Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 3/2002

Magnificus
Poprzedni Następny

Życie akademickie

Czy postulat kształcenia ludzi mądrych można wpisywać w standardy akredytacji? 
Czy ktoś potrafi to uczynić i odważy się zapytać wprost o kształtowanie postaw?

Ewa Chmielecka
 

 Fot. Stefan Ciechan

Motto: Uniwersytet to postawa wobec rzeczywistości.
prof. Tadeusz Sławek, 
rektor Uniwersytetu Śląskiego

Problem kształtowania postaw w trakcie studiów wyższych zajmuje mnie od dawna. W poprzednich publikacjach zajmowałam się głównie postawami przyszłych ekonomistów – to nachylenie wynikające z miejsca mego zatrudnienia. Dziś chcę ten temat poruszyć w aspekcie bardziej uniwersalnym, nie zawężonym do edukacji ekonomicznej, a dodatkowo związać go z problematyką akredytacji.
Mniej więcej 2 lata temu w zamieszczonym w „FA” tekście napisałam, że w znanych mi standardach akredytacyjnych nie wyodrębnia się kształtowania „postaw” jako osobnego działu poddawanego badaniu w trakcie procesu akredytacji. Dziś, mając za sobą doświadczenia związane z tworzeniem standardów dla nowo powstających instytucji akredytacyjnych, lepiej rozumiejąc sens akredytacji, chcę odpowiedzieć twierdząco na pytanie o możliwość poddania ocenie także tej sfery edukacji i zachęcić kolegów zaangażowanych w tworzenie i prowadzenie akredytacji studiów wyższych, aby sprawy kształtowania postaw nie zaniedbywali, żeby podjęli dyskusję nad tym, jak je skutecznie włączyć w szeroko pojętą ocenę i poprawę jakości kształcenia wyższego w Polsce.

Trzy podstawowe elementy charakteryzują proces kształcenia w szkołach wyższych: przekaz wiedzy, nauczanie umiejętności oraz kształtowanie postaw. Jeśli uznajemy wszystkie trzy elementy za ważne, to powinny znaleźć odbicie, zostać wychwycone w standardach akredytacyjnych. Standardy wszak służą do oceny, czy uczelnia dobrze wypełnia swą misję – a w niej powinny się mieścić wspomniane sfery działania.

Ocena procesu przekazu wiedzy nie nastręcza kłopotu. W standardach akredytacyjnych sprawdzamy kompozycję programu studiów, pytamy o treści zawarte w syllabusach i o ich relacje do wzorców światowych. Aby mieć pewność, że studenci wiedzę przyswoili, pytamy o metody nauczania, narzędzia selekcji i oceny studentów, tryb dyplomowania. Wypełnienie tych standardów pozwala orzec, że uczelnia jest wiarygodna, jeśli idzie o wyposażanie słuchaczy w wiedzę.

Ocena uczenia umiejętności jest nieco trudniejsza. Wprawdzie przekazywanie umiejętności bezpośrednio instrumentalnych (języki i komputery) można sprawdzić ta samą metodą, co przekaz wiedzy, lecz inne umiejętności – jak samokształcenie, komunikacja, praca zespołowa, przywództwo – są kształtowane nie tylko na zajęciach wprost poświęconych tym tematom (np. komunikacji czy negocjacjom), ale i na zajęciach z innych dziedzin, dzięki stosowanym tam metodom nauczania. W standardach mamy więc pytania o programy specjalizujące, aktywne metody nauczania, projekty wykonywane w grupach, praktyki zawodowe i inne elementy, które poświadczają, że szkoła uczy umiejętności.

Ale jak oceniać, jak akredytować jak sprawdzać, czy uczelnia zadowalająco kształtuje postawy absolwentów? I jakie postawy? Czy da się stworzyć zbiór standardów akredytacji, który potwierdziłby wiarygodność uczelni w tym względzie?

WAŻNA CZĘŚĆ MISJI

Zacznijmy od charakterystyki postaw. Powiada się, że postawy to zachowania kierowane wartościami. Od razu widać, że trudno je będzie oddzielić od zawodowych umiejętności nowego typu. Samokształcenie, przywództwo czy dobra komunikacja mogą być traktowane jako umiejętności i jako postawy. Aby się kształcić samemu, trzeba umieć to robić (umiejętność) i mieć do tego motywację (postawa). Jednakże jest pomiędzy czystymi umiejętnościami a czystymi postawami pewna zasadnicza różnica. Jeśli nawet w ramach umiejętności pojawią się wartości, jako motywacja ich uprawiania, to będą to wartości instrumentalne, narzędziowe, nakierowane na osiągnięcie skutków praktycznych – zazwyczaj związanych z wykonywanym zawodem. Postawy w sensie czystym kierowane zaś będą wartościami autotelicznymi, ważnymi samodzielnie.

