Rozmowa Forum
Zła sytuacja budżetowa wymusza położenie większego
niż dotychczas nacisku na jakość badań i finansowanie tylko tych najlepszych.
Rozmowa z prof. Michałem Kleiberem, ministrem nauki,
przewodniczącym Komitetu Badań Naukowych
|
Fot. S. Ciechan
 |
| Prof. dr hab. inż. Michał Kleiber (ur. 1946) jest
specjalistą z zakresu mechaniki i informatyki. Ukończył studia na Wydziale
Inżynierii Lądowej PW (1968) oraz matematykę na Wydziale Matematyki,
Informatyki i Mechaniki UW (1971). Doktorat – 1972, habilitacja – 1978,
prof. nadzwyczajny – 1984, prof. zwyczajny – 1989. W pracy naukowej zajmuje
się głównie mechaniką nieliniową, metodami numerycznymi oraz zastosowaniem
symulacji komputerowych w badaniach. Jest autorem bądź współautorem ok. 200
prac naukowych oraz 6 książek. Laureat wielu nagród (m.in. nagrody FNP 2001
w zakresie nauk technicznych). Liczne stypendia i staże zagraniczne. Od roku
1995 dyrektor Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN. Przewodniczący
Rady Dyrektorów Placówek Naukowych PAN. Członek korespondent PAN. Członek
prezydium PAN. Od 19 października br. minister nauki, przewodniczący KBN. |
Jest Pan dyrektorem Instytutu Podstawowych Problemów Techniki
Polskiej Akademii Nauk, szefem Rady Dyrektorów Placówek Naukowych PAN, członkiem
Prezydium PAN, otrzymał Pan właśnie nagrodę Fundacji na rzecz Nauki Polskiej,
zwaną „Polskim Noblem”, a także bardzo prestiżowe subsydium FNP. Teraz został
Pan ministrem nauki. Można chyba powiedzieć, że to złoty okres w Pana życiu. Jak
czuje się aktywny uczony obejmując wysokie stanowisko administracyjne?
– Pracowałem naukowo przez blisko 30 lat. Jeśli ta praca jest doceniana przez
moich kolegów, to pozostaje mi tylko się cieszyć. A jak czuje się aktywny uczony
obejmując stanowisko ministerialne? Mam mieszane uczucia. Pamiętam, czego
oczekuje uczony, który wierzy, że wiele badań jest w Polsce niezbędnych, a z
drugiej strony wiem, jakie ograniczenia nakłada obecna sytuacja. Przez ostatnie
7 lat zajmowałem się administrowaniem nauką jako dyrektor IPPT, jednego z
największych instytutów PAN, więc sprawy zarządzania nie są mi obce. Oczywiście,
skala problemów, jakie stoją przed ministrem nauki, jest nieporównanie większa,
zwłaszcza dziś, wobec trudności finansów publicznych. Generalnie można
powiedzieć, że patrzę na naukę oczami człowieka nauki i jednego z jej
administratorów, a teraz także członka Rady Ministrów, który widzi, jak
wyglądają uwarunkowania, i który solidarnie z innymi ministrami odpowiada za
całość spraw państwa. Muszę starać się godzić te wszystkie racje. Szansa
cywilizacyjna, która się pojawiła przed Polską ponad 10 lat temu, zwłaszcza
perspektywa integracji z Unią Europejską, to chyba największa szansa, jaką
mieliśmy w ciągu kilku ostatnich stuleci. Doraźne kłopoty finansowe mogą nam tę
integrację utrudnić, ale jestem pewien, że nam tego nie uniemożliwią. Jestem
optymistą. Mam sporo planów i wierzę, że uda się nauce, mnie i całemu środowisku
naukowemu wiele w nadchodzących latach osiągnąć.
– Komitet Badań Naukowych to połączenie ministerstwa nauki i agencji
dzielącej pieniądze. Czy to dobre połączenie?
