|
Książka
Thomasa Friedmana dotyczy tego, co wydarzyło się na świecie w ciągu ostatnich 10
lat, a co często nazywa się globalizacją. Autor jest czołowym ekspertem
amerykańskim w dziedzinie stosunków międzynarodowych. Pracując przez wiele lat w
„New York Timesie” – najpierw jako korespondent na Bliskim Wschodzie, następnie
korespondent towarzyszący amerykańskim dyplomatom, w końcu zaś jako komentator
stosunków międzynarodowych – zapoznał się z różnymi wymiarami współczesnej
gospodarki światowej. To doświadczenie, pozwalające patrzeć na rzeczywistość
wieloaspektowo, jest, według Friedmana, fundamentem zrozumienia globalizacji.
Jest ona bowiem czymś niezmiernie złożonym i dlatego czas specjalistów świetnie
orientujących się np. w finansach, a nie znających się na ekologii czy
stosunkach społecznych, już minął.
Według Friedmana, system oparty na globalizacji zastąpił w
gospodarce światowej system zimnowojenny. Świat zimnej wojny opierał się na
równowadze sił: w polityce zagranicznej żadne z supermocarstw nie mogło naruszać
strefy wpływów drugiego, w gospodarce kraje słabiej rozwinięte pielęgnowały
własny przemysł, kraje komunistyczne opierały się na gospodarczej autarkii, a
kraje zachodnie – na regulowanej wymianie handlowej. W odróżnieniu od zimnej
wojny podstawową cechą świata opartego na globalizacji jest integracja.
Globalizacja oznacza nieuchronną integrację rynków, państw i technologii, dzięki
której jednostki, przedsiębiorstwa i państwa mogą docierać do świata szerzej,
szybciej, taniej i głębiej, naczelną zaś ideologią globalizacji jest
wolnorynkowy kapitalizm. miarą wydajności gospodarki jest rola sił rynkowych i
otwarcie na wolny handel i konkurencję. Lexus i drzewo oliwne są doskonałymi
symbolami postzimnowojennej epoki: Połowa świata wyszła z zimnej wojny z
postanowieniem budowania lepszych lexusów, zdecydowana modernizować, ulepszać i
prywatyzować swoją gospodarkę po to, by osiągnąć sukces w epoce globalizacji.
Natomiast druga połowa świata – czasem druga połowa tego samego kraju, a nawet
druga połowa tej samej osoby – wciąż bije się o to, do kogo należy drzewo
oliwne.
Globalizacja opiera się na demokratyzacji różnych dziedzin
życia. Pierwszą jest demokratyzacja technologii polegająca na tym, że coraz
większa liczba ludzi ma udział w postępie technologicznym i korzysta z
najnowocześniejszych urządzeń technicznych. Ona pociąga demokratyzację finansów
– powszechny dostęp drobnych inwestorów (czyli tzw. elektronicznego stada, które
„jednym naciśnięciem myszy” przenosi swój kapitał z państwa do państwa) do
udziału w operacjach finansowych na całym świecie. I wreszcie, dzięki telewizji
satelitarnej, telefonii komórkowej i Internetowi mamy powszechny dostęp do
informacji, czyli jej demokratyzację. Powszechna demokratyzacja życia
gospodarczego powoduje zatem spadek roli rządów w podejmowaniu decyzji
gospodarczych (a i politycznych). Rządy tracą swe kompetencje na rzecz
poszczególnych prywatnych inwestorów, agencji ratingowych czy ponadnarodowych
koncernów przemysłowych. świat zaczyna funkcjonować ponad granicami. Jedyną
zasadą świata globalnego jest „twórcze niszczenie” – nieustanny cykl niszczenia
starych i gorszych produktów, i zastępowanie ich nowszymi i lepszymi.
Lexus jest bardzo poruszającą i kontrowersyjną książką, pełną
ilustracji pochodzących z bogatego doświadczenia autora. Pokazuje ona głównie
blaski globalizacji. Jakie są jej cienie? Trochę o nich Friedman wspomina w
ostatnich rozdziałach. Ale jego celem jest nie ocena globalizacji, a jej
zrozumienie. Spróbujmy więc najpierw ją zrozumieć, dopiero potem oceniajmy.
Marek Lechniak
homas L. Friedman, Lexus i drzewo oliwne. Zrozumieć globalizację, tłum.
Tomasz Hornowski, Wydawnictwo Rebis, Poznań 2001, seria: Nowe Horyzonty.

