Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 4/2001

Tatarkiewicze
Poprzedni Następny

Rody uczone (54)

Między rodzicami i dziećmi panował w domach Tatarkiewiczów duży dystans, dzieci zwracały się do matki i ojca w trzeciej osobie i całowały w rękę.

Magdalena Bajer

Władysław Tatarkiewicz

Tatarkiewicze pod Bobrujskiem, mały zaścianek szlachecki, to najpewniej gniazdo rodzinne przodków wielkiego polskiego filozofa. Jego syn, profesor matematyki, Krzysztof, w najdalszej pamięci zachował Wincentego Tatarkiewicza, który za młodych lat był muzykiem, a w starszych prowadził browar gdzieś pod Warszawą lub zgoła w Warszawie na Woli. W następnym pokoleniu zajaśniały ponadprzeciętne zasługi, jako że syn Wincentego, Jakub, to znany rzeźbiarz, uczeń Canovy i Thorvaldsena, który przywiózł do Warszawy pomnik Kopernika, stojący odtąd przed Pałacem Staszica przy Krakowskim Przedmieściu. Własne jego rzeźby zdobią fronton Teatru Wielkiego, a pomnik Krzysztofa Kluka stoi w Ciechanowcu. Kilka rzeźb posiada dotąd rodzina. Pośród kilkorga dzieci Jakuba był dobrze zapowiadający się skrzypek, który jednak umarł młodo. Wieku dorosłego dożył syn najmłodszy i ukończywszy Szkołę Główną, a nie mogąc realizować ambicji naukowych, został adwokatem. Jego to z kolei starszym synem był Władysław, ojciec i teść gospodarzy, państwa Anny z domu Jakobiszyn oraz Krzysztofa Tatarkiewiczów, którzy na spotkanie ze mną zaprosili, z Sopotu, córkę stryja, Jana, panią Elżbietę z Tatarkiewiczów Skrzyńską. Rozmowa ogniskowała się, jak należało przypuszczać, wokół osoby filozofa, gdyż był w rodzinie postacią wyznaczającą wzory, zarazem osobą bardzo kochaną i żywo interesującą najbliższe otoczenie. Myślę, że świadectwo pani Anny, synowej, jest szczególnie cenne, gdyż znała uczonego również z uniwersytetu, zanim poznała go w domu, a także dlatego, że sama jest publicystką bacznie obserwującą życie. Jest również tłumaczką oraz działaczką organizacji na rzecz dzieci osieroconych i potrzebujących pomocy, z wykształcenia zaś filologiem klasycznym.
Pani Elżbieta, bardzo zżyta z domem stryjostwa, widziała ten dom również na szerszym rodzinnym tle.

EDUKACJA I FORMACJA

Władysław Tatarkiewicz rozpoczął studia w Politechnice Warszawskiej, skąd po paru tygodniach przeniósł się na uniwersytet, a stamtąd usunięto go za udział w strajku 1905 r. Studiował w Berlinie, Marburgu i jeden semestr w Zurychu, gdzie zaprzyjaźnił się z późniejszym księdzem Władysławem Korniłowiczem, współtwórcą dzieła Lasek i ojcem duchownym tamtejszego ośrodka otwartej, „preekumenicznej” myśli chrześcijańskiej. Bywając w Paryżu poznał matkę swojej przyszłej synowej, Anny, która tam studiowała rzeźbę. Osobliwym zrządzeniem losu Anna i Krzysztof poznali się, wiele lat później, także w Paryżu.

Po powrocie z zagranicznych wojaży, zyskawszy typową dla ówczesnych polskich inteligentów formację intelektualną, z przewagą poglądów pozytywistycznych, Władysław Tatarkiewicz w Warszawie wykładał na kursach naukowych, pracował naukowo – niekoniecznie troszcząc się o zarobki, na co pozwalał mu pozostawiony przez ojca majątek – aż do wybuchu I wojny światowej.

W 1915 r., mając 29 lat, został profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Odtąd trwało niezwykle pracowite i czynne życie uczonego, znaczone fundamentalnymi dziełami z zakresu filozofii, historii filozofii, estetyki, gdyż był profesor także historykiem sztuki, etyki. Bibliografia samych tylko wznowień z lat 90. zajmuje sporo miejsca. Wielokrotnie wydawano trzytomową Historię filozofii, obecną w bibliotece każdego humanisty. Podobnie jest z traktatem O szczęściu czy esejami O doskonałości.

