Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 3/2002

Coraz wyższy poziom
Poprzedni Następny

Rozmowa Forum

Przyczyną negatywnych rozstrzygnięć w przypadku habilitacji są najczęściej: 
niedostateczny poziom rozprawy habilitacyjnej i mała wartość 
dorobku naukowego kandydata. 

Rozmowa z prof. Januszem Tazbirem, przewodniczącym Centralnej Komisji do spraw Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych oraz wiceprezesem Polskiej Akademii Nauk
 

Fot. Stefan Ciechan

Prof. dr hab. Janusz Tazbir (ur. 1927), historyk. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego (1950). Zajmuje się dziejami reformacji i kontrreformacji oraz historią kultury staropolskiej. Autor ponad 30 książek oraz 1000 artykułów i studiów z tego zakresu. Od 1965 naczelny redaktor rocznika „Odrodzenie i Reformacja w Polsce”, przewodniczący Rady Naukowej Polskiego Słownika Biograficznego. Członek zwyczajny Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, PEN-Clubu, Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Zainteresowania: dzieje powieści historycznej. Od 1989 członek rzeczywisty PAN. W latach 1993-99 przewodniczący Wydziału Nauk Społecznych PAN. Od 1997 przewodniczący Centralnej Komisji ds. Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych. Na 90. Zgromadzeniu Ogólnym PAN został wybrany wiceprezesem PAN na kadencję 1999-2002. 

 Trzy lata temu, kiedy był tworzony projekt nowej ustawy o szkolnictwie wyższym, dość mocno artykułowano pogląd, że dobrze byłoby, aby wszystkie regulacje dotyczące obszaru szkolnictwa wyższego, a więc także sprawę stopni naukowych i tytułu profesora, ująć w jednej ustawie. Okazało się jednak, że sprawy związane z karierą naukową zostały wyłączone z tych prac. Dlaczego? 
– Na połączonym posiedzeniu prezydiów Polskiej Akademii Nauk i Centralnej Komisji minister Mirosław Handke przedstawił projekt, który w naszym przekonaniu przyniósłby obniżenie wymagań stawianych kandydatom, a co za tym idzie – poziomu samych prac. Projekt mówił m.in. o likwidacji habilitacji i znacznym uproszczeniu postępowania związanego z uzyskaniem tytułu profesorskiego. Uznaliśmy, że to jest nie do przyjęcia. W projekcie chciano też odebrać prawo do doktoryzowania i habilitowania instytutom Akademii. Nie widzę racjonalnych powodów, dla których tak miałoby się stać. Rady naukowe instytutów skupiają najlepszą kadrę i to wcale nie wyłącznie z Akademii. Przynajmniej jedna trzecia to wybitni pracownicy szkolnictwa wyższego. 

– Ale w Polsce droga awansu zawodowego jest wyjątkowo żmudna – często pada pytanie, czy to jest potrzebne – a tytuł profesora uzyskuje się zazwyczaj w okolicach 50. roku życia, czyli niejako na zakończenie kariery. Młodsza część środowiska akademickiego postuluje, aby to zmienić, natomiast profesorowie twierdzą, że skoro oni to przeszli, to inni też mogą. 
– Zmian nie można robić kosztem jakości. Profesor tytularny to osoba, która musi posiadać najwyższe zawodowe kwalifikacje, a nie tylko pracować w szkole wyższej czy instytucie naukowym. W krajach zachodnich, jeżeli człowiek rozwija się naukowo, przechodzi z uczelni gorszej do lepszej. Tam nie ma problemu ze zmianą miejsca zamieszkania. U nas jest inaczej. Ktoś, kto rozpoczyna karierę naukową w Zielonej Górze czy Olsztynie, tam z reguły zdobywa wszystkie stopnie i tam kontynuuje karierę naukową. Musi zatem istnieć inny mechanizm kontrolny. Sądzimy, że habilitacja zdaje egzamin zarówno jako sprawdzian zdolności prowadzenia wykładu, jak i napisania samodzielnej pracy naukowej. Z tą samodzielnością są czasem, niestety, kłopoty. W niektórych uczelniach medycznych funkcjonuje instytucja opiekuna pracy habilitacyjnej. To jest nieporozumienie, jak słynny wegetariański kotlet schabowy. Praca habilitacyjna musi być samodzielna. 

– Rozumiem, że jest Pan zdecydowanym zwolennikiem utrzymania habilitacji? 
– Jestem. i mam nadzieję, że o tych kwestiach będzie decydować środowisko naukowe, a nie lobby adiunktów w Sejmie. 

– Czy w przyszłości kwestie związane z awansem naukowym należy włączyć do nowej ustawy o szkolnictwie wyższym? 
– Tak, to powinna być jedna ustawa, a ewentualne zmiany nie mogą obniżać poziomu wymagań. 

