|
|
AgoraWobec złudności nadziei na wyraźne zwiększenie nakładów na naukę, Krzysztof Leja Moje doświadczenia w pracy naukowo-badawczej są skromne. Będąc współautorem kilkunastu publikacji wiem jednak, że trudno osiągnąć znaczący sukces pracując w oderwaniu od tego, czym zajmują się uczeni w innych ośrodkach krajowych i zagranicznych. Wyposażenie polskich laboratoriów, a zwłaszcza unikalna aparatura jest niewystarczająca, a uczeni nisko wynagradzani. To oczywiste. Nic jednak nie wskazuje na to, aby nakłady na naukę, pochodzące z budżetu, w najbliższych latach miały znacząco wzrosnąć. Skoro, jak pisał minister nauki w artykule Klarowny obraz kompromisów („FA” 12/2000), rząd dysponuje de facto zaledwie dwunastą częścią PKB na wszystkie tzw. elastyczne wydatki (m.in. ochronę zdrowia, obronę narodową, bezpieczeństwo), żądanie zwiększenia nakładów na naukę jest jak apel, aby zabrać jednym biednym a dać innym, równie niedofinansowanym. Jakie są zatem perspektywy? Czy wykorzystywane są wszystkie możliwości? Czy tak określone warunki uniemożliwiają osiąganie znaczących sukcesów? FAKTYJedną z podstawowych miar wydatków na prace badawczo-rozwojowe jest suma nakładów poniesionych przez wszystkie jednostki prowadzące tę działalność w danym kraju, zwana nakładami krajowymi brutto na działalność B+R (gross domestic expenditure on R&D, w skrócie GERD). Okazuje się, że w przeliczeniu na mieszkańca nakłady te są znacznie silniej zróżnicowane niż wielkość dochodu narodowego brutto per capita (rys. 1).
Zróżnicowanie oznacza, iż kraje bogatsze przeznaczają na badania i rozwój kilka razy więcej środków finansowych niż wynikałoby to z relacji wielkości ich PKB per capita do tejże w krajach uboższych. Z uwagi na to, iż obliczenia opierają się na danych w USD, według parytetu siły nabywczej, oraz fakt, iż najbardziej kosztochłonne badania prowadzone są z wykorzystaniem unikalnej aparatury badawczej, której koszt jest w przybliżeniu stały, niezależny od miejsca jej nabycia, można wnioskować, iż różnica między możliwościami w zakresie prowadzenia prac badawczo-rozwojowych w krajach rozwiniętych i rozwijających się będzie się pogłębiać. Jak ocenić miejsce, na którym lokuje się Polska? Czy budżet państwa stać na więcej? Autorzy Rachunku satelitarnego nauki 1996-1997 (Żółkiewski Z., [red.], 1999) próbowali zweryfikować hipotezę, że relatywnie niskie wydatki Polski na działalność B+R (w porównaniu z większością krajów OECD) można wyjaśnić poziomem rozwoju gospodarczego mierzonym wielkością produktu krajowego brutto na 1 mieszkańca. Wniosek może wydać się zaskakujący. Otóż Polska należy do krajów, w których na badania i rozwój przeznacza się (z budżetu) nieco więcej niż wynikałoby to z poziomu PKB per capita. Nie oznacza to z pewnością, że środki na naukę są zbyt wysokie, jednak wnioski o dramatycznie niskich nakładach z budżetu na ten cel wydają się dyskusyjne. Nakłady te w relacji do PKB są bowiem w Polsce nieco wyższe niż w krajach wprowadzających rynkowy model gospodarki (Węgry, Czechy) oraz niektórych krajach UE (Belgia, Hiszpania, Irlandia i Grecja), natomiast niższe o ok. 1/3 od średniej w krajach UE i OECD (Raport o stanie nauki i techniki w Polsce 1999, GUS 2000, s. 32). POTENCJAŁ BADAWCZYObraz statystyczny nauki polskiej przedstawiono w wielu publikacjach. Celem tych opracowań jest dostarczenie decydentom (politykom) danych statystycznych dotyczących różnych aspektów działalności naukowo-technicznej. Ich autorzy – znawcy tematu z Komitetu Badań Naukowych, Głównego Urzędu Statystycznego oraz Zakładu Badań Statystyczno-Ekonomicznych GUS i PAN – uważają, że analiza danych i wskaźników statystycznych pozwoli zmniejszyć margines błędu przy podejmowaniu kluczowych decyzji dotyczących rozwoju sfery działalności badawczo-rozwojowej. W niniejszym artykule zestawiono