W
drugiej połowie lat 70. odwiedziłam w szwajcarskim instytucie badawczym swoich
przyjaciół, Thoma i Barbarę, wybitnych biologów molekularnych. Moja wizyta
zbiegła się z czasem, w którym co dzień nieomal coś nowego wykrywano w
pracowniach, w których powstawała nowa gałąź tej nauki – inżynieria genetyczna.
Thom co pewien czas porzucał swoje probówki i płytki hodowlane na rzecz jakiejś
już dobrze „zaczytanej” książki, co sprawiało, że nasza wymiana poglądów na
genetykę faga lambda stawała się coraz trudniejsza. Wreszcie wyznał mi, że ma
tylko dwa dni na przeczytanie prawdziwie fascynującej książki Richarda Dawkinsa
Samolubny gen, bo już ustawiła się po nią kolejka chętnych.
Samolubny gen zdobyłam później już w Polsce i od momentu tej
lektury Dawkins uzyskał u mnie szczególne prawa i kredyt. Niestety, nie mam
zwyczaju czytać dwa razy tych samych książek, a bardzo jestem ciekawa, jak bym
ją dziś odebrała. Cokolwiek by jednak o niej myśleć z perspektywy minionego
czasu, dla mnie stanowi składnik kanonu lektur współczesnego biologa.
Rozplatanie tęczy, to zabawne, czytałam w tym samym czasie, w
którym „Tygodnik Powszechny” opublikował nowe wiersze Miłosza, a redakcja „Forum
Akademickiego” poprosiła kilka osób o komentarz do jednego z tych wierszy, pt.
Uczeni. Ten wiersz obciąża tytułowych bohaterów odpowiedzialnością za
„pozbawianie nas iluzji” o pięknie i tajemniczości świata, za posegregowanie
wszystkiego, co uważaliśmy za piękne, w rubryczkach i klatkach, za ucieczkę od
bezinteresownego piękna. Dawkins nie czytał najprawdopodobniej wiersza Miłosza,
widocznie jednak ten problem nasz poeta dzieli z wieloma ludźmi, skoro książka
Dawkinsa jest rozległą odpowiedzią na podobne zarzuty. Pokazuje, jak „rozplata
się” różne zjawiska cieszące oczy – tak, aby je zrozumieć. O dziwo, to
„rozplatanie” nie czyni ich nudnymi, pokazuje ich piękno inaczej – w prostocie,
logice i możliwości przewidywania znaleźć można także piękno przyrody.
Uczestniczymy zatem w „rozplataniu” zjawiska światła i – szerzej
– fal elektromagnetycznych, zaglądamy w głąb kosmosu i w głąb komórki,
pojedynczych genów, ich zespołów i układów, poznajemy współczesny darwinowski
pogląd na „walkę o byt” cząsteczek. Pozbawianie złudzeń i iluzji dotyczy tu
pseudonaukowych pokazów i dyskusji, choć wiara w „rzeczy nadprzyrodzone”
pozostaje w nas od dzieciństwa (rozdział Magia bez tajemnic). Jest w nas
nadzieja na poznanie przeszłości z analizy dzisiejszych genów, układów
nerwowych, w których zapisana jest informacja o ewolucji życia – musimy tylko
nauczyć się ją odszukiwać i odczytywać (rozdział Genetyczna księga umarłych). Tu
właśnie jest miejsce na „splecenie tęczy”, zintegrowanie wiedzy w sposób piękny
i ciekawy, niczego nie ujmując „przepychowi kwiatów” u Miłosza.
W trakcie tej lektury zdajemy sobie sprawę z paru drobiazgów, o
których często zapomina się w niezbyt profesjonalnych dyskusjach – mnie jako
dawno szkolonemu biologowi spodobały się wszystkie uwagi na temat znaczenia
statystyki w obserwacjach przyrodniczych i konieczności filtrowania całej wiedzy
o katalogowanych zjawiskach przez oceny statystyczne. Nie darmo napisałam o
dawno kształconych biologach, bo w moim pokoleniu opracowania statystyczne
danych były często lekceważone, ponieważ różne tendencje wynikowe było przecież
wyraźnie widać.
