Otwieranie czarnej skrzynki umysłu
Cele niełatwe do zrealizowania, jako że różne aspekty materializmu filozoficznego, nie wspominając o wiecznie żywym i na nowo wciąż restaurowanym kartezjanizmie, trzymają się mocno. W filozofii umysłu są to poglądy zaczynające się od konstatacji, że stany mentalne jako takie nie istnieją w ogóle, a skończywszy na jakichś futurystyczno-postturingowskich wizjach uczłowieczających poczciwe procesory opakowane w stopy i plastik. Dualizm materialistyczno-spirytualistyczny także przecież trzyma się krzepko, szczególnie wsparty neotomistycznymi fundamentami. Przyznać trzeba, że Umysł na nowo odkryty ma w znacznym stopniu charakter polemiki z powyższymi, szczególnie materialistycznymi teoriami, a sam Searle wspiera się na naturalizmie biologicznym jako własności mózgu, uznającym realność zjawisk mentalnych wywoływanych przez procesy neurofizjologiczne zachodzące w tymże. Parafrazując kartezjańskie Cogito... należałoby powiedzieć za Searle'em: Jestem rzeczą myślącą, a zatem jestem bytem fizycznym. W rzetelnie opracowanej części polemicznej książki, wykładowca z Berkeley zajmuje się całą - jak określił - rodziną stanowisk nie budzącą mojej sympatii. Znajdziemy tam i behawioryzm, i dwie teorie identyczności: typów i egzemplarzy, funkcjonalizm czarnej skrzynki, funkcjonalizm komputerowy, materializm eliminujący, naturalizowanie intencjonalności - wszystko opatrzone szeregiem komentarzy i kontrargumentów. W dalszej części wykładu Searle zajmuje się wprost próbami opisu świadomości: miejscem, jakie świadomości przypisujemy, jej nieredukowalnością, strukturalnym własnościom oraz relacjom między świadomością a nieświadomością i między świadomością a intencjonalnością i zdolnościami. Wykład niezwykle spokojny, zrównoważony i rzeczowy. Na pierwszy rzut oka widać, że Searle zna się na tym, o czym pisze, jak ognia unika płomiennego pustosłowia, a wnioski, które wyciąga, poparte są rzetelną pracą badawczą i dogłębną znajomością literatury przedmiotu. Niestety, odnoszę wrażenie, że nieprzekonanych krytyków ów filozof i tak nie przekonał. Nie wiadomo, czy nie byłoby słuszniej uszczypnąć zwolenników poglądu, że świadomość nie istnieje. Albo uszczypnąć się samemu i wyniki opublikować w "Journal of Philosophy". Szczypię, więc jestem... (kpuch) John R. Searle, Umysł na nowo odkryty, tłum. Tadeusz Baszniak, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1998, seria: Biblioteka Myśli Współczesnej.
