Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 12/2001

Recenzje
Poprzedni Następny

Blaski globalizacji

Książka Thomasa Friedmana dotyczy tego, co wydarzyło się na świecie w ciągu ostatnich 10 lat, a co często nazywa się globalizacją. Autor jest czołowym ekspertem amerykańskim w dziedzinie stosunków międzynarodowych. Pracując przez wiele lat w „New York Timesie” – najpierw jako korespondent na Bliskim Wschodzie, następnie korespondent towarzyszący amerykańskim dyplomatom, w końcu zaś jako komentator stosunków międzynarodowych – zapoznał się z różnymi wymiarami współczesnej gospodarki światowej. To doświadczenie, pozwalające patrzeć na rzeczywistość wieloaspektowo, jest, według Friedmana, fundamentem zrozumienia globalizacji. Jest ona bowiem czymś niezmiernie złożonym i dlatego czas specjalistów świetnie orientujących się np. w finansach, a nie znających się na ekologii czy stosunkach społecznych, już minął.

Według Friedmana, system oparty na globalizacji zastąpił w gospodarce światowej system zimnowojenny. Świat zimnej wojny opierał się na równowadze sił: w polityce zagranicznej żadne z supermocarstw nie mogło naruszać strefy wpływów drugiego, w gospodarce kraje słabiej rozwinięte pielęgnowały własny przemysł, kraje komunistyczne opierały się na gospodarczej autarkii, a kraje zachodnie – na regulowanej wymianie handlowej. W odróżnieniu od zimnej wojny podstawową cechą świata opartego na globalizacji jest integracja. Globalizacja oznacza nieuchronną integrację rynków, państw i technologii, dzięki której jednostki, przedsiębiorstwa i państwa mogą docierać do świata szerzej, szybciej, taniej i głębiej, naczelną zaś ideologią globalizacji jest wolnorynkowy kapitalizm. miarą wydajności gospodarki jest rola sił rynkowych i otwarcie na wolny handel i konkurencję. Lexus i drzewo oliwne są doskonałymi symbolami postzimnowojennej epoki: Połowa świata wyszła z zimnej wojny z postanowieniem budowania lepszych lexusów, zdecydowana modernizować, ulepszać i prywatyzować swoją gospodarkę po to, by osiągnąć sukces w epoce globalizacji. Natomiast druga połowa świata – czasem druga połowa tego samego kraju, a nawet druga połowa tej samej osoby – wciąż bije się o to, do kogo należy drzewo oliwne.

Globalizacja opiera się na demokratyzacji różnych dziedzin życia. Pierwszą jest demokratyzacja technologii polegająca na tym, że coraz większa liczba ludzi ma udział w postępie technologicznym i korzysta z najnowocześniejszych urządzeń technicznych. Ona pociąga demokratyzację finansów – powszechny dostęp drobnych inwestorów (czyli tzw. elektronicznego stada, które „jednym naciśnięciem myszy” przenosi swój kapitał z państwa do państwa) do udziału w operacjach finansowych na całym świecie. I wreszcie, dzięki telewizji satelitarnej, telefonii komórkowej i Internetowi mamy powszechny dostęp do informacji, czyli jej demokratyzację. Powszechna demokratyzacja życia gospodarczego powoduje zatem spadek roli rządów w podejmowaniu decyzji gospodarczych (a i politycznych). Rządy tracą swe kompetencje na rzecz poszczególnych prywatnych inwestorów, agencji ratingowych czy ponadnarodowych koncernów przemysłowych. świat zaczyna funkcjonować ponad granicami. Jedyną zasadą świata globalnego jest „twórcze niszczenie” – nieustanny cykl niszczenia starych i gorszych produktów, i zastępowanie ich nowszymi i lepszymi.

Lexus jest bardzo poruszającą i kontrowersyjną książką, pełną ilustracji pochodzących z bogatego doświadczenia autora. Pokazuje ona głównie blaski globalizacji. Jakie są jej cienie? Trochę o nich Friedman wspomina w ostatnich rozdziałach. Ale jego celem jest nie ocena globalizacji, a jej zrozumienie. Spróbujmy więc najpierw ją zrozumieć, dopiero potem oceniajmy.

Marek Lechniak

homas L. Friedman, Lexus i drzewo oliwne. Zrozumieć globalizację, tłum. Tomasz Hornowski, Wydawnictwo Rebis, Poznań 2001, seria: Nowe Horyzonty.

