Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 7-8/2002

Jesteśmy ważnym partnerem władz
Poprzedni Następny

Rozmowa Forum

Naszym nadrzędnym celem jest podniesienie jakości 
szkolnictwa wyższego i integracja naszego szkolnictwa 
ze szkolnictwem europejskim – stworzenie jednej 
europejskiej przestrzeni badawczej i jednej przestrzeni dydaktycznej.

Rozmowa z prof. Franciszkiem Ziejką
rektorem UJ, przewodniczącym KRASP

 

Fot. Jerzy Sawic

Prof. dr hab. Franciszek Ziejka (ur. 1940), polonista, historyk literatury polskiej. Studia (1963), doktorat (1971), habilitacja (1982) w UJ, tytuł profesora (1991). W 1991 objął stanowisko prof. UJ, a w 1998 prof. zwyczajnego. Zainteresowania naukowe: historia literatury polskiej XIX i XX w., problemy świadomości zbiorowej Polaków w epoce zaborów oraz polsko-francuskie stosunki literackie. Autor kilkudziesięciu artykułów i kilkunastu książek na ten temat. Wykładowca w Uniwersytecie Prowansalskim, Uniwersytecie Paryskim. Członek korespondent PAU, w latach 1993-99 prorektor ds. ogólnych, a od 1999 rektor UJ. Wybrany na przewodniczącego KRASP w kadencji 2002-2005.

  Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich powstała 5 lat temu. Pięć lat w życiu instytucji to okres bardzo krótki – można powiedzieć, że Konferencja jest w wieku ledwie przedszkolnym – ale w tym czasie KRASP stała się najważniejszym, obok Rady Głównej, partnerem władz oraz instytucji akademickich i naukowych.
– Wcześniej, przed rokiem 1997, działały konferencje poszczególnych typów uczelni, ale trzeba powiedzieć, że to był bardzo szczęśliwy pomysł, aby powołać jedną wspólną konferencję rektorów uczelni akademickich. Stało się to zresztą w Krakowie, w Uniwersytecie Jagiellońskim, co może po raz kolejny świadczyć o wyjątkowości tego miejsca. Minione lata pokazały, że KRASP była organizacją potrzebną i oczekiwaną przez społeczność akademicką. Wykonaliśmy w tym czasie ogromną pracę. Chcę podkreślić wysiłek wszystkich rektorów, którzy nie żałowali czasu i nie szczędzili zaangażowania w rozwiązywanie problemów stojących przed uczelniami i całym szkolnictwem wyższym. KRASP miała np. bardzo znaczący wkład w przygotowanie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Jak wiemy, ta ustawa nie została uchwalona, ale projekt pozostał i zamierzamy przedstawić go – w zmodyfikowanej wersji, bo pewne uwarunkowania, choćby nasze zbliżające się wejście do Unii Europejskiej, ulegały zmianie – prezydentowi Rzeczypospolitej. Prezydent zadeklarował poparcie dla naszych starań o jak najszybsze uchwalenie nowej ustawy.

– Prace nad ustawą toczą się także w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu.
– Minęły 2 lata od momentu, w którym „nasz” projekt był gotowy, a wiele kwestii nadal wymaga rozwiązania. Okazuje się, że sprawy zaczynają przybierać obrót, który już znamy – przygotowywana jest strategia rozwoju nauki i szkolnictwa wyższego, która będzie dyskutowana, i dopiero na jej podstawie ma być opracowywana nowa ustawa. Uważamy, że czasu jest zbyt mało, aby tracić go na długie dyskusje. Chcielibyśmy połączyć wysiłek ministerstwa, które przygotowało strategię rozwoju, z wysiłkiem rektorów i wspólnymi siłami przygotować możliwie szybko konkretny projekt ustawy, który mógłby być przedstawiony Sejmowi z inicjatywy prezydenta.