Od
roku prasa i popularne radia komercyjne dopytują się o geny, genetycznie
modyfikowane organizmy, klonowanie ludzi, konsekwencje poznania ludzkiego
genomu. Na tłumnych spotkaniach z genetykami na festiwalach nauki i w naukowych
kawiarniach padają rozsądne, mądre, inspirujące pytania. I oto znakomita książka
polskiego autora, od której naprawdę trudno się oderwać.
Andrzej Jerzmanowski wydał 8 lat temu książkę Geny i ludzie i
choć teraz powtórzył w tytule ten sam chwyt, to obie książki dzieli wiele. wśród
różnic jest odmienne spojrzenie na geny (bo nagromadziła się wielka o nich
wiedza), ale i doświadczenie, i wzrost skłonności autora do refleksji. W tamtej
książce Jerzmanowski w sposób ciekawy i poglądowy opisał kilka ważnych spotkań
człowieka z genami – starzenie się i parę chorób, których sama nazwa budzi
grozę. Dziś pisze o tym tekście „moja książeczka”, ponieważ wybitny biochemik
(modnie jest mówić „biolog molekularny”), znany i szanowany na całym świecie,
postanowił zadać pytanie najważniejsze i najtrudniejsze: Czym jest życie?
My, biolodzy, jesteśmy w komfortowej sytuacji, bo bardzo często
na pytanie o najważniejsze odkrycia minionych stuleci wszystkim, nie tylko
biologom, przychodzą na myśl: Charlesa Darwina teoria ewolucji (XIX w.) i Jima
Watsona z Francisem Crickiem hipoteza podwójnej helisy DNA. Z tych dwu potężnych
pni wyrosły jak gałązki odkrycia Mendla i cała biologia molekularna z inżynierią
genetyczną. Podobnie jak Andrzej Jerzmanowski pamiętam moment, w którym
zachwycona ogólną koncepcją ekspresji i regulacji genów uznałam, gdzieś w
okolicach 1970 roku, że już „wszystko wiemy i rozumiemy”.
Dziś Andrzej Jerzmanowski zabiera nas w nową podróż, najpierw
proponując dzisiejsze spojrzenie na tamte dwa odkrycia i ich obecną syntezę. Po
drodze, jakby mu było mało geniuszu Darwina, dziwi się, że nie wymyślił on także
korpuskularnej teorii dziedziczności. A 100 lat później Artur Kornberg ma
pretensje do Kari Mullisa, że opracował technikę (już po 5 latach przyswoił ją
cały świat, a słynny Komitet ze Sztokholmu uhonorował nie mniej słynną Nagrodą),
która wykorzystywała wiedzę o faktach od 30 lat znanych wszystkim dobrym uczniom
i wszystkim studentom zdającym egzamin z biochemii. No i co? Tylko jeden Mullis
na świecie połączył w jedno tę trywialną wiedzę i wymyślił PCR.
Tych nowych spojrzeń na ewolucję i biologię molekularną genu
starczyłoby na dobrą książkę popularnonaukową, ale daleko nam jeszcze do końca
rozważań. Warto zauważyć, że Jerzmanowski o DNA zaczyna pisać naprawdę dopiero w
połowie książki, podczas gdy książkę Geny i ludzie od DNA zaczynał. Potem
następują pytania trudniejsze i coraz mniej jest na nie gotowych odpowiedzi.
Jest własna próba definicji życia i gorąca dysputa nad zaletami i wadami
redukcjonizmu wyznawanego przez biologa, Pada też ważne pytanie o przyszłość
biologii: Czy bliski jest jej koniec? może nastanie, gdy w komputerze pojawi się
pierwsza wirtualna komórka, udająca życie „e-cell”, tak jak „e-mail” udaje
prawdziwy list? A może ten koniec nastanie, kiedy opiszemy sieci genów i ich
zależności od sieci białek, które kodują? I wtedy zostanie nam tylko
modyfikowanie istniejącego w wyniku ewolucji żywego świata – biotechnologia?
Jerzmanowski nie ma czasu i miejsca, aby zająć się jeszcze kondycją człowieka –
biologiczną i duchową, bo przecież pytanie o ewolucję człowieka jest ważną
składową tej ogólnej rozmowy o przyszłości biologii. Może o tym napisze w
trzeciej książce? Za każdym razem, kiedy wraz z ciekawymi autorami pozwolę sobie
zaglądać w głąb wieku XXI, trochę się cieszę, że ten wiek informatyki i
wirtualnych rzeczywistości, to już nie moje zmartwienie.
