Badania naukowe
Pracownik uczelni, który jedynie stoi za pulpitem dydaktycznym,
często nie zdaje sobie sprawy z olbrzymiego postępu w technologii.
Halina Bykowska
|
Fot. Halina Bykowska
 |
Prof. Jerzy Ziółko z miniaturą
zbiornika, który miał być budowany w Mozyrze na Białorusi
|
Katedra Konstrukcji Metalowych Wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Gdańskiej w rekordowym tempie wykonała projekt zbiornika paliwowego o pojemności 75 tys. m3, przeznaczonego dla Białorusi. Wystartowała też w konkursie na wykonanie projektu największego zbiornika paliwowego w Polsce. Opracowanym przez nią projektem podnoszenia dachu hali fabrycznej zainteresowała się niemiecka prasa specjalistyczna.
BLISKO PRZEMYSŁU
– Kontakt nauki z przemysłem jest nieodzowny – twierdzi prof. Jerzy Ziółko, szef Katedry Konstrukcji Metalowych. Sam chętnie przyjął etat w przemyśle bezpośrednio po studiach. – Po uzyskaniu dyplomu zacząłem pracować w MOSTOSTALU – wspomina. – Najpierw byłem inżynierem, a potem kierownikiem budowy konstrukcji stalowych. Te doświadczenia bardzo przydały mi się w pracy dydaktycznej w uczelni. Wiadomo, na jakie problemy należy położyć większy nacisk, a co jest sprawą drugorzędną.
Zdaniem prof. Ziółki, na Wydziale Inżynierii Lądowej PG istnieją jednostki dydaktyczne, nastawione wyłącznie na wpajanie studentom teorii. Przykładem jest Katedra Mechaniki Budowli, gdzie wykładowcy praktyczna wiedza nie jest potrzebna. – Pracownik naukowo-dydaktyczny katedry konstrukcyjnej nie powinien prowadzić zajęć ze studentami, jeśli nie ma doświadczenia, jakie daje praca w zakładzie przemysłowym – zaznacza profesor. Obecnie trudno jest zachęcić do pracy w uczelni młodych inżynierów, którzy mogliby się wykazać praktyką zawodową w zakładzie przemysłowym. Odstraszają zbyt niskie płace. W katedrze kierowanej przez prof. Ziółkę jest obecnie trzech młodych absolwentów PG, którym zależało na etacie dydaktyczno-naukowym w uczelni.
– Wszystkich natychmiast wysłałem na roczny staż w MOSTOSTALU, a więc do zakładu przemysłowego, który znam niemal od podszewki i z którym od lat nasza katedra ściśle współpracuje – powiada uczony. Koszty stażu pokryte zostały po połowie – przez pół roku pieniądze młodym inżynierom i przyszłym pracownikom naukowo-dydaktycznym dawała uczelnia, a przez kolejne sześć miesięcy – zakład przemysłowy. Uzyskali niezbędne doświadczenie zawodowe i równocześnie nabyli uprawnienia budowlane, które upoważniają do wykonywania projektów. Absolwent nie musi posiadać takich uprawnień, ponieważ nie ma obowiązku wykonywania projektów na zlecenie zakładów przemysłowych. Tak zakłada teoria. Ale kto trafia do katedry kierowanej przez prof. Ziółkę musi otrzeć się o przemysł, ponieważ współpraca z nim jest integralną częścią działalności tej jednostki organizacyjnej PG. A udział w projektowaniu na zlecenie firm przemysłowych pozwala dodatkowo zarobić, co jest niebagatelnym atutem dla młodych pracowników, których płace wciąż nie stanowią zachęty do pozostawania na etacie uczelnianym.
– Pożytek z praktyki przemysłowej bywa ogromny – stwierdza prof. Ziółko. – Ja prowadzę wykłady, a moi asystenci zajmują się projektowaniem. Gdyby nie mieli doświadczenia przemysłowego, nie byliby w stanie odpowiednio ukierunkować rozumowania młodzieży akademickiej w trakcie pracy nad projektem. Niepotrzebnie zajmowaliby się wówczas analizą drobiazgów, które nie mają istotnego znaczenia dla całości konstrukcji.
