Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 6/2001

Scjentyzm i totalizm
Poprzedni Następny

Esej

Gorki obliczył, że do powstania „nowej, lepszej rasy ludzi rozumnych” 
trzeba wytępienia 27 milionów chłopów.

Piotr Skórzyński

Fot. Stefan Ciechan

Swoją wielkość i płodność Zachód zawdzięcza – przynajmniej częściowo – dualizmowi władzy duchowej i doczesnej – pisze Raymond Aron. Otóż, ta dualistyczna, a później pluralistyczna zasada jest trudna do przyjęcia dla umysłów spekulatywnych, którym abstrakcyjna logika wywodów każe dążyć do jedności. zwłaszcza wtedy, gdy są to umysły odzwyczajone od własnego myślowego wysiłku. Dlatego społeczeństwo kapitalistyczne, pełne sprzecznych interesów, idei i programów politycznych, będące czymś na kształt wielkiej giełdy, na której trwają bezustanna wymiana dóbr i walorów, ścieranie się dążeń i marzeń, barwna i żywiołowa gra wszystkich ze wszystkimi, musi budzić odrazę u ludzi nie mogących żyć bez schematów i wszechogarniających formuł. Najwyraźniejszą i najmocniejszą formę znalazł ów wstręt w marksizmie-leninizmie.

STAŁY WĄTEK

Prestiż marksizmu wziął się z połączenia naukowych terminów i pretensji autora – miał to być przecież pierwszy na świecie „światopogląd naukowy” – z profetycznym mesjanizmem, który dał wszystkim wyobcowanym to, czego zabrakło w kataryzmie: nadzieję na Nowy Wspaniały Świat. Zasadniczą trudnością w jego ocenie jest tu niełatwy do przyjęcia fakt, że komunizm nie był szaleńczym pomysłem niemieckiego filozofa lecz stałym wątkiem myśli Zachodu od samego jej początku. Państwo Platona, Utopia Morusa, Miasto Słońca Campanelli, pochwały oświeconego absolutyzmu przez encyklopedystów i wreszcie idealizm niemiecki – ta galeria mówi sama za siebie. W największym skrócie, był to wciąż na nowo podejmowany projekt ukształtowania przemocą Nowego Gatunku Ludzkiego.

Trzeba sobie uprzytomnić, że lewica dość szybko odeszła od wiary w przyrodzoną wartość gatunku ludzkiego. Już Diderot pisał w konkluzji swoich Elementów fizjologii: Świat jest domostwem silnych. Jego spadkobierca Anatol France natomiast tak charakteryzował poglądy ks. Hieronima Coignarda, swojego porte parole: Pogląd jego na zło był nader prosty i zrozumiały. Wywodził go wyłącznie z organicznej budowy człowieka i jego uczuć naturalnych, nie zaćmiewając go zgoła ową masą przesądów, spiętrzonych w tak sztuczną, nielogiczną budowlę. Przekonany był, że człowiek jest z natury swojej bydlęciem niezmiernie złym i społeczeństwo jest dlatego wstrętne, że owo bydlę wkłada cały swój geniusz w tworzenie go. (...) Ten, kto ma pretensję kierować ludźmi, nie powinien zapominać, że są to złośliwe małpy. (...) Stąd głosowanie powszechne jest podobną pułapką na głupców jak gołębica, która przyniosła krzyżmo święte z nieba. Rząd demokratyczny, tak samo jak monarchiczny, opiera się na fikcji. W quasi-utopii Na białym kamieniu napisał zaś całkowicie w duchu Marksa: dostojnym fundamentem społeczeństw jest chciwość i okrucieństwo.

Zapewne kierowany podobnymi przekonaniami Anatol Łunaczarski, przyszły bolszewicki komisarz oświaty i kultury, proponował Pierwszego Rewolucjonistę, Szatana, jako... symbol nowej Religii Gatunku Ludzkiego.
Zarówno komuniści, jak i naziści likwidują święta kościelne. Oba te ruchy muszą bowiem wyeliminować swojego największego wroga: wolność. Oba tworzą konkurencyjne antyreligie, toteż muszą walczyć z prawdziwą. Wyraził to zresztą już były działacz socjalistyczny Benito Mussolini: Faszyzm jest koncepcją religijną, oglądającą człowieka w jego immanentnym stosunku z prawem wyższym, z wolą obiektywną, która stoi ponad poszczególną jednostką... (...) Nasza walka jest nie wdzięczniejsza, ale też piękniejsza, ponieważ zmusza nas do liczenia tylko na własne siły. Podarliśmy na strzępy wszystkie prawdy objawione, napluliśmy na wszystkie dogmaty, odrzuciliśmy wszystkie raje.
Wydaje się, jakby duce czytał uwagi sławnej książki Alexisa de Tocqueville’a O demokracji w Ameryce: Wolność natomiast traktuje religię jako towarzyszkę swych walk i zwycięstw, kolebkę swego dzieciństwa, boskie źródło swych praw. Uważa religię za strażniczkę obyczajów, obyczaje zaś za rękojmię prawa i gwarancję własnego przetrwania.

