Strona g³ówna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis tre¶ci numeru 6/1999

Cz³owiek niezwyk³y
Poprzedni Nastêpny

Konstrukcja psychiczna nadcz³owieka jest zawsze ta sama, bez wzglêdu na kolor
sztandaru, który nad nim powiewa. Okre¶la on sam siebie nie poprzez to,
co ³±czy go z reszt± ludzi, lecz poprzez to, co go z nimi dzieli.

Piotr Skórzyñski

Zosta³em wypisany z diagnoz±
"psychopatia krêgu paranoidalnego w stadium kompensacji".
W. Bukowski, I powraca wiatr...


Fot. Stefan Ciechan

Dla filozofii marksistowskiej - jak zwróci³ uwagê Bronis³aw £agowski - idea³em jest w istocie wspólnota pierwotna. Marksizm, twierdz±c, ¿e natura ludzka jest zmienna, po³o¿y³ fundamenty pod homo sovieticus, istotê zastyg³±, zredukowan± do paru odruchów. Mo¿na j± bowiem opisaæ w kategoriach psychiatrycznych, jako ofiarê wrodzonej ju¿ prawie nerwicy reaktywnej - wiecznego lêku i wszczepionej g³êboko potrzeby posiadania kogo¶, kto wyda rozkaz, potrzeby obecnej zreszt± w Rosji ju¿ przed rewolucj± (Szestow wola³ ¶wiat z Bogiem z³ym ni¿ bez Boga). Marks nigdy nie zaakceptowa³ nowoczesnego rozumienia cz³owieka jako wolnego obywatela demokratycznej spo³eczno¶ci, wed³ug niego, cz³owiek winien d±¿yæ do komunizmu, nie do poprawy swego prywatnego losu. Je¶li przypomnimy sobie teraz wra¿enie niedojrza³o¶ci, jakie emanuje z wszelkich utopijnych projektów, na których Marks budowa³ swoje my¶lowe konstrukcje, nie zaskoczy nas ju¿ fakt, jak dobrze poni¿szy opis - podany za ksi±¿k± Piageta Rozwój ocen moralnych u dziecka - pasuje do spo³eczeñstwa socjalizmu realnego (my¶lê naturalnie o koñcowym akapicie): Nikt tak g³êboko jak Durkheim nie przenikn±³ i nie zanalizowa³ rozwoju i zaniku obowi±zuj±cego konformizmu. W spo³eczeñstwach typu segmentarycznego - mówi Durkheim - konformizm dochodzi do szczytu: ka¿da grupa spo³eczna jest zamkniêta w sobie, wszystkie jednostki s± identyczne, poza ró¿nicami wynikaj±cymi z wieku; tradycja k³adzie siê zatem ca³ym swoim ciê¿arem na ¶wiadomo¶æ ka¿dego. Wraz z powiêkszeniem siê objêto¶ci i gêsto¶ci spo³eczeñstw natomiast, zerwane zostaj± bariery klanowe, lokalne konformizmy zacieraj± siê wskutek tej fuzji, jednostki wymykaj± siê spod ich nadzoru. Wynikaj±cy w sposób konieczny z tego wzrostu gêsto¶ci spo³eczny podzia³ pracy ró¿nicuje psychicznie jednostki (...).

Czy analiza ta stosuje siê do badanych przez nas spo³eczeñstw dzieciêcych? Pod pewnymi wzglêdami z pewno¶ci±. Istnieje pokrewieñstwo miêdzy segmentaryczn± czy mechaniczn± solidarno¶ci± [w znaczeniu socjologicznym - P.S.] a spo³eczeñstwami dzieci w wieku 5-8 lat. W tych przej¶ciowych i izolowanych od siebie ugrupowaniach, tak jak w zorganizowanych klanach, jednostka nie jest zró¿nicowana. ¯ycie spo³eczne i ¿ycie indywidualne stanowi± jedno¶æ [moje podkre¶lenie - P.S.]. Sugestia i na¶ladownictwo panuje wszechw³adnie. Jednostki s± miêdzy sob± zrównane, pozostaj± jedynie ró¿nice presti¿u, zale¿ne od wieku. Tradycyjna regu³a jest przymusowa, konformizm obowi±zuj±cy.

TO NIE PRZYPADEK

Odrzucenie chrze¶cijañstwa, pogardê dla koncepcji "umowy spo³ecznej" i praw cz³owieka, szyderstwa z "bur¿uazyjnej" moralno¶ci, przekonanie, ¿e naturê ludzk± mo¿na kszta³towaæ i wreszcie akceptacjê przemocy - wszystkie te pogl±dy Marks dzieli³ z innym niemieckim filozofem, od którego jego spadkobiercy bêd± siê od¿egnywaæ jak od si³y nieczystej - z Nietzschem.

