|
|
EsejLudzkość będzie musiała znaleźć sposób zamiany pisma w obraz. Piotr Skórzyński Pierwszy nowożytny teoretyk nauki Francis Bacon w eseju Sfinks przypomniał, że Edyp, który zdobył władzę w Tebach dzięki rozwiązaniu zagadki Sfinksa, swoją mądrość zawdzięczał przekłutym piętom – one to, eliminując go jako wojownika, zmusiły do posługiwania się rozumem w walce o byt. Znany amerykański praktyk i teoretyk zarządzania John C. Maxwell w książce Być liderem zauważa: Badania życiorysów 300 wybitnych ludzi, takich jak F.D. Roosevelt, Helen Keller, Winston Churchill, Albert Schweitzer, „Mahatma” Gandhi czy Albert Einstein pokazują, że jedna czwarta z nich miała poważne wady w rodzaju ślepoty, głuchoty czy niepełnej sprawności. Trzy czwarte pochodziło z rodzin żyjących w nędzy, rozbitych domów lub wychowywało się w warunkach napięć. Dlaczego niektórzy ludzie rozwiązują problemy, a tysiące innych upada pod ich ciężarem? Ponieważ ci, którzy je rozwiązują, odrzucają popularne rozgrzeszanie się z niepowodzeń i bierności. Zamieniają kamienie napotkane na drodze w stopnie, po których pną się w górę. WSTRZĄS ŹRÓDŁEM ENERGIICzłowiek, jak nas uczą materialiści, rozrywany jest przez potrzeby bezpieczeństwa i bodźców, ale ta pierwsza, w postaci instynktu samozachowawczego, dominuje. Uznajemy to za oczywistość, ale tak nie jest. Zarówno dobór płciowy wśród zwierząt, jak budowa kultury i cywilizacji wśród ludzi w istocie wskazują na prymat pierwszej potrzeby, którą w wypadku homo sapiens niektórzy redukują do ciekawości. Szczególnie interesujące są amerykańskie doświadczenia na trzymanych w izolacji szczurach, relacjonowane przez Erica Bernego. Wykazały one, że pociąg [szczurów – red.] do bodźców jest silniejszy od głodu. Eksperymentatorzy zakończyli swoje badania konkluzją, iż potrzeba ustrukturowanych sygnałów (czy też, jak je nazwali, „doświadczenia percepcyjnego”) może wpływać na tak fundamentalne potrzeby jak głód, oraz że skutki wczesnej deprywacji zmysłowej mogą przejawiać się przez całe życie w formie silnej podatności na skomplikowane doznania. Ostatnie zdanie może wyjaśniać skokowy wzrost wrażliwości po wszelkim traumatycznym wydarzeniu – pod warunkiem, że psychika zdoła je (jak to się stało np. w przypadku por. McCaina) zintegrować z systemem przekonań. Wydaje się, że tu leży wytłumaczenie tego wciąż powtarzającego się faktu, iż to głęboki wstrząs otwiera ludzi, uruchamia ich wrażliwość i jakąś do tej pory nienazwaną energię psychiczną. Jest to stały element niemal wszystkich nawróceń, ale także biografii ludzi obdarzonych paranormalnymi własnościami. Znajdujemy go w życiorysach osób bardzo różnych, jak np. Mary B. Eddy, założycielka Christian Science czy ks. Cz. Klimuszko, franciszkanin. Albert Schweitzer postanowił dać swoim życiem świadectwo Ewangelii po tym, jak był świadkiem śmiertelnego wypadku swojej matki roztrzaskanej przez znarowione konie. Abraham Lincoln oddał swój wielki umysł polityce po tym, gdy jego narzeczona opuściła go na godzinę przed ślubem. Można wymienić jeszcze kilkaset takich przykładów. Psychologia – ani filozofia – darwinowska nie potrafi, rzecz jasna, tego wytłumaczyć. Musiałaby bowiem do swojej dwuwymiarowej wizji człowieka (poziomy wymiar bezpieczeństwa i pionowy wymiar doznań) wprowadzić trzeci wymiar: metafizyczny. Freud pragnąc znaleźć podstawową formę energii wspólną zarówno organizmowi, jak psychice, stworzył ideę „libido”. Jednak założenia, jakie przyjął, skłoniły go, by