|
Uniwersytety powinny nieustannie dostosowywać kierunki studiów do potrzeb społeczeństwa i wymogów współczesnych rynków pracy, które też podlegają ciągłej ewolucji. Ludwik Malinowski Dyrektor generalny UNESCO Federico Mayor powierzył Międzynarodowej Komisji pod przewodnictwem Jacquesa Delorsa przeanalizowanie kwestii edukacji na wszystkich poziomach pod kątem wymogów następnego tysiąclecia. W ten sposób powstał raport, u nas wydany w 1998 roku przez Stowarzyszenie Oświatowców Polskich. Jest to niebywale pouczające studium tego, co może nas spotkać w niedalekiej przyszłości. Jego autorzy wywodzą się z całego świata (z Polski prof. Bronisław Geremek). Na wstępie warto zauważyć, że współcześnie na całym świecie edukacją podstawową trzeba objąć 900 mln dorosłych analfabetów, 130 mln dzieci nie uczęszczających do szkoły i ponad 100 mln dzieci, które przedwcześnie opuściły szkołę. Dramat i nieszczęście przełomu drugiego i trzeciego tysiąclecia polega na tym, że w skali całego świata analfabetów wciąż przybywa. OTWIERANIE UNIWERSYTETÓW W raporcie dużo uwagi poświęca się szkolnictwu wyższemu wszystkich typów, badaniom naukowym, rozwojowi nauki i zadaniom, jakie się na tym tle rysowują. Otóż różnice w zakresie możliwości kształcenia na poziomie wyższym między poszczególnymi kontynentami i państwami wciąż się pogłębiają i z wielu powodów niemożliwe są do przezwyciężenia. Tymczasem UNESCO uważa, że u progu XXI wieku uniwersytet winien stawać się ośrodkiem nie tylko studiów, ale i szeroko rozumianej kultury. Uniwersytety winny się otwierać, są bowiem znakomicie usytuowane, aby można było je wykorzystywać dla wyrównywania „deficytu wiedzy” w skali świata. Ale tak się nie dzieje, gdyż w przytłaczającej większości są to na ogół instytucje hermetycznie zamknięte i niewiele się robi, aby je otworzyć. Utrudnia to wiele działań, w czasie gdy nie trzeba udowadniać fundamentalnego wyższego wykształcenia i badań naukowych dla wzmocnienia potencjału kulturowego i gospodarczego w poszczególnych państwach, zwłaszcza tych biedniejszych. Ale, niestety, programy badawcze o znaczeniu międzynarodowym, w tym dotyczące rozwoju szkolnictwa wyższego, ustalane są w państwach bogatych i w zasadniczej większości zorientowane na ich potrzeby, co nie jest najlepszym sposobem rozwijania tak szeroko lansowanego we współczesnym świecie ducha partnerstwa. Przełamuje się to z dużymi oporami. Ostatnio pozytywnym sygnałem jest powstanie sieci badań endologicznych Północ – Południe. Wzorowane są one na dotychczasowych rozwiązaniach Unii Europejskiej. Ważne znaczenie ma także program ERASMUS, wprowadzony w 1987 r. przez Komisję Europejską i wciąż dobrze się rozwijający. Jest szansą dla wielu ludzi. Był pierwszym programem opracowanym i realizowanym na poziomie europejskim w celu wspierania mobilności studentów oraz innej działalności w ramach współpracy międzyuniwersyteckiej (mobilność nauczycieli akademickich, wspólne opracowywania nowych programów studiów, programy intensywne). Od 1995 roku ERASMUS jest włączony do nowego programu Unii Europejskiej SOCRATES, który obejmuje wszystkie rodzaje i poziomy edukacji, i który kładzie nacisk na pojęcie edukacji europejskiej dla wszystkich. ERASMUS odniósł niewątpliwy sukces, o czym świadczą ogólne liczby: w latach 1987-1995 ok. 400 