Rozważmy przykład etyki w biznesie, rozumianej najpierw jako umiejętność takiego kierowania przedsiębiorstwem, aby nie wchodzić w kolizję z powszechnie uznanymi wartościami moralnymi. Naruszenie ich psuje obraz firmy. Tak rozumiana etyka biznesu jest czysto instrumentalna, „opłaca się”, jest umiejętnością zarządzania firmą. Jednak etyka w biznesie rozumiana może być także jako czysta postawa kierowania się wartościami moralnymi i – w razie konfliktu z interesem firmy – rozważania i rozstrzygania go na płaszczyźnie etyki właśnie.

Za motto tego tekstu przyjęłam słowa prof. Tadeusza Sławka, rektora Uniwersytetu Śląskiego, który w przemówieniu inauguracyjnym w roku akademickim 2000/2001 powiedział: Uniwersytet to postawa wobec rzeczywistości. Uniwersytet to wspólnota ludzi, którzy słuchają świata. Kształtowanie postaw studentów rozumianych jako wrażliwość na wartości autoteliczne i motywację do ich realizacji uznaję, wraz z autorem motta, za ważną część misji uczelni, a zatem i za tę część jej działań, która powinna być ujęta w standardach akredytacyjnych. Wymaga to dodatkowej charakterystyki problemu.

WZORCE OSOBOWE

Jak uczelnia może kształtować postawy? Można wymienić co najmniej trzy metody służące temu celowi: naśladownictwo, wymuszone zaangażowanie i wreszcie edukację humanistyczną. Czy można ocenić za pomocą standardów akredytacyjnych, że te metody są obecne w działalności szkoły wyższej?

Zacznijmy od naśladownictwa. Po pierwsze, idzie tu o wzorce osobowe, o interpersonalne relacje mistrz - uczeń, które mogą być najsilniejszą składową naśladownictwa. Nasze szkolnictwo wyższe jest umasowione i skomercjalizowane, ma rozrośnięte studia zaoczne, mizernie opłacanych i przepracowanych nauczycieli. Zdarzają się w nim sprawy znane nam dobrze, choć wstydliwe, jak choćby kupowanie prac dyplomowych. Czy jest w nim miejsce na dobre wzorce postaw? Oczywiście, że jest, a już na pewno można podjąć działania, które sprzyjać będą ich rozpowszechnianiu. Na jednej z ostatnich konferencji związanych z akredytacją, zgłoszono projekt, aby opracować zbiór „dobrych obyczajów w nauczaniu akademickim”, trochę na wzór „dobrych obyczajów w nauce”, czyli swoisty kodeks etyczny nauczyciela akademickiego.

Poza naśladownictwem rozumianym jako powtarzanie postaw osób, można oceniać także działania zinstytucjonalizowane, procedury regulujące życie uczelni, które mogą sprzyjać podmiotowemu traktowaniu słuchaczy i formować w ten sposób pożądane postawy, lub wprost przeciwnie – przyzwyczajać, a zatem i uczyć postaw niekorzystnych moralnie i społecznie. Gama działań uczelni jest tu rozległa. Zacznijmy od najpoważniejszych. Jeśli uczelnia (jej organy, nauczyciele) zabiera głos w sprawach ważnych społecznie, to uczy zaangażowania, wrażliwości na sprawy przekraczające mury uczelni. jeśli sprzyja wymianie międzynarodowej, to propaguje postawy otwartości na świat, tolerancji, poszanowania różnorodności kultur. jeśli sprzyja wielości organizacji studenckich, to propaguje postawy tolerancji światopoglądowej. Także sprawy wewnętrzne uczelni, sposób jej organizacji, mogą być przedmiotem naśladownictwa: szacunek nauczycieli do studentów przejawiający się choćby w rzetelnym wypełnianiu obowiązków (od liczebności grup dyplomantów po zwykłą punktualność i jasne określanie wymogów egzaminacyjnych), kompetencje i życzliwość pracowników obsługi dydaktycznej, partnerskie traktowanie słuchaczy, np. stworzenie im możliwości wyrażenia zdania o jakości zajęć itd.

Ocena wymienionych powyżej działań uczelni jest zazwyczaj jakoś zawarta w standardach akredytacyjnych, lecz jakby rozsiana po nich. Występuje najczęściej pod hasłem sprawności i efektywności procesów nauczania i administrowania. Jest w tym swoista niekonsekwencja. Wszak przeważnie uczelnie mają zapisane w swych misjach wartości, które chcą wpajać słuchaczom, a więc i postawy, które chcą kształtować. Misja jest podstawą oceny prowadzonej w ramach akredytacji – dlaczego więc nie mamy w standardach czytelnego wymogu dotyczącego realizacji tej części misji?

