimy słowa zdawać czy zaliczać. Ich istnienie jest również dowodem na to, że political correctness istniała u nas wcześniej niż termin ten wymyślono na Zachodzie. Niestety, nie jest to powód do dumy. Jeśli bowiem zastanowimy się nad istotą ściągania, to niechybnie dojdziemy do wniosku, że jest to praktyka, która powinna być tępiona z całą surowością, zarówno przez studentów (tak! tak!), jak i nauczycieli akademickich, wspomaganych przez władze uczelni przestrzegające konsekwentnie klarownego i ostrego w tym względzie regulaminu studiów. ARGUMENTYDlaczego odpisywanie jest niezwykle groźne w życiu uniwersyteckim? Istnieje tutaj cały szereg ogólnie znanych powodów. Jednak dla porządku wymienię niektóre z nich. Uniwersytet jest miejscem tworzenia nauki i przekazywania zdobytej wiedzy. Oznacza to, że istnieją ludzie, którzy posiadają pewną wiedzę i wiedzę tę poszerzają, ludzie, którzy chcą tę wiedzę posiąść oraz miejsce przekazywania tejże wiedzy. Odpisywanie czyni spotkanie tych ludzi bezsensownym, gdyż odpisywanie to deklaracja negacji przyswajania wiedzy i nabywania umiejętności. Przez swoje działanie odpisujący daje czytelny sygnał: nie chcę być członkiem społeczności uniwersyteckiej. Niech więc jego wola się spełni. Uniwersytet to miejsce, skąd mają wychodzić ludzie posiadający określony zasób wiedzy i umiejętności, co jest formalnie stwierdzone dyplomem. Odpisujący czyni ten dyplom etykietą kiepskiej zawartości, dając innym naturalny asumpt do podejrzeń o niskim poziomie wykształcenia w jego uczelni (co, oczywiście, wcale nie musi być prawdą). Odpisujący szkodzi w ten sposób dobremu imieniu uczelni i łamie złożone ślubowanie. Takich ludzi uczelnia tolerować nie powinna. Uniwersytet to miejsce, skąd mają wychodzić ludzie wysoko wykształceni, którzy przez ten fakt są bardziej niż inni predestynowani do zajmowania odpowiedzialnych stanowisk. Z tego punktu widzenia sama wiedza to jeszcze za mało – potrzebne są dodatkowo odpowiednie kwalifikacje moralne, do których na pewno zaliczyć trzeba uczciwość (nie wspominam o potrzebie posiadania tej cechy przez każdego). Odpisujący daje świadectwo nieposiadania tego ważnego atrybutu członka społeczności (nie tylko) uniwersyteckiej, powinien więc być usunięty z uniwersytetu. Uniwersytet to miejsce pracy ludzi nauki, w którym zasadą jest swobodny przekaz indywidualnych osiągnięć poprzez publikacje i inne publiczne lub niepubliczne prezentacje rezultatów swojej pracy, przekaz oparty na wzajemnym zaufaniu co do rzetelności pracy i respektowania prawa własności: to, co moje, to moje, to, co innych, jest innych i fakt ten jest podany do wiadomości. Umieszczanie w swoich tekstach wyników cudzych prac bez zaznaczenia tego faktu jest kradzieżą cudzej własności intelektualnej. Złodziej nie powinien być członkiem społeczności akademickiej. Współzawodnictwo jest naturalną postawą każdego człowieka. Każdy z nas – czy to sobie uświadamia, czy nie – stara się uzyskać pewną przewagę nad innymi. Działanie takie jest wspierane i wzmacniane przez szkolny system nauczania w postaci stopni czy stypendiów naukowych. Odpisujący również współzawodniczy, ale czyni to w sposób nieuczciwy. Oszukujący współzawodnik powinien być wykluczony ze współzawodnictwa. DIAGNOZADlaczego więc ściąganie istnieje w niepokojąco szerokim zakresie? Dlaczego o tym nie mówimy, my – czyli społeczność akademicka, pracownicy i studenci? Dlaczego nie piętnujemy takiego postępowania? Dlaczego uporczywie oszukujący nie są rugowani ze szkoły? Czy brak przeciwdziałania w tym zakresie wynika po prostu z faktu nieistnienia takiego problemu w naszej uczelni, czy też uważamy, że jest to zjawisko tak nieznaczące, że szkoda na nie czasu? Odpowiedź na pytanie pierwsze jest równie smutna, jak prosta: ściąganie istnieje, bo istnieje na nie społeczne przyzwolenie. Godzimy się (my, nauczyciele) z tym zjawiskiem, gdyż uważamy często, że jest to działalność o niewielkiej szkodliwości. Nadzorujący kolokwia i egzaminy ograniczają się na ogół do zabierania ściąg bez żadnych dalszych konsekwencji. Ściąganie nikomu przecież nie szkodzi – to pogląd obu stron. Godzimy się na nie, ale jednocześnie mamy jakby cień wyrzutów sumienia, odczuwamy pewien niepokój moralny. Jego istnienie podpowiada odpowiedź na następne postawione pytanie: nie mówimy o tym, bo musielibyśmy sami przyznać, że nie ma tutaj żadnych wątpliwości, że ściąganie i praktyki pokrewne to nieuczciwość, której negatywne znaczenie trudno przecenić. Motto mojej szkoły: Non scholae sed