wybrane dane dotyczące tzw. statystyki wkładu (input statistics) oraz tzw. statystyki efektów (output and impact statistics). Dane odnoszące się do statystyki wkładu (rys. 2) dotyczą zasobów: zarówno kadry jak i aparatury w wyższych uczelniach, jednostkach PAN, jednostkach badawczo-rozwojowych (JBR) oraz jednostkach rozwojowych (JR). Jako przykłady efektów wspólnie prowadzonej działalności wybrano liczbę publikacji naukowych (oraz ich cytowań), będących efektem współpracy uczonych. Analizę ograniczono do prac publikowanych w czasopismach z listy ISI, nazywanej często filadelfijską. Dane zawarte na rysunku mają charakter wyłącznie ilościowy, jednak wskazują wyraźnie, że zasoby kadrowe i aparaturowe w działalności B+R nie idą ze sobą w parze. W tym miejscu należałoby poczynić dwie uwagi. Po pierwsze, porównując wielkość zasobów kadrowych należałoby uwzględnić tzw. ekwiwalent pełnego czasu pracy (full time equivalent) poświęconego na działalność B+R (por. uwaga do rys. 2). Po drugie, w jednostkach badawczo-rozwojowych prowadzone są głównie badania stosowane i prace rozwojowe (ok. 80 proc. ogólnych nakładów na JBR jest tam adresowanych), wymagające wyższych wydatków niż badania podstawowe, które wykonuje się najczęściej w wyższych uczelniach.
Wracając do pytań postawionych we wstępie, warto przytoczyć opinię zawartą w raporcie OECD University Research in Transition, opracowanym w 1997 roku („Nauka i szkolnictwo wyższe” nr 11/1998). Autorzy raportu za jedno z najważniejszych wyzwań stojących przed wyższymi uczelniami w XXI wieku uważają rosnące powiązania systemowe, ponieważ, jak piszą, instytucjonalny kontekst badań zmienia się, gdyż uniwersytety zachęcane są do prowadzenia wspólnych przedsięwzięć badawczych z przemysłem, placówkami rządowymi i innymi ośrodkami naukowymi. W czasach globalizacji nauki rozwijanie współpracy krajowej i międzynarodowej ma podstawowe znaczenie, jest warunkiem sine qua non uzyskiwania wartościowych efektów. Przykładem wspólnego sukcesu może być rozszyfrowanie pierwszego ludzkiego chromosomu opisane w artykule opublikowanym przez tygodnik „Nature” z 2 grudnia 1999 r. Odkrycie to jest porównywane ze sformułowaniem teorii ewolucji przez Darwina, natomiast autorami wspomnianego artykułu jest 216 (!) uczonych z Wielkiej Brytanii, Japonii, Kanady, USA i Szwecji („Wprost” nr 50/1999). Wielkie odkrycie wymaga bowiem zaangażowania ogromnego potencjału intelektualnego oraz wykorzystania unikalnej i kosztownej aparatury naukowo-badawczej. Zatem odpowiedź na pytanie postawione w tytule artykułu w odniesieniu do współpracy naukowej w Polsce wydaje się oczywista. A jak jest w rzeczywistości? WSPÓLNE PUBLIKACJEWielkość nakładów na działalność B+R w Polsce stanowi istotne ograniczenie prowadzenia badań. Tym bardziej konieczna jest współpraca uczonych i optymalizacja wykorzystania aparatury badawczej. Jednym z istotnych efektów współpracy są wspólne publikacjew recenzowanych czasopismach o zasięgu międzynarodowym (z tzw. listy filadelfijskiej). Warto w tym miejscu pamiętać, że zwyczaj współautorstwa jest bardzo zróżnicowany dyscyplinowo – w matematyce współautorstwo jest rzadkością, w badaniach eksperymentalnych wielkiej fizyki czy informacją nad genomem – regułą i koniecznością. Możliwość wykonania analizy pozwalającej na stwierdzenie, w jakim stopniu efektem współpracy naukowców są publikacje notowane na liście ISI, stwarza baza danych National Citation Report Poland, dostępna w Komitecie Badań Naukowych. Zawiera ona szereg informacji, nie wyczerpuje jednak wiedzy o wspólnych publikacjach, gdyż nie obejmuje chociażby współpracy międzynarodowej. Przeprowadzenie badań dotyczących wszystkich kategorii uczelni przekracza ramy niniejszego artykułu. Analizie poddano jedynie dane dotyczące kilku dużych uczelni technicznych. Kierowano