Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 3/2002

Klikać, uczyć, myśleć
Poprzedni Następny

Poczta elektroniczna

Nowe technologie nie są panaceum na poprawę edukacji. Są tylko narzędziami, 
które można lepiej lub gorzej wykorzystać. Od komputerów 
w każdej klasie ważniejsze jest kształcenie samodzielności myślenia.

Paweł Misiak

Fot. Stefan Ciechan

Kiedy mowa o edukacji, można usłyszeć opinię, że dzisiejsi uczniowie i studenci są zupełnie inni od swoich poprzedników, że uczą się w inny sposób, należy więc dostosować do nich środki nauczania. Zmienia się świat, w którym żyjemy, zmienia się społeczeństwo, zatem i ta jego część, która pobiera nauki. Nowe technologie wzbudzają nadzieje na rewolucję w dydaktyce. Wyrazy entuzjazmu w tej materii są liczne i głośne. Ponieważ jednak rzecz dotyka materii społecznie ważnej i delikatnej, potrzeba raczej podejścia chłodnego i obiektywnego.

Edukacja człowieka uwarunkowana jest biologicznie sposobem funkcjonowania mózgu. Z grubsza biorąc, zdolność mózgu do uczenia się polega na tworzeniu nowych trwałych połączeń pomiędzy neuronami. Co prawda, z wiekiem łączna liczba synaps maleje, ale coraz więcej jest wśród nich trwałych czy też stabilnych. U dzieci liczba połączeń między neuronami jest większa niż u dorosłych, lecz są one w większości nietrwałe. Oznacza to duży potencjał tworzenia rozmaitych ścieżek synaptycznych, czyli nabywania wiedzy. Z punktu widzenia neurofizjologii uczenie się (zapamiętywanie i rozumienie zapamiętanego) polega na tworzeniu i utrwalaniu określonych układów synaps. Często używane ścieżki synaptyczne stabilizują się, mało aktywne zanikają. Te mechanizmy biologiczne potwierdzają więc znane od dawna zasady skutecznego uczenia się: koncentracja uwagi, rozumienie i utrwalanie przez aktywne używanie zdobytej wiedzy.

UMIEĆ SIĘ UCZYĆ

Zmiany środowiska cywilizacyjnego, w którym żyjemy, nie mogą nie wpływać na dydaktykę. Jeśli rację mają ci, którzy mówią o rodzącej się Cywilizacji Wiedzy, to uczenie się powinno być jedną z najważniejszych umiejętności życiowych. Wobec zaś szybkości zmian konieczna staje się edukacja trwająca całe życie. Konkretna wiedza z wielu dziedzin nabyta dziś, z dużym prawdopodobieństwem okaże się mało przydatna za kilka czy kilkanaście lat. Najważniejszym „wyposażeniem” intelektualnym człowieka staje się umiejętność samodzielnego i efektywnego uczenia się, nie zaś tylko pamiętanie, odtwarzanie i stosowanie raz poznanych fragmentów wiedzy. Zasadniczą misją współczesnego systemu kształcenia powinno więc być przygotowanie do permanentnego uczenia się.

By samodzielnie zdobywać wiedzę, dziś nie wystarczy już tylko umieć czytać i pisać. Konieczna staje się biegłość informacyjna, czyli umiejętność rozeznawania potrzeb zdobycia informacji, jej znajdowania, ewaluacji i efektywnego wykorzystania. Człowiek posiadający ową biegłość potrafi określić, ile i jakiej informacji potrzebuje, skutecznie i wydajnie do niej dotrzeć, krytycznie ocenić jej wartość, włączyć wybrane elementy informacji do swojego systemu wiedzy i w końcu efektywnie wykorzystać ją do realizacji określonego celu. Powinien przy tym zdawać sobie sprawę z wielorakich uwarunkowań społecznych, ekonomicznych czy prawnych swoich działań w sferze informacji.