tys. studentów skorzystało z okazji odbycia części uznanych studiów w innej uczelni Wspólnoty Europejskiej, a 50 tys. nauczycieli akademickich z możliwości prowadzenia zajęć w innym uniwersytecie; 1800 placówek brało udział we współpracy europejskiej. Liczba ta obejmuje prawie wszystkie uniwersytety, jak również znaczną liczbę wyższych uczelni nieuniwersyteckich. W ramach programu ERASMUS są możliwości studiowania najbardziej potrzebnych dyscyplin nie tylko w krajach członkowskich Unii Europejskiej. Ma on również swoje „odgałęzienie” w państwach azjatyckich i afrykańskich, głównie w krajach Commonwealthu i języka francuskiego, które potrafiły zdyskontować elementy wspólnej przeszłości, w szczególności języka, w celu ustanowienia sieci wymiany i pomocy dla najzdolniejszych studentów i młodszych pracowników naukowych. Podstawowy warunek to konieczna znajomość języka angielskiego lub francuskiego. Stypendia ERASMUS są przyznawane bezpośrednio studentom, którzy podejmują studia w innym kraju członkowskim. Stypendia (od 3 do 12 miesięcy) pokrywają wydatki mobilności związanej ze studiami za granicą, jak: przygotowanie językowe, koszty podróży, różnice w kosztach utrzymania. NIEUCHRONNA EWOLUCJA Raport opracowany przez wybitnych specjalistów w dziale dotyczącym szkolnictwa wyższego zwraca uwagę na nieuchronność jego ewolucji, z uwzględnieniem rynku pracy i przyszłą strukturę zatrudnienia specjalistów z wyższym wykształceniem. W wielu rozwiniętych państwach zwraca się baczną uwagę, aby nie kształcić na poziomie wyższym w tych specjalnościach, po których nie będzie można znaleźć pracy. Na przykład, zmniejsza się zapotrzebowanie na inżynierów górnictwa, hutnictwa, chemików, biologów. Wymaga to nie tylko restrukturyzacji wyższych szkół technicznych, ale także szeroko rozumianych nauk humanistycznych. Współczesna struktura zatrudnienia sprawia, że człowiek zastępowany jest przez maszyny, zwłaszcza komputery. Maleje wciąż liczba robotników i osób z wyższym wykształceniem zatrudnionych bezpośrednio w produkcji, podczas gdy równocześnie rozwijają się czynności nadzoru, kontroli i organizacji. Przeto nie wzrasta zapotrzebowanie na zdolności produkcyjne – które w wielu przypadkach mogą być zaprogramowane i wykonywane przez maszyny – a raczej na zdolności intelektualne, szczególnie ludzi z wyższym wykształceniem. Dlatego uniwersytet i inne szkoły wyższe zostały zmuszone do rozszerzenia zakresu kształcenia w dziedzinie nauk ścisłych i technologicznych w związku z zapotrzebowaniem na specjalistów znających najnowsze technologie oraz zdolnych zarządzać coraz bardziej złożonymi systemami. Ponieważ wszystko wskazuje na nieodwracalny charakter tej tendencji, uniwersytety powinny nieustannie dostosowywać kierunki studiów do potrzeb społeczeństwa i wymogów współczesnych rynków pracy, które też podlegają ciągłej ewolucji. Nie jest to sprawa ani łatwa, ani prosta, wymaga przełamywania wielu schematów i nawyków, a przede wszystkim wymagająca pieniędzy. Nic więc dziwnego, że dostosowywanie szkolnictwa wyższego do nowych potrzeb najtrudniej przychodzi w krajach najbiedniejszych, również w tych, które uwolniły się od komunizmu. Realny dochód przypadający na jednego mieszkańca Afryki Subsaharyjskiej z 563 dolarów w 1980 roku zmniejszył się o połowę w stosunku do lat 