się przy tym przeświadczeniem, iż w uczelniach technicznych prowadzenie badań jest na ogół ściśle uzależnione od posiadanej aparatury naukowo-badawczej. Poza tym, choć w wybranych uczelniach reprezentowane są różne kierunki badań, z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że należą one do tych samych dyscyplin (zgodnie z klasyfikacją stosowaną przez ISI). Przytoczone dane dotyczą lat 1990-97. Wyniki są następujące. Otóż okazuje się, że w ośmioletnim okresie, średnio biorąc, co piąty nauczyciel akademicki zatrudniony w jednej z analizowanych uczelni opublikował pracę naukową (w czasopiśmie indeksowanym na liście filadelfijskiej), której współautorami byli naukowcy zatrudnieni w uczelniach technicznych, uniwersytetach, placówkach PAN lub jednostkach badawczo-rozwojowych. Jedna wspólna publikacja powstała w tym okresie przypada natomiast na samodzielnego pracownika naukowego. Pośrednim efektem współpracy uczonych są również notowania wspólnych publikacji w tzw. indeksie cytowań. Wskaźnik ten jest o tyle ważny, że uznaje się go za miarę znaczenia publikacji w środowisku naukowym (Raport...,GUS 2000). Pojawia się tu jednak szereg zastrzeżeń. Zasadniczym jest znaczne zróżnicowanie liczby cytowań w zależności od dyscypliny. Średnia liczba cytowań jednej publikacji polskiej na świecie w latach 1994-98 była zróżnicowana: od ponad 12, jeśli chodzi o prace z zakresu biologii molekularnej i genetyki do 1 w naukach pedagogicznych (Raport...GUS 2000, s. 159). Analiza bazy danych pozwoliła ustalić liczbę cytowań wspólnych publikacji, o których pisałem w poprzedniej części niniejszego artykułu. Okazało się, że średnio każdą z tych publikacji cytowano w latach 1990-97 pięciokrotnie. Nie wdając się w szczegółowe porównania danych w poszczególnych dyscyplinach badawczych można stwierdzić, iż prace powstałe w kooperacji uczonych z różnych ośrodków są dostrzegane. JAK WYDAWAĆ PIENIĄDZE?W krajach zachodnich w latach 90. istotą zmian w systemie nauki było wprowadzenie profesjonalnej polityki naukowej (na szczeblu rządowym) oraz quasi-rynkowego systemu badań (na szczeblu realizacji), czyli ograniczenie autonomii. Zmiany podjęte w Polsce po 1989 r. polegały na wzmocnieniu autonomii przez podniesienie jej na szczebel rządowy. W ten sposób doszło do sytuacji, w której nauka jest zarządzana z perspektywy pracowników naukowych, co nie zawsze jest równoznaczne z perspektywą społeczną. (Kozłowski J., Od samorządu nauki do polityki naukowej, „Nauka i szkolnictwo wyższe” nr 13/1999). Tę z pewnością dyskusyjną tezę potwierdza fakt braku związku pomiędzy zasobami kadrowymi w poszczególnych placówkach prowadzących działalność B+R a nakładami przeznaczanymi na ich działalność (w 2/3 są to środki publiczne). Nie chodzi tu oczywiście o prostą proporcjonalność, lecz o optymalizację wykorzystania skromnych (na miarę możliwości budżetu państwa) środków. Przyjmując natomiast fakt, iż proporcje w finansowaniu poszczególnych rodzajów jednostek naukowo-badawczych nie ulegną w krótkim czasie zasadniczym zmianom, może należałoby się zastanowić nad stworzeniem mechanizmów, które zachęcałyby do rozszerzania współpracy pomiędzy tymi placówkami. Szersza współpraca uczonych z różnych ośrodków prowadzących działalność badawczo-rozwojową staje się koniecznością, a wspólne publikacje naukowe w renomowanych czasopismach powinny być jednym z efektów tej współpracy, choć, co wyraźnie podkreślam, nie jedynym. Wobec złudności nadziei na wyraźne zwiększenie nakładów na naukę, trzeba obrać kurs racjonalizacji wydawania pieniędzy. Sugestie co do zwiększenia liczby wspólnych prac, to jeden z przykładów takiej racjonalizacji. Pytanie, co należałoby uczynić, aby tak się stało. Dr inż. Krzysztof Leja jest zastępcą dyrektora administracyjnego ds. gospodarczych Politechniki Gdańskiej. |
|
|