Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 3/2002

W stronę słońca
Poprzedni Następny

Sposób bycia

Korona słoneczna to jeden z najpiękniejszych widoków, 
jakie można sobie wyobrazić. 

Piotr Kieraciński

Fot. Piotr Kieraciński

Od 1954 r. doc. Tadeusz Jarzembowski podąża za Słońcem, a dokładniej – za jego zaćmieniami. Odwiedził przy tej okazji kilkanaście krajów na kilku kontynentach. – Obserwacja zaćmień nie wnosi zbyt wiele do nauki, jednak samo zjawisko jest wyjątkowo piękne – mówi. Na „swoje” pierwsze zaćmienie pojechał na Kaukaz. – Była to zupełnie nieudana wyprawa, gdyż z powodu pogody nic nie było widać – wspomina. Dopiero piąta próba okazała się szczęśliwa. Pierwszy raz udało mu się ujrzeć koronę słoneczną w pełnym blasku w Meksyku w 1991 r. Zaćmienie trwało 7 minut, najdłużej jak tylko możliwe. Pragnienie ujrzenia korony słonecznej – jest to jeden z najpiękniejszych widoków, jakie można sobie wyobrazić – wiodło go potem do Indii, Iranu, Zambii i Boliwii. 

OD IRANU DO ZAMBII

W sierpniu 1999 r. doc. Jarzembowski wybrał się do Iranu. – W jednym z czasopism astronomicznych napisano, że najlepsze warunki do obserwacji tego zjawiska będą w Iranie, ale chyba mało kto odważy się tam pojechać. Na takie dictum musiałem wybrać się właśnie do tego kraju. Wybór okazał się trafny: podróż niezwykle atrakcyjna, a warunki pogodowe do obserwacji zaćmienia – zgodnie z zapowiedziami NASA – wyjątkowo korzystne. Doc. Jarzembowski zbiera wszystkie materiały dotyczące zaćmień Słońca, zwłaszcza te publikowane regularnie przez NASA. 

Najwyższy punkt, z jakiego obserwował zaćmienie, leżał na poziomie 5 tys. metrów n.p.m. w Boliwii. Zjawisko trwało 4 minuty, a w Ameryce Południowej Jarzembowski przebywał 6 tygodni, zwiedzając kilka krajów. Uważa ten kontynent za najbardziej niebezpieczny. Najłatwiej paść tam ofiarą napaści i rabunku. W Kolumbii autobus, którym podróżował nocą, kilkakrotnie zatrzymywany był przez uzbrojonych ludzi, którzy kazali wysiadać wszystkim pasażerom. – Nigdy nie było wiadomo, czy to wojsko, policja, partyzanci, czy po prostu bandyci – wspomina. Po obejrzeniu zaćmienia w Indiach, odwiedził jeszcze Bangladesz i Nepal. Doświadczenia z tej podróży, a także irańskie, sprawiły, że Azję uważa za wyjątkowo bezpieczny i niedrogi region świata. 
W 2001 r. kolejne zaćmienie zagnało go do Afryki. – Najlepsze warunki panowały w Angoli, ale z powodu wojny nie zdecydowałem się tam jechać – mówi. 21 czerwca z grupą spotkanych w hotelu w Lusace blisko 20 osób z 14 krajów wynajął samochód, który wywiózł go na wzgórza w okolicach stolicy Zambii. Tam podziwiali zaćmienie. Przy okazji odwiedził Kenię, Tanzanię (wraz z legendarnym Zanzibarem) i Zimbabwe. 

Piękno korony słonecznej zależy od aktywności Słońca. Co kilkanaście lat zmienia ono znak pola magnetycznego, co powoduje wyrzucanie materii słonecznej na odległość większą od promienia gwiazdy. Takie strugi świetlistej materii widoczne są gołym okiem w koronie słonecznej właśnie podczas zaćmień. – Nawet jednak czarne Słońce otoczone jasnym pierścieniem jest fascynujące – wyznaje doc. Jarzembowski. 

GARNITUR W SAKWIE

Bodźcem do podróży są też dla wrocławskiego astronoma spotkania Międzynarodowej Unii Astronomicznej. Dzięki nim zdobył się na podróż do Japonii. – Najbliższe spotkanie odbędzie się w Australii, będę się zatem musiał wybrać w tamte strony – mówi. Na konferencje organizowane w Europie od lat jeździ rowerem. W ten sposób dostał się na konferencje w Trieście, Wiedniu, Hadze, Manchesterze. Ponieważ na tego rodzaju spotkaniach wymagany jest strój oficjalny, Jarzembowski w specjalnej sakwie wozi koszulę, krawat i garnitur. W „Gwiezdnym Czasie” – gazecie wydawanej podczas zjazdu w Hadze – opisano jego przyjazd rowerem, stwierdzając, że doc. Jarzembowski z Polski wybrał najbardziej ekologiczny środek transportu. 
W jego mieszkaniu stoją obecnie dwa rowery. Jeden to wysłużona „Ukraina”, drugi – równie prosty „Romet”. – Im prostszy sprzęt, tym bardziej niezawodny – komentuje niewysoką klasę swoich rowerów T. Jarzembowski. Jego doświadczenia wskazują, że uszkodzenia sprzętu nie zdarzają się często. Przypomina sobie tylko jedną awarię łańcucha w drodze powrotnej z Manchesteru. – Do dziś koresponduję z ludźmi, którzy pożyczyli mi wówczas narzędzia do naprawy roweru. Przebicie dętki zdarza mu się średnio raz na 2 tys. kilometrów. Najdłuższa podróż rowerem – do Hiszpanii i z powrotem – liczyła ok. 6 tys. km i trwała 8 tygodni. Podczas tej trasy przekraczał Pireneje w najwyższym miejscu, w jakie dotarł rowerem, na wysokości 2400 metrów n.p.m. 

Zazwyczaj podróżuje samotnie. Nie ma zbyt wielu osób, które są gotowe zaakceptować jego spartański styl życia. – Dopóki syn się nie postarzał, podróżowaliśmy razem – komentuje żartem swój sposób na zwiedzanie świata. Pomaga mu w tej pasji dobra znajomość 6 języków obcych, w tym hiszpańskiego, który uważa za najbardziej predysponowany do roli języka międzynarodowego. 

Doc. dr hab. Tadeusz Jarzembowski jest astronomem, emerytowanym pracownikiem Uniwersytetu Wrocławskiego. 

Komentarze