Nieświadomy, jak sądzę, dla obu autorów dialog Dawkinsa z
Miłoszem wzbogaca jeszcze fakt, że ten pierwszy wyraźnie lubi bardzo poezję i
często się na nią powołuje, nie uważając, że nauka z poezją w parze nie idą.
Dobrze czytało mi się tę książkę nad brzegiem Narwi w 2001 roku.
Ale takiego olśnienia jak Samolubnym genem, niestety, już nie doznałam.
Magdalena Fikus
Richard Dawkins, Rozplatanie tęczy. Nauka, złudzenia i apetyt na
cuda, tłum. Monika Betley, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2001, seria:
Na Ścieżkach Nauki.


W potocznej opinii inteligencję człowieka łączy się często z
jego powierzchownością. Elokwentny, dobrze prezentujący się mężczyzna znacznie
szybciej zostanie uznany za inteligentnego niż niepozorny, jąkający się
człeczyna. Ale że pozory mylą, obiegowe oceny niekoniecznie muszą się sprawdzać.
Bo czym właściwie jest inteligencja? Czy, jak twierdził Platon, „boskim
przydziałem” otrzymywanym przez człowieka, czy biologicznie zdeterminowaną siłą,
zależną od dziedzictwa genetycznego, czy wreszcie odbiciem środowiska, w jakim
przyszło się nam wychowywać?
Ken Richardson rozważa wiele koncepcji wyjaśnienia tego zjawiska, jakie pojawiły
się w ciągu kolejnych wieków. W oparciu o definicje proponowane przez różnych
badaczy stara się scharakteryzować ów fenomen. Obfitość odwołań i przytaczanych
opinii sprawia, że książka przybiera momentami formę polemiki ze stanem badań
nad koncepcją inteligencji – polemiki wnikliwej, choć czasami grzeszącej
powtórzeniami i małą przejrzystością wywodów. Autor postrzega problem
inteligencji w bardzo szerokiej perspektywie. Łączy go z funkcjonującymi do dziś
nierównościami społecznymi oraz rasowymi, podkreśla niebezpieczeństwo wynikające
z chęci selekcji osób w oparciu o ich iloraz inteligencji. Mówi też o
konsekwencjach przypisywania dzieci do określonych klas ze względu na ich wyniki
w testach sprawdzających wartość IQ.
Podważenie zasadności przytaczanych teorii opiera się u
Richardsona na stwierdzeniu, że badacze zajmujący się inteligencją opisują coś,
czego nie potrafią zdefiniować. Przytacza on anegdotę dotyczącą sympozjum
zorganizowanego w 1921 roku przez jedno ze specjalistycznych czasopism
psychologicznych. Na pytanie dotyczące istoty badanego problemu z ust E.G.
Boringa padła ponoć wtedy następująca odpowiedź: inteligencja jest tym, co
mierzą testy inteligencji. Wychodząc zatem od krytyki koncepcji utożsamiającej
inteligencję z IQ, Richardson przechodzi do zależności poziomu inteligencji od
wydolności biologicznej danego człowieka. Ani wielkość mózgu, ani metabolizm nie
są w świetle przytaczanych przez autora książki badań czynnikami decydującymi o
naszej inteligencji. Kontrowersyjny jest też problem zależności inteligencji od
cech środowiska. Najbliższa autorowi Fenomenu zwanego inteligencją jest teoria
Piageta, który porównywał inteligencję człowieka do stałego procesu
przystosowawczego, generalnie charakteryzującego życie. Richardson z upodobaniem
cytuje fragmenty Epistemologii nauk o człowieku Piageta: Operacyjne struktury
inteligencji nie są wrodzone (...). Nie są też wstępnie ukształtowane w układzie
nerwowym ani nie istnieją w świecie fizykalnym, gdzie należy je tylko odkryć.