BRACIA MŁODSI

Darwinizm został bardzo szybko (wbrew intencjom Darwina, ale zgodnie z logiką jego nowej „kosmodycei”) zaaplikowany do społeczeństwa ludzkiego i urodził potwora, znanego pod nazwą darwinizmu społecznego. Jego wielkim propagatorem został późniejszy admirator Mussoliniego i Stalina, George Bernard Shaw, który głosił, że to na poły biologiczna „wola życia” rozstrzyga o wszystkich ludzkich sprawach.

W tym czasie wielu intelektualistów, często z arystokratycznym rodowodem, odchodzi od chrześcijaństwa, szukając czegoś innego na jego miejsce. Należą do nich także kobiety, w tym baronessa Karen Blixen – później jedna z największych pisarek XX wieku. Czytając jej afrykańskie wspomnienia nie dostrzegamy dystansu do okrutnych obyczajów, jakie opisuje. przeciwnie, wydaje się je akceptować, jako zgodne z naturą.

Rasizm pojawił się w XIX w. jako wynik trzech składowych: rozczarowania intelektualistów na próżno szukających na innych kontynentach stylu życia atrakcyjniejszego niż wymogi ówczesnych kościołów, szukania usprawiedliwienia tendencji imperialistycznych i stłumionej fascynacji „szczerością” tubylczej walki o byt, która została właśnie ogłoszona przez darwinistów jako powszechna zasada życia. Ta ambiwalencja najwyraźniej przejawia się w utworach Kiplinga, na równi przerażonego i zafrapowanego obyczajami rozlicznych narodów i plemion Indii. Znany wiersz Mandalay mówi o młodym żołnierzu angielskim, który nie chce wracać do wiktoriańskiej ojczyzny:


Płynąć chcę na wschód, za Suez,
gdzie jest dobrem każde zło
Gdzie przykazań brak dziesięciu
i pić można aż po dno.

Trzeba podkreślić, że od początku doktryna rasistowska była jawnie ateistyczna. misjonarze uznawali przecież zasadniczą równość wszystkich ludzi, a Paweł III już w 1537 r. uznał wbrew kolonizatorom hiszpańskim, pełne człowieczeństwo Indian (choć Schweitzer nazywał Murzynów „młodszymi braćmi”, co go oczywiście dyskwalifikuje w myśl kryteriów ideologicznej fantasy, znanej jako poprawność polityczna). Po części zawdzięcza ona swoje – historycznie bardzo krótkie zresztą – powodzenie zamieszaniu terminologicznemu. tak wybitna postać jak np. Alfred Kroeber, którego Talcott Parsons nazwał „patronem amerykańskich nauk społecznych”, napisał, że doktryna Darwina odnosi się do rasy.

ARYSTOKRACJA INTELEKTU

Nie należy zapominać, że jednocześnie z marksizmem i darwinizmem zrodziła się teoria inżynierii (czy medycyny) społecznej. Jej wynalazcą był zresztą siostrzeniec Darwina, Francis Galton (1822–1911), który nadał jej nazwę eugeniki. W pierwszej połowie XX w. zdobyła sobie wielką popularność wśród intelektualistów, publicystów i sporej liczby polityków. Także w USA, gdzie w 1943 r. w 30 stanach dopuszczona była sterylizacja w celu przeciwdziałania rozmnażaniu się osobników bezwartościowych genetycznie. Był to jeden z powodów braku powszechnego potępienia pierwszych 6 lat rządów Hitlera. Także w ZSRR do 1935 r. działały dwa towarzystwa eugeniczne. Gorki obliczył, że do powstania „nowej, lepszej rasy ludzi rozumnych” trzeba wytępienia 27 milionów chłopów. Tzvetan Todorov, cytowany przez Stephane’a Courtois, zauważa: Związek między scjentyzmem a totalitaryzmem nie ogranicza się do znajdowania rzekomo naukowych (biologicznych lub historycznych) konieczności uzasadniających popełniane czyny. Scjentyzm jest konieczny, jeśli pragnie się uwierzyć w racjonalną konstrukcję społeczeństwa – a co za tym idzie w możliwość jego przekształcenia na drodze rewolucji w wymyślony ideał.

