|
Chciałbym, by projekt ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym
był stabilną konstytucją środowiska akademickiego na długie lata. Stefan Jurga Projekt Ministerstwa Edukacji Narodowej Prawo o szkolnictwie wyższym z 20 maja br. zawiera wiele rozwiązań, które od lat są postulowane przez środowiska akademickie Polski. Postulaty te znalazły swój wyraz m.in. w dokumencie Konferencji Rektorów Uczelni Autonomicznych z 1995 roku opracowanym przez zespół prof. Jerzego Fedorowskiego, w założeniach do ustawy o szkolnictwie wyższym Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego z 1997 roku opracowanych przez zespół kierowany przez prof. Jerzego Osiowskiego, czy też w założeniach do ustawy Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich z 1998 roku opracowanych przez zespół prof. Jerzego Woźnickiego. POPRAWKI I ZMIANY Opowiadam się za prowadzeniem dalszych prac legislacyjnych w oparciu o zaproponowany projekt, bo zawiera on rzeczywiście wiele trafnych rozwiązań, a większość środowiska akademickiego skupionego wokół KRASP wypowiedziało się za opracowaniem tegoż projektu prez minister edukacji. Muszę jednak dodać, że byłem zwolennikiem poglądu, aby projekt ustawy został opracowany na zlecenie MEN przez osoby spoza grona ministerialnego, o znaczącym doświadczeniu w kierowaniu uczelnią i jednocześnie o zawodowym przygotowaniu prawniczym. Sądzę bowiem, że tylko taki projekt mógłby być wolny od podejrzeń o jego upolitycznieniu lub o tendencje do ograniczania autonomii przez przedstawicieli władzy państwowej. Projekt ustawy z 20 maja dotyczy złożonej i skomplikowanej problematyki nurtującej środowiska akademickie Polski i zawiera propozycje rozwiązań, które niekiedy naruszają partykularne interesy tych środowisk. Jest więc sprawą istotną, by ustawa oparta o uznane w środowisku akademickim kanony tworzyła z jednej strony mechanizmy dalszego rozwoju badań naukowych i nauczania na najwyższym poziomie, zapewniające nam także właściwe miejsce w Zjednoczonej Europie, a z drugiej strony była na tyle przekonywująca, że pozyska się dla niej możliwie szerokie poparcie środowisk akademickich. Najogólniej oczekuje się, że nowe mechanizmy rozwoju nauki i nauczania może zapewnić taka ustawa, która m.in. doprowadzi do integracji i konsolidacji całego systemu szkolnictwa wyższego oraz stworzy system oceny jakości kształcenia, zapewni a nawet rozszerzy autonomię uczelni wyższych, a także zapewni wysoki poziom badań naukowych i nauczania przy pomocy odpowiednich instrumentów awansu naukowego i zawodowego oraz gwarancji państwa w zakresie finansowania uczelni publicznych. Chodzi także o taką ustawę, która zracjonalizuje zatrudnienie i wynagrodzenie nauczycieli akademickich i innych pracowników uczelni, jak również nada odpowiedni status profesorom tytularnym, którzy osiągną 70. rok życia. Wreszcie, nowa ustawa winna być zgodna z Konstytucją RP, a więc także rozwiązać kwestię odpłatności za studia w kontekście art. 70 ust. 2 Konstytucji, z jednoczesnym zapewnieniem powszechnego dostępu do wykształcenia wyższego. Wiele z powyższych oczekiwań znalazło swe prawne rozwiązania w projekcie. Jednakże, poza rzeczywiście trafnymi rozwiązaniami, jest potrzeba wprowadzenia doń wielu poprawek i zmian. Chciałbym więc zwrócić uwagę raczej na niektóre szczegółowe przepisy projektu, które nie koniecznie odpowiadają na oczekiwania środowiska akademickiego wobec przyszłej ustawy. INTEGRACJA I AUTONOMIA Niewątpliwie sprawie integracji i konsolidacji