Magdalena Fikus
Andrzej Jerzmanowski, Geny i życie. Niepokoje współczesnego
biologa, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2001, seria: Na Ścieżkach
Nauki.

Przebiegające
na przestrzeni wieków procesy migracyjne spowodowały, że społeczności państwowe
dalekie są od etnicznej, rasowej i kulturowej homogeniczności. Trudno byłoby
dziś znaleźć państwo, w którym nie są obecni emigranci i uchodźcy. Los tych,
którzy z różnych przyczyn i w różnych okolicznościach opuszczali ojczyznę,
podzielali także Polacy, a ich historia okazała się na tyle intrygująca, że
zasłużyła na osobne wydawnictwo.
Polska diaspora to – jak zaznaczono we wstępie – przewodnik,
który miał za zadanie jedynie dać wstępne wyobrażenie o skali, rozmiarach,
różnorodności i cechach wspólnych skupisk polskiej diaspory w przeszłości i po
trosze dziś. Nie znajdziemy tam zapewne pełnych danych statystycznych,
wszystkich nazwisk, nazw organizacji i problemów. Niemniej praca kilkunastu
autorów wskazuje, że książka jest wynikiem gruntownej analizy problematyki
dotyczącej etnicznej tożsamości i migracji Polaków na przestrzeni wieków.
Czytelnika może zaskoczyć wykorzystanie pojęcia diaspory, które stosowane było
powszechnie do określenia rozproszenia w świecie narodu żydowskiego. Autorzy
przekonują jednak, że wybór terminu „diaspora” jest nie tylko zgodny z
przyjętymi w ostatnim czasie tendencjami w nauce, ale jest też bardziej pojemny
aniżeli pojęcia „emigracja” czy „Polonia”. Używając terminu „diaspora” we
współczesnym rozumieniu objęto nim społeczności żyjące w rozproszeniu z
przymusu, ale także te, które powstały na skutek dobrowolnego wyboru. Bohaterami
rozważań stali się więc uchodźcy, deportowani, wysiedleńcy i emigranci
zarobkowi; znani i nieznani artyści, naukowcy, podróżnicy, działacze społeczni i
polityczni, ale także ci, którzy niechlubnie zaznaczali swą historyczną obecność
na obczyźnie. Ich świadectwo życia w rozmaitych miejscach i różnych okresach
historycznych w znacznej mierze przyczyniało się do określonego sposobu
postrzegania i stosunku do Polski i Polaków.
Wydaje się, że autorzy starali się dotrzeć do wszystkich zakątków świata, w
których osiedlali się polscy emigranci. Do skupisk największych, jak: USA, były
ZSRR, Francja, Niemcy, Brazylia czy Kanada, oraz mniejszych, jak chociażby
Mandżuria, gdzie niewielka liczebnie diaspora miała swoją szkołę (gimnazjum),
„wychowała” pisarza Teodora Parnickiego oraz kilku wybitnych profesorów.
Historie poszczególnych diaspor próbowano przedstawiać od najwcześniej
udokumentowanych początków, docierając do pierwszych, nawet pojedynczych
przypadków migracji, czego świadectwem jest historia pochodzącego z Gdańska, a
przybyłego na ziemie Nowej Francji (Kanady) Andre Loupa (Andrzeja Wilka)
nazywanego Polakiem. Warto również zauważyć, że obraz migracji z ziem polskich
został rozbudowany o kilka haseł mówiących o ludziach wspólnie ongiś
zamieszkujących z Polakami (...), ludziach należących do innych grup narodowych
i etnicznych. Możemy bowiem poznać także dzieje diaspory Żydów polskich,
Ukraińców i karpackich Rusinów, Litwinów, Niemców oraz Kaszubów, których – jako
grupy wyraźnie odrębnej pod względem kulturowym i językowym – nie włączono do
diaspory polskiej.
Dzięki lekturze Polskiej diaspory zyskaliśmy możliwość
kompleksowego spojrzenia na przyczyny i konsekwencje rozproszenia Polaków w
świecie, na formowanie się organizacji polonijnych czy związki diaspory z
opuszczonym krajem. Poznając losy grupowe i jednostkowe emigrantów mogliśmy
zaobserwować, że często, choć dzieliły ich poglądy, łączyła pamięć opuszczonych
miejsc, tęsknota czy wreszcie poczucie wspólnej tożsamości.
Sylwia Groth-Guzek
Polska diaspora, red. Adam Walaszek, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001,
seria: Leksykon Historii i Kultury Polskiej.

