Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 5-6/2002

Nic to nie da
Poprzedni Następny

Agora

Czy stać nas na dublowanie zaplecza podstawowych nauk przyrodniczych w uniwersytetach, akademiach medycznych i akademiach rolniczych? Czy nie powinno dojść do 
połączenia uczelni w duże uniwersytety? 
Co sprawia, że przykład krakowski włączenia 
Akademii Medycznej do UJ nie jest naśladowany? 
Z takimi pytaniami zwróciliśmy się do przedstawicieli 
nauk przyrodniczych.

Maria Brzezińska

Fot. Stefan Ciechana

 Uważam, że połączenie dwóch czy trzech jednostek jednoimiennych na kierunku w ramach połączonych uczelni nie rozwiąże trudności finansowania nauki polskiej ani też nie poprawi jej pozycji w rankingu światowym. Ostatnie 10 lat przyniosło wiele pozytywnych zmian, ale zaniedbania były zbyt duże.

Na przeszkodzie sugerowanym połączeniom stoi przede wszystkim, tak sądzę, obowiązujący nas ranking KBN (podział na zespoły P-04, P-05, P-06). Zakwalifikowanie do określonego zespołu sprawia, że naukowcy uprawiający nawet te same dyscypliny biologiczne, wykładając te same przedmioty w różnych uczelniach są często zakwalifikowani do różnych zespołów (zależnych od przebiegu ich kariery naukowej). Ma to szczególnie duże znaczenie podczas ubiegania się przez dany kierunek o prawa doktoryzowania, zwłaszcza zaś habilitowania młodej kadry.

W ślad za tymi różnicami idzie ranking samych uniwersytetów z Uniwersytetem Warszawskim i Uniwersytetem Jagiellońskim na czele. Uniwersytety najbardziej renomowane mogłyby wiele stracić na fuzji ze słabszymi (np. stanowiska, funkcje, a także wypracowany przez lata komfort psychiczny pracowników itp.). Dla słabszych istnieją inne zagrożenia. Wprawdzie połączenie oznaczałoby chyba zrównanie w prawach (z pominięciem „rodowodu”), ale jeśli rozważyć centralne planowanie naboru kandydatów na kierunki, wówczas władze uniwersytetu mogą znacznie ograniczyć liczbę kandydatów przyjmowanych na kierunki rolnicze, względnie medyczne. Mniej studentów – to mniej etatów. Dochodzi dużo większa konkurencja wewnątrz jednostki (zjawisko raczej korzystne), ale efektem jej może być ograniczenie zatrudnienia i wprowadzenie kontraktów krótkoterminowych lub umów o dzieło. Wielu postrzega taką sytuację jako potencjalne zagrożenie utraty pracy, co w opinii społeczności akademickiej jest perspektywą wyjątkowo niepopularną, zważywszy, jak wiele wysiłku (i czasu) wymaga uzyskanie stopni i tytułów naukowych. Niewykluczone, iż tu właśnie należy doszukiwać się powodów, dla których w czasie przyłączenia się AM do UJ w jej ślady nie poszły inne krakowskie uczelnie.
Wydaje mi się, że w niedalekiej przyszłości nastąpią jednak połączenia uczelni, a w nich jednakowych jednostek – głównie z powodów ekonomicznych. Przewiduję, że łączyć się będą uczelnie młodsze i mniej znaczące w kraju. A może zapadną takie decyzje na szczeblu rządowym? Żyjemy w ciekawych czasach.

Dr hab. Maria Brzezińska, prof. Uniwersytetu Szczecińskiego, pracuje w Katedrze Fizjologii Wydziału Nauk Przyrodniczych USz.

Komentarze