systemu szkolnictwa wyższego służy włączenie do projektu przepisów ustawy o szkolnictwie wyższym i ustawy o stopniach i tytule naukowym z 12 września 1990 r., jak również ustawy o wyższych szkołach zawodowych z 26 czerwca 1997 r., a także podporządkowanie nadzorowi ministra edukacji systemu szkolnictwa medycznego, artystycznego, morskiego i wychowania fizycznego. Niestety ta słuszna skądinąd zasada doprowadziła do zatarcia – tak w zakresie zadań, jak i obowiązków – odrębności pomiędzy uczelniami akademickimi, a wyższymi uczelniami zawodowymi (np. art. 5 ust. 3 i 4, art. 7 – sugerujący jakoby drugorzędność badań naukowych, ale także art. 13 ust. 1). Wątpliwym wydaje się przepis, że szkoły zawodowe nie prowadzą badań w ogóle. Szkoły zawodowe winny się m.in. różnić nie brakiem, lecz zakresem prowadzonych badań naukowych. Oczekiwałbym, że w projekcie określi się najpierw bardzo wyraźnie status uczelni akademickiej oraz wyższej szkoły zawodowej, tak w odniesieniu do szkół publicznych, jak i niepublicznych. Istotnym mankamentem jest brak jasno określonych kryteriów dopuszczalności tworzenia szkół niepublicznych (art. 13 ust. 2). Może to sprzyjać tworzeniu złych szkół zawodowych oraz wzmocnieniu podejrzeń o działania nieetyczne, związane z udzielaniem zezwoleń na ich tworzenie. Sadzę, że sprawom wzmocnienia autonomii szkół wyższych, uznanej przez Konstytucję w art. 70 ust. 5, należy w projekcie poświęcić więcej uwagi. Najogólniej autonomię szkół wyższych gwarantuje ograniczenie zakresu nadzoru ministra edukacji nad nimi, w odniesieniu do zgodności ich działań z wiążącymi normami prawa. Sformułowanie przepisu art. 22, dotyczące kompetencji ministra, powinno zawierać prawo do wnoszonej do NSA skargi na jego decyzje lub ustanowić inny tryb rozwiązywania ewentualnych konfliktów pomiędzy ministrem a organami przedstawicielskimi społeczności akademickiej. Brak takiego rozwiązania może sugerować supremację ministra, a tym samym osłabiać samorządność akademicką. Należy się także zastanowić, czy rolą AKA nie powinno być także opiniowanie lub nawet uzgadnianie treści wydawanych przez ministra rozporządzeń. Także przepis art. 22a jest zbyt daleko idący. Minister winien mieć prawo zlecenia zadań dydaktycznych czy naukowych, jednakże pod warunkiem uzyskania zgody uczelni na realizację owych zadań. Wydaje się, że oczywiste prawo ministra do kształtowania polityki edukacyjnej państwa winno się zawierać w algorytmie finansowania uczelni. Zakres przewidzianych w art. 40 ust. 1 projektu spraw opiniowanych przez AKA wydaje się być zbyt skromny i jego zwiększenie wpłynęłoby zapewne na wzmocnienie autonomii szkół wyższych. Można także jednoznacznie podkreślić przywiązanie społeczności akademickiej do samorządności, rezygnując w projekcie z obowiązku przedstawiania Prezesowi Rady Ministrów dwóch kandydatów do nominacji na stanowisko przewodniczącego AKA i zezwalając członkom AKA na wybór przewodniczącego w głosowaniu bezpośrednim. Za niefortunne uważam sformułowanie art. 2 ust. 3 projektu, które stwarza możliwość nie zawsze pożądanej ingerencji innych ustaw w autonomię uczelni. I choć jest zrozumiałe, że np. ustawa budżetowa „dotyka” autonomii uczelni, to lepiej byłoby aby przepisy wszystkich ustaw ingerujących w sprawy uczelni były wyraźnie określone w projekcie ustawy. Dotyczy to np. ustawy o zamówieniach publicznych i zakresu jej działania na szkolnictwo wyższe. OCENA I AWANS Nie sądzę, aby wzmocnieniu roli rektora służyło wydłużenie