We
wstępie do Słownika sarmatyzmu pada stwierdzenie, iż jego czytelnik jest już
przyzwyczajony do podobnych publikacji. Ja, niestety, nie byłam. Może właśnie
dlatego lektura leksykonu była w moim przypadku pewnym wstrząsem.
Słownik jest kolejnym dowodem na to, że popularyzacja różnych
dziedzin wiedzy jest trudnym i często niewdzięcznym zadaniem. Jeśli w dodatku
popularyzator pragnie w jednej, niezbyt obszernej książce połączyć literaturę,
sztukę, historię, religioznawstwo, etnografię etc., kształtujące się na
przestrzeni kilku stuleci, powinien dobrze swój pomysł przemyśleć i zastanowić
się, kogo tak naprawdę chce nim zachwycić.
Ale do rzeczy. Zamysłem autorów książki była próba dania
złożonej, rozbudowanej, czasem dygresyjnej odpowiedzi na pytanie, co to był
sarmatyzm historyczny (jako szlachecka formacja kulturowa) i czym może być
sarmatyzm jako „idea” dla późniejszych formacji kultury polskiej. To dobre
założenie, zważywszy na fakt, że jesteśmy dziedzicami tradycji sarmackiej z
całym jej bagażem i, jako naród, ciągle szukamy swojego „ja”. Przyjrzyjmy się
zatem, jak twórcy leksykonu odpowiedzieli na postawione przez siebie pytania.
Kierując się zasadą funkcjonalności wypreparowali z historyczno-kulturowej magmy
XVII i XVIII w. te zjawiska, które łączą się z sarmatyzmem. Twórcom przyświecała
modna formuła interdyscyplinarności. Mamy więc wśród haseł leksykonu zarówno te
dotyczące ideałów społecznych polskich sarmatów, jak i motywów artystycznych,
obyczajowych itp. charakterystycznych dla Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Niestety, może ze względu na objętość książki, wiele haseł funkcjonuje w formie
dość naiwnej ściągawki dla licealisty. Kiedy więc pod hasłem Książka czytamy, iż
szlachta z XVI-XVIII w. z racji swojego humanistycznego wykształcenia chętnie
czytała księgi oraz że czytaniu książek sprzyjały długie zimowe wieczory, wolne
od prac gospodarskich, to, jako żywo, stają nam przed oczami cienkie broszury z
dolnej półki, kupowane 5 minut przed klasówką. No dobrze, styl nie jest może
najważniejszy. Ale dlaczego owo humanistyczne wykształcenie sarmatów w haśle
Szkoła zostało skwitowane takimi słowami: Choć szlachta była niezwykle dumna ze
swego „klasycznego wychowania”, w szkołach poznawała jedynie wybrane, uprzednio
zinterpretowane (...) elementy kultury antycznej. Jak więc było naprawdę z tym
humanistycznym wykształceniem sarmatów?
Dowolność interpretacji pewnych zjawisk jest może dopuszczalna w
granicach historii idei, która pobudziła twórców słownika do przygotowania
publikacji, jednak brak konsekwencji w opisie pewnych zjawisk przez różnych
autorów budzi wątpliwości. Czy na przykład, jak pisze Grażyna Urban, istniał
ostry mizoginizm sarmacki, czy też, jak sugeruje Andrzej Borowski, należałoby
jednak unikać oskarżania kultury sarmackiej o tenże mizoginizm?
W słowniku razi również brak jednorodnej stylistyki. Część
haseł, okraszonych archaizmami i współgrających z klimatem pamiętników Paska,
kłóci się ze współczesnymi sloganami. Choćby nazwanie Żywotów świętych Skargi
„bestsellerami czasów staropolskich”...
Autorzy publikacji korzystali z wielu znakomitych źródeł.
Bibliografia obejmuje kanoniczne opracowania dotyczące kultury, literatury czy
historii epoki sarmatów. Jeśli więc ktoś w bardzo krótkim czasie zechce
dowiedzieć się kim był polski sarmata, pewnie sięgnie po słownik. Dla wielu może
się on okazać zaledwie sygnałem, przedsmakiem wędrówki po fascynującym świecie
Polski szlacheckiej. Oby wyprawa nie zakończyła się na słowniku.
Beata Machnik
Słownik sarmatyzmu. Idee, pojęcia, symbole, red. Andrzej Borowski, Wydawnictwo
Literackie, Kraków 2001.