Profesorskie curriculum vitae pani Elżbieta Skrzyńska uzupełniała swoimi przeżyciami i obserwacjami. Jej ojciec, podobnie jak stryj, został wyrzucony z uniwersytetu i studiował w Kijowie prawo. W okresie międzywojennym był adwokatem, czego po drugiej wojnie nie chciał kontynuować i został sędzią sądu okręgowego w Gdańsku; dlatego rodzina znalazła się na Wybrzeżu.

Przedtem, w Warszawie, u młodszego syna (ojca pani Elżbiety) mieszkała babcia Tatarkiewiczowa i pani Elżbieta codziennie chodziła z nią na ranną Mszę do kościoła św. Aleksandra, choć wtedy akurat przeżywała okres sprzeciwu wobec różnych tradycyjnych nakazów i obyczajów. Nie mieściło się jej w głowie, by odmówić babci towarzystwa.

Z OKRUCHÓW ZEBRANE

Córki Jana Tatarkiewicza, Elżbieta i młodsza o kilka lat Janina, walczyły w powstaniu warszawskim. Ich ojciec był internowany w Rumunii. Spotkanie obu braci nastąpiło w Muzeum Narodowym, gdzie ówczesny dyrektor, Stanisław Lorentz, zaprzyjaźniony z rodziną, „wykombinował” pokoik dla Jana i córek.

Stryjostwo pani Elżbiety często w lecie bywali w sopockim domu ZaiKS-u i wtedy dwa pokolenia rodziny spotykały się ze sobą. Pani Elżbieta, bywając służbowo (pracowała do emerytury w spółdzielczości) w Warszawie, zatrzymywała się u stryjostwa, a wizyty składała Krzysztofom. Porównania potwierdzały jedność i ciągłość stylu życia, który pani Elżbieta uważa za bardzo „charakterystyczny”. Proszona o dokładniejsze opisanie powiada: – Było bardzo mało słów, bardzo mało uwag. Działał jakiś przykład. Jednocześnie wszyscy moi rozmówcy podkreślają mocno panującą w domach Tatarkiewiczów prostotę i bezpośredniość.

Z dawniejszych, przedwojennych czasów Krzysztof pamięta życie towarzyskie. Utkwiła mu w pamięci scena z roku 1938, kiedy to w rodzicielskim salonie spotkali się: ambasador francuski Leon No?l z niemieckim – Hansem von Moltke. Było to po traktacie monachijskim. Dyplomaci w milczeniu podali sobie ręce, po czym śpiesznie rozeszli się do różnych pokojów. Między rodzicami i dziećmi panował w domach Tatarkiewiczów duży dystans, dzieci zwracały się do matki i ojca w trzeciej osobie i całowały w rękę. Pani Elżbieta całowała w rękę ciocię Tatarkiewiczową mając 50 lat. Prof. Krzysztof uważa to za tak oczywiste, że nie bardzo potrafi analizować lub oceniać. Oczywiste jest również, że ów pełen respektu dystans zupełnie nie mącił głębokiego porozumienia ani nie chłodził wzajemnej miłości.

Pani Anna przypomina określenia: porządny człowiek, przyzwoity człowiek, prawy, dziś już nieużywane, a właśnie one mieściły w sobie podstawowe kryteria postępowania.

UCZONOŚĆ

Człowiek porządny, przyzwoity i prawy robi coś lub czegoś nie robi, bez względu na to, czym się w życiu zajmuje. Młodsza córka Jana Tatarkiewicza Janina Suchorzewska została profesorem anestezjologii w gdańskiej Akademii Medycznej. Jej syn Marek jest również lekarzem tej specjalności i prawdopodobnie pójdzie drogą naukową. Wzór stryja, wielkiego filozofa, także ojca, stryjenki oraz matki, są oczywistym odniesieniem i miarą oceny, przede wszystkim własnych postępków.

Syn Anny i Krzysztofa Jakub Tatarkiewicz był w szkole celującym uczniem. Wybrał studiowanie fizyki, zrobił doktorat, habilitację, publikował w światowych czasopismach, po czym wraz z żoną, również pracującą naukowo (biofizyka), wyjechali do Stanów Zjednoczonych, gdzie warunki do prowadzenia badań są lepsze. Starszy prawnuk Władysława Tatarkiewicza, zmarłego w 1980 roku, interesuje się informatyką i reżyserią.