Błądzić jest rzeczą ludzką
Mowa, oczywiście, o błędach, których jest tyle rodzajów, że może zakręcić się od nich w głowie. Mogą pojawić się nie tylko w ocenie tego samego zjawiska przez kilku ekspertów, ale także wówczas, gdy powtarzają oni swe sądy. Zależne są od emocji, społecznego kontekstu czy sposobu definiowania ocenianego podmiotu. Często wymykają się wręcz logice, przez co podają w wątpliwość wiarę w swą zasadność i prawdziwość. Nierzadko noszą znamiona absurdalności, jak np. bezwarunkowa wiara w słowa aktora popularnej telenoweli grającego rolę lekarza, który reklamuje jakiś medykament. Podobnie dzieje się w przypadku wyrażania opinii i sądów, nawet przez wybitnych specjalistów w danej dziedzinie. Niestety, nawet wówczas, gdy np. autorytet lekarski ocenia jakąś procedurę medyczną, nie możemy być pewni, że jego oceny przedstawiają jakąkolwiek wartość. Bowiem, jak się paradoksalnie okazuje, bycie ekspertem w danej dziedzinie nie gwarantuje trafności wydawanych sądów i opinii. Czasem bywa tak dlatego, że posiadanie pewnej wiedzy lub informacji bardziej może szkodzić niż pomagać. Potwierdziły to badania nad upodobaniami konsumenckimi, w których analizowano opinie zwykłych zjadaczy chleba oraz speców od marketingu. Wbrew oczekiwaniom ci drudzy przewidywali oceny i gusta innych konsumentów o wiele gorzej niż zwykli konsumenci. Stało się tak - i wciąż dzieje - prawdopodobnie dlatego iż fachowcy "przekładali" na zachowania innych własną wiedzę, która różniła się od wiedzy zwykłych konsumentów. O tych i innych niedoskonałościach oceniania mówi książka prof. Tyszki, wybitnego badacza zagadnień psychologii ekonomicznej i mechanizmów podejmowania decyzji. Autor omawia zniekształcenia i tendencje, jakie wpływają na wydawane przez nas na co dzień sądy i decyzje. Są wśród nich m.in. efekty kontrastu, pierwszeństwa, świeżości czy aureoli. Nie zabrakło także rozdziałów traktujących o konformizmie, myśleniu grupowym czy życzeniowym oraz dominacji mniejszości. Wśród tych, które mówią o wpływie ocen i uczuć na ocenianie i podejmowanie decyzji, znalazł się m.in. rozdział o zabiegach mających na celu utrzymanie wysokiego mniemania o sobie. Jak się bowiem okazało, mamy naturalną skłonność do zaniżania osiągnięć osób nam bliskich w dziedzinie szczególnie dla nas ważnej. A wszystko po to, by utrzymać wysoką samoocenę. Bowiem, jak się wydaje, obserwacja potwierdza opisane zjawisko. Można je zauważyć na przykład wśród wysokiej klasy specjalistów, którzy rzadko doceniają swych równie wybitnych kolegów. Chętnie w swoich opiniach przedkładają nad nich mniej wybitnych profesjonalistów, po to właśnie, by chronić czy podtrzymywać własną samoocenę. Być może w tym tkwi częściowe wytłumaczenie znanego faktu, że wybitni uczeni, przywódcy itd. niezwykle rzadko mają wybitnych uczniów czy współpracowników. (ami) Tadeusz Tyszka, Psychologiczne pułapki oceniania i podejmowania decyzji, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 1999, Seria Psychologii Społecznej.
Piśmiennictwo dekoracyjne
O ile pamiętam ze szkoły, podręczniki literatury staropolskiej zawierały nieco obszerniejsze omówienia biografii autorów, ich dzieł czy prądów kulturowych i literackich niż to jestem w stanie znaleźć w leksykonie. Np. o najwybitniejszym pisarzu doby staropolskiej, Janie Kochanowskim, czytamy: To on właściwie ostatecznie uformował polski język literacki, wprowadził do polszczyzny nowe gatunki i modele wersyfikacyjne, stworzył lirykę osobistą z prawdziwego zdarzenia (...). Oprócz informacji czysto biograficznych jest to mniej więcej wszystko o zasługach Kochanowskiego dla literatury polskiej. Co znaczy "właściwie uformował język literacki"? Jakie "nowe gatunki i modele wersyfikacyjne"? Co to znaczy "liryka osobista z prawdziwego