To nie przypadek. Kim¿e jest bowiem komunista, je¶li nie nadcz³owiekiem powo³anym do tego, by przewodziæ innym? A konstrukcja psychiczna nadcz³owieka jest zawsze ta sama, bez wzglêdu na kolor sztandaru, który nad nim powiewa. Okre¶la sam siebie nie poprzez to, co ³±czy go z reszt± ludzi, lecz poprzez to, co go z nimi dzieli. Na samym pocz±tku wybra³ wewnêtrzn± samotno¶æ i nauczy³ siê pogardzaæ opiniami innych. Jedyny problem, który zajmuje go od tej pory, to kwestia to¿samo¶ci. ¯eby wygraæ, nie mo¿e siê, tak jak zwyczajni ludzie, poddawaæ sprzecznym nastrojom - musi wiedzieæ, czego chce i d±¿yæ do tego z ¿elazn± wol±. Skoro za¶ stwierdza, ¿e taki, jaki jest, jest raczej czym¶ w rodzaju mg³awicy uczuæ i konstelacji pragnieñ, jego pierwszym zadaniem jest zbudowaæ samego siebie, byæ "lwem po¶ród baranów", jak to okre¶li³ Napoleon.

To drugie, sztuczne Ja ma wiêc zakryæ, zepchn±æ stare. Albowiem, skoro zwyczajny, ustêpliwy egoizm przeciêtnego cz³owieka ma siê zamieniæ w nieugiêty superegoizm cz³owieka niezwyk³ego, Ego musi teraz zyskaæ nadbudowê: Superego.

AUTOWIZERUNEK

Do koncepcji Superego Freud doszed³ w drugiej po³owie ¿ycia, gdy po wielu latach terapii i rozwoju swojej teorii zacz±³ podejrzewaæ, i¿ "byæ mo¿e Ego jest w znacznej mierze pod¶wiadome". Superego to taki autowizerunek, jaki pacjent - i ka¿dy cz³owiek - przybiera wtedy, gdy pragnie upodobniæ siê do wzorów zalecanych mu przez osoby bêd±ce dlañ autorytetami. Racjê mia³ Schopenhauer, gdy motywy cz³owieka podzieli³ miêdzy "wolê", to znaczy instynkty, a "wyobra¿enie", czyli pewn± wizjê ¶wiata (i siebie). Jego "wola" to w³a¶nie Id, jego "wyobra¿enie" to Superego. Superego to têsknota za sta³o¶ci±, za konsekwencj±, za porz±dkiem. Id to spontaniczno¶æ, to pragnienie oddania siê chwili, niezwa¿ania ani na przesz³o¶æ, ani na przysz³o¶æ. Cz³owiek nie jest niczym wiêcej, jak ci±gle zmieniaj±cym siê rezultatem tej konfrontacji, (która zreszt± rzadko rozgrywa siê na poziomie ¶wiadomo¶ci), znajduje siê zawsze w punkcie wyznaczonym przez wypadkow± obu tych wektorów. Zauwa¿my, jak ten podzia³ koresponduje ze schematem Nietzschego, wed³ug którego dzia³alno¶æ cz³owieka podlega albo pierwiastkowi appoliñskiemu, racjonalnemu, albo dionizyjskiemu, czyli temu, co ¿ywio³owe i impulsywne.