zredukować jej sens do pociągu seksualnego, co następnie zaowocowało dodaniem fantastycznego „instynktu śmierci”. W literaturze psychologicznej tłumaczy się to jego nastawieniem pozytywistycznym; jak wiadomo, marzył on z początku o doprowadzeniu psychologii do statusu nauki ścisłej. Żeby to osiągnąć, trzeba by jednak zdefiniować używane terminy, tak jak robią to fizycy. Ci zaś znają różne rodzaje energii. PRZYMUS NEUROTYCZNYTa, z którą mamy do czynienia na co dzień, czyli energia elektryczna, powstaje dzięki napięciu. Wprowadza nas to od razu w sam środek dyskusji psychologicznych, jako że zbyt duże napięcie zakłóca codzienne funkcjonowanie, odbiera radość z drobnych przyjemności i prowadzi do wszelkich możliwych chorób. Powstaje ono – jak się powszechnie uważa – z niemożności odreagowania traumatycznych przeżyć. Terruwe i Baars szczególną uwagę poświęcają „nerwicy energii”, która polega na całkowitym panowaniu nad sobą, co w rezultacie uniemożliwia jakąkolwiek spontaniczność. To, co jest istotne, to energia, z jaką tłumi się swoje lęki i pragnienia. Trzeba zaprzestać represji swoich uczuć, żeby móc przestać bezustannie wydatkować energię na ich tłumienie. Wynika stąd, że jeśli tłumiąca działalność energii emocjonalnej zacznie słabnąć w wyniku leczenia psychiatrycznego, ów tłumiony lęk ujawni się stopniowo, powodując niekiedy napady nawet intensywnego strachu. (...) Neurotycy energii to ludzie odważni i pełni zaufania do własnych sił – ale w tym celu zdecydowani są stłumić swoje życie emocjonalne. (...) Uczucia są przez nich tłumione tak silnie, że nie sposób już dostrzec żadnych śladów najbardziej naturalnych ludzkich uczuć: szczególnie uczucia miłości. Ale taki obraz niczym w istocie nie różni się od portretu psychopaty. Dlatego odróżnienie tej postaci nerwicy od nerwicy lękowej należy uznać za sztuczne. Człowiek kontroluje swoje uczucia dlatego, że się ich boi, dlatego, że kiedyś za ich przyczyną doznał wielkiego bólu. Pożądanie władzy to pragnienie bezpieczeństwa: odgrodzenia się od wszystkiego, co niesie zagrożenie. Otto Kern, zabójca niemieckiego ministra spraw zagranicznych von Rathenaua, został ujęty wraz ze swoim wspólnikiem Erykiem von Salomon, który napisał w więzieniu autobiograficzną powieść. Porte parole jego przyjaciela mówi w niej: Robię to, co muszę robić, ponieważ umieram każdego dnia. Skoro wszystko, co robię, poświęcone jest potędze, wszystko, co robię, w potęgę jest wrośnięte. Potęga ta wymaga ode mnie niszczenia – więc niszczę. (...) Wiem, że nie zostanie po mnie nic – jeszcze zanim padnę w proch, kiedy także przez tę moc będę opuszczony. To rozdarcie odnajdujemy u jednego z przywódców rewolucji francuskiej, Saint-Justa (jeśli założyć, że pisze o sobie) w tym fragmencie listu do Vilaina d’Aubigny’ego z 1792 roku: Jeśli Brutus nie zabija innych, zabija sam siebie. W języku psychiatrów nosi to nazwę neurotycznego (lub psychotycznego) przymusu. Zwróćmy jednak uwagę na eksterioryzację tego uczucia u Salomona: jego bohater ma wrażenie, że rządzi nim jakaś zewnętrzna siła. Jest to ten obszar półmroku, tak doskonale przedstawiony w Makbecie: opętanie żądzą władzy, która prowadzi do szaleństwa. SZOK NIESZCZĘŚCIAW tym momencie, czego oboje psychiatrzy holenderscy zdają się nie być świadomi, wychodzimy poza medycynę. Gdyby Makbet zwyciężył, to on – a raczej jego żona – reprezentowałby darwinowskiego (czy heglowskiego, bo to w wypadku ludzi określenia zamienne) zwycięzcę, prawodawcę i