Biegłość informacyjna jest ściśle związana z umiejętnością sprawnego posługiwania się infrastrukturą techniczną, czyli przede wszystkim komputerami, oprogramowaniem, Internetem itp. Narzędzia te powinny być dla użytkownika „przezroczyste”, to znaczy nie absorbować jego uwagi same w sobie. Na przykład pisząc, skupiamy się na treści, czasem też na formie tekstu, nie zaś na używanym przy tym długopisie czy klawiaturze (chyba że z jakiegoś powodu narzędzie stwarza trudności). Narzędzia cyfrowe są znacznie bardziej złożone, wymagają więc większego wysiłku przy ich opanowywaniu. A biegłość informacyjna, o którą chodzi, to znacznie więcej niż samo posługiwanie się komputerem i wszystkim, co z nim związane – to działanie intelektualne, będące niezbędnym wyposażeniem człowieka najbliższej przyszłości. Owszem, wymaga sporego wysiłku umysłowego, ale przecież nikt (rozsądny) nie obiecywał, że będzie łatwo.

UNIWERSYTET INTERNETOWY

Nowe technologie budzą wiele entuzjazmu w odniesieniu do wszelkiego rodzaju dydaktyki. Szczególnie zaś możliwości komunikacyjne, niesione przez Internet. Większość publikacji na ten temat opisuje pozytywne aspekty zdalnego czy wirtualnego nauczania poprzez Cyberprzestrzeń. Wskazuje się na interaktywność, multimedialność, łatwość i szybkość komunikacji itp. Wyobrażenia na ten temat są kształtowane m.in. przez media, z natury rzeczy eksponujące najbardziej spektakularne elementy i epatujące hasłami „internetowy, komputerowy, digitalny”.
Zdalne nauczanie nie jest pomysłem nowym. Nadzieje na jego rozwój budziły kolejne wynalazki masowej komunikacji – radio, potem telewizja. Zwłaszcza ta druga, angażując co najmniej dwa zmysły i dając do pewnego stopnia złudzenie współobecności na odległość, miała odegrać dużą rolę. Powstawały szkoły i uniwersytety telewizyjne. Jednak wykład w telewizji okazał się jeszcze mniej skuteczny dydaktycznie niż prowadzony na żywo, a i ten jest uważany za mało efektywną formę nauczania. Telewizji brakuje sprzężenia zwrotnego, komunikacji od słuchacza do nauczającego. Korespondencja papierowa, telefon, a nawet konsultacje osobiste, z racji oddalenia w czasie, nie zastąpią możliwości natychmiastowego zadania pytania.

Fani technologii komputerowych i Internetu powiedzą zapewne, że przynoszą one nową jakość. Wielokanałowa, już nawet nie dwu- lecz wielostronna, komunikacja tworzy zupełnie inną sytuację. Choć rozproszeni przestrzennie, uczący się mogą tworzyć wirtualne społeczności i współdziałać, w razie potrzeby natychmiast komunikować się z nauczycielem, a także mieć pod ręką – w tym samym medium – potrzebne zasoby informacyjne. Rzeczywiście, te wszystkie możliwości istnieją. Jednak korzystanie z nich, choć dla wielu samo w sobie pociągające, nie stanowi istoty rzeczy. Przecież zasadniczym celem jest kształcenie. Stosowanie zaś takich czy innych środków powinno zależeć od potrzeb.

EKSPERYMENTY

Z technologią bywa podobnie, jak ze strzelbą w filmie kryminalnym – jeśli już się pojawiła, na pewno zostanie użyta. W latach 80. do szkół amerykańskich zaczęto wprowadzać komputery. Kilka lat później dołączyły do nich sieci i narzędzia internetowe. Promotorami tego „postępu technicznego” byli zazwyczaj naukowcy i zarządzający oświatą urzędnicy (czy czegoś nam to nie przypomina?). Tymczasem nauczyciele nie wykazywali wielkiego entuzjazmu w korzystaniu z tych nowych „zabawek” w codziennej pracy. Powodem był zapewne z jednej strony niedostatek czasu i możliwości szybkiego ich przyswojenia, z drugiej – brak potrzeby ich używania w istniejącym systemie nauczania.