Niepokoje biochemika

Od roku prasa i popularne radia komercyjne dopytują się o geny, genetycznie modyfikowane organizmy, klonowanie ludzi, konsekwencje poznania ludzkiego genomu. Na tłumnych spotkaniach z genetykami na festiwalach nauki i w naukowych kawiarniach padają rozsądne, mądre, inspirujące pytania. I oto znakomita książka polskiego autora, od której naprawdę trudno się oderwać.

Andrzej Jerzmanowski wydał 8 lat temu książkę Geny i ludzie i choć teraz powtórzył w tytule ten sam chwyt, to obie książki dzieli wiele. wśród różnic jest odmienne spojrzenie na geny (bo nagromadziła się wielka o nich wiedza), ale i doświadczenie, i wzrost skłonności autora do refleksji. W tamtej książce Jerzmanowski w sposób ciekawy i poglądowy opisał kilka ważnych spotkań człowieka z genami – starzenie się i parę chorób, których sama nazwa budzi grozę. Dziś pisze o tym tekście „moja książeczka”, ponieważ wybitny biochemik (modnie jest mówić „biolog molekularny”), znany i szanowany na całym świecie, postanowił zadać pytanie najważniejsze i najtrudniejsze: Czym jest życie?

My, biolodzy, jesteśmy w komfortowej sytuacji, bo bardzo często na pytanie o najważniejsze odkrycia minionych stuleci wszystkim, nie tylko biologom, przychodzą na myśl: Charlesa Darwina teoria ewolucji (XIX w.) i Jima Watsona z Francisem Crickiem hipoteza podwójnej helisy DNA. Z tych dwu potężnych pni wyrosły jak gałązki odkrycia Mendla i cała biologia molekularna z inżynierią genetyczną. Podobnie jak Andrzej Jerzmanowski pamiętam moment, w którym zachwycona ogólną koncepcją ekspresji i regulacji genów uznałam, gdzieś w okolicach 1970 roku, że już „wszystko wiemy i rozumiemy”.

Dziś Andrzej Jerzmanowski zabiera nas w nową podróż, najpierw proponując dzisiejsze spojrzenie na tamte dwa odkrycia i ich obecną syntezę. Po drodze, jakby mu było mało geniuszu Darwina, dziwi się, że nie wymyślił on także korpuskularnej teorii dziedziczności. A 100 lat później Artur Kornberg ma pretensje do Kari Mullisa, że opracował technikę (już po 5 latach przyswoił ją cały świat, a słynny Komitet ze Sztokholmu uhonorował nie mniej słynną Nagrodą), która wykorzystywała wiedzę o faktach od 30 lat znanych wszystkim dobrym uczniom i wszystkim studentom zdającym egzamin z biochemii. No i co? Tylko jeden Mullis na świecie połączył w jedno tę trywialną wiedzę i wymyślił PCR.

Tych nowych spojrzeń na ewolucję i biologię molekularną genu starczyłoby na dobrą książkę popularnonaukową, ale daleko nam jeszcze do końca rozważań. Warto zauważyć, że Jerzmanowski o DNA zaczyna pisać naprawdę dopiero w połowie książki, podczas gdy książkę Geny i ludzie od DNA zaczynał. Potem następują pytania trudniejsze i coraz mniej jest na nie gotowych odpowiedzi. Jest własna próba definicji życia i gorąca dysputa nad zaletami i wadami redukcjonizmu wyznawanego przez biologa, Pada też ważne pytanie o przyszłość biologii: Czy bliski jest jej koniec? może nastanie, gdy w komputerze pojawi się pierwsza wirtualna komórka, udająca życie „e-cell”, tak jak „e-mail” udaje prawdziwy list? A może ten koniec nastanie, kiedy opiszemy sieci genów i ich zależności od sieci białek, które kodują? I wtedy zostanie nam tylko modyfikowanie istniejącego w wyniku ewolucji żywego świata – biotechnologia? Jerzmanowski nie ma czasu i miejsca, aby zająć się jeszcze kondycją człowieka – biologiczną i duchową, bo przecież pytanie o ewolucję człowieka jest ważną składową tej ogólnej rozmowy o przyszłości biologii. Może o tym napisze w trzeciej książce? Za każdym razem, kiedy wraz z ciekawymi autorami pozwolę sobie zaglądać w głąb wieku XXI, trochę się cieszę, że ten wiek informatyki i wirtualnych rzeczywistości, to już nie moje zmartwienie.