reprezentanta Rzeczywistości. Szekspir pokazuje Lady Makbet ściganą przez demony, niczym Orestes u Ajschylosa, jednak znamy wielu władców, którzy po skrytobójstwach zachowywali, przynajmniej na zewnątrz, opanowanie i samokontrolę. Zdobywca lub wielki twórca potrafi wyzwolić w sobie niezwykłą ilość energii. Intrygująca jest możliwość jej manifestacji fizycznej. Jak pisze prof. Elżbieta Fonberg, u niektórych ludzi stres może wywołać reakcje tak ogólne, że przestraja cały organizm, a więc może działać leczniczo na różne choroby. Ewangelia zawiera obietnicę wolności, jaką przyniesie nam poznanie prawdy. Ale jak poznać prawdę, skoro od dzieciństwa jesteśmy utrzymywani w cudzych „snach”, czy, jak woli Eric Berne, scenariuszach? Jak dojść do obiektywnego opisu rzeczywistości, skoro przez 95 proc. naszego życia dane nam są tylko sądy subiektywne? Jest tylko jeden sposób: skonfrontować je ze sobą. Dopiero to umożliwia nam dystans do swoich sądów z przeszłości. Dopiero szok nieszczęścia pozwala oderwać się od własnej sytuacji. Dopiero „katastrofa” (cudzysłów Ren? Thoma) skłania nas do porzucenia myślowych schematów, które dawały nam pozorne, ale wygodne poczucie bezpieczeństwa. Dopiero załamanie się porządku, w jakim żyliśmy, daje nam możność wyzwolenia się z „klatki” (Eric Berne). I obdarza możnością autonomii poznawczej, czyli samodzielnością sądu. WOLNOŚĆ NAUKIZagadnienie to nosi w psychologii nazwę konformizmu poznawczego i zostało zobrazowane w słynnym doświadczeniu Salomona Ascha – a następnie zanalizowane przez Kurta Lewina, który wtedy właśnie wprowadził do psychologii gramatyczne pojęcie paradygmatu. W latach 30., pod presją wydarzeń politycznych, Lewin opracował nawet koncepcję zmian paradygmatu przez tworzenie „zakłóconych środowisk” czyli grup pozbawionych narzuconego autorytetu – okazało się to jednak wtedy utopią. Dopiero teraz próbuje się wrócić do tej idei, jako że koncepcja oświatowych sieci komputerowych nie wymaga centralnego ośrodka nauczania. Alvin Toffler przypuszcza jednak, że mogą tu nastąpić nieoczekiwane problemy: Niektórzy uczeni sugerują, że wraz ze wzrostem znaczenia informacji miejsce fabryki zajmie uniwersytet jako najważniejsza instytucja przyszłego społeczeństwa. Takie przekonanie, podzielane niemal wyłącznie przez pracowników nauki, wynika jednak z prowincjonalnego założenia, że tylko uniwersytet może być kolebką wiedzy teoretycznej. Przekonanie to nie jest jednak niczym więcej niż tylko profesorskim marzeniem. (...) Związki i nauczyciele będą z początku zabiegać o przedłużenie okresu przymusowego lub prawie przymusowego nauczania. (...) Z czasem jednak okres ten zostanie skrócony. W warunkach wioski elektronicznej dzieciństwo i młodość będą trwały krócej, ale będą bardziej produktywne i odpowiedzialne. Edukacja będzie silniej spleciona z pracą i niekoniecznie ograniczać się będzie do pierwszego okresu życia. Będzie to być może największa rewolucja w dziejach ludzkości: wolny dostęp do informacji bez filtru władzy. Jest zupełnie możliwe, że tradycyjny model szkół średnich i wyższych nie przeżyje jej. Skoro bowiem można uczyć się za pomocą Internetu, to wystarczą tylko egzaminy semestralne. A teoretycy oświaty przypomną sobie być może, że nie było ani jednego odkrywcy i wynalazcy, który nie miałby poważnych kłopotów z nauką w szkole – na czele z Thomasem Edisonem, którego wyrzucono ze szkoły podstawowej za lenistwo i nieuleczalną tępotę. Także George Westinghouse, autor ponad 400 wynalazków, w tym przełomowego w rozwoju transportu parowego silnika rotacyjnego, został usunięty ze szkoły jako „ociężały, leniwy i niezaradny”. Einstein zaczął mówić dopiero w wieku 5 lat, a na studiach miał poważne kłopoty z matematyką. Wspominając egzaminy na politechnikę, pisał:
