|
|
Życie akademickieOd dawna widać, że naszej gospodarki nie stać Ryszard Tadeusiewicz Jako członek Prezydium KRASP otrzymałem kopię listu
ministra Andrzeja Wiszniewskiego (nr GP-SK2-0-141/01), dotyczącego postulowanego
rankingu dziedzin nauki. Odpowiadając na zawarty w tym liście apel o nadsyłanie
osobistych opinii, pozwalam sobie przedstawić mój pogląd na temat sposobu
uszeregowania dziedzin i dyscyplin naukowych z punktu widzenia ważności dla
przyszłości Polski prowadzonych w ich obszarach badań naukowych. Podkreślam, że
jest to sąd osobisty, subiektywny, z nikim nie konsultowany – czyli dokładnie
taki, o jaki prosił w swoim liście prof. Wiszniewski. RANKING PRIORYTETÓWFakt, że decyduję się odpowiedzieć na pytanie, wynika z mojego szacunku do ministra Wiszniewskiego i piastowanego przezeń urzędu, chcę jednak podkreślić, że uważam tę ankietę za metodologicznie nietrafną. Wyrażam, oczywiście, moje uznanie dla faktu, że oto nareszcie zaczyna się w Polsce debata nad tym, co w badaniach naukowych powinniśmy wspierać, aby uzyskać lepszą pozycję gospodarczą, polityczną i kulturalną, a co powinniśmy traktować jedynie jako badania uzupełniające, mające na celu utrzymanie kontaktu z nauką w skali międzynarodowej, ale bez prób kosztownego (i pozbawionego szans powodzenia) ścigania światowej czołówki. Takiej debaty bardzo nam potrzeba, gdyż od dawna widać, że naszej gospodarki nie stać (niestety!) na finansowanie badań naukowych prowadzonych, jak dotychczas, we wszystkich możliwych kierunkach, warunkowanych tylko zainteresowaniami badaczy i pozycją naukową koryfeuszy poszczególnych dziedzin. Dotychczasowy model, widoczny także w działaniach KBN, polegający (w praktyce, a nie w teorii!) na dawaniu „wszystkim według potrzeb”, nie rokuje potrzebnego krajowi rozwoju w żadnej z dziedzin, wpędzając ponadto całość polskiej nauki w smętną, nędzną wegetację. Badania naukowe muszą być ściśle wiązane z potrzebami gospodarki i społeczeństwa – w tym także potrzebami kształcenia wysoko kwalifikowanych kadr, zwłaszcza w dziedzinach o kluczowym znaczeniu w rozwoju Polski. Uprawianie nauki dla nauki jest kosztownym luksusem, na który nas nie stać. Tylko jedność badań naukowych i kształcenia albo jedność badań naukowych i wdrożeń ich wyników jest gwarancją rozwoju. Tak postąpiły kraje, które dzięki rozwojowi nauki dokonały cywilizacyjnego skoku, gwarantując sobie odpowiednią pozycję na arenie międzynarodowej. Warto dodać, że kraje te, realizując konsekwentnie wskazany wyżej postulat, zapewniły także swoim obywatelom taką zamożność, która jest warunkiem koniecznym aktywnego uczestniczenia obywateli w rozwoju i konsumpcji dóbr wyższej kultury, a także warunkiem dostępu do innych wartości, jak np. wysoki poziom opieki zdrowotnej i bezpieczeństwa socjalnego. Odwrócenie tych priorytetów (także w nauce) grozi budowaniem nowej utopii. Jeśli zatem twierdzę, że potrzebna jest nam dyskusja o priorytetach w nauce,
to jednocześnie sygnalizuję, że drogowskazem w tej dyskusji musi być najpierw
zbudowana konkretna wizja przyszłości Polski. Trzeba sobie najpierw jasno
odpowiedzieć na pytania: gdzie jesteśmy, dokąd zmierzamy i czego potrzebujemy,
by się przemieścić, jako kraj, jako naród, jako gospodarka, z miejsca, jakie
obecnie zajmujemy, na miejsce, do którego aspirujemy. Badania naukowe mogą (i
powinny!) dostarczyć danych pomagających w udzieleniu odpowiedzi na wszystkie
wskazane pytania, jednak odpowiedzi na nie mogą udzielić wyłącznie politycy. Po
udzieleniu takiej klarownej odpowiedzi będzie całkowicie jasne, jaki jest zestaw
priorytetowych kierunków badań w polskiej nauce. Jestem zatem zdania, że punktem
wyjścia do rankingu dyscyplin naukowych musi być ranking priorytetów państwa,
wynikających ze świadomie założonej, dalekowzrocznej strategii rozwoju Polski.