EWOLUCJA TECHNOLOGII
Pracownik uczelni, który jedynie stoi za pulpitem dydaktycznym, często nie zdaje sobie sprawy z olbrzymiego postępu w technologii. Według prof. Ziółki, w przemyśle nastąpiła daleko idąca ewolucja na przestrzeni kilku ostatnich dziesięcioleci. – Przed laty, jeśli konstrukcja łączona była śrubami, trzeba było wykonywać specjalne szablony, aby prawidłowo połączyć ze sobą dwa elementy. I mimo stosowania szablonów, nie zawsze udało się wykonać robotę dokładnie. A teraz stosuje się wiertarki sterowane numerycznie i błędu nie ma! – śmieje się.
– Moja pierwsza działalność inżynierska polegała na tym, aby wykonać linię przenikania dwóch rur, które należało połączyć pod odpowiednim kątem – znów wraca do wspomnień. – Musiałem przypomnieć sobie zasady geometrii wykreślnej, wykonałem na schemacie linię przenikania dwóch powłok, a następnie zrobiłem szablon z tektury. Krawędź rury obcinało się według tego szablonu. Była to praca czasochłonna i mozolna. A teraz każda firma wykonująca konstrukcje rurowe ma automaty do cięcia rur pod kątem. Odpowiednim pokrętłem ustawia się wymagany kąt i w ułamku minuty elementy rur są idealnie dopasowane do siebie! Taki to postęp!
Kto jest twórcą postępu? Trzeba dziękować tęgim umysłom w instytutach naukowych i uczelniach, czy też bystrym i zaradnym pracownikom przemysłu, szybko wdrażającym doskonałe, własne pomysły? – Trudno o jednoznaczną odpowiedź na te pytania – twierdzi prof. Ziółko. W jednych dziedzinach przoduje nauka, w innych przemysł. Nie ulega wątpliwości, że nauka powinna dostarczać jak najszybciej najnowszych rozwiązań teoretycznych. Natomiast technologię zazwyczaj szybciej usprawnia przemysł.
– Dlatego pracownik naukowo-dydaktyczny, który ma zbyt mały kontakt z zakładami przemysłowymi, o postępie technologicznym dowiaduje się później – stwierdza profesor. – Tracą na tym przede wszystkim studenci, których taki nauczyciel akademicki kształci. Zdarzają się jednak i sytuacje, że przemysł dostrzega nowy problem, z którym nie jest w stanie sam się uporać. Wtedy zwraca się o pomoc do pracowników nauki. Istotne jest wówczas, aby pracownicy naukowi byli dokładnie zorientowani w najnowszych trendach w danej dziedzinie przemysłu.
AWARIE
W 2000 roku minęło 17 lat współpracy Katedry Konstrukcji Metalowych PG z rafinerią w Płocku. Wszystkich dokonań na rzecz tego przedsiębiorstwa nie da się zsumować. Do dziś gdańscy naukowcy pamiętają usuwanie pierwszej poważnej awarii olbrzymiego zbiornika paliwowego, który należało zespawać nie przerywając jego eksploatacji ani ciągłości dostaw paliwa. – W połowie lat 80. spawaliśmy zbiornik o pojemności 32 tys. m3 – mówi prof. Ziółko. – Wewnątrz znajdowało się około 16 tys. m3 ropy. Usuwaliśmy awarię na wysokości zaledwie 60 cm nad zwierciadłem ropy, co w owych czasach było nie lada sztuką.
Rafineria byłaby narażona na ogromne koszty, gdyby zdecydowała się na całkowite opróżnienie zbiornika i na przerwę w dostawie paliwa. Naukowcy z Gdańska zastosowali specjalne zabezpieczenia. Z usuwaniem awarii uporali się niezwykle sprawnie. Wyspecjalizowali się w tym zakresie.
GIGANT DLA BIAŁORUSI
Praktyka w usuwaniu awarii zbiorników paliwowych zachęciła do zajęcia się projektowaniem, co dotychczas było niemal wyłącznie domeną branżowych biur projektowych, które stosowały wysokie narzuty. Biura takie zwykle były przypisane do poszczególnych inwestorów. Uczelniani projektanci stali się konkurencyjni. Instytut Transportu Nafty w Kijowie zlecił im (o ich wysokich kwalifikacjach dowiedział się z gdańskiego MOSTOSTALU) wykonanie projektu zbiornika paliwowego o pojemności 75 tys. m3, który byłby wybudowany w Mozyrze na Białorusi. Zlecenie było niezwykle atrakcyjne, ale krótkoterminowe. Trzeba było wykonać zadanie w ciągu zaledwie siedmiu tygodni. Groziły wysokie kary umowne, gdyby nie zdołano przedłożyć gotowego projektu w terminie.