Magdalena Fikus

Andrzej Jerzmanowski, Geny i życie. Niepokoje współczesnego biologa, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2001, seria: Na Ścieżkach Nauki.

Wygnańcy, uchodźcy, „pielgrzymi”

Przebiegające na przestrzeni wieków procesy migracyjne spowodowały, że społeczności państwowe dalekie są od etnicznej, rasowej i kulturowej homogeniczności. Trudno byłoby dziś znaleźć państwo, w którym nie są obecni emigranci i uchodźcy. Los tych, którzy z różnych przyczyn i w różnych okolicznościach opuszczali ojczyznę, podzielali także Polacy, a ich historia okazała się na tyle intrygująca, że zasłużyła na osobne wydawnictwo.

Polska diaspora to – jak zaznaczono we wstępie – przewodnik, który miał za zadanie jedynie dać wstępne wyobrażenie o skali, rozmiarach, różnorodności i cechach wspólnych skupisk polskiej diaspory w przeszłości i po trosze dziś. Nie znajdziemy tam zapewne pełnych danych statystycznych, wszystkich nazwisk, nazw organizacji i problemów. Niemniej praca kilkunastu autorów wskazuje, że książka jest wynikiem gruntownej analizy problematyki dotyczącej etnicznej tożsamości i migracji Polaków na przestrzeni wieków. Czytelnika może zaskoczyć wykorzystanie pojęcia diaspory, które stosowane było powszechnie do określenia rozproszenia w świecie narodu żydowskiego. Autorzy przekonują jednak, że wybór terminu „diaspora” jest nie tylko zgodny z przyjętymi w ostatnim czasie tendencjami w nauce, ale jest też bardziej pojemny aniżeli pojęcia „emigracja” czy „Polonia”. Używając terminu „diaspora” we współczesnym rozumieniu objęto nim społeczności żyjące w rozproszeniu z przymusu, ale także te, które powstały na skutek dobrowolnego wyboru. Bohaterami rozważań stali się więc uchodźcy, deportowani, wysiedleńcy i emigranci zarobkowi; znani i nieznani artyści, naukowcy, podróżnicy, działacze społeczni i polityczni, ale także ci, którzy niechlubnie zaznaczali swą historyczną obecność na obczyźnie. Ich świadectwo życia w rozmaitych miejscach i różnych okresach historycznych w znacznej mierze przyczyniało się do określonego sposobu postrzegania i stosunku do Polski i Polaków.
Wydaje się, że autorzy starali się dotrzeć do wszystkich zakątków świata, w których osiedlali się polscy emigranci. Do skupisk największych, jak: USA, były ZSRR, Francja, Niemcy, Brazylia czy Kanada, oraz mniejszych, jak chociażby Mandżuria, gdzie niewielka liczebnie diaspora miała swoją szkołę (gimnazjum), „wychowała” pisarza Teodora Parnickiego oraz kilku wybitnych profesorów. Historie poszczególnych diaspor próbowano przedstawiać od najwcześniej udokumentowanych początków, docierając do pierwszych, nawet pojedynczych przypadków migracji, czego świadectwem jest historia pochodzącego z Gdańska, a przybyłego na ziemie Nowej Francji (Kanady) Andre Loupa (Andrzeja Wilka) nazywanego Polakiem. Warto również zauważyć, że obraz migracji z ziem polskich został rozbudowany o kilka haseł mówiących o ludziach wspólnie ongiś zamieszkujących z Polakami (...), ludziach należących do innych grup narodowych i etnicznych. Możemy bowiem poznać także dzieje diaspory Żydów polskich, Ukraińców i karpackich Rusinów, Litwinów, Niemców oraz Kaszubów, których – jako grupy wyraźnie odrębnej pod względem kulturowym i językowym – nie włączono do diaspory polskiej.

Dzięki lekturze Polskiej diaspory zyskaliśmy możliwość kompleksowego spojrzenia na przyczyny i konsekwencje rozproszenia Polaków w świecie, na formowanie się organizacji polonijnych czy związki diaspory z opuszczonym krajem. Poznając losy grupowe i jednostkowe emigrantów mogliśmy zaobserwować, że często, choć dzieliły ich poglądy, łączyła pamięć opuszczonych miejsc, tęsknota czy wreszcie poczucie wspólnej tożsamości.
 