zdarzenia"? Na ten temat ani słowa. Co prawda, są osobne hasła poświęcone najwybitniejszym dziełom poety (Fraszki, Pieśni, Treny, Odprawa posłów greckich), ale nie zauważyłem w nich informacji wykraczających poza typowo podręcznikowy kanon. Żeby było zabawniej, w ogóle nie podaje się, że Kochanowski jest twórcą Psałterza Dawidowego, wspaniałego przekładu biblijnej Księgi Psalmów (wzmiankę o tym znalazłem tylko w haśle o Biblii, ale bez odniesienia do hasła o Kochanowskim). Jest to o tyle zdumiewające, że np. Roksolanki Bartłomieja Zimorowica zasłużyły sobie wręcz na osobne hasło, a o Rejowym przekładzie psałterza - nie tak ważnym dla literatury, jak dzieło Kochanowskiego - możemy przeczytać w notce o Mikołaju Reju. Podobnie po macoszemu traktuje się tu Morsztyna, Szymonowica, Kochowskiego czy Sarbiewskiego, że nie wspomnę już o Sępie Szarzyńskim, któremu autor słownika konsekwentnie zmienia tytuł najważnieszego dzieła z Rytmów na Rymy abo wiersze polskie. Choć leksykon dotyczy literatury staropolskiej, więcej chyba niż polskim pisarzom poświęca się w nim miejsca twórcom zagranicznym, co autor usprawiedliwia we wstępie tym, że jesteśmy przecież częścią kultury i literatury europejskiej. Może więc dla obcych pisarzy Jacek Sokolski był łaskawszy? Ależ skąd. Np. hasło o Calderonie liczy sobie 8 (słownie: osiem) wersów, a w dodatku na obecność w tak krótkiej notce zasłużyła sobie informacja, że debiutował on dramatem, który się nie zachował. O wpływie hiszpańskiego pisarza na staropolszczyznę - ani słowa. Podobnie jest np. z Cervantesem czy Chaucerem. Zasadnicze pytanie nasuwa się samo: po co i dla kogo jest ta książka? Te same informacje - a nawet więcej - uczeń znajdzie w podręczniku, jeśli natomiast zechce poszerzyć wiedzę, srodze się zawiedzie i będzie musiał sięgać po obszerniejsze opracowania (które autor leksykonu profilaktycznie podaje na końcu książki), a raczej - co, niestety, bardziej prawdopodobne - po rozmaite bryki, ściągi i streszczenia, które zajęły już sporą część rynku wydawniczego. W czym zaś leksykon może być pomocny nauczycielom, doprawdy nie umiem już dociec. Ale zauważmy też zalety tego wydawnictwa. Wydrukowano je na pięknej kredzie, zadbano o bogaty materiał ilustracyjny, oprawiono w solidną, twardą okładkę. Będzie się pięknie prezentował na półce, obok innych słowników z tej serii. (mer) Jacek Sokolski, Literatura staropolska, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1999, seria: Leksykon Literatury Polskiej dla Uczniów i Nauczycieli.
Ściągawka do polecenia
Żeby zostać magistrem trzeba najpierw zaliczyć wszystkie zajęcia i egzaminy - co dawniej nosiło miano uzyskania absolutorium - a następnie napisać i obronić pracę magisterską. Każdy przez to musi przejść. No, niektórzy próbują trochę na skróty, ale to z reguły ma krótkie nogi. Pokonanie dwóch pierwszych etapów, jak wiemy, nie każdemu się zresztą udaje. Trzeci, jeśli już promotor dopuści pracę, chyba zawsze - nie znam przypadku, by komuś nie powiodła się obrona. Ale jak napisać pracę magisterską, jeśli udało nam się pokonać etap wcześniejszy? Mamy szansę dowiedzieć się tego od swojego promotora, ale przecież nie każdy ma tyle szczęścia. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy studiuje się niemal taśmowo. W praktyce obowiązuje zasada, że to po prostu trzeba wiedzieć. Oto mamy, na szczęście, niewielki podręcznik, który uczy, jak tej sztuki dokonać. Jest przeznaczony dla studentów, ale i niejeden nauczyciel akademicki ma szansę wiele się z niego dowiedzieć. Zwłaszcza że - paradoksalnie - aby zostać nauczycielem w szkole podstawowej czy średniej, trzeba mieć przygotowanie pedagogiczne. Ale nauczyciela i wykładowcy akademickiego taki wymóg nie obowiązuje. Książka Marii Węglińskiej składa się z