Świadczą o rzeczywistym tworzeniu się.
Zdaniem Richardsona, rozwój funkcji poznawczych uznawanych za
najbardziej ludzkie – abstrakcyjnej wiedzy i myślenia, języka, wrażliwości
społecznej, kreatywności, produktywności itd. – zawdzięczamy przede wszystkim
interakcjom, w jakie wchodzimy. Wiele naszych umiejętności wynika bowiem z
faktu, iż jesteśmy istotami społecznymi i żyjemy w złożonych strukturach. Autor
książki kreśli w związku z tym wizję przyszłego rozwoju inteligencji człowieka.
Uzależnia go głównie od odpowiednio ukształtowanego systemu szkolnego oraz
warunków rozwoju pracowników w ich miejscu pracy.
Intelektualny bój, jaki prowadzi Richardson ze zwolennikami
utożsamiania inteligencji z poziomem IQ, kończy się następującym stwierdzeniem:
nikt nie może uzyskać wybitnych osiągnięć w żadnej dziedzinie bez uwzględnienia
głębokich kulturowych i historycznych uwarunkowań, które współtworzą te
zdolności i nadają im postać oraz strukturę.
Beata Machnik
Ken Richardson, Fenomen zwany inteligencją, tłum. Paweł Wieczorek, Wydawnictwo
AMBER, Warszawa 2001, seria: Tajemnice Nauki.

Stoimy
na krawędzi, na przedprożu wielkich przemian. Pewne działania są ślepą uliczką,
a inne zaprowadzić nas mogą nie wiadomo dokąd. Ten świat opuścić przyjdzie nie
bez ulgi i z uczuciem rozczarowania – konstatuje Stanisław Lem. Zapis rozmów
Tomasza Fiałkowskiego ze znakomitym prozaikiem, myślicielem i futurologiem jest
źródłem wielu głębokich refleksji nad otaczającą nas rzeczywistością, nad tym,
co było i co może nastąpić; refleksji, które nieobce są ludziom żyjącym na
przełomie wieków. Granicę tę obaj rozmówcy traktują jednak bardzo umownie. Nie
stanowi ona sztywnego kręgosłupa, wokół którego wszystko się toczy. Takim
rdzeniem są natomiast wszelkie zjawiska pozwalające przyszłym pokoleniom
usytuować nas w epoce biotechnologii, której jednym ze znamion jest zatarcie
granicy między kunsztem a bylejakością. Lem zwraca szczególną uwagę na
rozwijające się w zawrotnym tempie trzy dziedziny: technologię życia, kosmologię
z fizyką oraz świat medialny. Krawędź, nad którą stoi świat, sprowadza się do
zagrożeń, jakie one niosą ze sobą. Człowiek stanowi bowiem już ostatni relikt
całkowicie naturalny w coraz silniej stechnologizowanym środowisku. Znajdujemy
się w samym centrum wielkiego laboratorium, poddani niezliczonym eksperymentom.
Trwa wyścig – kto pierwszy trafi na czołówki najpoczytniejszych pism. To nie
jest zdrowa sytuacja. Okazuje się przy tym, że głównym wrogiem i szkodnikiem
człowieka jest sam człowiek. Wszystko jest do wynalezienia – jedyne, czego nam
brakuje, to lekarstwa na głupotę – stwierdza Lem.
Trudno w tych rozmyślaniach doszukać się optymizmu, ale ich autor, wbrew
pozorom, wcale nie jest zdeklarowanym pesymistą cywilizacyjnym. Uważa się za
„optysemistę”. Zapowiedzi naukowców, zajmujących się ingerowaniem w to, co
stworzyła natura, są, owszem, różowymi i radosnymi, ale nonsensami. Lepiej
patrzeć rzeczywistości prosto w oczy niż żyć tylko złudzeniami. Niestety,
zdroworozsądkowego myślenia jest coraz mniej. Dlatego na sypiące się z różnych
stron brednie trzeba założyć „hamulcowe szczęki”. Słońce nie zgaśnie jutro ani
za rok czy dwa.