W niezwykle erudycyjnej i pouczającej książce Johna Careya The Intellectuals and the Masses. Pride and Prejudice Among the Literary Intelligentsia 1880-1939 możemy poznać, jak głęboko elitaryzm wniknął w umysły sztandarowych pisarzy ówczesnej śmietanki intelektualnej: w tym H.G. Wellsa, A. Huxleya, E.M. Forstera i V. Woolf. Przerażeni „inwazją mas”, tzn. powszechną edukacją i masową literaturą popularną, głosili konieczność walki z przeludnieniem i „barbarzyństwem”. Wielu z nich popierało eugenikę i akceptowało niemieckie prawo o sterylizacji umysłowo chorych z 1933 r. Wtedy to powstała idea „naturalnej arystokracji intelektu”, która – jak pisze P. Berne – miała wyróżniać kastę „elity cywilizacyjnej”, nie widzącej niczego złego w ustroju despotycznym. Jeszcze w kwietniu 1943 r., gdy zachodnie demokracje walczyły na śmierć i życie z nowym, scjentystycznym pogaństwem niemieckim, Bertrand Russell pisał w przedrukowanym potem liście do intelektualisty amerykańskiego Gilberta Murraya: To nie rosnący fanatyzm, ale rozwój demokracji jest przyczyną moich intelektualnych problemów. Czy czytałeś kiedyś żywot Awerroesa? Królowie go protegowali, ale motłoch, który był fanatyczny, nienawidził go. W końcu motłoch zwyciężył. Wolna myśl była zawsze prerogatywą arystokracji. (...) Dla nas, którzy wyobrażaliśmy sobie, że jesteśmy demokratami, a faktycznie byliśmy rozpieszczonymi dziećmi arystokracji, jest to niemiłe. W swojej Autobiografii napisze zaś: Uważałem, że intelektualiści na ogół kochają prawdę, ale w 1914 r. stwierdziłem, że niecałe 10 proc. z nich przekłada prawdę nad popularność.

UMYSŁ SPOŁECZNY

Hitler był czymś wyjątkowym. Nazizm, jak podkreślali Himmler i Goebbels, był systemem zasadniczo różnym od faszyzmu włoskiego, ale też jego imperium trwało niecałe pięć lat.

Kiedy A. Kroeber zastanawiał się nad fenomenem zaistnienia i rozwoju eugeniki, doszedł do wniosku, iż jej źródła należy szukać u Herberta Spencera, „największego z szermierzy dziedziczności cech nabytych”: Kiedy R.R. Marett we wstępie do swej „Antropologii”, jednej z najbardziej inspirujących książek w tej dziedzinie, podaje definicję dyscypliny jako „ogólnej historii człowieka i przepojonej ideą ewolucji” i dodaje, że „antropologia jest dzieckiem Darwina” i „darwinizm czyni ją możliwą” – to, niestety, daje dość wierny obraz stanu tej nauki; ale zarazem określenie takie musi być zakwestionowane jako program lub ideał. Antropologia może być biologią, może być też historią, może stanowić próbę ustalenia stosunku obu tych nauk, ale gdy rozumiana jest jako historia – a więc badanie pierwiastka społecznego – przepojone zarazem ideą ewolucji organicznej, wówczas zaczyna przedstawiać mieszaninę różnych metod i dlatego przestaje mieć cokolwiek wspólnego z nauką w jakimkolwiek znaczeniu tego terminu.

Ze wszystkich rodzajów pomieszania pierwiastka kulturowego z witalnym ten, który skrystalizował się pod nazwą ruchu eugenicznego, jest znany najszerzej i zarazem najbardziej sugestywny. (...) Galton, pierwszy propagator eugeniki, był naprawdę jednym z umysłów obdarzonych największą wyobraźnią, jakie wydał jego kraj. Pearson, jej protagonista umysłowy – to jeden z najbystrzejszych intelektów jego pokolenia. Setki ludzi zdolnych i wybitnych uznało się za przekonanych. Jaki więc jest powód tego zamętu, w jaki sami się wtrącili?

Wydaje się, że przyczyna leży w braku rozróżnienia pomiędzy pierwiastkiem społecznym a umysłowym. Cała cywilizacja istnieje w pewnym sensie tylko w świadomości. (...) Wszystko, co społeczne, może istnieć tylko dzięki świadomości. (...) Biologia zawsze odnosi się bezpośrednio do jakiegoś indywiduum. „Umysł społeczny” nie znaczy nic – podobnie jak „społeczne ciało”. (...) Ale tysiąc jednostek nie stworzy konkretnego społeczeństwa. Są one tylko potencjalną bazą społeczeństwa, same nie stanowiąc jego przyczyny – i mogą także być bazą tysiąca innych potencjalnych społeczeństw.

Komentarze