– Jakie kwestie muszą być uwzględnione w przyszłych regulacjach prawnych? 
– Najważniejszą sprawą jest chyba zaliczanie do kadry uczelni tylko osób zatrudnionych na pierwszym etacie. Przecież wszyscy wędrujący profesorowie są tylko gośćmi w uczelniach. Uważam też, że powinien być zniesiony wymóg druku pracy habilitacyjnej przed obroną. Podnosiłem to już kilkakrotnie, ale bez skutku. Często recenzje mogłyby wnieść do pracy bardzo wiele, pozwoliłyby także usunąć drobne usterki czy błędy, ale zainteresowany nie może ich uwzględnić, bo praca ukazała się już drukiem. Do jej obrony z powodzeniem wystarczy maszynopis, jak do obrony pracy doktorskiej. Po kilkunastu latach nikt już o tym nie pamięta, a książka funkcjonuje w obiegu i zawiera wiele błędów. Drukować trzeba pracę poprawioną. Kolejna rzecz – ograniczyłbym liczbę podejść do kolokwiów habilitacyjnych do dwóch albo trzech. Czasem, choć wszyscy mają przekonanie, że dana osoba nie powinna otrzymać habilitacji, ona po raz piąty czy szósty staje do kolokwium licząc na „zmęczenie materiału” i litość komisji. 

– Czy dostrzega Pan zróżnicowanie poziomu prac ze względu na ośrodek, z którego pochodzi kandydat? Czy prace z dużych ośrodków są lepsze od tych z mniejszych? 
– Najbardziej autorytatywnie mogę się wypowiedzieć o humanistyce czy swojej dziedzinie – historii. Prace z uniwersytetów w Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu czy Uniwersytetu Warszawskiego przodują. 

– Jak Pan sądzi, co ma na to największy wpływ? 
– To zapewne wpływ kilku czynników. Najzdolniejsi starają się trafić do dużych ośrodków, ale myślę, że to przede wszystkim kwestia wymogów, jakie stawia miejscowe środowisko naukowe. Dlatego staramy się być ostrożni przy słabych habilitacjach, bo słaby doktor habilitowany będzie promował słabych doktorów, bojąc się w przyszłości konkurencji. 

– Czy dobrze się stało, że w ustawie z roku 1990 zniesiono stopień docenta, zastąpiony de facto przez stanowisko profesora uczelnianego? Kłopoty z jego odróżnieniem od tytułu profesora mają nawet pracownicy uczelni czy instytutów naukowych. Poza środowiskiem akademickim chyba nikt nie odróżnia tych dwóch „tytułów” przed nazwiskiem, zwłaszcza że rzadko się zdarza, aby ktoś sam to podkreślał poprzez zapis: dr hab. Jan Kowalski, prof. UW. Oczywiście wszyscy ci, którzy nie uzyskali tytułu profesora nadawanego przez prezydenta, są zadowoleni, bo mogą przed nazwiskiem pisać „profesor”, ale dlaczego spłaszczać drabinę stopni? 
– Myślę, że to nie był najlepszy pomysł. Zapewne twórcom ustawy wydawało się, że skoro w niektórych krajach nie ma stopnia docenta, to może go nie być także u nas. W Polskiej Akademii Nauk taki stopień zachowaliśmy i pracownik po uzyskaniu habilitacji jest docentem. 

– Obecnie obowiązuje przepis pozwalający na prowadzenie kierunku studiów uczelniom, które zatrudniają co najmniej ośmiu samodzielnych pracowników naukowych. Zawsze się zastanawiałem, dlaczego akurat ośmiu? Czy nie mogłoby ich być pięciu albo sześciu, ale zatrudnionych na pierwszym etacie i rzeczywiście pracujących w uczelni, a nie odwiedzających ją raz w miesiącu? 
Gros zajęć prowadzą przecież i tak młodsi pracownicy naukowi. Przyznam się, że na swoich studiach więcej skorzystałem na kontaktach z niemłodymi już doktorami niż z profesorami. Oni żyli już innymi sprawami i nie mieli serca do kształcenia studentów. – Oczywiście, można być bardzo wybitnym naukowcem, a nie mieć zupełnie zdolności dydaktycznych. Problem pojawia się, kiedy taki uczony jest zatrudniony w wyższej uczelni. W sprawie wymagań co do kadry postuluje pan, aby to mogło być mniej niż ośmiu samodzielnych pracowników, a my w licznych przypadkach uznajemy, że spełnienie tego warunku nie wystarcza i nawet dziesięciu to za mało. Odmówiliśmy np. prawa do habilitowania w zakresie historii Instytutowi Studiów Politycznych PAN, który z dużym nadmiarem spełniał wymogi kadrowe, uznając że obszarem badań instytutu jest politologia, a nie historia. Przy przyznawaniu uprawnień patrzymy, czy specjalność danego profesora jest zgodna ze zgłoszonym kierunkiem, jaki jest jego dorobek i czy jest to profesor dojeżdżający. Natomiast rzeczywiście problemem jest wieloetatowość, a co za tym idzie fikcyjność zatrudnienia w niektórych uczelniach. Do liczby pracowników potrzebnych do uprawnień powinno się liczyć tylko tych zatrudnionych na pierwszym etacie. 

