Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 9/2001

Już zaczęli uważać
Poprzedni Następny

Szkiełko w oku

Piotr M?ldner-Nieckowski

Fot. Stefan Ciechan

W czasie wakacji jest trochę czasu na czytanie gazet, więc od czerwca postanowiłem nie odmawiać sobie tej przyjemności. Zacząłem kupować ich więcej niż zwykle i bez żadnych preferencji. W żargonie mojej kioskarki były to głównie: „Wyborowa”, „Życie ze skrobką”, „Tryby ludu” i „Pospolita”. Wydatek rzędu dziesięciu złotych dziennie, za co miałem rugę od rodziny, ale dziś widzę, że opłacalny, bo przynajmniej wiem, na co mogę liczyć w następnych miesiącach. A właściwie, na co nie muszę i nie powinienem odliczać pieniędzy. Obraz całości jest bowiem smutny, deprymujący.

Rozumiem zjawisko zwane sezonem ogórkowym, które polega na tym, że dzienniki, nie mając ciekawszych tematów ani redaktorów na właściwym miejscu, publikują na pierwszych stronach idiotyzmy o poszukiwaniu w jakimś miasteczku małpy, która nie chce jeść bananów i której nikt nie widział, a która niewątpliwie powinna być szympansem. Ogórki są tanie, to jasne, a ich zjadacze zgłupieli pod wpływem promieni ultrafioletowych, nieprawdaż?

Nieprawdaż. Po pierwsze ogórki są droższe niż dawniej, a po drugie, to nie czytelnicy są durniami, ale redakcje kpią z nich w żywe oczy. Już dawno nie znalazłem w prasie informacji, którą można nazwać ważną. Posucha taka, jak w gospodarce.

W polityce kompletna nuda, której nawet kampania wyborcza nie jest w stanie ożywić. Wszystko układa się pod kątem wyborów, ale też zostały wytoczone wszystkie wielkie działa. Argumenty, którymi szermują przyszli posłowie, są już tak ciężkie, że niemiłosiernie zelżały i publiczność przestała zwracać na nie uwagę. Programy przyszłości, opracowane przez główne siły polityczne, są niemal identyczne. Różnią się tylko mniej lub bardziej wariackimi szczegółami. Nie dziw, że dziennikarska brać straciła rezon i nie potrafi nadać temu wszystkiemu wyrazu. Doszło do tego, że „Tryby ludu” negują pomysły polityczne prawicy, nie zauważając, że są propagowane również przez lewicę. Walczy z tym na przykład „Wyborowa”, ostro punktując takie głupstwa, przy czym czepia się punktów programowych dotyczących prawa i sprawiedliwości, tak jakby sama nie zachwalała ich jeszcze dwa miesiące temu. No, ale polityka, tak nas zawsze dzieląca, zaczyna się teraz scalać, ujednolicać i może dlatego traci na atrakcyjności. Zobaczmy, jak się przedstawiają inne działy.

Mój sport. Zawsze czytałem gazety od ostatniej strony. Obecnie są tam wielkie reklamy. No, trudno, czytajmy przedostatnią. Znikły wyniki zawodów. Nie dowiesz się już, kto i dlaczego wygrał, ale który klub kogo kupił i za ile, oraz kogo boli kolano i kto nowy się koksuje. Szkoda. Rezygnujemy z tej strony, szukamy kultury.

Działy kulturalne niezwykle bogate, trzeba przyznać i podkreślić. Jest tu tyle reklam i tyle zdjęć na pół strony, a także informacji o tym, który lider jakiego zespołu obchodzi akurat urodziny albo rocznicę powtórnego debiutu, że w krótkim czasie można zostać ekspertem od młodych rytmów. To sobie chwalę, bo dowiadując się o tym, że perkusista jakiejś kapeli po dwóch miesiącach pokazywania się z Anetą robi to teraz z Iwoną, staję się także specjalistą od ruchów demograficznych. Na szczęście kilka razy znalazłem ciekawą recenzję z książki, której nie warto czytać, bo, jak wnikliwie ocenił recenzent, jest bardzo słaba literacko i poznawczo, a także zapowiedź premiery „Hamleta” i „Snu nocy letniej”. To mnie podniosło na duchu, o kulturze wysokiej jednak się nie zapomina.

Może więc działy nauki? Dla czytelnika spod strzechy nowości o nanotechnice, klonowaniu i odbieraniu sygnałów radiowych z kosmosu, świadczących o obecności innych kultur technicznych, zawsze były, są i będą rewelacją, dla której warto poświęcić czas dawniej przeznaczany na Brudnego Harry’ego w telewizji. W ciągu minionego półrocza dowiedziałem się wreszcie, że wszystko to staje się coraz bardziej możliwe, ale potrzebny jest czas na udoskonalenie technologii. Jako urodzony optymista spodziewam się, że za następny rok dowiemy się jakiej.
W działach motoryzacyjnych już nie ma rad dla kierowców i domowych mechaników, za to przewalają się rzetelnie opracowane wiadomości o tym, że auta są nadal kradzione, a dla zapobieżenia zaśnięciu za kierownicą należy coś jeść albo czegoś słuchać.

I tak dalej. Oj, coś stałem się bardzo wymagający! Już mnie nic nie zadziwi, nic nie zainteresuje. Wprowadzony niedawno (i tylko pozornie odwołany) podatek VAT od druku książek i czasopism skutecznie likwiduje czytelnictwo, a tu znalazł się malkontent, który marudzi właśnie w czasach, kiedy dotychczasowi odbiorcy zaczęli drastycznie ograniczać wydatki na gazety.

Jednak jest coś na rzeczy. Ta leniwa, publicystyczna papka to nie przypadek. Ostrzegano przed nią, kiedy zaczęły się dokonywać istotne zmiany na przykład w programach telewizyjnych i radiowych. Stopniowe usuwanie doświadczonych spikerów, ostatnich Mohikanów dobrego języka polskiego w mediach, ograniczanie bloków informacyjnych do pożarów, wypadków i morderstw, wypełnianie eteru jednorodną muzyką i jednakowymi filmami, performans zastępujący sztuki plastyczne, były sygnałem, że rozpoczął się proces likwidacji kultury umysłowej. Po kilku latach mamy tego skutki na wszystkich frontach. W księgarniach zlikwidowano działy poezji. Coraz mniej śmiałków wydaje wspomnienia, a o nowej prozie w ogóle nie ma mowy. Pojawiają się duże nakłady klasyki bez informacji redakcyjnych, nazwisk tłumaczy, a nawet autorów (przecież każdy powinien wiedzieć, kto napisał tego, no, który zaprzedał duszę diabłu, i miał tę, no, Małgorzatę, czy jak jej tam). Lawinowo upadają gazety lokalne. Pod wpływem ogólnej tendencji już i Krzysztof Penderecki spuszcza z tonu, pisząc nowe utwory „nie dla kompozytorów, ale słuchaczy”, jak się wyraziła pewna zachodnia krytyczka, co po polsku znaczy „adresuje do mas”. Tak, „masy” to właściwe słowo, dla Hollywoodu jesteśmy globalnie masami.

Ludzie już zauważyli, że polskie filmy, nawet te sprzed czterdziestu lat, są lepsze od wszystkich sprowadzanych obecnie. Może zaczną zauważać więcej.

E-mail: pmuldner@mp.pl 

Komentarze