ETYKA I SŁUŻBA

Czym jest wymuszone zaangażowanie, druga z metod kształtowania postaw? To próba zachęcenia słuchaczy do działań społecznie użytecznych, doraźnie nagradzanych np. punktami kredytowymi, ale podejmowana w nadziei, że działania te zostaną zrozumiane i zaakceptowane przez słuchaczy jako rzecz słuszna i przejdą w trwały nawyk – postawę właśnie. W Polsce niesławna pamięć „czynów społecznych” zniechęca do takich działań, a szkoda, bowiem potrzeba kształtowania bezinteresownych postaw prospołecznych jest paląca i, niestety, słabo rozumiana przez słuchaczy skoncentrowanych na wiedzy i umiejętnościach oraz przyszłej karierze zawodowej.
Przykłady „wymuszonego zaangażowania” znamy natomiast z uczelni zagranicznych. W latach 80. XX wieku krytykowano szkoły biznesu za to, że produkują profit-crazy, narrow-minded individuals with icy hearts and shrinken souls, a więc profesjonalistów ślepych i głuchych na problemy pozazawodowe. Propozycje zmian w programie kształcenia zaproponowane np. przez Harvard Business School koncentrują się głównie na postawach i zmierzają w kierunku wykształcania lub wzmacniania wartości i cech, a przede wszystkim zaangażowania etycznego. Wśród wartości i cech absolwenta HBS na pierwszym miejscu wymienia się wysoki poziom etyczny: zaangażowanie w obronę i stosowanie fundamentalnych zasad moralnych, rozumienie etycznego wymiaru decyzji organizacyjnych, poczucie społecznej odpowiedzialności, poczucie własnej godności, głoszenia własnych niezależnych poglądów. (Na marginesie: w zakresie umiejętności pojawia się myślenie logiczne i całościowe, zaś w zakresie wiedzy ogólnej – rozumienie procesów globalnych, w tym wiedza o społecznych i innych elementach otoczenia biznesu i ich wzajemnych powiązaniach, co też nie jest bez wpływu na postawy.) Stworzono system stymulowania orientacji społecznej przyszłych biznesmenów i wspierania działań studentów na rzecz społeczności lokalnych: od pomagania w nauce zaniedbanym dzieciom, poprzez oddawanie krwi, zbieranie żywności i ubrań, do ochotniczego doradztwa w lokalnych organizacjach non-profit. Uznano, że chęci i umiejętności działania na rzecz innych są cechami nabytymi, które mogą i powinny być kształtowane przez szkołę i poczyniono odpowiednie zmiany w programie. Słuchacze mają więc okazję do pracy z „ofiarami” wolnego rynku, co ma uświadomić przyszłym menedżerom, że ekonomia ma swą ciemną stronę i pobudzić rozumienie służebności nie tylko rynkowi, ale i służebności społecznej szerzej rozumianej.

W Polsce, jako się rzekło, jest dużo gorzej z „wymuszaniem” zaangażowania. W trakcie akredytacji, w których brałam udział, odbywały się spotkania ze studentami, zwykle z samorządem studenckim. Bez wyjątku okazywało się, że prowadzi on działalność nastawioną na zaspokojenie potrzeb studentów. Jej hasła to: stypendia, akademiki, imprezy, interesy, przyszła kariera. Młodym ludziom nawet do głowy nie przychodziło, że mają jakieś zobowiązania np. wobec społeczności lokalnej, która łoży na ich edukację (to przykład jednej z państwowych szkół zawodowych), wprost nie rozumieli pytania o nie. Z kolei w innej ze szkół biznesowych słuchacze na pytanie, co to znaczy być dobrym menedżerem?, udzielili odpowiedzi wyłącznie w kategoriach wiedzy i umiejętności. Żaden z nich nie wspomniał o etyce biznesu czy o jego służebności społecznej. Chyba żadna uczelnia w Polsce nie daje studentom punktów czy zaliczeń z działalności na rzecz upośledzonych grup społecznych. Może jeszcze na to za wcześnie. Nie wiem nawet, czy taki krok byłby możliwy z punktu widzenia prawa. Jednakże nie zaszkodziłoby pytać uczelni podczas akredytacji, jak przygotowują słuchaczy do wypełniania przyszłych ról społecznych, czy stwarzają im okazję do rozwijania prospołecznych postaw już w trakcie studiów.