Fiałkowski nazywa rozmowy żeglugą po wodach burzliwych i słabo oznakowanych,
wędrówką w gąszczu zmiennych i zaskakujących tematów. Tę podróż rozpoczynamy od
Lwowa, miejsca szczególnego w życiorysie Lema. To tam przeżywał swoje
dzieciństwo, tam zaczęła się jego fascynacja nauką i tam przeżywał lata
okupacji, najpierw sowieckiej, później niemieckiej. Potem przenosimy się do
Krakowa, towarzyszymy mu w zagranicznych wojażach. Nurt sentymentalny, będący
podłożem pierwszych rozmów, jest niezwykle głęboki. Przywoływane wspomnienia są
tak „czyste”, dokładne, iż odnosi się wrażenie, jakby to miało miejsce wczoraj.
Kolejne rozmowy, choć nie brak w nich akcentów biograficznych i konfrontacji
perspektyw rozwoju cywilizacji (zawartych choćby w Summie technologicznej) z
tym, co jest, są już odbiciem dzisiejszych lęków, problemów, nadziei...
Lem nawiązuje w swych rozważaniach do wielu dziedzin życia, zastrzegając
jednocześnie, że nie we wszystkich jest ekspertem. Nie stanowi to jednak żadnej
przeszkody, by nie mógł wypowiadać się na tematy związane np. z religią,
ekonomią czy, jako zwykły obywatel, w sprawach polityki. W sposobie oceniania
rzeczywistości jest zarówno kontrowersyjnym mędrcem, dowcipnym gawędziarzem, jak
i ironicznym obserwatorem. Bogatą wyobraźnię futurologiczną łączy z niezwykłą
wrażliwością na problemy społeczne, moralne. Natomiast interpretacja tego, czy
za krawędzią znajduje się technologiczne bagno, czy też utracony raj,
pozostawiona jest czytelnikom.
(mak)
Świat na krawędzi. Ze Stanisławem Lemem rozmawia Tomasz Fiałkowski,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001.

Peter
P. Rohde napisał swoją książkę z myślą o serii monografii, której inicjatorem
było hamburskie wydawnictwo Rowohlt Taschenbuch Verlag. Dzięki Wydawnictwu
Dolnośląskiemu po przeszło 40 latach praca poświęcona S?renowi Kierkegaardowi
trafiła do polskiego odbiorcy.
Studium Rohdego ma dychotomiczny charakter: z jednej strony
autor stara się dokładnie przedstawić życie rodzinne i osobiste duńskiego
filozofa, z drugiej – próbuje wskazać, jaki miało ono wpływ na jego twórczość.
S?ren Kierkegaard nazwany został prekursorem nowożytnego egzystencjalizmu. Jego
życie zewnętrzne, jak zaznacza kilkakrotnie w swojej pracy autor, nie należało
do burzliwych i skandalicznych, choć przedstawiony przez badacza związek
filozofa z Reginą Olsen jawi się na tym tle dość intrygująco. Jednak Rohdego
bardziej pasjonuje śledzenie poszczególnych etapów dojrzewania wewnętrznego
Kierkegaarda do samostanowienia o sobie niż ewentualne tropienie intymnych
związków filozofa z kobietami. Książka podzielona jest na cztery rozdziały:
Ojciec – czyli wiara; Twórczość poetycka; Wyjątkowe zadanie – walka z Kościołem
oraz Kierkegaard i nasze czasy. W przeciwieństwie do pierwszych trzech części
ostatnia jest bardzo krótka i lakoniczna, a szkoda, ponieważ w rzeczywistości
filozofia Kierkegaarda wywarła ogromny wpływ na późniejszych myślicieli, takich
jak Miguel de Unamuno, który nauczył się języka duńskiego, aby zapoznać się z
myślą Kierkegaarda, czy Karl Jaspers. W zakończeniu badacz przedstawił bogatą
bibliografię podmiotową i przedmiotową poświęconą nie tylko samemu filozofowi,
lecz i jego utworom. Bibliografia ta została uzupełniona o monografię, artykuły
i studia wydane aż po koniec lat 90. (niestety, nie wiadomo, kto dokonał
poszerzenia jej zawartości, lecz godny odnotowania jest fakt, iż na tle
europejskich badań polskie wyglądają dość imponująco).