kadencji wszystkich organów jednoosobowych do 5 lat. Z doświadczenia wiem, że dwie kadencje 3- lub 4-letnie lepiej służą stabilnej realizacji zadań rozwoju uczelni. Jedna, 5-letnia kadencja władz akademickich de facto osłabia znaczenie gremiów akademickich, bo „nie naraża” rektora na wyborczą konfrontację ze społecznością akademicką. A przecież rektor odnosi sukcesy tylko wtedy, gdy potrafi dla swej wizji rozwoju uczelni pozyskać jak najszersze gremia akademickie. Można byłoby tę propozycje zaakceptować, gdyby filozofia projektu była oparta na „prezydenckim” a nie rektorskim modelu zarządzania uczelnią. Z tych samych powodów opowiadam się przeciwko tworzeniu w uczelniach publicznych stanowiska kanclerza w miejsce obecnego stanowiska dyrektora administracyjnego. Powołanie Akademickiego Komitetu Akredytacyjnego, wraz z wypracowaniem odpowiednich instrumentów awansu naukowego i zawodowego, będzie służyło zapewnieniu wysokiego poziomu nauczania i badań naukowych. Komisja AKA ds. Kształcenia (obecna CK) winna w większym stopniu niż dotychczas zajmować się wypracowaniem standardów dla stopni i tytułu naukowego, przekazywać jednostkom naukowym uprawnienia do nadawania stopni i tytułu oraz prowadzić kontrolę poziomu naukowego uprawnionej jednostki. W kwestii awansu naukowego rozwiązanie proponujące przeprowadzanie przewodu habilitacyjnego na podstawie dorobku naukowego wydaje się słuszne i od lat praktykowane przez przedstawicieli nauk matematyczno-przyrodniczych. Jest ono jednak trudne do przyjęcia przez przedstawicieli nauk humanistycznych i społecznych, którzy są przyzwyczajeni do przedstawiania rozprawy habilitacyjnej w formie dzieła zwartego. Uważam, że „pisanie dzieł na stopień” nie jest najlepszą i jedyną metodą gwarantującą wysoki poziom habilitacji. Moim zdaniem, znacznie ważniejszym czynnikiem podnoszącym poziom habilitacji jest poddanie się ocenie środowiska międzynarodowego. Tak to wygląda, gdy publikuje się oryginalne prace naukowe w uznanych czasopismach czy wydawnictwach międzynarodowych. Oczywiście, nie zawsze jest to możliwe ze względu na specyfikę uprawianych badań. Aby pogodzić jednakże obydwa środowiska należałoby tak zmienić art. 206, by postawić jako zasadę wymóg przedstawiania rozprawy habilitacyjnej, która może być dziełem zwartym lub cyklem publikacji. Niestety, pisanie rozprawy habilitacyjnej w postaci dzieła zwartego może mieć wpływ na uzyskiwanie habilitacji w starszym wieku i tym samym prowadzić do zmniejszania szans zatrudnienia na rynkach Zjednoczonej Europy. W kwestiach awansu zawodowego wydaje się, że projekt winien przyjąć takie rozwiązanie art. 106 ust. 1, które dawałoby możliwość zatrudnienia w uczelni akademickiej na stanowisku profesora nadzwyczajnego osoby, która nie posiadając habilitacji, posiada jednak stopień doktora i wybitny dorobek naukowy lub twórczy. W ten sposób byłaby możliwość zatrudniania na stanowiskach profesorów nadzwyczajnych wybitnych uczonych z krajów, w których habilitacja nie istnieje, a ostatecznym stopniem naukowym jest stopień doktora (np. USA czy Wielka Brytania). Jest natomiast potrzeba wprowadzenia w projekcie ustawy stanowiska profesora wizytującego dla tych wybitnych twórców, którzy nie mogą się wykazać posiadaniem stopnia doktora. Należałoby także zagwarantować jako zasadę (art. 105) stanowisko profesora zwyczajnego dla osoby, która uzyskała tytuł profesora, oraz stanowisko profesora nadzwyczajnego dla osoby, która uzyskała stopień doktora habilitowanego. Stosunek