Historia wprowadzania do szkół technologii edukacyjnych pokazuje, że wiele istotnych wniosków praktycznych można wysnuć nie tylko analizując sukcesy, ale też porażki na tym polu. By dobrze rzecz ocenić, nie wystarczy wiedzieć, jakie są możliwości i ograniczenia wprowadzanych narzędzi. Przede wszystkim trzeba sobie dobrze zdawać sprawę z potrzeb i możliwości kształcących się oraz mieć jasną wizję rodzaju i celu wykształcenia, jakie się im oferuje. Innymi słowy, chodzi o podejście nastawione na studenta czy ucznia. Taka perspektywa pozwala wykorzystać technologie w sposób, który istotnie wspomaga proces dydaktyczny.

Praktyka funkcjonowania systemów zdalnego nauczania pokazuje, że nie wszystko idzie tak idealnie, jak chcieliby to widzieć entuzjaści postępu. Sporej części uczniów czy studentów wiele czasu i wysiłku zajmuje „walka” z komputerem i oprogramowaniem. Ich uwaga jest więc skoncentrowana na narzędziu, zamiast na przedmiocie, którego poznawanie owo narzędzie miało ułatwić. Rodzi to frustrację, obniża poziom motywacji, a w rezultacie prowadzi do znacznie gorszych wyników. Tymczasem w nauczaniu zdalnym szczególnie ważną rolę odgrywa wysoki poziom motywacji, ułatwiający utrzymywanie samodyscypliny pracy, skupienie uwagi na przedmiocie itp. Dlatego warunkiem sukcesu zastosowań komputerowych metod teleedukacji jest wspomniana uprzednio biegłość użytkowników w posługiwaniu się narzędziami komunikacyjnymi i informacyjnymi.

MARCIN I INNI

W większości wypowiedzi na temat tworzącego się – podobno także w naszym kraju – Społeczeństwa Informacyjnego, słychać przede wszystkim neoficki entuzjazm. Cyfrowe technologie informacyjne i komunikacyjne mają otworzyć drogę ku świetlanej przyszłości.

Ważnym elementem naszej cywilizacji jest system edukacyjny, dziś często pod silnym ostrzałem krytyki, za niedostosowanie do potrzeb współczesnego społeczeństwa i wiele innych wad. Entuzjaści-technofile, którym wtórują co „światlejsi” biurokraci i politycy, powiadają, że technologia zbawi oświatę. Jednym z głównych zadań, jakie stoją przed systemem edukacji, jest przygotowanie dzieci i młodzieży do życia w społeczeństwie informacyjnym, korzystania z technologii informacyjnej w procesie uczenia się. – piszą autorzy opracowania znalezionego w Sieci. Wniosek? Dość urządzić w każdej szkole pracownię komputerową i wprowadzić zajęcia z „informatyki”, a za parę lat wyrośnie nam społeczeństwo Trzeciej Fali.

A przecież uczenie posługiwania się narzędziami technologii cyfrowych, aczkolwiek ważne jako element przygotowania do życia w zdigitalizowanym świecie, jest sprawą drugorzędną – techniczną. Zasadnicze znaczenie ma natomiast kształcenie umiejętności samodzielnego i efektywnego uczenia się, krytycznego myślenia i dochodzenia do wiedzy. Autorytarne wpajanie – skądinąd prawdziwych – wiadomości z różnych dziedzin, jako jedynie słusznej wiedzy, jest w perspektywie cywilizacji Trzeciej Fali silnie anachroniczne. Tym bardziej że postulaty edukacyjne, o których mowa, można znaleźć już w pismach czołowych przedstawicieli epoki oświecenia.

Społeczeństwo Informacyjne ma się różnić od masowego m.in. tym, że nie poddaje się manipulacji ideologicznej, że wysoko ceni samodzielność w myśleniu i podejmowaniu decyzji, umiejętność zdobywania i tworzenia wiedzy oraz dobrego jej wykorzystania. Kształcenie w tym kierunku wymaga dość gruntownej przebudowy systemu edukacji – jego misji, filozofii i sposobów nauczania. Do tego zaś potrzeba odpowiednio przygotowanych edukatorów – już nie nauczycieli, lecz przewodników po ścieżkach samodzielnego poznawania świata. To od nich, a nie od komputerów zależy przygotowanie młodych ludzi do życia w cywilizacji Wiedzy. Najpierw trzeba więc wykształcić myślące i działające po nowemu kadry nauczające...

pm@wroclaw.com 

Komentarze