„SŁUCHANIE ŚWIATA”

Wreszcie trzecia z metod kształtowania postaw: edukacja humanistyczna (na studiach niehumanistycznych, rzecz jasna). Postulat uzupełniania nią studiów zawodowych był na tyle oczywisty, że mamy nawet zalecenie Rady Głównej umieszczenia co najmniej 120 godzin tzw. przedmiotów humanistyczno-społecznych w programie studiów magisterskich. Na szczęście, złe doświadczenia z przeszłości nie zaowocowały postawą nieufności, przekonania, że edukacja ta musi się łączyć z indoktrynacją, wpajaniem określonego światopoglądu. 

A w edukacji humanistycznej z pewnością nie idzie o wpajanie konkretnych systemów wartości, ale o uczenie wrażliwości na wartości inne niż tylko instrumentalne, profesjonalne. O kształtowanie poczucia służebności społecznej, zrozumienia, że absolwent studiów wyższych wchodzi do grupy społecznej o szczególnych obowiązkach wzorotwórczych (postawy obywatelskie, troska o kulturę wysoką, racjonalizm) i powinien się z tego obowiązku wywiązywać. Obowiązki inteligenta, to m.in. myślenie w kategoriach nie tylko partykularnych interesów indywidualnych i grupowych, ale i odpowiedzialności społecznej, a nawet globalnej. To – powróćmy do motta – „słuchanie świata”, czujność na wyzwania i zagrożenia współczesności, gotowość do sprostania im. Ujawnienie w ostatnich miesiącach największych zagrożeń współczesności, zrozumienie, że jesteśmy za nie wszyscy odpowiedzialni, powinno sprawiać, że kształtowanie postaw stanie się jeszcze pilniejszym zadaniem uniwersytetów.

Brak edukacji humanistycznej powoduje silne zagrożenie indoktrynacją utajoną. Mam na myśli nieświadome przejęcie przez słuchaczy np. ideologii technokratycznej czy menedżerystycznej. Przekonanie, że wartości instrumentalne właściwe edukacji profesjonalnej (efektywność, sprawność, racjonalność zawodowa) wystarczają jako drogowskazy aktywności życiowej, a na dokładkę wystarczają do rozwiązywania wszelkich problemów społecznych, może się pojawić przy braku alternatywy w postaci systemów wartości autotelicznych.

Nie miejmy więc złudzeń: postawy zawsze są kształtowane w trakcie edukacji wyższej, mogą być tylko kształtowane lepiej lub gorzej. Lepiej, jeśli prowadzone świadomą polityką uczelni, gorzej, gdy są zaniedbane, puszczone samopas bez zrozumienia ich ważności, planu i koncepcji. Uczelnie mają wypuszczać spod swych skrzydeł nie tylko wykształconych profesjonalistów, lecz także ludzi światłych, mądrych. Wiedza bez wartości jest ślepa, nie wiadomo, jaki z niej zrobić pożytek. Mądrość to połączenie wiedzy i wartości, episteme i doxa.

Czy postulat kształcenia ludzi mądrych można wpisywać w standardy akredytacji? Czy ktoś potrafi to uczynić i odważy się zapytać wprost o kształtowanie postaw? Nie ukrywać, rozsiewać cząstkowych elementów oceny po rozmaitych standardach, ale zebrać jako osobny zbiór zagadnień? Nie boimy się zapisać w misji uczelni (a także w ustawie o szkołach wyższych) kształtowania postaw. Dlaczego nie zapisujemy tego w standardach akredytacji, jako jednego z ważnych celów edukacji, obecnie przytłoczonego przez ocenę przekazu wiedzy i umiejętności? Bo brzmi to pompatycznie? Bo wkraczamy w strefę ocen personalistycznych, a więc w jakimś sensie intymnych?

Pytania te kieruję także do siebie. Właśnie zostały opracowane procedury i standardy akredytacji Fundacji Promocji i Akredytacji Kierunków Ekonomicznych. Jestem jednym z ich autorów. Nie miałam dość odwagi (umiejętności?), aby zaproponować wpisanie do nich wprost standardów dotyczących kształtowania postaw, zapytać uczelnię, czy kształci nie tylko dobrych fachowców, ale także ludzi światłych, mądrych, rozumiejących swe powinności społeczne, narodowe, globalne. Owszem, pojawił się punkt w sylwetce absolwenta mówiący o postawach odpowiedzialności zawodowej, pojawiły się przedmioty humanistyczne w kanonie wiedzy. I na tym koniec. Mam poczucie, że to o wiele za mało.

Dr Ewa Chmielecka, pracownik Szkoły Głównej Handlowej, jest sekretarzem Fundacji Promocji i Akredytacji Kierunków Ekonomicznych. 

Komentarze