pracy na podstawie mianowania (art. 111 ust. 1) należałoby nawiązywać z profesorem zwyczajnym, a także z profesorem nadzwyczajnym, o ile statut uczelni akademickiej tak stanowi. Zgadzam się z odstąpieniem od mianowania dla pozostałych nauczycieli akademickich, zatrudnianych na podstawie umowy o prace, zgodnie z kodeksem pracy. Jednakże nie sądzę, aby w tym przypadku miało mieć zastosowanie postępowanie dyscyplinarne, które winno się odnosić tylko do nauczycieli mianowanych. PRACA I PŁACA Lepsze rozwiązanie należy znaleźć dla kwestii czasy pracy nauczyciela akademickiego (art.117). Wydaje się, że powinien on być określony zakresem i rozmiarem jego obowiązków i być w zgodzie z kodeksem pracy. Stosowna regulację winien podejmować senat uczelni. Nie ma potrzeby szczegółowego określania 30-godzinnego tygodnia pracy dla realizacji zadań dydaktycznych, naukowych i organizacyjnych, ze wskazaniem, że czas pracy nauczyciela akademickiego w siedzibie uczelni nie może być krótszy niż 10 godzin. Szkoda, że w projekcie nie znalazła się odpowiednia regulacja dotycząca płac nauczycieli akademickich, tak często postulowana przez środowisko akademickie. Należy wyraźnie określić minimalne płace nauczycieli akademickich na poszczególnych stanowiskach w relacji do średniej płacy w kraju podawanej przez GUS. Sprawa, którą powinna rozwiązać ustawa dotyczy przechodzenia profesorów tytularnych w stan spoczynku, z zachowaniem prawa do wynagrodzenia podstawowego, z chwilą ukończenia 70. roku życia. Taka regulacja byłaby należytym uhonorowaniem nauczycieli akademickich o najwyższych kwalifikacjach i jednocześnie silną motywacją do trwałego wiązania się profesorów z uczelniami publicznymi. W tej sprawie wypowiedziała się także KRASP, podejmując stosowną uchwałę. NIEFORTUNNY ZAPIS Wydaje się, że jedną z najtrudniejszych spraw jest konkretyzacja konstytucyjnego prawa do bezpłatnej nauki w uczelniach publicznych. Jak wiadomo, Konstytucja ustanawia zasadę, że nauka we wszystkich szkołach publicznych jest bezpłatna (art. 70 ust. 2), zezwalając jednocześnie na ustawowe wprowadzenia odpłatności za niektóre usługi edukacyjne. Konkretyzacja, która znalazła się w projekcie (art. 91 ust. 1 pkt. 1) jest jedną z możliwych, chociaż nie wszystkich przekonuje. Weryfikacja i certyfikacja wiedzy to dla niektórych nic innego jak egzaminy. Czy nie są one integralną częścią procesu nauczania w uczelni wyższej? Czy nie należałoby w ustawie najpierw zdefiniować takich pojęć, jak studia w uczelni wyższej, a następnie określić elementy, które wypełniają to pojęcie (np. nauka, usługi edukacyjne itd.). Cokolwiek jednak się wymyśli, będzie to kamuflaż, bo zapis w Konstytucji o bezpłatnej nauce w uczelniach publicznych jest po prostu niefortunny. Zauważmy, że około 50 proc. młodzieży w uczelniach publicznych wnosi opłaty za studia i nie sądzę, by państwo, jeżeli chce utrzymać tak wysoki, jak dzisiaj poziom kształcenia na poziomie wyższym, było w stanie sfinansować studia dla tej młodzieży. Na zakończenie chcę podkreślić, że nie odniosłem się do wszystkich spraw w projekcie, ale wierzę, że wymienione uwagi krytyczne i proponowane zmiany mogą przyczynić się do jego poprawy. Chciałbym, by projekt ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym był stabilną konstytucją środowiska akademickiego na długie lata. Prof. dr hab. Stefan Jurga, fizyk, rektor UAM w Poznaniu, został wybrany na nowego przewodniczącego Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich. |
|
|