– Czy poziom bronionych obecnie doktoratów i habilitacji rośnie w stosunku do lat ubiegłych, czy raczej spada? 
– Coraz wyższy jest poziom habilitacji. Fakt, że po obronie pracy na wydziale będzie ona jeszcze czytana i zatwierdzana przez Centralną Komisję wpływa mobilizująco na piszącego. Same recenzje na poziomie wydziału czy instytutu z pewnością nie wystarczą. Nie oszukujmy się, w każdej dyscyplinie naukowej można znaleźć przynajmniej trzy trójki recenzentów, którzy w życiu nie napisali negatywnej opinii. Zatem, jeżeli się prosi o opinie mało wymagających recenzentów, to wynik jest z góry znany. Natomiast nie zauważyłem podniesienia poziomu doktoratów. Ich obrony zamieniły się w formalność. Praca jest wyłożona, ale z reguły nikt jej nie czyta, na obronę przychodzą jedynie komisja, promotor i najbliżsi przyjaciele i nie ma tam żadnej dyskusji naukowej, a jedynie kilka uprzejmych pytań do doktoranta. Gdyby te prace były zatwierdzane przez komisję podobną do naszej, to już sam ten fakt wpływałby z pewnością mobilizująco na doktoranta. Rady wydziałów często ustalają termin egzaminu tego samego dnia, co obronę pracy lub nawet łączą te dwa zdarzenia. To jeszcze bardziej sprzyja traktowaniu tego jako formalność. Kiedy przyjrzałem się kilkunastu obronionym ostatnio doktoratom ze swojej dziedziny, czyli historii XVII w., wypadły one bardzo blado. Robimy czasem takie wyrywkowe kontrole, ale tu przydałoby się coś więcej. 

– Funkcjonuje opinia, że Centralna Komisja jest bardzo surowa, a czasem wręcz niesprawiedliwa w ocenie i „utrąca” wnioski spełniające wymagania. Jaki procent habilitacji i wniosków o przyznanie tytułu profesora jest przez Komisję odrzucany? 
– W obu przypadkach jest to niewiele ponad 5 proc. wniosków. W kolejnych latach ten procent zresztą systematycznie spada i, dla porównania, w pierwszej kadencji CK, w latach 1991-93, wynosił odpowiednio 7,8 i 14,3 proc. Przyczyną negatywnych rozstrzygnięć w przypadku habilitacji są najczęściej: niedostateczny poziom rozprawy habilitacyjnej i mała wartość dorobku naukowego kandydata. W przypadku negatywnej opinii na temat wniosku o przyznanie tytułu naukowego przyczynę stanowi z reguły niewiele wnoszący do rozwoju danej dziedziny dorobek naukowy kandydata, brak znaczących publikacji po otrzymaniu habilitacji oraz brak znaczących osiągnięć dydaktycznych np. w kształceniu młodych pracowników nauki, czyli wypromowanych doktorów. 

– Wśród problemów związanych z jakością kadry naukowej wymienia się także uzyskiwanie stopni za granicą. Często jest to wybranie łatwiejszej drogi uzyskania stopnia naukowego lub po prostu obejście przepisów w sytuacjach, kiedy nie ma szansy uzyskania stopnia w kraju. 
– Te kwestie regulują umowy dwustronne z poszczególnymi krajami, ale rzeczywiście czasem osoby słabsze jadą do innych krajów, aby zdobyć stopień, a my musimy go nostryfikować. Jest to niedobry proceder, ale na szczęście takie przypadki w stosunku do całości to znikomy procent. 

– Czy często zdarzają się naciski na decyzje Komisji? 
– Naciski się zdarzają, to jest rzecz ludzka, ale my im nie ulegamy. W swoim, nie tak krótkim, życiu widziałem już jednak różne rzeczy. Mam np. list profesora, który choć sam napisał pozytywną recenzję pewnej pracy, dziękuje mi za to, że ta praca została odrzucona, bo on uważa, że to praca słaba, a pozytywną recenzję wymusił na nim rektor. 

– Trwa dyskusja nad reformą PAN. Niektóre z projektów są daleko idące. mówi się np. o zmianie zasad funkcjonowania korporacji i o osobowości prawnej centrum badawczego PAN. W jakim kierunku, Pana zdaniem, powinna pójść reforma? 
– Myślę, że choć zmiany są konieczne, to muszą być przemyślane i rozważne. Potencjał naukowy Akademii był budowany przez 50 lat i nierozsądny krok mógłby bardziej zaszkodzić niż pomóc. Moim zdaniem, ważna jest możliwość pozbywania się ludzi, którzy nie sprawdzili się w pracy naukowej. Musi też powstać możliwość instytucjonalnych form współdziałania z ministerstwem edukacji i możliwość zatrudniania kadry Akademii w uczelniach. 

Rozmawiał Andrzej Świć

Komentarze