Notatki Ministra Nauki
Komitet w głosowaniu opowiedział się za zwiększeniem
statutówki o 54,5 mln, bez pomniejszania środków
na projekty badawcze.
Andrzej Wiszniewski
A
jednak w procesie ograniczania finansowania statutowego na korzyść projektów badawczych KBN zrobił o krok za dużo. Jeśli bowiem wziąć pod uwagę łącznie kwoty na działalność statutową i badania własne, to w roku 2001 przewidziano zaledwie 96 proc. tego, co było wydatkowane w roku 2000. Czyli, uwzględniając planowaną inflację, byłby to kilkunastoprocentowy spadek. Sytuacja ta wywołała bardzo wiele protestów i odwołań, z których niemało było w pełni uzasadnionych. Dlatego przedłożyłem Komitetowi projekt zwiększenia środków na działalność statutową o 81,5 mln zł, co pozwoliłoby osiągnąć poziom 102 proc. nakładów z roku 2000. Kwota ta miała pochodzić z oszczędności wynikających m.in. z korzystnego kursu euro, ale też część z niej – a ściśle 27 mln – ze zmniejszenia środków na projekty badawcze, które w roku 2001 zaplanowano na poziomie 128 proc. tego, co było przed rokiem. Oznaczało to 3 proc. zmniejszenia. Moja propozycja była gorąco i krytycznie dyskutowana na forum Komitetu, który w głosowaniu opowiedział się za zwiększeniem statutówki o 54,5 mln, bez pomniejszania środków na projekty badawcze. Była to opinia Komitetu, którą mogłem uwzględnić lub też nie. Jednak wspomniałem na starą, hebrajską maksymę która powiada: Pismo można interpretować na 49 sposobów, dlatego Bóg powiedział do Mojżesza: „decyduj wedle większości”. I zwiększyłem środki na działalność statutową i badania własne jedynie o kwotę 54,5 mln, czyli do poziomu 100 proc. sum zeszłorocznych. Dzięki temu wszystkie zespoły będą mogły spełnić niemal dokładnie zalecenie Komitetu, by jednostki kategorii 1 otrzymały nie mniej niż 106 proc. środków zeszłorocznych, a jednostki kategorii 2 nie mniej niż 100 proc. tych środków. I wedle tego kryterium podzieliłem tę dodatkową kwotę pomiędzy zespoły Komitetu. Trochę mi żal, że nie mogłem zwiększyć bardziej, bo zdaję sobie sprawę, że jednostki niższych kategorii mogą stanąć przed bardzo trudną sytuacją, ale cóż robić: demokracja ma swoje prawa. Mogę tylko zachęcić te instytucje, które poważnie dotknęła redukcja dofinansowania statutowego, aby wykazały większą aktywność w ubieganiu się o granty KBN, a jeszcze lepiej o granty brukselskie w ramach 5. Programu Ramowego.
PROCENT ZWROTU
A jeśli mowa o programie ramowym, to chciałbym powiedzieć, że na polskie zaproszenie przebywała w KBN delegacja Komisji Europejskiej, by omówić działania, jakie należy podjąć, aby udział polskich zespołów w projektach badawczych Unii wzrósł. Bowiem na półtora roku przed zakończeniem 5. Programu Ramowego można powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że mimo iż nasza składka do kasy tego programu jest obniżona o ok. 40 proc. w porównaniu do tego, co wynika z naszego PKB (i to liczonego w euro po kursie bankowym, bez uwzględnienia parytetu siły nabywczej, co by dla nas było o wiele mniej korzystne), mimo że połowę naszych zobowiązań zapłaci fundusz PHARE, to jednak łączna kwota dofinansowania polskich zespołów będzie mniejsza niż to, co musimy do unijnej kasy zapłacić. Ale może nie to jest najgorsze. Dla mnie najsmutniejsze jest porównanie naszych wyników z krajami naszego obszaru, czyli Europy Środkowej, które zawsze postrzegaliśmy jako znacznie od nas gorsze. A tymczasem, patrząc na „procent zwrotu” składki do programu na 30 października 2000, czyli mniej więcej na połowę czteroletniego programu, byliśmy drudzy od końca. Dla poszczególnych krajów procent ten kształtował się następująco: Bułgaria – 49 proc.; Czechy – 45 proc.; Estonia – 184 proc. (brawo Estonia!); Węgry – 60 proc.; Łotwa – 40 proc.; Litwa – 23 proc.; Polska – 17 proc.; Rumunia – 14 proc.; Słowacja – 49 proc.; Słowenia – 45 proc. Czyli zajmujemy przedostatnie miejsce i to bardzo daleko nie tylko za taką „potęgą” jak Estonia, ale też za większością krajów naszego obszaru. Bowiem średnia dla wszystkich wymienionych krajów wynosiła 35 proc.
Powstała sytuacja jest fatalna dla naszego kraju, ale też kłopotliwa dla Unii. Stąd warszawskie rozmowy. Zaproponowaliśmy w nich cały szereg możliwości zwiększenia polskiego udziału w programie. Jedną z nich było wprowadzenie nowego podprogramu w ramach programu horyzontalnego o nazwie Human Capital. Zaproponowaliśmy mianowicie następujące hasło: International networks of Ph.D. studies as means to build European human capital and create centers of transferring knowledge to economy and social
life.
Sądzę, że w tym obszarze możemy mieć szansę na wiodącą rolę w całej Europie. Z jednej strony bowiem, mamy wyjątkowo dobrze rozwinięte studia doktoranckie (w ciągu dziesięciolecia liczba studentów tych studiów wzrosła niemal 12 razy i osiągnęła 20 tys.), z drugiej, większość programów doktorskich w Europie zachodniej więdnie z braku kandydatów. Dlatego, myśląc o przyszłości nauki w skali europejskiej, inwestowanie właśnie w ten obszar wydaje się najbardziej racjonalne. Czy nasi przyjaciele z Brukseli to kupią – zobaczymy. Ich pierwsze reakcje były zachęcające, ale jaki będzie ostateczny rezultat – przyszłość pokaże.
Bez względu jednak na reakcję Brukseli, apeluję: walczmy o europejskie granty. To jest nie tylko sprawą pieniędzy, ale też naszego honoru.
|