– Ma to dobre strony, bo politykę, także naukową, najłatwiej realizować przy
pomocy pieniędzy. Ale generalnie uważam, i pisałem o tym kilka lat temu także na
łamach „Forum”, że Komitet właściwy – rozumiany jako ciało 19-osobowe: 12
wybieranych przez środowisko przewodniczących zespołów KBN, 5 ministrów
„branżowych” oraz minister nauki i jego pierwszy zastępca – powinien zajmować
się kwestiami strategicznymi, priorytetami, tworzeniem polityki naukowej. Te
priorytety nie mogą powstawać na zasadzie ankietyzowania środowiska. Musimy po
prostu zidentyfikować ważne obszary życia publicznego – np. rozwój gospodarczy,
ochrona zdrowia, bezpieczeństwo obywateli – i rozpisać je na zadania dla
poszczególnych dziedzin nauki. Tak określone priorytety będą wtedy przekonujące
i zrozumiałe dla społeczeństwa, co jest ważne, bo cały czas musimy przecież
odwoływać się do społecznej akceptacji prowadzonych badań. Komitet powinien
dzielić środki finansowe właśnie w ramach priorytetów na obszary badawcze, czyli
dokonywać tzw. podziału pierwszego stopnia. Dalej powinny je dzielić zespoły
celowe i wyspecjalizowane agencje.
– W poprzedniej kadencji zapoczątkowano „wyprowadzanie” decyzji o podziale
pieniędzy poza Komitet. Miała to robić, na razie w niewielkim zakresie w
stosunku do całości środków, Naczelna Organizacja Techniczna, a w przyszłości
także PAN.
– Komitet Badań Naukowych jest przytłoczony podziałem środków na poszczególne
strumienie finansowania i konkursy grantowe. Corocznie rozpatrujemy np. około 10
tys. wniosków grantowych. To jest ogromna praca, która przesłania trochę kwestie
polityki naukowej. I to będziemy starali się zmienić. Ale nie jest to łatwe, bo
np. taki zamiar w odniesieniu do grantów promotorskich nie zyskał na razie
poparcia członków Komitetu.
– Tegoroczny budżet nauki miał wynosić 3 mld 300 mln zł, jednak w wyniku cięć
będzie o ponad 200 mln mniej. Jeszcze w październiku pisaliśmy, że w przyszłym
roku budżet nauki wyniesie 3 mld 6 mln. Tymczasem rządowy projekt, który zapewne
niewiele się w Sejmie zmieni, zakłada cięcia znacznie głębsze – przyszłoroczny
budżet nauki ma wynieść 2 mld 600 mln.
– Niestety, nie mam dobrych wiadomości. Sytuacja finansów publicznych, jaką
zastaje nowy rząd, jest naprawdę trudna. To wynika z globalnych trendów i
zwolnienia – miejmy nadzieję, że tylko zwolnienia, a nie długotrwałej recesji –
gospodarki światowej, ale także z kryzysu finansów w naszym kraju i błędów,
jakie zostały popełnione. Mam nadzieję, że to jest rok przejściowy i program
oszczędnościowy, jaki wprowadzamy, stwarza szansę znacznej poprawy sytuacji w
przyszłości.
– W jakich obszarach te cięcia będą najgłębsze?
– Nauka polska jest niedofinansowana od wielu lat, ale trzeba sobie powiedzieć
uczciwie, że oprócz badań naprawdę znaczących i ważnych finansujemy również
takie, które niewiele wnoszą do nauki i nie służą ani rozwojowi gospodarki, ani
poprawie jakości edukacji. Zła sytuacja budżetowa wymusza położenie większego
niż dotychczas nacisku na jakość badań i finansowanie tylko tych najlepszych.
Bardzo trudno jest oczywiście oceniać jakość badań naukowych, ale będziemy
musieli odsiać badania dobre, ważne od tych kiepskich, przyczynkarskich.
Wprowadzona została kategoryzacja placówek, która ma swoje wady, ale jak dotąd
nikt nie zaproponował spójnego alternatywnego systemu oceny. Wiadomość zła:
wiele słabych placówek straci możliwość budżetowego dofinansowania swojej
działalności. Wiadomość dobra: najlepsze zespoły będą miały sytuację niewiele
gorszą, a mam nadzieję, że w ogóle nie gorszą niż dotychczas. Rozkładanie biedy
po równo byłoby zaprzeczeniem idei finansowania dobrej nauki. Słaba nauka jest
bezużyteczna.