Osobowość
Hannibala w historiografii rzymskiej, a potem w nowożytnej – europejskiej,
nakreślana była w zdecydowanie negatywnym świetle. Przedstawiano go jako
okrutnego, mściwego, niepohamowanego i budzącego powszechną grozę tyrana.
Lancel, profesor filologii klasycznej i historii starożytnej uniwersytetu w
Grenoble, zastanawia się, jakie mechanizmy towarzyszyły powstaniu tak
karykaturalnego wizerunku Punijczyka i komu na tym najbardziej zależało. W
wyniku wnikliwej analizy tekstów historyków starożytnych demaskuje świadome
zniekształcanie jego postaci i działań. Zwraca uwagę na umiłowanie przez
Kartagińczyka ojczyzny do ostatnich dni, kiedy osaczony na dworze króla Bitynii
Prusjasza wolał wypić truciznę niż dostać się w ręce Rzymian. Podkreśla
znaczenie młodzieńczej przysięgi, złożonej w kartagińskiej świątyni, że nigdy
nie będzie przyjacielem Rzymu.
Lancel wskazuje też, że Hannibalowi nie były obce ogólnoludzkie
normy postępowania. po wygranej bitwie nad Jeziorem Trazymeńskim (217 r. p.n.e.)
zatroszczył się o to, by z należytą czcią pochować nie tylko swoich poległych,
ale i dowódców armii rzymskiej. Miasta i ludy Italii niejednokrotnie wolały jego
władzę, choć był obcym królem, niż zwierzchność Rzymu. Troszczył się o jeńców,
pozwalając im powrócić do domu bez okupu. Dobrze rozumiał też dolę żołnierza.
Był nim wszak przez ponad 40 lat.
Hannibal często odnosił zwycięstwa, jednak już w jego czasach
zarzucano mu, iż zwyciężać umie, wyzyskać dla siebie zwycięstw nie potrafi.
Klasycznym przykładem potwierdzającym ten zarzut może być bitwa pod Kannami (216
rok p.n.e.). Po wygranej bitwie Rzym znajdował się w zasięgu ręki zwycięzcy.
Puniccy żołnierze już snuli plany świętowania na Kapitolu. Kilka dni później nie
mogli zrozumieć, dlaczego ich wódz pozwala osłabionemu Rzymowi na przygotowanie
się do obrony. Liwiusz, z reguły niechętny Hannibalowi, przyznał, iż wówczas
ważyły się losy świata, którego jesteśmy spadkobiercami, od decyzji jednego
człowieka zależała przyszłość polityczna świata śródziemnomorskiego. Hannibal
miał jednak inne cele w tej wojnie. Do jeńców italskich wygłosił ponoć mowę, w
której oświadczył, że nie ma na celu zniszczenia przeciwnika, lecz walczy o
utrzymanie znaczenia swojej ojczyzny i umocnienie jej panowania. Hannibal
oczekiwał więc, że Rzym poprosi o pokój. Aby zrealizować ten cel, wódz punicki
podjął intensywną akcję dyplomatyczną. Kilkakrotnie też później – jeśli wierzyć
Liwiuszowi – odczuwał żal, że nie spróbował wówczas pokonać przeznaczenia. Jak
pokazała historia, Kartagina bardzo szybko potem oddała Rzymowi europejskie
posiadłości, na których zbudował on swoje imperium. Lancel przeprowadza nas
przez ten proces.
Badając przyczyny zwycięstw wojsk Punijczyka profesor z Grenoble
zwraca uwagę na trening psychologiczny, jakiemu poddawani byli jego żołnierze
przed bitwą. W przemówieniach Hannibal wykorzystywał „kilka teatralnych
chwytów”, by uzyskać potrzebne do skutecznej walki nastawienie żołnierzy. O jego
umiejętnościach aktorskich mogłaby też świadczyć pewna informacja przekazana
przez Liwiusza. Hannibal kazał sobie zrobić kilka peruk, z których każda
odpowiadała innemu wiekowi życia i nosił je po kolei, dobierając zawsze
odpowiadający włosom strój. Nawet ci, którzy go znali, mieli wówczas problemy z
rozpoznaniem.
Biografia Lancela cenna jest także dlatego, iż autor zbadał i
opisał ostatnie lata życia Hannibala, nie dość przebadane przez historyków
starożytności. Hannibal, który „gościnnie” przebywał na dworach helleńskich
władców Antiocha Seleukidzkiego i Prusjasza, mężnie znosił swoje poniżenie. Nie
traktowano go z należnym wodzowi szacunkiem, pozwolono mu jedynie objąć
dowództwo nad niewielkim oddziałem zbrojnym. Hannibal dowodził nim bez zarzutu.