70., przy czym największy spadek wystąpił w szkolnictwie podstawowym. Na początku lat 90. wskaźniki skolaryzacji na wszystkich poziomach zmniejszyły się o połowę w stosunku do lat 70. Największy spadek wystąpił w szkolnictwie podstawowym. KRYZYS ŚWIATOWY Współczesny rozwój szkolnictwa wyższego jest niesłychanie zróżnicowany, zarówno pod względem strukturalnym, jak i możliwości studiowania. Oto przykład: w skali światowej zapisy studentów podwoiły się w ciągu dwudziestu lat; wzrosły z 28 mln w 1970 r. do ponad 60 mln obecnie. A jednak znaczne nierówności nadal istnieją w dostępie oraz w jakości kształcenia i badań. W Afryce Subsaharyjskiej jeden student przypada na tysiąc mieszkańców, podczas gdy w Ameryce Północnej proporcja ta wynosi 1:50. Nakłady realne na jednego studenta są 10-krotnie wyższe w krajach uprzemysłowionych niż w krajach mniej zaawansowanych. Nawet jeśli na szkolnictwo wyższe przypada tylko stosunkowo niewielka część nakładów przeznaczonych ogólnie na szkolnictwo, to w niektórych krajach biednych, które doświadczają częstych trudności budżetowych, jest to duży wydatek. Na wielkim obszarze świata należącym do krajów rozwijających się szkolnictwo wyższe od ok. 10 lat przechodzi kryzys. Polityka strukturalnego dostosowania i niestabilność polityczna obciążyły długami budżety tych państw. Dodatkowy paradoks polega na tym, że wciąż trwa tzw. „ucieczka mózgów”. Wiele krajów rozwijających się traci każdego roku wysokiej klasy specjalistów, a nawet studentów starszych lat studiów, zwabionych wysokimi zarobkami. Z ich umiejętności korzystają kraje wysoko rozwinięte, na ogół oferując lepsze warunki pracy i o wiele wyższą płacę niż mogą oni osiągnąć we własnych państwach. W latach 1960-1990 Stany Zjednoczone i Kanada przyjęły ponad milion techników i personelu kierowniczego z krajów rozwijających się. Na imigrantach opiera się w dużym stopniu szkolnictwo w Stanach Zjednoczonych. Szacuje się, że od 1985 roku w szkołach inżynieryjnych połową kadry adiunktów w wieku poniżej 30 lat stanowią cudzoziemcy. Również Japonia i Australia starają się przyciągnąć wysoko kwalifikowanych emigrantów. Ta ucieczka wyspecjalizowanej siły roboczej pociąga za sobą poważną stratę kapitału. Biuro ds. Badań Kongresu Stanów Zjednoczonych szacuje, że kraje rozwijające się traciły 20 tys. dolarów inwestycyjnych na jednego emigranta specjalistę, czyli ogółem 646 mln dolarów. Ta strata jest wyrównywalna, lecz tylko częściowo, dzięki przekazywaniu oszczędności przez pracowników do kraju pochodzenia. Może się zdarzyć, że niektóre kraje mają więcej wykształconych pracowników niż są w stanie zatrudnić, a inne tracą specjalistów, których bardzo potrzebują. Szacuje się, że Afryka jako całość w latach 1985-1990 straciła 60 tys. pracowników średniej i wyższej kadry. Proces ten wciąż postępuje. Systemy szkolne krajów rozwijających się są często organizowane w sposób odpowiadający potrzebom krajów uprzemysłowionych i przygotowują zbyt wielu absolwentów o wysokich kwalifikacjach. Somalia kształci 5-krotnie więcej absolwentów uniwersytetów niż jest w stanie zatrudnić. W Wybrzeżu Kości Słoniowej 50 proc. absolwentów studiów wyższych pozostaje bez pracy. RYNEK PRACY Wydaje się, że współcześnie nie ma uniwersalnych wzorców w zakresie rozwoju szkolnictwa wyższego i