Dla poparcia swoich wniosków Peter Rohde sięga do wypowiedzi
samego filozofa, jego książek, listów i zapisków z intymnego Dziennika. Dzięki
temu zabiegowi czytelnik poznaje nie tylko fakty z życia Kierkegaarda, lecz i
jego sądy, myśli dotyczące bliskich czy znanych mu osób (ciekawy jest passus
poświęcony krytyce baśni H.Ch. Andersena dokonanej przez Kierkegaarda; filozof
nazwał omawianego autora „płaczką”, która nadawała się raczej do kursowania
pocztowym dyliżansem po Europie niż do wglądu w historię serc).
Kim zatem jest S?ren Kierkegaard, według opinii Petera Rohdego?
Przede wszystkim człowiekiem uwikłanym w walkę z samym sobą, ojcem i otoczeniem.
cichym buntownikiem zdążającym do pokonania własnych słabości, nie umiejącym
jednakże wyjść poza krąg osobistych bolączek, depresji i kompleksów. Zdaniem
Rohdego, to właśnie one spowodowały, że twórczość Kierkegaarda przepełniona jest
„bojaźnią i drżeniem”, a zarazem udręką z powodu braku akceptacji i krytyki (ze
strony władz Kościoła i prasy; szczególnie ważny był spór z Meirem Aronem
Goldschmidtem i jego pismem „Korsarz”, które przedstawiało słynne karykatury
Kierkegaarda autorstwa Wilhelma Marstranda).
Dla Rohdego związek pomiędzy filozofią (tu zwaną twórczością
poetycką) a sposobem percepcji rzeczywistości przez Kierkegaarda jest
nierozerwalny i trudno zrozumieć idee myśliciela, gdy nie pozna się wnikliwie
jego egzystencji. Duński samotnik, choć „geniusz z dialektycznym umysłem”, dla
Rohdego jest jednym z największych znawców psychologii jednostki oraz tłumu i
właśnie dlatego warto spojrzeć na Kierkegaarda nie tylko jak na filozofa, lecz i
człowieka.
Monika Szabłowska
Peter P. Rohde, S?ren Kierkegaard, tłum. J.A. Prokopski, A.
Szulc, Wydawnictwo DolnoślĄskie, Wrocław 2001.

Ian
Tattersall jest kuratorem wydziału antropologii Amerykańskiego Muzeum Historii
Naturalnej w Nowym Jorku oraz światowej sławy paleontologiem i biologiem
ewolucyjnym, badającym od wielu lat zachowania naczelnych. Jest też cenionym
ekspertem od skamieniałości. W książce I stał się człowiek opowiada o historii
homo sapiens, o współczesnych naczelnych oraz o naszych bezpośrednich przodkach.
Podkreśla, jaką rolę w ewolucji gatunku ludzkiego odegrała nieciągłość rozwoju.
