|
|
Życie akademickieCytowalność publikacji z różnych krajów świadczy o strukturze ich nauki, głównie o względnej sile dyscyplin biomedycznych w stosunku do innych. Duże różnice Andrzej Kajetan Wróblewski
Zliczanie cytowań publikacji naukowych jest jedną z metod stosowanych w bibliometrii, ponieważ panuje przekonanie, że liczba cytowań może być miarą – w każdym razie statystyczną – wartości publikacji. Na ten temat ukazało się już w „Forum Akademickim” wiele artykułów. Mam nadzieję, że czytelnicy zapamiętali moją argumentację („FA” nr 9/2001), iż posługiwanie się liczbą cytowań w celu oceny osiągnięć indywidualnych jest niebezpieczne, a wnioski muszą być wyciągane bardzo ostrożnie. Jeśli jednak mamy do czynienia z bardzo dużymi próbkami – a tak jest, kiedy analizuje się wkład całych państw – to konkluzje mogą być znaczące i wiarygodne. W tym artykule omawiam jednak przykład, który pokazuje, że i w tym wypadku można napotkać pułapki. Administratorzy nauki i naukometrzy bardzo często i chętnie posługują się wskaźnikiem „cytowalności”, który jest średnią liczbą cytowań jednej pracy z danego kraju, a więc oblicza się go dzieląc całkowitą liczbę cytowań przez całkowitą liczbę publikacji z tego kraju. Prestiżowe i opiniotwórcze periodyki, jak „Nature”, publikują tablice rankingowe, w których państwa są uszeregowane właśnie według cytowalności. Przyjęło się, aby te rankingi opierać na wartościach ze światowej bazy danych za okres ostatnich 5 lat. Pozycja danego państwa w rankingu ma świadczyć o jakości uprawianej w nim nauki. Warto tu wyjaśnić, że wskaźnik ten po angielsku nazywa się impact, nie należy go jednak mylić z tzw. impact factor, wprowadzonym do oceny czasopism, o którym niedawno pisałem na tych łamach („FA” nr 3/2002). We wspomnianych rankingach Polska nieodmiennie wypada bardzo źle, ponieważ plasuje się daleko od czołówki światowej. Na przykład, w rankingu za okres 1996-2000 (patrz: wykres 1) Polska znajduje się poniżej 30 miejsca, a więc znacząco niżej niż w rankingu pod względem liczby publikacji. Cytowalność polskich publikacji jest dość niska (2,28) w porównaniu z czołówką światową. Największą cytowalność w tym okresie (6,20) ze wszystkich państw ma Szwajcaria, która wyprzedza Stany Zjednoczone (5,69) i Holandię (5,18). Małym pocieszeniem może być dla nas to, że gorzej od Polski wypadają takie kraje, jak: Rosja (1,60), Chiny (1,70) czy Indie (1,51).
SUMA PRZYCZYNKÓW
Od dawna podejrzewałem, że wartość cytowalności, obliczana sumarycznie we wszystkich dziedzinach nauki w danym kraju, nie jest właściwym parametrem do oceny jakości nauki. Aby to wykazać, posłużę się specjalnie wymyślonym przykładem. Rozważmy hipotetyczny świat, w którym są tylko dwa kraje, Alandia i Belandia oraz dwie dziedziny nauki, które oznaczymy rzymskimi cyframi I i II. Wyobraźmy sobie, że naukowcy z Alandii i Belandii opublikowali po 1000 prac, które znalazły się w „światowej” bazie danych, ale prace te były niejednakowo podzielone między dziedziny i uzyskały różne liczby cytowań. Tę hipotetyczną sytuację przedstawia tablica, w której obok cytowalności łącznej podałem także, podobnie zdefiniowane, cytowalności w poszczególnych dziedzinach. Udało mi się wyprowadzić prosty wzór, który pozwala wniknąć w naturę tego wskaźnika. Okazuje się, że cytowalność łączna prac z danego kraju jest sumą przyczynków do cytowalności poszczególnych dziedzin. Przyczynek każdej dziedziny znajdujemy mnożąc cytowalność w tej dziedzinie przez ułamek wyrażający udział tej dziedziny w ogólnej liczbie publikacji z danego kraju. PONIŻEJ ŚREDNIEJWróćmy do świata realnego. Czytelnicy „FA” zapamiętali już zapewne, że cytowalność różnych dziedzin nauki jest bardzo różna. Największą cytowalnością odznaczają się dziedziny biomedyczne, podczas gdy np. w naukach technicznych, humanistycznych i społecznych cytowania są dużo rzadsze (patrz „FA” nr 9/2001). Jako przykład analizy struktury cytowalności przedstawiam (na wykresie 2) dane za okres 1996-2000 dla Polski oraz Węgier, Stanów Zjednoczonych i Rosji. Na użytek tej skróconej analizy podzieliłem wszystkie dziedziny podawane w bazie ISI na następujące 3 grupy:
Jak widać z wykresu, więcej niż połowę cytowalności Polski dają nauki ścisłe (w tym głównie chemia i fizyka), znacznie mniejszy jest wkład nauk biologicznych i medycznych, a zupełnie nieznaczny – wkład nauk pozostałych. Tymczasem to właśnie nauki biomedyczne dają największy wkład do cytowalności USA. Węgry mają cytowalność większą od Polski (2,77) właśnie ze względu na znacząco większy przyczynek nauk biomedycznych. Podobnie bardzo niska cytowalność (1,60) Rosji wynika z minimalnego wkładu nauk biomedycznych. Słaby udział nauk biomedycznych w cytowalności publikacji z Polski wynika nie tylko z tego, że wkład tych dziedzin do liczby publikacji jest relatywnie niższy niż w innych państwach, ale także z tego, że cytowania polskich publikacji w tych dziedzinach dużo bardziej odbiegają od średniej światowej niż cytowania prac z nauk ścisłych. Te ostatnie mają cytowalność na poziomie bliskim 0,8 średniej światowej, natomiast cytowalność większości naszych nauk biomedycznych to zaledwie około 0,4 średniej światowej. Prof. dr hab. Andrzej Kajetan Wróblewski jest pracownikiem Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|