– W obszarze szkolnictwa wyższego działają obecnie dwie najważniejsze instytucje reprezentujące środowisko akademickie: KRASP i Rada Główna. W pewnym sensie reprezentacją środowiska jest także Państwowa Komisja Akredytacyjna, choć pełni inną funkcję i jest organem ministerstwa edukacji. Przez pewien czas istniały spore kontrowersje co do roli i wzajemnych relacji KRASP i RG. Czy możemy już dziś mówić, że mamy te kontrowersje za sobą?
– Chcę mocno podkreślić, że im więcej sił przedstawicielskich, tym lepiej, i żadna instytucja nie może sobie rościć pretensji do bycia jedynym reprezentantem środowiska. Dziś sytuacja o tyle się zmieniła, że znacząca część kompetencji Rady Głównej została przekazana PKA, w związku z tym od nowego roku Rada będzie liczyła 30, a nie 60 członków. Sądzę, że my, jako rektorzy ponad 100 szkół akademickich, na co dzień zarządzający uczelniami, stykający się z prozą życia akademickiego, dobrze znamy realia. Naszą siłą są codzienne konsultacje ze środowiskiem: podejmujemy decyzje, prowadzimy obrady senatów, wszystkie ważne sprawy przechodzą przez nasze ręce. Największą słabością RG był brak konsultacji jej członków ze środowiskiem akademickim. Przedstawiciele tego swoistego parlamentu akademickiego raczej referowali to, czym Rada się zajmuje, niż konsultowali ze środowiskiem sprawy, którymi powinna się zająć. Należy dążyć do sytuacji, jaka ma miejsce w większości krajów Unii Europejskiej, gdzie środowisko akademickie jest reprezentowane przez narodową konferencję rektorów. Wierzę jednak w to, że w naszym kraju będzie miejsce do działania dla wszystkich trzech partnerów, tzn. naszej KRASP, RG i PKA.

– Jedną z kwestii, o którą rektorzy zabiegają od dawna, jest prawne umocowanie Konferencji.
– To nie jest rzecz najważniejsza, ale brak takiego umocowania rzeczywiście przeszkadza. W obecnej sytuacji Sejm czy Senat nie mają obowiązku przekazywania nam np. ważnych projektów ustawodawczych. Dowiadujemy się o nich często z drugiej ręki. Sądzimy, że Konferencja jest ważnym partnerem władz. Na taką pozycję po prostu zapracowaliśmy swoimi działaniami. Padły jednak deklaracje i minister Łybackiej, i premiera Millera, i wreszcie prezydenta Kwaśniewskiego, że KRASP powinna zyskać umocowanie prawne w nowej ustawie o szkolnictwie wyższym. Chciałbym jednak mocno podkreślić, że choć to dla nas ważna sprawa, to przecież nie najważniejsza. Naszym nadrzędnym celem jest podniesienie jakości szkolnictwa wyższego i integracja naszego szkolnictwa ze szkolnictwem europejskim – stworzenie jednej europejskiej przestrzeni badawczej i jednej przestrzeni dydaktycznej.

– W rozumieniu międzynarodowym KRASP jest narodową konferencją rektorów, czyli najważniejszą reprezentacją środowiska akademickiego. Konferencja liczy 99 członków oraz 21 rektorów ze stowarzyszonej Konferencji Rektorów Państwowych Szkół Zawodowych. Z całej tej liczby tylko 3 osoby to rektorzy uczelni niepaństwowych. Czy zatem KRASP jest konferencją w pełni reprezentatywną?
– Zgodnie z nazwą, jest to konferencja uczelni akademickich, czyli tych, które posiadają prawo do doktoryzowania przynajmniej na jednym kierunku. Uprawnienia do doktoryzowania to znak, że uczelnia nie jest po prostu kolejną szkołą policealną czy, co gorsza, sposobem na zarabianie pieniędzy, ale ma własną kadrę naukową, prowadzi badania naukowe, rzetelnie kształci studentów, czyli jest prawdziwą, dojrzałą szkołą wyższą. Kolejna, czwarta uczelnia niepaństwowa, Wyższa Szkoła Psychologii Społecznej w Warszawie, właśnie uzyskała uprawnienia do doktoryzowania i ona także zostanie członkiem KRASP. Takich szkół będzie z czasem coraz więcej i oczywiście będziemy je zapraszać do uczestnictwa w KRASP. Istnieje także instytucja uczelni stowarzyszonych i tam mogą być zapraszane szkoły, które nie spełniają wymogu uprawnień do doktoryzowania, ale widzimy, że kształcą rzetelnie na studiach magisterskich i idą w dobrym kierunku.
Mam nadzieję, że w ciągu 2-3 lat ustabilizuje się rynek uczelni wyższych, działających w oparciu o własną kadrę i stan prowizorki zostanie wreszcie zlikwidowany. Niestety, wybraliśmy drogę wolnego rynku, który może się sprawdzać w niektórych dziedzinach, ale nie w odniesieniu do szkolnictwa wyższego. Powinniśmy robić to w oparciu o analizy, a nie żywiołowe, niekontrolowane działania.