– Niektórzy z nas pracowali po nocach, a niekiedy całe doby spędzali w uczelni, aby na czas wykonać projekt – stwierdza prof. Ziółko, kierownik zespołu, w skład którego wchodzili inżynierowie magistrowie: Przemysław Borek, Dariusz Kowalski, Marek Jędrzejewski (wszyscy trzej mają za sobą roczny staż w MOSTOSTALU) oraz Ewa Supernak. Nie było ani jednego dnia zwłoki. – To zasługa moich młodszych kolegów – podkreśla z dumą prof. Ziółko. Z projektu – jak się początkowo zdawało – Białorusini byli bardzo zadowoleni. Okazało się jednak, że pod wpływem kontrahentów z Niemiec zwątpili w celowość budowy olbrzymiego zbiornika. Przekonani byli, że korzystniej będzie wybudować kilka mniejszych zbiorników.
– Inwestycja białoruska jest olbrzymia i pilna – powiada prof. Ziółko. – Projekt, jaki wykonaliśmy, stanowi zaledwie kilka procent jej wartości, a więc stosunkowo niewiele. Odłożenie go na półkę nie jest dla bogatego inwestora wielką klęską finansową. Natomiast dla inżyniera, który go wykonał, jest frustrujące, że nie będzie miał okazji na własne oczy zobaczyć, jak wygląda konstrukcja, którą z mozołem projektował na komputerze. Sterta dyskietek i rulony rysunków, jakie wydrukowano, może okazać się całkowicie bezużyteczna. Trochę nam przykro z tego powodu...
Najważniejsze, że kijowski instytut wyraził chęć dalszej współpracy. Projekt gigantycznego zbiornika, który miał być wybudowany w Mozyrze, zbliżył do siebie naukowców z Gdańska i Kijowa. – Zaprzyjaźniliśmy się – przyznaje prof. Ziółko i opowiada o perspektywach dalszej współpracy.
PODNIEŚLI OGROMNY DACH
Dokonań świadczących o bliskiej współpracy z przemysłem katedra ma niemało. Liczącym się przedsięwzięciem, które zyskało rozgłos nie tylko w kraju, było podniesienie o trzy metry dwóch dużych segmentów dachu hali zakładu produkcyjnego Philipsa w Kętrzynie. W hali produkuje się akcesoria do świetlówek. Istotną rolę w transporcie wewnątrzzakładowym odgrywały żurawie, które poruszały się po posadzce. Aby zwiększyć wydajność zdecydowano wyposażyć dodatkowo halę w suwnice, które przemieszczałyby się nad maszynami. Takie rozwiązanie wymagało podwyższenia dachu. Projekt tego przedsięwzięcia sporządzili naukowcy z PG, a zadanie wykonali w ciągu zaledwie jednego dnia pracownicy firmy z Bydgoszczy. Pod podnoszoną konstrukcją hali fabrycznej stały maszyny produkcyjne. Ryzyko niepowodzenia należało całkowicie wykluczyć.
Zdarzenie opisano na łamach czasopisma „Inżynieria i Budownictwo”. Streszczenie tej publikacji zamieścił niedawno periodyk niemiecki „Bauingenieur”. Jest więc czym się pochwalić.
PRZYGODA INŻYNIERSKA
Przed pracownikami Katedry Konstrukcji Metalowych pojawiło się nowe wyzwanie. Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych „Przyjaźń” w Płocku zaproponowało udział w zamkniętym konkursie na projekt największego w Polsce zbiornika paliwowego o pojemności tysięcy metrów sześciennych. Olbrzymia konstrukcja ma być zbiornikiem paliwowym rezerw państwowych. – Jest to dla nas nowe wyzwanie i nowa prawdziwa przygoda inżynierska – powiada prof. Ziółko. – Trudno byłoby nie przyjąć tak fascynującej, ambitnej i zarazem kuszącej propozycji pod koniec życia zawodowego, które niemal w całości poświęciłem projektowaniu zbiorników metalowych. Trzeba wykonywać wiele prac dla przemysłu i cierpliwie czekać na moment, gdy pojawi się prawdziwy rodzynek, który będzie znakomitą przygodą inżynierską. Nie jest wykluczone, że to właśnie nasz zespół wykona projekt największego zbiornika paliwowego. Ale jeśli ktoś inny wygra konkurs, ciekawa przygoda inżynierska będzie jeszcze przed nami.
|