Sylwia Groth-Guzek

Polska diaspora, red. Adam Walaszek, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001, seria: Leksykon Historii i Kultury Polskiej.

Sarmatyzm w pigułce

We wstępie do Słownika sarmatyzmu pada stwierdzenie, iż jego czytelnik jest już przyzwyczajony do podobnych publikacji. Ja, niestety, nie byłam. Może właśnie dlatego lektura leksykonu była w moim przypadku pewnym wstrząsem.

Słownik jest kolejnym dowodem na to, że popularyzacja różnych dziedzin wiedzy jest trudnym i często niewdzięcznym zadaniem. Jeśli w dodatku popularyzator pragnie w jednej, niezbyt obszernej książce połączyć literaturę, sztukę, historię, religioznawstwo, etnografię etc., kształtujące się na przestrzeni kilku stuleci, powinien dobrze swój pomysł przemyśleć i zastanowić się, kogo tak naprawdę chce nim zachwycić.

Ale do rzeczy. Zamysłem autorów książki była próba dania złożonej, rozbudowanej, czasem dygresyjnej odpowiedzi na pytanie, co to był sarmatyzm historyczny (jako szlachecka formacja kulturowa) i czym może być sarmatyzm jako „idea” dla późniejszych formacji kultury polskiej. To dobre założenie, zważywszy na fakt, że jesteśmy dziedzicami tradycji sarmackiej z całym jej bagażem i, jako naród, ciągle szukamy swojego „ja”. Przyjrzyjmy się zatem, jak twórcy leksykonu odpowiedzieli na postawione przez siebie pytania. Kierując się zasadą funkcjonalności wypreparowali z historyczno-kulturowej magmy XVII i XVIII w. te zjawiska, które łączą się z sarmatyzmem. Twórcom przyświecała modna formuła interdyscyplinarności. Mamy więc wśród haseł leksykonu zarówno te dotyczące ideałów społecznych polskich sarmatów, jak i motywów artystycznych, obyczajowych itp. charakterystycznych dla Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Niestety, może ze względu na objętość książki, wiele haseł funkcjonuje w formie dość naiwnej ściągawki dla licealisty. Kiedy więc pod hasłem Książka czytamy, iż szlachta z XVI-XVIII w. z racji swojego humanistycznego wykształcenia chętnie czytała księgi oraz że czytaniu książek sprzyjały długie zimowe wieczory, wolne od prac gospodarskich, to, jako żywo, stają nam przed oczami cienkie broszury z dolnej półki, kupowane 5 minut przed klasówką. No dobrze, styl nie jest może najważniejszy. Ale dlaczego owo humanistyczne wykształcenie sarmatów w haśle Szkoła zostało skwitowane takimi słowami: Choć szlachta była niezwykle dumna ze swego „klasycznego wychowania”, w szkołach poznawała jedynie wybrane, uprzednio zinterpretowane (...) elementy kultury antycznej. Jak więc było naprawdę z tym humanistycznym wykształceniem sarmatów?

Dowolność interpretacji pewnych zjawisk jest może dopuszczalna w granicach historii idei, która pobudziła twórców słownika do przygotowania publikacji, jednak brak konsekwencji w opisie pewnych zjawisk przez różnych autorów budzi wątpliwości. Czy na przykład, jak pisze Grażyna Urban, istniał ostry mizoginizm sarmacki, czy też, jak sugeruje Andrzej Borowski, należałoby jednak unikać oskarżania kultury sarmackiej o tenże mizoginizm?

W słowniku razi również brak jednorodnej stylistyki. Część haseł, okraszonych archaizmami i współgrających z klimatem pamiętników Paska, kłóci się ze współczesnymi sloganami. Choćby nazwanie Żywotów świętych Skargi „bestsellerami czasów staropolskich”...

Autorzy publikacji korzystali z wielu znakomitych źródeł. Bibliografia obejmuje kanoniczne opracowania dotyczące kultury, literatury czy historii epoki sarmatów. Jeśli więc ktoś w bardzo krótkim czasie zechce dowiedzieć się kim był polski sarmata, pewnie sięgnie po słownik. Dla wielu może się on okazać zaledwie sygnałem, przedsmakiem wędrówki po fascynującym świecie Polski szlacheckiej. Oby wyprawa nie zakończyła się na słowniku.

Beata Machnik


Słownik sarmatyzmu. Idee, pojęcia, symbole, red. Andrzej Borowski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001.