Moim celem jest raczej dotarcie do źródeł naszej wyjątkowości niż badanie
oczywistej skądinąd wspólnoty człowieka i jego biologicznych krewniaków – pisze
autor. I dalej zaznacza: Pośród wszystkich organizmów żywych najwięcej bez
wątpienia łączy nas z wielkimi małpami (antropoidami, czyli małpami
człekokształtnymi) – w tej książce postaram się zwrócić uwagę na przyczyny, dla
których mimo tylu podobieństw, gdy chodzi o zdolność do pojmowania otaczającego
świata, nawet od nich dzieli nas przepaść.
Równie ważne są w książce stawiane przez autora pytania
dotyczące sensu istnienia człowieka i jego związków z całym żyjącym światem.
Pozycja Tattersalla prowokuje do przemyśleń i zastanowienia się nad pochodzeniem
człowieka i jego miejscem w porządku natury. Napisana jest językiem przystępnym,
zrozumiałym i konkretnym.
Całość podzielona została na sześć rozdziałów. W rozdziale
pierwszym (Eksplozja kreatywności) stwierdziłem – pisze antropolog – że wraz z
powstaniem gatunku Homo sapiens – na scenie dziejów pojawiła się całkiem nowa i
niepodobna do innych istota. Kto? Rozdział drugi (Mózg i inteligencja: ludzie i
małpy) próbuje ukazać różnice pomiędzy ludźmi a małpami, koncentrując się na
dwóch podstawowych wyznacznikach: mózgu i inteligencji – spróbujmy tu zastanowić
się nad istotą naszej wyjątkowości. Rozdział trzeci (Ewolucja – ale dlaczego?)
dotyczy procesu ewolucyjnego człowieka, który doprowadził do naszego powstania:
dlatego w tym rozdziale, poprzedzającym dyskusję nad zapisem kopalnym naszych
dziejów, spróbuję przedstawić swoje własne poglądy na mechanizmy i przebieg
ewolucji. W kolejnym rozdziale (Początki) Tattersall stara się wyjaśnić wszelkie
biologiczne osobliwości różniące nas od wielkich małp: w dalszej części tej
książki będziemy zajmować się tymi właśnie osobliwościami i ich pochodzeniem.
Jakie to osobliwości odróżniają nas od innych stworzeń? Rozdział piąty (I stał
się człowiek) w sposób klarowny i wyraźny ukazuje początki człowieka - jak nasi
najwcześniejsi afrykańscy przodkowie, nazwani przez autora stworzeniami
kompromisu, „nabierali” cech charakterystycznych dla dzisiejszego człowieka:
możemy tu rozpoznać w tych niepozornych jeszcze istotach pewne ludzkie cechy,
przynajmniej w aspekcie czysto fizycznym. Rozdział szósty (Być człowiekiem)
porusza problem dziedziny psychiki ludzkiej: jeśli chcemy zrozumieć, jak
staliśmy się tym, czym jesteśmy, musimy przyjrzeć się sobie i swojej – nie tak
odległej – przeszłości. W rezultacie tych rozważań dotyczących pięciu milionów
lat naszej ewolucji Tattersall dochodzi do wniosku, że pojawienie się
nowoczesnego pod względem behawioralnym Homo sapiens oznaczało narodziny gatunku
zupełnie oryginalnego i niepowtarzalnego.
Dla zainteresowanych ewolucją człowieka autor książki na
zakończenie zamieszcza bibliografię nowych i ważnych opracowań w tej dziedzinie
naukowej, która znacznie wzbogaci wiedzę każdego czytelnika.
Beata Walęciuk-Dejneka
Ian Tattersall, I stał się człowiek, tłum. Marcin Ryszkiewicz,
Wydawnictwo CiS, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2001, seria: Nauka u Progu
Trzeciego Tysiąclecia.