Zarówno pod wp³ywem wniosków ze swojej praktyki terapeutycznej, jak w³asnych przemy¶leñ opartych na studiowaniu ¿yciorysów wielkich ludzi (studium o Moj¿eszu i Leonardzie), Freud doszed³ nastêpnie do wniosku, ¿e ca³a kultura, któr± reprezentuje Superego jest stworzona po to, by okie³znaæ irracjonalne i zwierzêce Id, ¿e jej funkcja jest zasadniczo kontrolna i represyjna. Tym samym to, co uznajemy za normy zachowañ, pochodzi po prostu od wzorców nagradzanych i propagowanych przez dan± spo³eczno¶æ w danej sytuacji. "Zdrowie" jest tym, co w danym miejscu i czasie spo³ecznie u¿yteczne, "choroba" tym, co spo³eczeñstwo albo - w systemach totalnych - w³adza uzna za wywrotowe. I tak religia, zjawisko, zdaniem Freuda, objawiaj±ce wszelkie cechy neurozy, pe³ni³a przez d³ugi czas niezwykle wa¿n± rolê w rozwoju cywilizacji, podtrzymuj±c porz±dek spo³eczny, a zarazem daj±c schronienie intelektualistom. Sumienie czy poczucie winy - twierdzi³ - pojawia siê wtedy, gdy doznajemy niepowodzeñ, gdy nasze pobudki egoistyczne (albo narcystyczne, jak wola³ to okre¶laæ pó¼niej) natrafiaj± na przeszkodê nie do pokonania. Nigdy wcze¶niej. Poniewa¿ "Ego samo jest okupowane przez libido" (czyli pragnienie przyjemno¶ci, przede wszystkim seksualnej), Superego za¶ jest wiê¼niem odziedziczonych tradycji i nakazów - zupe³nie tak samo, pisa³, jak neurotycy uwiêzieni w swoich przesz³ych do¶wiadczeniach, prze¿ywaj±cy je bez koñca na nowo - to okazuje siê, ¿e jedyn± autentyczn± i autonomiczn± czê¶ci± naszej psychiki jest Id. Wszystko inne jest tylko konwencj±, rol± spo³eczn±, wymuszonym obowi±zkiem.

¦WIAT PRZESZ£Y I CUDZY

W ksi±¿ce The Way of Zen (1965) Alan W. Watts tak napisze na ten temat: Mamy k³opoty w porozumiewaniu siê ze sob±, póki siê nie potrafimy okre¶liæ przez swoje role - ojciec, nauczyciel, robotnik, artysta, "równy ch³op", gentleman, sportowiec itd. Czujemy, ¿e jeste¶my kim¶ w takim stopniu, w jakim siê uto¿samiamy z tymi stereotypami i ze zwi±zanymi z nimi sposobami bycia, bo nasi towarzysze maj± mniej trudno¶ci ze zidentyfikowaniem nas. (...)

Jestem tak¿e tym, co robi³em i ta umowna wersja mojej przesz³o¶ci wydaje siê nawet bardziej "mn±" ni¿ to "ja", którym jestem w tej chwili.

Cz³owiek wiêc ¿yje w ¶wiecie podwójnie obcym: przesz³ym i cudzym. P³ynie pewnym wy¿³obieniem utworzonym przez konwencje spo³eczne i w³asne pragnienie zachowania konsekwencji, przynajmniej wobec tych, którzy decyduj± o naszym losie. Zarówno jednak bezkolizyjne stosunki z otoczeniem, jak i tzw. charakter osi±ga za cenê represji impulsów tera¼niejszych. Jest to stan panowania rozumu nad emocjami - odwieczne zalecenie filozofów, od Arystotelesa do Kanta. Kant zreszt± s³usznie nazwa³ tak± postawê aktorstwem: im cz³owiek jest bardziej cywilizowany - pisa³ - tym lepszym jest aktorem.

Dopiero Rousseau zbuntowa³ siê przeciw temu wzorcowi, afirmuj±c popêdy naturalne i nieskrêpowane konwenansami. Wytyczonym przez niego ¶ladem pójdzie jego najwiêkszy wróg, Nietzsche. W Wiedzy radosnej napisze: Owi morali¶ci, którzy najpierw z góry ka¿± cz³owiekowi zdobyæ panowanie nad sob±, wpêdzaj± go przez to w osobliw± chorobê: ustawiczn± dra¿liwo¶æ, co¶ w rodzaju ¶wierzbu, na wszystkie naturalne sk³onno¶ci i impulsy. (...)

Tak, mo¿e dziêki temu byæ wielki. Ale jak¿e sta³ siê ciê¿ki dla samego siebie, jak zubo¿a³y i odciêty od piêkna przypadku, który pada na nasz± duszê. A tak¿e od wszelkiego dalszego uczenia siê. Bo trzeba umieæ zatraciæ siebie na czas pewien, je¶li siê chcemy nauczyæ czego¶ od tego, czym sami nie jeste¶my.

Jeszcze dobitniej wyrazi to pó¼niej Gide w Immorali¶cie: Wiêkszo¶æ naszych czynów dyktuje nam nie zadowolenie z tego, ¿e je robimy, ale konieczno¶æ na¶ladowania samych siebie, przed³u¿ania w przysz³o¶æ naszej przesz³o¶ci. Po¶wiêcamy prawdê (tzn. szczero¶æ) dla ci±g³o¶ci, dla czysto¶ci linii.

Uwagi.