Tak bardzo mnie to odstraszało, że rozważanie jakiegokolwiek problemu naukowego wydawało mi się czymś nie do zniesienia jeszcze przez cały rok. To prawie cud, że nowoczesne metody nauczania nie zabiły całkowicie całej mojej dociekliwości. Mój umysł, poza początkową zachętą, potrzebuje najbardziej wolności i bez niej niechybnie ginie... Sądzę, że nawet zdrowe zwierzę drapieżne straciłoby swoją drapieżność, gdyby zmuszać je batem, by jadło bez przerwy, czy jest głodne, PRAWDZIWA REWOLUCJATa niesamowita prawidłowość jest w istocie prosta do wytłumaczenia. Trzeba pamiętać, że szkoły powszechne powstały jako pomysł na socjalizację coraz liczniejszego, ze względu na wzrost higieny i rozwój medycyny, potomstwa klas niższych. Dzieci szlachty i bogatego mieszczaństwa miały prywatnych preceptorów i nikt nie przypuszczał, że może się to zmienić. Przeobrażenie się nauczycieli w wychowawców to postulat socjalistycznych działaczy i pisarzy końca XIX wieku, który, tak jak i inne ich pomysły, musiał oczywiście pozostać utopią. Przypomnijmy stwierdzenie Thomasa Kuhna z jego sławnej Struktury rewolucji naukowych: Zawsze człowiek dokonujący takiego zasadniczego odkrycia nowego paradygmatu jest bądź bardzo młody, bądź od niedawna pracuje w dziedzinie, której paradygmat zmienia. I chyba nie wymaga to nawet objaśnienia. Jest zrozumiałe, że ludzie, którzy mieli mało wspólnego z tradycyjnymi regułami nauki instytucjonalnej, łatwiej od innych zdają sobie sprawę z tego, że dzięki tym regułom gra stała się nie do rozegrania i wymyślają inne, aby tamte zastąpić. Można przyjąć, że zniknięcie prestiżowo-biurokratycznych barier spowoduje skokowy przyrost wiedzy i wynalazków. Każdego roku ilość wiedzy ludzkiej zwiększa się szybciej niż w roku poprzednim. Oblicza się, że w dziedzinach związanych z nauką pracować będzie w 2010 r. więcej ludzi niż w ciągu całej historii ludzkości do końca XX wieku. Niektórzy naukowcy ekstrapolując dzisiejszy wykładniczy wzrost informacji szacują, że w pierwszej połowie 2010 roku globalna ilość informacji będzie podwajana każdego dnia. Pod koniec tego roku będzie się podwajać co godzinę. Przy utrzymaniu tego przyspieszenia, mniej więcej w grudniu 2012 roku ilość wiedzy ludzkiej podwajać się będzie co sekundę. Naukowcy ci nie umieją powiedzieć, co będzie potem. Wydaje się jednak, że w tym momencie odwieczny model odtwarzania informacji w postaci pisma będzie musiał zostać zamieniony na taki, w którym oko ludzkie – a u większości ludzi to wzrok jest dominującym kanałem percepcji – będzie wykorzystywać w tym celu całe pole widzenia, a nie jedynie 6 stopni, jak to ma miejsce podczas czytania. Innymi słowy, ludzkość będzie musiała znaleźć sposób zamiany pisma w
obraz. Będzie to niewątpliwie prawdziwa rewolucja, gdyż język obrazów nie będzie w stanie sformułować pojęć pustych i terminów wewnętrznie sprzecznych. wyeliminowana więc zostanie spora część pseudowiedzy wtłaczanej dziś to głowy młodzieży i powielanej w stadnych absurdach (w rodzaju postmodernizmu). Nadzieję stwarza fakt, że jest to sposób, jakim posługuje się sama materia, gdy na poziomie kwantowym cząstkę zamienia w falę, a na poziomie DNA – genotyp w zygotę. |
|
|