– Rozumiem, że w sprawie kategoryzacji i oceny parametrycznej nie będzie
znaczących zmian i dotychczasowy sposób myślenia Komitetu – ilościowa ocena
dorobku poszczególnych jednostek – zostanie utrzymany?
– Myślę, że rewolucja nie jest tu potrzebna, ale deklaruję absolutną otwartość
na każdą nową, sensowną propozycję. Pamiętajmy, że ten system nie został
wprowadzony odgórnie, ale został stworzony przez samo środowisko. Poszczególne
zespoły mają dużą autonomię i mogą przyjąć zupełnie różne kryteria, a zespoły są
przecież wybierane przez środowisko. Jeśli jakieś środowisko jest niezadowolone,
to sugerowałbym, aby starało się wpłynąć na opinię odpowiedniego zespołu lub w
przyszłości wybrało kogoś innego. Natomiast jestem zdecydowanie przeciwny
całkowitej rezygnacji z oceny prowadzonych badań.
– Tak daleko idących sugestii nikt rozsądny na szczęście nie wysuwa, ale np.
środowisko jednostek badawczo-rozwojowych, z racji proporcji dość nielicznie
reprezentowane w zespołach KBN, zdecydowanie sugeruje, że ocena parametryczna
preferuje sformalizowane, akademickie kryteria oceny, np. zagraniczne
publikacje, a nie realne osiągnięcia naukowe, które są przydatne dla gospodarki
czy – mówiąc szerzej – rozwoju kraju, i mają szansę być zastosowane w praktyce.
– Są obszary badań, np. biologia czy chemia, w których środowisko przywiązuje
bardzo duże znaczenie do publikowania w uznanych czasopismach zagranicznych i to
jest autonomiczna decyzja tych środowisk. Są też środowiska, w których
odwoływanie się do listy filadelfijskiej nie ma większego sensu. Ale powtarzam:
to poszczególne zespoły wypracowują kryteria. Natomiast rzeczywiście problemem
jest ocena poszczególnych pionów nauki, czyli szkół wyższych, instytutów
Polskiej Akademii Nauk i jednostek badawczo-rozwojowych. Każdy z nich
funkcjonuje inaczej i w porównaniach ta specyfika musi być uwzględniona. Nadal
poszukujemy dobrych metod oceny i każda rozsądna propozycja, każdy znaczący głos
środowiska zostaną wzięte pod uwagę.
– Od lat trwają kontrowersje co do podziału środków właśnie na poszczególne
piony nauki: szkolnictwo wyższe, PAN i jednostki badawczo-rozwojowe. Czy to, że
przychodzi Pan ze środowiska Polskiej Akademii Nauk, stawia teraz to środowisko
w lepszej sytuacji?
– Przychodzę ze środowiska PAN, ale, po pierwsze, jako przewodniczący KBN mam
obowiązek – i będę go z pełną konsekwencją wypełniał – reprezentować wszystkie
piony nauki. Po drugie, od 30 lat jestem czynnym nauczycielem akademickim,
ostatnio od kilku lat w Politechnice Warszawskiej – wczoraj np. miałem tam 3
godziny wykładu – więc identyfikuję się także ze środowiskiem akademickim.
Wreszcie po trzecie, jako inżynier miałem liczne kontakty z jednostkami
badawczo-rozwojowymi i znam dobrze również ich problemy. Wszystkie trzy sektory
mają swoje zalety i wady. I wszystkie trzy muszą odczuć zmiany w polityce
naukowej – większe wymagania co do jakości badań. Są kiepskie JBR-y, które nie
mają od lat żadnych wdrożeń i nie współpracują z poważnym przemysłem. Są także
słabe, mające czwartą czy nawet piątą kategorię instytuty PAN. Nie ma powodu,
żeby nadal były finansowane z budżetu państwa.
– To chyba nie będzie łatwe, bo każdy z takich instytutów przytacza argumenty
za tym, że jest potrzebny. I na razie jakoś to przekonuje decydentów. Poza tym,
na likwidację też trzeba pieniędzy.
– Z pewnością takie decyzje nie są łatwe, zwłaszcza że dotykają ludzi, ale
przecież nikt nie powiedział, że rozmawiamy o sprawach łatwych. Przekształcenia
i likwidacja wielu słabych jednostek są konieczne.