Przywracanie wizerunku

Osobowość Hannibala w historiografii rzymskiej, a potem w nowożytnej – europejskiej, nakreślana była w zdecydowanie negatywnym świetle. Przedstawiano go jako okrutnego, mściwego, niepohamowanego i budzącego powszechną grozę tyrana. Lancel, profesor filologii klasycznej i historii starożytnej uniwersytetu w Grenoble, zastanawia się, jakie mechanizmy towarzyszyły powstaniu tak karykaturalnego wizerunku Punijczyka i komu na tym najbardziej zależało. W wyniku wnikliwej analizy tekstów historyków starożytnych demaskuje świadome zniekształcanie jego postaci i działań. Zwraca uwagę na umiłowanie przez Kartagińczyka ojczyzny do ostatnich dni, kiedy osaczony na dworze króla Bitynii Prusjasza wolał wypić truciznę niż dostać się w ręce Rzymian. Podkreśla znaczenie młodzieńczej przysięgi, złożonej w kartagińskiej świątyni, że nigdy nie będzie przyjacielem Rzymu.

Lancel wskazuje też, że Hannibalowi nie były obce ogólnoludzkie normy postępowania. po wygranej bitwie nad Jeziorem Trazymeńskim (217 r. p.n.e.) zatroszczył się o to, by z należytą czcią pochować nie tylko swoich poległych, ale i dowódców armii rzymskiej. Miasta i ludy Italii niejednokrotnie wolały jego władzę, choć był obcym królem, niż zwierzchność Rzymu. Troszczył się o jeńców, pozwalając im powrócić do domu bez okupu. Dobrze rozumiał też dolę żołnierza. Był nim wszak przez ponad 40 lat.

Hannibal często odnosił zwycięstwa, jednak już w jego czasach zarzucano mu, iż zwyciężać umie, wyzyskać dla siebie zwycięstw nie potrafi. Klasycznym przykładem potwierdzającym ten zarzut może być bitwa pod Kannami (216 rok p.n.e.). Po wygranej bitwie Rzym znajdował się w zasięgu ręki zwycięzcy. Puniccy żołnierze już snuli plany świętowania na Kapitolu. Kilka dni później nie mogli zrozumieć, dlaczego ich wódz pozwala osłabionemu Rzymowi na przygotowanie się do obrony. Liwiusz, z reguły niechętny Hannibalowi, przyznał, iż wówczas ważyły się losy świata, którego jesteśmy spadkobiercami, od decyzji jednego człowieka zależała przyszłość polityczna świata śródziemnomorskiego. Hannibal miał jednak inne cele w tej wojnie. Do jeńców italskich wygłosił ponoć mowę, w której oświadczył, że nie ma na celu zniszczenia przeciwnika, lecz walczy o utrzymanie znaczenia swojej ojczyzny i umocnienie jej panowania. Hannibal oczekiwał więc, że Rzym poprosi o pokój. Aby zrealizować ten cel, wódz punicki podjął intensywną akcję dyplomatyczną. Kilkakrotnie też później – jeśli wierzyć Liwiuszowi – odczuwał żal, że nie spróbował wówczas pokonać przeznaczenia. Jak pokazała historia, Kartagina bardzo szybko potem oddała Rzymowi europejskie posiadłości, na których zbudował on swoje imperium. Lancel przeprowadza nas przez ten proces.

Badając przyczyny zwycięstw wojsk Punijczyka profesor z Grenoble zwraca uwagę na trening psychologiczny, jakiemu poddawani byli jego żołnierze przed bitwą. W przemówieniach Hannibal wykorzystywał „kilka teatralnych chwytów”, by uzyskać potrzebne do skutecznej walki nastawienie żołnierzy. O jego umiejętnościach aktorskich mogłaby też świadczyć pewna informacja przekazana przez Liwiusza. Hannibal kazał sobie zrobić kilka peruk, z których każda odpowiadała innemu wiekowi życia i nosił je po kolei, dobierając zawsze odpowiadający włosom strój. Nawet ci, którzy go znali, mieli wówczas problemy z rozpoznaniem.

Biografia Lancela cenna jest także dlatego, iż autor zbadał i opisał ostatnie lata życia Hannibala, nie dość przebadane przez historyków starożytności. Hannibal, który „gościnnie” przebywał na dworach helleńskich władców Antiocha Seleukidzkiego i Prusjasza, mężnie znosił swoje poniżenie. Nie traktowano go z należnym wodzowi szacunkiem, pozwolono mu jedynie objąć dowództwo nad niewielkim oddziałem zbrojnym. Hannibal dowodził nim bez zarzutu. Umiał z honorem przetrwać czas pogardy.
 

