Notatki Ministra Nauki
Premier udekorował wielu pracowników Urzędu KBN
odznaczeniami państwowymi.
Andrzej Wiszniewski
Maj był obfity w wydarzenia ważne dla Komitetu Badań Naukowych. Po pierwsze, obchodziliśmy 10. rocznicę powstania KBN. Dokładnie 15 maja, 10 lat od dnia pierwszego posiedzenia Komitetu, zebraliśmy się na rocznicowym spotkaniu. Zaszczycił go swą obecnością Premier, co mnie zresztą nie dziwiło, boć prof. Jerzy Buzek od chwili powstania KBN był z nim związany jako recenzent projektów badawczych i jako grantobiorca. W swym jak zawsze dobrym przemówieniu podkreślił zasługi Komitetu. Wskazał na zupełnie nowy system finansowania nauki, bazujący na równym dostępie do finansów publicznych i konkurencji w ubieganiu się o środki. Powiedział też o wielkiej roli Komitetu w budowaniu struktury informatycznej polskiej nauki. Premier udekorował wielu pracowników Urzędu KBN odznaczeniami państwowymi. Dla mnie szczególną radością był Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, który zawisnął na szyi pierwszego przewodniczącego, prof. Witolda Karczewskiego. Ogromną satysfakcję sprawił mi też fakt, że właśnie 15 maja Premier powołał min. Jana Krzysztofa Frąckowiaka na stanowisko Sekretarza Stanu. Dotychczas bowiem w KBN było tylko dwoje podsekretarzy.
Drugim ważnym wydarzeniem była coroczna konferencja Nauka 2001. na sali obrad zasiadło ponad 250 osób, by wysłuchać moich opinii o rozwoju polskiej nauki w III Rzeczypospolitej, referatu min. Jana Krzysztofa Frąckowiaka na temat wpływu znowelizowanej ustawy o KBN na dalsze funkcjonowanie naszej „firmy”, odczytu min. Małgorzaty Kozłowskiej na temat finansowania nauki w roku 2001 oraz dwóch niezwykle interesujących wykładów popularnonaukowych. Pierwszy wygłosił prof. Maciej Żylicz na temat współczesnych osiągnięć i perspektyw biologii molekularnej, a w drugim prof. Kurzydłowski mówił o związkach współczesnej inżynierii materiałowej z naukami o życiu. Doprawdy, tak jak ci referenci trzeba mówić o nauce w sposób zarówno zrozumiały, co fascynujący.
STRATEGIA I OCENA
W maju uczestniczyłem także w Konferencji Rektorów Uczelni Technicznych (w gościnnych murach Politechniki Śląskiej), oraz w X Forum Jednostek Badawczo-Rozwojowych. Obydwa te gremia skarżyły się boleśnie na niedofinansowanie i na to, że są gorzej traktowane niż inne piony nauki. Dotyczy to w głównej mierze środków na działalność statutową. Natomiast szereg wniosków było zbieżnych. Podkreślano konieczność powiązania kierunków badań naukowych ze strategią rozwoju kraju. Wskazywano na potrzebę integracji 3 pionów nauki: jednostek PAN, szkół wyższych oraz JBR-ów. Wreszcie dyskutowano o proporcjach pomiędzy środkami przeznaczanymi na badania podstawowe i stosowane (istotnie, finansowanie badań stosowanych kurczy się z roku na rok). Wreszcie dyskutowano o finansowaniu pozabudżetowym.
Na spotkaniach tych wiele mówiono – i to czasem bardzo krytycznie – o systemie ocen parametrycznych, który jest w końcowej fazie opracowania i będzie obowiązywać od 2002 roku. Przy czym nie kwestionowano ogólnej filozofii systemu, zwracano jednak uwagę na zbyt wysokie ocenianie publikacji w pismach mieszczących się na tzw. liście filadelfijskiej, co jest uzasadnione tylko dla niektórych dziedzin wiedzy. Tu jednak należy podkreślić, że szczegółowe kryteria oceny ustalają poszczególne zespoły KBN, a więc będą one dostosowane do specyfiki tych dziedzin, które znajdują się w obszarze danego zespołu. To właśnie zespoły określają liczbę punktów przyznawanych poszczególnym publikacjom, to zespoły ustalają listy czasopism i konferencji uwzględnianych w punktacji. Propozycje zespołów są prezentowane na stronie internetowej KBN. I w związku z tym moja prośba: przejrzyjcie Państwo te propozycje i piszcie do nas z opiniami, jakie tytuły powinny się znaleźć na tych listach (tak łatwo zapomnieć o czymś oczywistym) oraz jakie powinny z tych list zniknąć. Będę wdzięczny za te opinie. Chciałbym bardzo, aby ostateczna forma kryteriów oceny nie tylko promowała dobrą naukę, ale też była akceptowana przez polskie środowisko naukowe.
GOŚCINNOŚĆ WIETNAMCZYKÓW
A teraz o zupełnie innej sprawie. Ostatnie dni maja spędziłem w Wietnamie, gdzie podpisywałem protokół wykonawczy do naszej umowy o współpracy naukowej. Wietnamczycy nadali tej wizycie wielki rozgłos (cała prasa publikowała na pierwszych stronach, a telewizja pokazywała we wszystkich dziennikach.) Gospodarze okazywali mi niezwykłą wprost gościnność. Ale najciekawsze było to, że w każdym ministerstwie można się było porozumieć po polsku. Bowiem w Wietnamie pracuje co najmniej 3500 absolwentów polskich uczelni, a także wielu absolwentów uczelni rosyjskich, ukraińskich, czeskich. Języki słowiańskie są więc drugimi językami dzisiejszych elit gospodarczych, społecznych i politycznych. Dzięki temu Polacy cieszą się ogromną sympatią. Odczułem to szczególnie podczas spotkania Towarzystwa Absolwentów Polskich Uczelni, na którym poważna dyskusja przeplatała się ze wspominkami, a polskie piosenki z wietnamskimi. Ci ludzie to najlepsi ambasadorowie Polski (choć muszę przyznać, że oficjalny ambasador, pan Wiesław Scholz, doskonale reprezentuje nasz kraj). Natomiast ci absolwenci polskich uczelni kończyli studia 25-30 lat temu. I wszyscy jednym głosem mówili, jak bardzo pragną, by pokolenie ich dzieci także miało szansę studiowania w Polsce. Sądzę, że inwestowanie w wietnamskich studentów może się na dłuższą metę bardzo Polsce opłacić także teraz. Warto tej sprawie poświęcić trochę uwagi.
|