Nauka może i powinna być czynnikiem sprawczym, narzędziem osiągania tych celów,
nie może jednak być celem sama w sobie, bo nas po prostu na to nie stać. NIEWŁAŚCIWA OPTYKATwierdzę zatem stanowczo, że trzeba dać pierwszeństwo badaniom naukowym, których wyniki mogą pośrednio lub bezpośrednio służyć polskiemu społeczeństwu i potrzebom polskiej gospodarki. Na marginesie dodam to, co powtarzam przy każdej okazji: że trzeba wreszcie skończyć z fetyszem zagranicznej publikacji, jako wyrazem (i synonimem) najwyższego sukcesu naukowego, gdyż wynik naukowy opublikowany jest wynikiem gospodarczo straconym. Pieniądze polskiego podatnika powinny sprzyjać badaniom budującym pomyślność Polski, a nie rozwijającym abstrakcyjnie rozumiane „wartości naukowe”, chętnie lansowane („lista filadelfijska”) zwłaszcza przez te kraje, które same swoją potęgę ekonomiczną budowały i budują na szczególnie pilnie strzeżonych technologiach, patentach i innych zastrzeżonych dobrach intelektualnych. Potrzebne jest więc ustawienie w polskiej nauce priorytetów, mądrych priorytetów, zgodnych z interesem Polski i perspektywami jej rozwoju. Tego wszystkiego nie zrobi jednak samo środowisko naukowe – ani działając spontanicznie, ani wyrażając swoje opinie w ankietach lub plebiscytach – gdyż ma ono po prostu niewłaściwą optykę w stosunku do sedna poruszonego problemu. Naprawy systemu finansowania nauki w Polsce nie można dokonać od środka, gdyż z tego punktu widzenia dominują uwarunkowania stanu aktualnego, a nie priorytety stanu docelowo pożądanego. Jest oczywiste, że – zapytany o zdanie – każdy badacz uzna za najważniejszą tę dyscyplinę nauki, którą najlepiej zna, czyli przez siebie uprawianą, zmuszony zaś do wypowiadania się na temat innych dyscyplin będzie udzielał odpowiedzi mało miarodajnych, będąc w istocie dyletantem. Zwróćmy uwagę na fakt, że wybitni badacze, osiągający sukcesy i zasłużoną sławę w pewnej dyscyplinie nauki, o innych dziedzinach wiedzą w istocie mniej niż oczytany „człowiek z ulicy”, gdyż z reguły karierę naukową robią ludzie zdolni do całkowitej koncentracji uwagi na bardzo wąskim wycinku rzeczywistości, co nie sprzyja obiektywnej ocenie całości. Dlatego uczestnicząc w zainicjowanej ankiecie wyrażam sąd, że jej wyniki (łącznie z moją wypowiedzią) nie wniosą wiele do dyskusji o priorytetach w nauce. Wyniki te rozpatrywane osobno będą subiektywne i silnie uwarunkowane czynnikami pozamerytorycznymi, a opracowane statystycznie będą wynikiem swoistego „rozkładu sił” w gronie osób zaproszonych do prezentowania opinii, a nie potrzebnego „rozkładu racji”. Zarówno subiektywne poglądy osób pełniących wysokie funkcje w nauce, jak i wypadkowy pogląd wielu uczonych, w niewielkim tylko stopniu mają związek z najważniejszymi argumentami, jakie powinny być brane pod uwagę w tej ważnej kwestii, gdyż te ostatnie winny wynikać z polskiej racji stanu, a nie z chęci zapewnienia dobrego samopoczucia uczonym. Stwierdziwszy to, co powyżej, przedkładam moją opinię o subiektywnym
rozkładzie ważności poszczególnych dyscyplin naukowych w kontekście pożądanych
kierunków rozwoju Polski w powiązaniu z aktualnymi i przyszłymi kierunkami
rozwoju Europy i świata – tak jak ja je postrzegam. OSOBISTA OCENAKolejność, w jakiej wymienione są niżej dziedziny, odzwierciedla mój osobisty
pogląd na temat ich ważności (jako obszaru prowadzonych w tym momencie badań
naukowych), w kontekście potrzeb Polski, na tle procesów i przemian zachodzących
w Europie i świecie.
Prof. dr hab. inż. Ryszard Tadeusiewicz, biocybernetyk, specjalista w
dziedzinie sieci neuronowych, jest rektorem Akademii Górniczo-Hutniczej w
Krakowie oraz członkiem Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół
Polskich. |
|
|