trzech części. Pierwsza zawiera definicje podstawowych pojęć metodologicznych. A więc dowiadujemy się, co to jest hipoteza, wskaźnik, kategoryzacja, skala czy korelacja. Może trochę szkoda, że książka nie prowadzi czytelnika pedagogiczną narracją (autorka jest pedagogiem) przez ten labirynt pojęciowy, a jedynie zestawia najczęściej spotykane w literaturze definicje. Część druga to poradnik "formalno-językowy", który informuje, jak powinna wyglądać strona tytułowa pracy, jaka powinna być jej struktura, co musi znaleźć się we wstępie a co w kolejnych rozdziałach, kiedy i jak stosować tabele i wykresy, a nawet jakich form czasowników najlepiej używać. I wreszcie w części trzeciej autorka przytacza zestaw wyrażeń i zwrotów pomocnych w redagowaniu pracy. Tak więc możemy skorzystać np. z blisko 20 zwrotów wprowadzających cytat czy ponad 30 mogących być urozmaiceniem monotonii językowej poprzedzającej przykład czy twierdzenie. Książka ukazała się w serii Metodycy - Nauczycielom, a autorka, jak sama pisze, korzysta z własnego doświadczenia, którego nabyła jako promotor i recenzent wielu prac magisterskich. Warto, by z tego doświadczenia i refleksji metodycznej korzystali też inni, a zapewne życie wielu innych promotorów i recenzentów będzie lżejsze. (as) Maria Węglińska, Jak pisać pracę magisterską. Poradnik dla studentów, Oficyna Wydawnicza Impuls, Kraków 1999, seria: Metodycy - Nauczycielom.
Komputeryzacja bibliotek
Książka Technology and Scholarly Communication jest podzielona na cztery części. Pierwsza dotyczy zagadnienia inwestowania w cyfrowe postaci publikacji naukowych, jakości cyfrowych przeształceń i problemu uzyskiwania od właścicieli praw autorskich zgody na takie przekształcenia oraz ich wykorzystywanie. Część druga dotyczy analiz opłacalności zamiany publikacji drukowanych na elektroniczne oraz ogólnej analizy kosztów. Część trzecia obejmuje zagadnienia tak różne, jak opis komputeryzacji czeskich i słowackich bibliotek naukowych i historię utworzenia w uniwersytecie Columbia pierwszego zbioru książek w postaci dostępnych poprzez sieć plików cyfrowych. Wreszcie czwarta część zawiera artykuły komentujące obecny stan komputeryzacji bibliotek i wydawnictw naukowych pod kątem ich przyszłego rozwoju oraz artykuły omawiajace wybrane projekty komputeryzacji, których realizację już rozpoczęto, ale termin ich zakończenia jest trudny do przewidzenia. Warto tu wymienić ciekawy projekt o nazwie Thesauron, obejmujący gromadzenie w postaci elektronicznej materiałów ulotnych, takich jak treści wykładów, publicznych wystąpień naukowych czy prac magisterskich. Wszystkie wielkie polskie biblioteki i szereg mniejszych, ale znaczących polskich bibliotek naukowych, przeszły w ostatnich latach trudny proces komputeryzacji. Ogromną większość pieniędzy na ten cel przekazała polskim bibliotekom i uczelniom Fundacja Mellona. Teraz, kiedy wiele katalogów bibliotecznych jest dostępnych za pośrednictwem sieci komputerowych, mamy w Polsce wielu biegłych w sprawach komputeryzacji bibliotekarzy i trwają prace na retrokonwersją katalogów kartkowych do komputerowych, by stare zbiory też mogły się ujawnić na ekranach komputerów, pora na rozszerzenie działań w stronę szerokiego udostępniania i wydawania książek i czasopism w postaci elektronicznej. Książka pozwala na zapoznanie się z kłopotami i trudnościami pionierów tej dziedziny i na skorzystanie z ich doświadczeń. Powinna być ważną lekturą dla bibliotekarzy, naukowców zainteresowanych rozwojem technologii wymiany informacji naukowej i dla decydentów, od których zależą działania w tej sferze w najbliższych latach. Grzegorz Nowak Richard Ekman i Richard E. Quandt, (red.) Technology and Scholarly Communication, University of California Press, 1999.
Książki nadesłane
|
|
|