vitae discimus, jest bardzo tutaj pomocne, bo przywraca właściwe proporcje – to, co student robi w szkole, robi de facto nie dla szkoły, lecz dla swojej i nie tylko swojej przyszłości, nawet jeśli sądzi, że zdawanie egzaminu z jakiegoś przedmiotu to czysta strata czasu, bo jemu to się do niczego nie przyda. Z drugiej strony – z tego samego powodu – motto to przypomina nauczycielom akademickim o celu ich pracy. Jeśli więc uczymy dla życia, to pobłażanie opisywanym praktykom jest istotnym niedoborem kwalifikacji zawodowych i każdy nauczyciel powinien to sobie dobrze uświadomić. ŚRODKI PRZECIWDZIAŁANIAAle sam nauczyciel – jakkolwiek mocno byłby zaangażowany w tępienie procederu ściągania – nie jest w stanie ograniczyć tego zjawiska do poziomu, jaki można by uznać za margines problemu. Konieczne są jeszcze dwie rzeczy. Jedną z nich jest wsparcie działalności nauczyciela przez studentów. Wiem, że niektórzy znają moralną naganność ściągania, ale dla wielu nie jest to problem: albo w ogóle się nad tym nie zastanawiali, albo idą (niekoniecznie bezmyślnie) za innymi – jeśli inni tak robią, to znaczy, że nie ma w tym nic złego. Potrzebna jest w tym zakresie szeroka dyskusja pozwalająca przemówić wszystkim argumentom, aby przekonać studentów, że ściąganie i praktyki pokrewne to działalność szkodząca wszystkim. Drugą sprawą – w moim przekonaniu niesłychanie ważną – jest instytucjonalne wsparcie nauczycieli i studentów przez regulamin studiów i wynikające z jego przepisów instytucje i ich aktywność. Jest to niesłychanie ważne dlatego, że podniesienie ściągania i praktyk pokrewnych do rangi wykroczenia przeciwko regulaminowi studiów pozwoli, po pierwsze, uświadomić niektórym nieuświadomionym, że problem nie jest tylko prywatnym czy półprywatnym problemem nauczyciela, czy pewnej grupy nauczycieli i studentów, ale jest problemem całej szkoły, a po drugie, umożliwi usunięcie z uczelni studentów uporczywie oszukujących. Jest jeszcze trzeci aspekt – regulamin sprecyzuje istotę i zakres nagannych praktyk, co pozwoli studentom uniknąć nieporozumień z tym związanych. W krajach zachodnich, z którymi lubimy się porównywać i które wyznaczają standardy, ściąganie i praktyki pokrewne są nie tylko wyraźnie naganne moralnie, ale także regulaminowo karalne i to bardzo ostro. JAK NAS WIDZA INNIW najbliższych latach wejdziemy do dużej rodziny państw i społeczeństw europejskich – już się do tego przygotowujemy, choćby przez przyjęcie systemu transferu punktów ETCS w regulaminie uczelni. Konsekwencją tego stanu rzeczy będzie m.in. swobodny przepływ ludzi, w tym studentów. Możemy więc spodziewać się, że pojawią się u nas studenci z innych krajów i – jeśli zobaczą tolerancję ściągania – odejdą, niosąc ze sobą negatywną ocenę naszego systemu kształcenia. W dalszej konsekwencji, ściąganie może prowadzić do oziębienia, czy zerwania kontaktów między uczelniami. Już teraz przykładem tego może być IMC Graduate School of Business z Budapesztu, z którą to uczelnią – na skutek ściągania – jej amerykański partner, Case Western Reserve University, zerwał tego lata związki. Co do szczegółów, odsyłam do dodatku „Business Education” w czasopiśmie „Business Central Europe”, który można znaleźć pod adresem internetowym http:// www.bcemag.com/classified/education/02.html. Jego autorzy piszą: Z doświadczenia studentów wynika, że ściąganie na egzaminie było (i prawdopodobnie jest nadal) tolerowane, a nawet oczekiwane. Wydaje się, że jest to norma w regionie. Stwierdzenie to odczułem jako osobistą przykrość. Nie chcę, żeby była to norma, wręcz przeciwnie: chcę, żeby to było odchylenie od normy, objaw patologii życia akademickiego, potępiany i zwalczany przez większość społeczności akademickiej. WOŁANIEPrzełom wieków to dobra okazja, by postawić pewne pytania, przemyśleć problemy, zdecydować o pewnych zmianach. Takich zmian wymaga na pewno problem naszej akceptacji – zarówno osobistej, jak i instytucjonalnej – opisanej patologii życia akademickiego. Realizacja zmian instytucjonalnych jest rzeczą względnie łatwą, natomiast zmiana świadomości społeczności akademickiej to proces długofalowy i – trzeba powiedzieć – nie kończący się nigdy. Myślę wszakże, że przedsięwzięcie takie jest ze wszech miar warte podjęcia. Wierzę również, że w mojej uczelni – która chlubi się posiadaniem w gronie swoich senatorów papieża – mamy dość sił i chęci, aby tego dokonać. Dr inż. Stanisław Węglarczyk, hydrolog, pracuje na Wydziale Inżynierii Środowiska Politechniki Krakowskiej. |
|
|