– Pana poprzednik, prof. Andrzej Wiszniewski, zapytany, czego mu się nie
udało zrobić podczas czteroletniego kierowania Komitetem, wymienił wyrównanie
wielkości środków przyznawanych na badania w dużych i mniejszych ośrodkach. Na
profesora w Warszawie przypada 3-4 razy więcej środków niż na profesora np. w
Rzeszowie, Białymstoku czy Zielonej Górze.
– Rzeczywiście, są duże dysproporcje, jeśli chodzi o finansowanie badań
naukowych w poszczególnych ośrodkach. Pytanie jest szersze: czy lepiej mieć
kilka silnych ośrodków badawczych, czy powinno być bardzo wiele ośrodków o
wyrównanej pozycji? To dotyczy zresztą nie tylko polityki naukowej, ale także
spraw akademickich i – ogólnie – całej polityki gospodarczej. W przełożeniu na
język konkretów polityki naukowej oznacza to pytanie, czy powinniśmy dawać grant
zespołowi z małego miasta, nawet, jeśli jest trochę gorszy niż ten z Warszawy
czy Krakowa, po to, aby dać szansę zespołowi i wspierać jego rozwój? Znam
kolegów, którzy stosują takie rozumowanie przy przyznawaniu grantów.
– Ale przecież wynik jest odwrotny – to Warszawa dostaje więcej pieniędzy.
– Uświadommy sobie i tę prawdę, że ci z dużych ośrodków bywają po prostu lepsi.
Jako dyrektor instytutu, przy którym funkcjonuje Krajowy Punkt Kontaktowy 5.
Programu Ramowego UE, odbyłem cały szereg spotkań, na których omawiałem zasady
5. Programu i namawiałem do składania wniosków. Na konferencji w Warszawie,
Krakowie czy Poznaniu, jeśli na sali było 100 czy nawet 200 osób, niemal każda z
nich była w stanie siąść nazajutrz do pisania wniosku grantowego. Jeśli jechałem
do ośrodka o słabszej pozycji naukowej, to długo musiałem tłumaczyć, o co tu
chodzi. A już napisanie 40 stron aplikacji po angielsku budziło przerażenie.
Jestem za wyrównywaniem szans, ale tego nie można robić z wyraźną szkodą dla
badań.
– Prof. Wiszniewski mówił także o niezrealizowanej idei konferencji
grantowych, które miały podsumowywać wyniki zakończonych badań.
– Jedną z największych wad naszego systemu finansowania badań naukowych jest
rozdrobnienie i powtarzanie badań podobnych do siebie. Wiele osób wspomina z
utęsknieniem system finansowania z lat 70. czy 80. i tzw. problemy węzłowe. Tak
się składa, że przez wiele lat byłem zastępcą koordynatora, a potem
koordynatorem takiego programu. Problemy węzłowe, poza wieloma poważnymi wadami,
miały dwie zalety: nie powielano badań podobnych i była dobra informacja o tym,
co kto robi. Te aspekty zostały w obecnej rzeczywistości w znacznej mierze
zagubione. Komitet nie ma dotychczas dobrej bazy danych dotyczących prowadzonych
badań. Konferencje grantowe miały tę potrzebę informacji wypełnić. Problem
polega na tym, że uczeni traktowali je jako rozliczenie grantu, a więc mówiono o
stronie formalnej zamiast o osiągnięciach naukowych. Musimy wypracować system
lepszej informacji, stworzyć odpowiednie bazy danych i np. podczas dużych
konferencji, także międzynarodowych, organizować sesje „grantowe” dotyczące
określonej problematyki badawczej. Stwarza to atmosferę do wymiany poglądów na
temat najnowszych osiągnięć badawczych. Mniejsze będą też koszty.
– Udział polskich naukowców w 5. Programie Ramowym można uznać za umiarkowany
sukces. Odzyskamy trochę więcej niż wpłaciliśmy, ale trzeba z kolei pamiętać, że
ze swoich pieniędzy zapłaciliśmy tylko 1/3 składki, jaka na nas przypadała. 1/3
została umorzona, a 1/3 zapłacona z pieniędzy pomocowych Unii.