Umiał z honorem przetrwać czas pogardy.
Bogdan Bernat
Serge Lancel, Hannibal, tłum. Robert Wiśniewski, Państwowy Instytut
Wydawniczy, Warszawa 2001, seria: Biografie Sławnych Ludzi.

 | Paweł Kozłowski, Szukanie demokracji, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa
2001, seria: Edukacja Obywatelska. |
 | Derrick de Kerckhove, Powłoka kultury. Odkrywanie nowej elektronicznej
rzeczywistości, tłum. W. Sikorski, P. Nowakowski, Wyd. Mikom, Warszawa 2001. |
 | Derrick de Kerckhove, Inteligencja otwarta. Narodziny społeczeństwa
sieciowego, tłum. A. Hildebrandt, Wyd. Mikom, Warszawa 2001. |
 | Chiny. Przemiany państwa i społeczeństwa w okresie reform 1978-2000, red.
K. Tomala, Instytut Studiów Politycznych PAN, Wyd. Trio, Warszawa 2001. |
 | Andrzej Furier, Józef Chodźko (1800-1881). Polski badacz Kaukazu, Wyd.
Trio, Warszawa 2001. |
 | Dariusz Sikorski, Przywilej kruszwicki. Studium z wczesnych dziejów zakonu
niemieckiego w Prusach, Wyd. Trio, Warszawa 2001. |
 | Jan Lewandowski, Estonia, Wyd. Trio, Warszawa 2001, seria: Historia Państw
Świata w XX Wieku. |
 | Piotr Łossowski, Litwa, Wyd. Trio, Warszawa 2001, seria: Historia Państw
Świata w XX Wieku. |
 | Aleksander Pawlicki, Kompletna szarość. Cenzura w latach 1965-1972.
Instytucja i ludzie, Wyd. Trio, Warszawa 2001, seria: W Krainie PRL. |
 | Tymon Smektała, Public relations w sytuacjach kryzysowych przedsiębiorstw,
Wyd. Astrum, Wrocław 2001, seria: Kreatywność. |
 | John B. Thompson, Media i nowoczesność. Społeczna teoria mediów, tłum. I.
Mielnik, Wyd. Astrum, Wrocław 2001, seria: Kreatywność. |
 | Andrzej Piskozub, Rzeki w dziejach cywilizacji, Wyd. Adam MarszaŁek, Toruń
2001. |
 | Tadeusz Zieliński, Religia Rzeczypospolitej Rzymskiej, Wyd. Adam
MarszaŁek, Toruń 2000, seria: Religie Świata Antycznego.
Henryk Kiełbasiński, Przemiany kulturalne w Armenii w XX wieku, Wyd. Adam
MarszaŁek, Toruń 2001. |
 | Wojciech Wrzesiński, Między Królewcem, Warszawą, Berlinem a Londynem.
Studia i szkice z dziejów XX wieku, Wyd. Adam MarszaŁek, Toruń 2001. |
 | Paweł Tański, Baśnie, głosy, przedmioty. Wiersze z lat 1994-2000, Wyd.
Adam MarszaŁek, Toruń 2001. |
 | Jarosław Komuda, Pionierzy doskonałości, Wyd. Adam MarszaŁek, Toruń 2001. |
 | Dorota Wichowska, Czekając życia, Wyd. Adam MarszaŁek, Toruń 2001. |
 | Jan Zumis, Ucieczka z La Manczy, Wyd. Adam MarszaŁek, Toruń 2001. |
 | Tomasz Małyszek, Kraina pozytywek, Wyd. W.A.B., Warszawa 2001, seria:
Archipelagi. |
 | Jerzy Kowalczuk, 100-lecie geofizyki polskiej 1895-1995. Kalendarium, wyd.
II poszerzone, Wyd. ARBOR, Kraków 2001. |
 | Andrzej Waśko, Zygmunt Krasiński. Oblicza poety, Wyd. ARCANA, Kraków 2001,
seria: Arkana Literatury. |
 | Tadeusz Zubiński, Odlot dzikich gęsi, Wyd. W.A.B., Warszawa 2001, seria:
Archipelagi. |
 | Krystian Lupa, Labirynt, Wyd. W.A.B., Warszawa 2001, seria: Archipelagi. |
 | Krystyna Kofta, Krótka historia Iwony Tramp, Wyd. W.A.B., Warszawa 2001.
|
|