Gospodarz rodzinnego spotkania, wedle woli swego ojca, filozofa, nie miał być humanistą. Bez większych wyrzeczeń wybrał chemię, zmieniając niebawem ten kierunek studiów na matematykę. U samego początku dostał od ojca wspaniały przybornik kreślarski, którego ten, bawiąc w politechnice krótko, nigdy nie użył.

Sposobem wykładania różnią się od siebie, co może brać się z odmiennych właściwości uprawianych dyscyplin. Prof. Tatarkiewicz senior niezwykle starannie przygotowywał wykłady, jak i publikacje, wielekroć je przerabiając i cyzelując. Czytał, ale tak, że słuchaczom wydawało się jakby mówił. Pani Anna przypisuje to niezwykłej rzetelności, która kazała uczonemu spisać wszystko, co pragnął przekazać, by nic nie umknęło.

Różnicę w stylu wykładania między ojcem i synem, jej mężem, wiąże z odmiennością usposobienia. Teścia charakteryzuje fotografia na Kasprowym Wierchu, gdzie Władysław Tatarkiewicz widnieje ubrany niemal wizytowo, z chusteczką w kieszonce i w krawacie. Prof. Tatarkiewicz młodszy najchętniej chodzi w dżinsach i zupełnie nie można go nazwać pedantem. Pedanterię odziedziczył po dziadku Jakub.

RÓWNOWAGA

Reforma rolna ostatecznie przecięła związki Władysława Tatarkiewicza z tradycją ziemiańską. Nie można już było spędzać wakacji w rodzinnym majątku pod Lublinem, gdzie wraz z synem jeździł konno. Zamieszkawszy w Krakowie, profesor dojeżdżał do Warszawy, co na kilka lat przerwały powojenne władze, zabraniając mu prowadzenia wykładów. Wtedy zajął się tłumaczeniami, przekładając m.in. Czarodziejską górę Tomasza Manna, a także pisaniem szkiców i rozpraw naukowych. Po październiku 1956 wrócił na uniwersytet, a w roku 1960 przeniósł się na stałe do Warszawy.

Pani Anna wspomina uroczystość 80. rocznicy urodzin swego teścia i wypowiedzianą wtedy opinię Leszka Kołakowskiego, który wyznał, że zawsze zdumiewał go niezłomny obiektywizm prof. Tatarkiewicza, przedstawiającego poglądy innych filozofów, dawnych lub współczesnych, tak jakby je podzielał i tylko bardzo bliscy znajomi mogli się orientować, które z nich zgodne są z jego własnymi.

W domu mało rozmawiano o sprawach naukowych, o filozofii, o polityce. Profesor, niesłychanie zaabsorbowany pracą intelektualną, nie oczekiwał w tym partnerstwa od swoich bliskich. Ciekawiły go zdarzenia rodzinne, życie kulturalne, bardzo lubił kino, oboje z żoną chodzili na wszystkie filmowe premiery. Bywając u przyjaciół ojca, Jarosławowstwa Iwaszkiewiczów w Stawisku, pan Krzysztof nie zapamiętał głębszych rozmów o literaturze ani o filozofii, lecz wymianę poglądów na „bieżące życie”.

Wedle synowej wielkiego filozofa, Polacy dzielą się na „cwaniaków” i „frajerów”. Pierwszych bliżej przedstawiać nie trzeba, drudzy to wyznawcy ideałów, jakie przyświecają ludziom porządnym i prawym, ci, którzy zastanawiają się, co wolno, co koniecznie trzeba, a czego absolutnie się nie godzi. W rodzinach inteligenckich wychowuje się „frajerów”, ciągle dosyć skutecznie, jakkolwiek młodzi z tych rodzin często idą do zawodów tradycyjnie nie przypisywanych inteligencji.

W domu państwa Tatarkiewiczów trwa duch spokojnej równowagi i obiektywizmu. Pani Elżbieta Tatarkiewicz-Skrzyńska mówiła o swoim siostrzeńcu, który w zawodzie lekarskim kontynuuje „zachowania porządnego człowieka”, zyskując mir otoczenia i sympatię pacjentów. Prof. Tatarkiewicz junior niewiele mówił o „rzeczach oczywistych”, które się praktykuje, ale rzadko rozpowiada. Zakonkludował krótko: – Oby trwały. 

Tekst powstał na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w Polskim Radio BIS w lipcu 1999, sponsorowanej przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej.

 

Komentarze