 | Tomasz Zalega, Makroekonomia. Ćwiczenia, Wyd. Wyższej Szkoły
Przedsiębiorczości i Zarządzania, Warszawa 2001. |
 | Hanna Kuzińska, Finanse publiczne, Wyd. Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości
i Zarządzania, Warszawa 2001. |
 | Leszek Gromadzki, Gwarancyjne sposoby zabezpieczeń bankowych, Wyd. Wyższej
Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania, Warszawa 2001. |
 | Tworzenie organizacji, red. H. Grajewska-Rychlik, Wyd. Wyższej Szkoły
Przedsiębiorczości i Zarządzania, Warszawa 2001. |
 | David M. Buss, Psychologia ewolucyjna. Jak wytłumaczyć społeczne
zachowania człowieka? Najnowsze koncepcje, tłum. M. Orski, Gdańskie
Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2001, seria: Wyzwania Nauki. |
 | Edward Nęcka, Psychologia twórczości, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne,
Gdańsk 2001, seria: Postępy Psychologii. |
 | Zygmunt Bauman, Globalizacja, tłum. E. Klekot, Państwowy Instytut
Wydawniczy, Warszawa 2000, seria: Biblioteka Myśli Współczesnej. |
 | Robert Foley, Zanim człowiek stał się człowiekiem, tłum. K. Sabath,
Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2001, seria: Biblioteka Myśli
Współczesnej. |
 | Serge Lancel, Hannibal, tłum. R. Wiśniewski, Państwowy Instytut
Wydawniczy, Warszawa 2001, seria: Biografie Sławnych Ludzi. |
 | Angus Fraser, Dzieje Cyganów, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa
2001. |
 | Helena Ochonczenko, Liderzy środowiska lokalnego wobec osób
niepełnosprawnych, Lubuskie Towarzystwo Naukowe, Zielona Góra 2000. |
 | Mariusz Kwiatkowski, Człowiek sukcesu ekonomicznego jako wzór osobowy w
pierwszych latach transformacji systemowej w Polsce. Studium z socjologii
moralności, Lubuskie Towarzystwo Naukowe, Zielona Góra 2000. |
 | Zdzisława Janiszewska-Nieścioruk, Znaczenie samoobrony w społecznej
integracji dzieci niepełnosprawnych intelektualnie, Lubuskie Towarzystwo
Naukowe, Zielona Góra 2000. |
 | Jakub Karpiński, Wykres gorączki. Polska pod rządami komunistycznymi, Wyd.
UMCS, Lublin 2001. |
 | Synchronia – diachronia. Materiały z konferencji „Problematyka
historycznojęzykowa we współczesnym językoznawstwie i jej miejsce w
dydaktyce”, red. M. Wojtyła-Świerzowska, Wyd. WSP, Kielce 1999. |
 | Kazimierz Warda, Szkice z dziejów szkół krzemienieckich. Biblioteki
liceum, ich zasoby i losy, Wyd. WSP, Kielce 2000.
Irena Chyła-Szypułowa, Muzyka w poezji wieszczów, Wyd. Akademii
Świętokrzyskiej, Kielce 2000. |
 | Roman Starz, Odchylenia od norm ortograficznych w wypracowaniach uczniów w
wieku 10-14 lat, Wyd. Akademii Świętokrzyskiej, Kielce 2000. |
 | Joanna Nowakowska-Ozdoba, Proza Aleksandra Bestużewa-Marlinskiego w
okresie zesłania (1829-1837), Wyd. Akademii Świętokrzyskiej, Kielce 2001. |
 | Adam Massalski, Szkoły średnie rządowe męskie na ziemi kielecko-radomskiej
w latach 1833-1862, Wyd. Akademii Świętokrzyskiej, Kielce 2001. |
 | Herbert Ludat, Słowianie – Niemcy – Europa. Wybór prac, tłum. J.M.
Piskorski, Wyd. Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Marburg-Poznań 2000. |
 | Ryszard Ganowicz, Historyczne więźby dachowe polskich kościołów,
Wydawnictwo Akademii Rolniczej, Poznań 2000.
Józef Broda, Historia leśnictwa w Polsce, Wydawnictwo Akademii Rolniczej,
Poznań 2000.
|
|