|
Nie napiszę w tym krótkim artykule, co jest teraz złego w
organizacji nauki i edukacji w Polsce. Uważam natomiast za swój obowiązek
podkreślić, że nigdy nie mieliśmy lepszych warunków do wykonywania naszej
pracy. Łukasz A. Turski W trakcie trwania obrad Okrągłego Stołu, zdobywszy paszport, leciałem z krótką wizytą do laboratoriów NBS (dziś NIST) pod Waszyngtonem. Los zrządził, że w samolocie spotkałem jednego ze znanych wtedy „liberałów” partyjnych (PZPR-owskich), z którym pierwszy raz widziałem się podczas pamiętnych dni po katastrofie czarnobylskiej i który wtedy bardzo nam wszystkim pomógł. Dziwiłem się, że ma czas lecieć do Stanów. – Przecież ten cały stół nic nie zmieni – tłumaczył mi kilka kilometrów nad ziemią, gdzieś pośrodku Atlantyku. – Po prostu nasza ekonomia się rozleciała i nic się nie da zrobić, a beton tylko czeka. A potem Joanna Szczepkowska wypowiedziała prorocze słowa. STARCZYŁO SIŁ I WYOBRAŹNI Dziś siedzę w Warszawie, w dobrze wyposażonym pokoju w Centrum Fizyki Teoretycznej PAN. Przed chwilą skończyłem konsultacje magisterskie dla moich podopiecznych w Szkole Nauk Ścisłych – niepublicznej szkole wyższej. Piję kupioną w normalnym sklepie kawę i za chwilę przekażę ten tekst redakcji „Forum” za pośrednictwem Internetu. Przede wszystkim jednak mogę napisać w moim tekście, co mi się podoba. Wiem, że nikt w redakcji nie straci z tego powodu pracy ani nie będzie chciał, abym „unikał” zbyt ostrych wypowiedzi. Mogę publicznie wyrazić sprzeciw wobec działań lub poprzeć szefa KBN czy MEN i nie będzie to miało dla mnie żadnych konsekwencji. W moim biurku, w jednej z szuflad, leży paszport – z orłem w koronie – i jeżeli miałbym na to ochotę, dziś wieczór mogę spacerować po K?nigsalle w D?sseldorfie, ot tak, dla przyjemności, i zapłacić za piwo w którejś z knajp nad Renem kartą kredytową VISA, wystawioną przez bank w Warszawie. To wszystko – a także to, że w ostatnim Kongresie IUPAP Fizyki Statystycznej w Paryżu brało udział troje moich współpracowników, koszty pobytu których pokrył nasz grant badawczy, że mamy całkiem przyzwoite komputery, nie brak nam książek i czasopism, ale także to, że zarabiamy wyjątkowo podle w porównaniu z asystentem prezesa upadłej i utrzymywanej z moich podatków spółki węglowej – to wszystko zawdzięczamy przemianom ostatnich dziesięciu lat. I dlatego nie napiszę w tym krótkim artykule co jest teraz złego w organizacji nauki i edukacji w Polsce (napisałem na ten temat już nie wiem, ile artykułów, esejów i raportów), uważam, natomiast, za swój obowiązek podkreślić, że nigdy nie mieliśmy lepszych warunków do wykonywania naszej pracy, że nadal tu, w mieście, gdzie szlag trafia człowieka na każdych światłach, bo jeździ po nim n-razy więcej samochodów niż 10 lat temu, a pozbawieni wyobraźni lokalni władcy nie zbudowali nowych mostów, że właśnie tu mogę uprawiać mój ukochany zawód, że kilka tygodni temu mogłem, wraz z przyjaciółmi z wielu Instytucji naukowych i publicznego Radia BIS, bawić na rynku Nowego Miasta tysiące młodych warszawiaków nauką, i że można to było on line and in real time oglądać w Australii i na Florydzie – to wszystko zawdzięczam temu, że drużynie Wałęsy starczyło sił i wyobraźni, by sprawdzić przeciwnika w tej pokerowej grze o najwyższą stawkę 4 czerwca 1989 r. O tym trzeba pamiętać utyskując, że Sejm kolejnej kadencji nie zwiększył nakładów na naukę, że adiunkci muszą wieczorami tłumaczyć Harlequiny, a studenci pakować paczki w supermarkecie. Pamiętać też trzeba o tym, że oto kolejni watażkowie, wyprowadzają na szosy sfrustrowanych, zagubionych ludzi i za przyzwoleniem strachliwych władz, ograbiają kasę państwa z kolejnych milionów, których zabraknie dla nie tak „przebojowych” pielęgniarek i laboratoriów tworzących podstawy technologii XXI wieku. MOŻE SIĘ UDA „Są w Ojczyźnie rachunki krzywd”, ale teraz obca dłoń nic nie ma do ich spłacania. Smutno, że to nasze środowisko – ponoć światłe i w świecie bywałe – wlecze się teraz w ogonie reform. Przecież zaczęliśmy tak dobrze, a potem nagle uwierzyliśmy w Tymińskiego. Kiedy teraz porządkuje się sprawy nauki i edukacji – na przykład wprowadzając reformę szkół powszechnych, czasami nieudolnie i z błędami – to zamiast zawołać „hola, nie tak, zróbmy to razem, ale dobrze”, obrzucamy tych, którzy próbują coś robić, epitetami w sposób sprzeczny z ciągle, przynajmniej mnie, obowiązującą przysięgą doktorską. Dziesięć lat temu drużynie Wałęsy się udało. Wiatr historii porozrzucał ją teraz po kątach. Może powinniśmy spróbować jeszcze raz? Prof. dr hab. Łukasz A. Turski, fizyk, pracuje w Centrum Fizyki Teoretycznej PAN i w Szkole Nauk Ścisłych w Warszawie. |
|
|