przystosowania go do aktualnych potrzeb. Są jedynie pewne przykłady dobrych rozwiązań, które się sprawdziły, ale i one nie mogą być „żywcem” kopiowane. Wszędzie bowiem istnieje konieczność uwzględniania możliwości, tradycji, potrzeb i realiów rzeczywistości, na co składa się szereg czynników. W pierwszej kolejności winien być uwzględniony rynek pracy, to znaczy dostosowanie szkolnictwa wyższego do możliwości przyszłego zatrudnienia. Procesy te najbardziej zaawansowane są w państwach Unii Europejskiej. W Polsce również myśli się o tych sprawach. Odnoszę jednak wrażenie, że czyni się to zbyt wolno. Z badań ONZ wynika, że presja społeczna i specyficzne wymogi rynku pracy znalazły odzwierciedlenie w niezwykłym zróżnicowaniu rodzajów placówek i kierunków studiów. Szkolnictwo wyższe nie uniknęło „siły i nagłości”, z jakimi na poziomie politycznym wyrażana jest konieczność reformy edukacji w związku z imperatywami gospodarczymi. Uniwersytety nie mają już monopolu w szkolnictwie wyższym. W rzeczy samej, narodowe systemy szkolnictwa wyższego są odtąd tak różnorodne i tak złożone, jeżeli chodzi o struktury, programy, słuchaczy i finansowanie, że trudno je zaszeregować do odrębnych kategorii. W wielu krajach oprócz uniwersytetów istnieją szkoły wyższe, spośród których jedne uczestniczą w procesie selekcji najlepszych kandydatów, inne natomiast zostały powołane w celu wyposażania studentów w ciągu 2-4 lat w kwalifikacje zawodowe odpowiednio dobrane i reprezentujące wysoki poziom. W naszym kraju odpowiednikiem tego rodzaju kształcenia jest licencjat. MISJA Współcześnie, wskazuje UNESCO, na uniwersytetach, obok rozwijania tradycyjnych dyscyplin naukowych, spoczywa również obowiązek kształcenia zawodowego i technicznego przyszłych elit oraz wysokiej klasy specjalistów wyższej i średniej klasy. Właśnie do tak rozumianego kształcenia uniwersytety, które korzeniami sięgają średniowiecza, zbyt się nie garną, ale jest to konieczne. W skali całego świata proces ten najbardziej zaawansowany jest w Stanach Zjednoczonych, Japonii i państwach Unii Europejskiej. Uniwersytety winy poszerzać swoją ofertę jako ośrodki nauki – źródła wiedzy umożliwiające prowadzenie badań teoretycznych lub stosowanych bądź też kształcenie nauczycieli; jako ośrodki łączące wysoki poziom wiedzy i umiejętności praktycznych, w którym zdobywa się kwalifikacje zawodowe zgodnie z kierunkami i treściami stale przystosowanymi do potrzeb gospodarki; jako uprzywilejowane uczelnie, w których przecinają się drogi edukacji przez całe życie, otwierając swe podwoje dorosłym pragnącym ponownie podjąć studia bądź zaktualizować i wzbogacić swoją wiedzę lub zaspokoić potrzebę uczenia się we wszystkich dziedzinach życia kulturalnego; jako partnerzy współpracy międzynarodowej, umożliwiający wymianę profesorów i studentów, ułatwiający upowszechnianie najwartościowszego kształcenia, dzięki działaniu katedr o charakterze międzynarodowym. W ten sposób uniwersytety przezwyciężałyby wiele sprzeczności, odnalazłby również sens misji intelektualnej i społecznej w ramach społeczeństwa, jako jedna ze specyficznych instytucji gwarantujących przekaz wartości uniwersalnych i spuścizny kulturalnej. UNESCO widzi w tym podejściu istotny argument przemawiający za zwiększeniem autonomii uniwersytetów na całym świecie. |
|
|