Bogdan Bernat

Serge Lancel, Hannibal, tłum. Robert Wiśniewski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2001, seria: Biografie Sławnych Ludzi.

Książki nadesłane

bulletPaweł Kozłowski, Szukanie demokracji, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2001, seria: Edukacja Obywatelska.
bulletDerrick de Kerckhove, Powłoka kultury. Odkrywanie nowej elektronicznej rzeczywistości, tłum. W. Sikorski, P. Nowakowski, Wyd. Mikom, Warszawa 2001.
bulletDerrick de Kerckhove, Inteligencja otwarta. Narodziny społeczeństwa sieciowego, tłum. A. Hildebrandt, Wyd. Mikom, Warszawa 2001.
bulletChiny. Przemiany państwa i społeczeństwa w okresie reform 1978-2000, red. K. Tomala, Instytut Studiów Politycznych PAN, Wyd. Trio, Warszawa 2001.
bulletAndrzej Furier, Józef Chodźko (1800-1881). Polski badacz Kaukazu, Wyd. Trio, Warszawa 2001.
bulletDariusz Sikorski, Przywilej kruszwicki. Studium z wczesnych dziejów zakonu niemieckiego w Prusach, Wyd. Trio, Warszawa 2001.
bulletJan Lewandowski, Estonia, Wyd. Trio, Warszawa 2001, seria: Historia Państw Świata w XX Wieku.
bulletPiotr Łossowski, Litwa, Wyd. Trio, Warszawa 2001, seria: Historia Państw Świata w XX Wieku.
bulletAleksander Pawlicki, Kompletna szarość. Cenzura w latach 1965-1972. Instytucja i ludzie, Wyd. Trio, Warszawa 2001, seria: W Krainie PRL.
bulletTymon Smektała, Public relations w sytuacjach kryzysowych przedsiębiorstw, Wyd. Astrum, Wrocław 2001, seria: Kreatywność.
bulletJohn B. Thompson, Media i nowoczesność. Społeczna teoria mediów, tłum. I. Mielnik, Wyd. Astrum, Wrocław 2001, seria: Kreatywność.
bulletAndrzej Piskozub, Rzeki w dziejach cywilizacji, Wyd. Adam MarszaŁek, Toruń 2001.
bulletTadeusz Zieliński, Religia Rzeczypospolitej Rzymskiej, Wyd. Adam MarszaŁek, Toruń 2000, seria: Religie Świata Antycznego.
Henryk Kiełbasiński, Przemiany kulturalne w Armenii w XX wieku, Wyd. Adam MarszaŁek, Toruń 2001.
bulletWojciech Wrzesiński, Między Królewcem, Warszawą, Berlinem a Londynem. Studia i szkice z dziejów XX wieku, Wyd. Adam MarszaŁek, Toruń 2001.
bulletPaweł Tański, Baśnie, głosy, przedmioty. Wiersze z lat 1994-2000, Wyd. Adam MarszaŁek, Toruń 2001.
bulletJarosław Komuda, Pionierzy doskonałości, Wyd. Adam MarszaŁek, Toruń 2001.
bulletDorota Wichowska, Czekając życia, Wyd. Adam MarszaŁek, Toruń 2001.
bulletJan Zumis, Ucieczka z La Manczy, Wyd. Adam MarszaŁek, Toruń 2001.
bulletTomasz Małyszek, Kraina pozytywek, Wyd. W.A.B., Warszawa 2001, seria: Archipelagi.
bulletJerzy Kowalczuk, 100-lecie geofizyki polskiej 1895-1995. Kalendarium, wyd. II poszerzone, Wyd. ARBOR, Kraków 2001.
bulletAndrzej Waśko, Zygmunt Krasiński. Oblicza poety, Wyd. ARCANA, Kraków 2001, seria: Arkana Literatury.
bulletTadeusz Zubiński, Odlot dzikich gęsi, Wyd. W.A.B., Warszawa 2001, seria: Archipelagi.
bulletKrystian Lupa, Labirynt, Wyd. W.A.B., Warszawa 2001, seria: Archipelagi.
bulletKrystyna Kofta, Krótka historia Iwony Tramp, Wyd. W.A.B., Warszawa 2001.
 
 

Komentarze