– Tak rzeczywiście jest i to stawia nas przed poważnym wyzwaniem na przyszłość.
Za dwa lata w 6. Programie Ramowym prawdopodobnie będziemy musieli wpłacić do
wspólnej kasy więcej, a więc i więcej będziemy musieli zyskać, aby „wyjść na
swoje”. Ale ocena naszego udziału to nie tylko pieniądze. Zawsze wydajemy
pieniądze na badania. Ważne są rezultaty. Musimy zatem patrzeć przede wszystkim
na wykorzystanie wyników badań, które prowadzimy. Dodatkowym zyskiem jest także
to, że nasi naukowcy pracują w ramach międzynarodowych zespołów. Realizujemy
ponad 400 projektów badawczych. Jeśli z naszej strony w każdym z nich
uczestniczy np. 5-8 osób, to mamy kilka tysięcy ludzi, którzy biorą udział w tym
programie. Mamy także dostęp do najnowszych technologii. Z moich doświadczeń
wynika, że Polacy nie bardzo przy tym umieją zadbać o prawo do własności
intelektualnej. Kiedy do rozmów zasiada grupa zachodnich naukowców, to już przy
pierwszej rozmowie pojawia się problem własności wyników badań. My tego nie
umiemy. Nie umiemy także nawiązywać współpracy z dobrymi konsorcjami. Zadowala
nas, jeżeli porozumiemy się z kimkolwiek z Zachodu. Stąd też niższy współczynnik
sukcesu. Przyzwyczajeni do mizerii budżetowej nie umiemy też aplikować o duże
kwoty na aparaturę badawczą. Ale musimy się tego wszystkiego nauczyć. I to także
zadanie dla Komitetu.
– Co zatem zrobi Komitet, aby to zmienić?
– Przede wszystkim będziemy w lepszej sytuacji niż na starcie w obecnym
programie. Mamy już sporo doświadczeń i ludzi, którzy zetknęli się z unijnymi
procedurami. Poza tym będziemy mogli uczestniczyć w kolejnym programie od
początku, a wiadomo, że na początku finansuje się rzeczy największe,
najważniejsze, najciekawsze. Będziemy starali się przygotować do tego z dużym
wyprzedzeniem. Musimy także przełamać barierę psychologiczną tych środowisk,
które uważają, że aplikowanie o europejskie pieniądze jest nie dla nich. Rozkład
geograficzny sukcesu w 5. PR jest bardzo nierównomierny i to się pokrywa z tym,
o czym już mówiliśmy – siłą ośrodków naukowych. Nie wolno nam mieć żadnych
kompleksów. Nasi naukowcy nie są gorsi od innych. Często są lepsi.
– Wydaje mi się, że jednym z podstawowych problemów polskich naukowców jest
poczucie niezrozumienia przez społeczeństwo misji nauki, a co za tym idzie –
niedofinansowanie badań naukowych. Tymczasem Komitet nie może znaleźć
dostatecznie dużych pieniędzy na wsparcie promujących naukę festiwali nauki i
innych podobnych działań.
– Polscy uczeni, niestety, konsekwentnie zaniedbywali kwestie informowania o
tym, co robią. Polska nauka jest hermetyczna. pisanie rzeczy zrozumiałych dla
wszystkich większość uczonych uważa za zbędne lub nie potrafi tego robić.
Naturalną tego konsekwencją jest niechęć społeczeństwa do akceptacji dużych
środków na badania. Im prędzej uczeni to dostrzegą, a my, jako Komitet,
potrafimy stworzyć mechanizmy, które będą ich zachęcać do szerokiej prezentacji
osiągnięć, tym szybciej ta sytuacja ma szansę ulec zmianie. Współczesna nauka
jest bardzo wyspecjalizowana, potrzebuje dużo pieniędzy, ale też jest w stanie
dokonywać przełomu w wielu dziedzinach i technologiach, a także przynosić zyski.
Społeczeństwo musi to zrozumieć i wyrazić zgodę na przyzwoite finansowanie
badań. A docieranie z tym do społecznej świadomości to jedna z najważniejszych
kwestii, jaka stoi przed ludźmi nauki.
Rozmawiał Andrzej Świć
|