Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 5/2001

Nie oczekujmy zbyt wiele
Poprzedni Następny

Życie akademickie

W klasowo-lekcyjnym systemie edukacji przestrzeganie 
dydaktycznej zasady indywidualizacji zadań i wymogów jest równie słusznym, jak mało realnym postulatem.

Henryk Grabowski

Troska o zdrowie publiczne i wychowanie młodych pokoleń należą do najbardziej doniosłych zadań każdego społeczeństwa. Bezpośrednia odpowiedzialność za nie spoczywa na dwóch świeckich zawodach, które w społecznym odczuciu kojarzą się z powołaniem: lekarza i nauczyciela. Ich wspólną cechą jest oddziaływanie na ludzi. Praca lekarza polega na przywracaniu równowagi w funkcjonowaniu organizmu pacjenta, praca nauczyciela – na wywoływaniu zmian w zachowaniu ucznia. Obydwa zawody dzielą trudy realizowanych w Polsce reform: systemu opieki zdrowotnej i narodowej edukacji. Podczas gdy krytyka powszechnej opieki zdrowotnej dotyczy głównie jej kadr administracyjnych, niezadowolenie z efektów powszechnej edukacji koncentruje się często, a niekiedy wyłącznie, na nauczycielach. Czy słusznie? Czy lekarze i nauczyciele mają istotnie równe szanse na spełnienie oczekiwań społecznych w zakresie skuteczności działania?

MIARA KOMPETENCJI

Chcąc zostać np. lekarzem okulistą, trzeba przez sześć lat studiować wiedzę medyczną, odbyć roczny staż we wszystkich oddziałach zamkniętej placówki służby zdrowia, a następnie ukończyć specjalizację pierwszego i drugiego stopnia. Wynika to z przeświadczenia, że organizm człowieka stanowi niepodzielną całość i bez znajomości praw rządzących jego reaktywnością na środki medyczne można lecząc jeden organ uszkodzić inny. Mimo to błędy w sztuce lekarskiej nie należą do rzadkości.

Żeby zostać np. nauczycielem polonistą, trzeba ukończyć pięcioletnie studia, których program w 90 proc. dotyczy przedmiotu przyszłej edukacji, a w ok. 10 proc. wiedzy ogólnopedagogicznej. Osobowość człowieka, podobnie jak organizm, stanowi również niepodzielną całość. Bez znajomości praw rządzących reaktywnością psychiki na bodźce pedagogiczne można ucząc jednego przedmiotu nie tylko skutecznie zniechęcić do wszelkiej nauki, ale nawet do życia. Przypadki samobójstw z powodu niepowodzeń szkolnych są tego bolesnym potwierdzeniem. Mimo to proporcje między wykształceniem specjalistycznym a ogólnozawodowym nauczycieli są odwrotne niż w przypadku lekarzy i ujawniają dalsze negatywne tendencje. Ostatnio rząd przyjął projekt ustawy o możliwości dopuszczania w niektórych przypadkach do wykonywania zawodu nauczyciela bez kwalifikacji pedagogicznych.

Jeżeli istotą leczenia jest przywracanie i podtrzymywanie funkcji organizmu, to kluczową pozycję w kształceniu lekarzy powinna zajmować fizjologia. W programach studiów medycznych na wydziałach lekarskich nauki o funkcjach i dysfunkcjach organizmu – jak biochemia, fizjologia, fizjopatologia – mają nie tylko odpowiednio wysoki wymiar zajęć dydaktycznych, ale także najczęściej przesądzają o powodzeniu na drodze do uzyskania dyplomu. Jeżeli istotą edukacji jest wywoływanie zmian w zachowaniu, to miarą kompetencji nauczyciela, niezależnie od tego, jakiego przedmiotu naucza, powinna być znajomość psychologii. W uczelniach pedagogicznych zajęcia z psychologii mają, co najwyżej, propedeutyczny charakter, o tym zaś, żeby z powodu niedostatecznego opanowania tego przedmiotu nie uzyskać dyplomu, raczej się nie słyszy.

SZYCIE NA MIARE

Gdyby uznać za uprawnioną tezę, że mniejszy udział nauk podstawowych w przygotowaniu zawodowym nauczycieli niż lekarzy wynika z mniejszej pewności twierdzeń nauk społecznych niż biologicznych, to tym większą rolę w kształceniu przyszłych pedagogów powinny odgrywać praktyki studenckie pod okiem doświadczonych mistrzów w zawodzie. Podczas gdy szpitale kliniczne zawsze były i są integralną częścią akademii medycznych, szkoły ćwiczeń przy zakładach kształcenia nauczycieli należą u nas do chlubnej, lecz bezpowrotnej przeszłości. Na zabytkowej kamienicy przy ul. Straszewskiego 22 w Krakowie znajduje się tablica pamiątkowa z informacją, że w tym budynku, w latach 1908-1948, mieściła się Szkoła Ćwiczeń przy Państwowym Seminarium Nauczycielskim im. ks. Grzegorza Piramowicza. Szkoła wychowała i wykształciła wielu wybitnych Polaków. Ciekawe, ilu studentów obecnej Akademii Pedagogicznej o tym wie?

Nierówne szanse nauczycieli i lekarzy w spełnianiu oczekiwań społecznych wynikają nie tylko z dysproporcji w kształceniu ogólnozawodowym i specjalistycznym, ale także z odmiennych warunków pracy. Leczenie zawsze odbywa się w sposób zindywidualizowany. Dotyczy to wszystkich etapów postępowania zgodnego z zasadami dobrej roboty, a więc rozpoznania, rokowania, doboru środków, realizacji celów i oceny efektów. W klasowo-lekcyjnym systemie edukacji przestrzeganie dydaktycznej zasady indywidualizacji zadań i wymogów z uwzględnieniem możliwości i potrzeb poszczególnych uczniów jest równie słusznym, jak mało realnym postulatem. Jeżeli praca w szkole jest bardziej podobna do masowej produkcji konfekcji standardowej, dostosowanej do przeciętnych rozmiarów, aniżeli do szycia na miarę, to trudno się po niej spodziewać więcej niż przeciętnych rezultatów.

Jest jeszcze jedna okoliczność, dzięki której praca nauczyciela podlega surowszej ocenie społecznej niż praca lekarza. Rezultaty rzekomych lub rzeczywistych błędów pedagogicznych głośno dają o sobie znać, choćby w postaci rosnącej przestępczości wśród nieletnich, podczas gdy ofiary błędów medycznych spoczywają zwykle w spokoju.

Intencją tej wypowiedzi nie jest ani krytyka, ani pochwała nauczycieli, lecz zwrócenie uwagi na to, że oczekiwania wobec nich są niewspółmierne do rzeczywistych możliwości ich spełnienia. Wynika to zarówno z systemu kształcenia nauczycieli, jak i warunków pracy w systemie powszechnej edukacji. Nie wnikam, czy tak być musi, czy może być inaczej. W każdym razie, skuteczność pracy w tym jednym z najstarszych zawodów wciąż bardziej zależy od intuicji, aniżeli od zawodowych kwalifikacji.

Prof. dr hab. Henryk Grabowski, pedeutolog, pracuje w AWF w Krakowie, jest członkiem RGSzW. 

 

Komentarze