– To zakłada, że ktoś wie, jak powinna wyglądać mapa edukacyjna i zapotrzebowanie rynku na absolwentów danej profesji. Obawiam się, że nie ma w Polsce takiej instytucji, łącznie z MENiS.
– Nie bylibyśmy przecież pierwsi na świecie, którzy takie działania podejmują. Np. we Francji w latach 80. tamtejsze ministerstwo edukacji powołało zespół, który w ciągu 2 lat przeprowadził bardzo szczegółową analizę rynku edukacyjnego i dopiero na tej podstawie podjęto decyzję o otwieraniu kolejnych uczelni wyższych. To był znany projekt „Uniwersytet 2000” ówczesnego ministra edukacji Lionela Jospina, który z powodzeniem został zrealizowany. W Polsce państwo straciło kontrolę nad systemem i uważam to za duży błąd. Należało pójść inną drogą. Obowiązkiem państwa jest stworzenie ładu systemowego. Puściliśmy wszystko na żywioł, uznając, że edukacja jest dziedziną, na której można zarabiać jak na działalności gospodarczej. Dzisiaj duże nadzieje, jako KRASP, wiążemy z działalnością PKA i przeprowadzaną przez nią weryfikacją rzeczywistych warunków nauczania.

– Rozumiem, że ma Pan na myśli głównie szkoły niepaństwowe, które wykorzystały boom edukacyjny nie zawsze wymagając od płacących studentów dużego wysiłku, ale grzechy mają na sumieniu także uczelnie państwowe. Raport Najwyższej Izby Kontroli, dotyczący warunków prowadzenia studiów zaocznych w uczelniach państwowych, daje przykłady nauczycieli akademickich mających ponad 3 tys. godzin nadliczbowych w roku czy 150 magistrantów, a także drastycznie mniejszej liczby godzin zajęć na studiach zaocznych w porównaniu z dziennymi. We wszystkich tych przypadkach także przecież nie można mówić o przyzwoitej jakości kształcenia.
– To prawda, takie przypadki się zdarzają także w uczelniach państwowych, ale to są wyjątki, co nie zmienia faktu, że nie powinny one mieć miejsca. Tu także zadziałał wolny rynek w połączeniu z chronicznym niedofinansowaniem szkolnictwa wyższego. Jeśli się okazuje, że nakłady na szkolnictwo wyższe w ciągu ostatnich 10 lat praktycznie się nie zwiększyły, a w szkołach państwowych potroiliśmy liczbę studentów, nie mogło się to przecież odbyć bez dodatkowych środków finansowych. Te środki to czesne od studentów zaocznych i wieczorowych. Jeśli państwo nie jest w stanie zapewnić odpowiedniego finansowania uczelni wyższych, powinno stworzyć system pozwalający uzyskiwać środki z innych źródeł. Przecież nikt nie kwestionuje tego, że kształcenie młodych ludzi to „zdjęcie” ich z rynku pracy, ale przede wszystkim inwestycja w przyszłość kraju. Nie może być tak, że z tym problemem władze uczelni zostają same. Takie problemy powinno rozwiązywać państwo.

– Jak zatem rozwiązać kwestię odpłatności? Czy za studia powinni płacić wszyscy, czy mamy zostać przy obowiązującym dziś paradoksie: lepsze studia, dzienne, są bezpłatne, gorsze, zaoczne, płatne?
– To jest problem określenia roli państwa. Skoro państwo bierze na siebie obowiązek pokrywania kosztów kształcenia – i zapisało to w konstytucji – to powinno się z tego obowiązku wywiązywać odpowiednio finansując uczelnie. Jeśli nie chce lub nie może, nie powinno równocześnie zabraniać uczelniom pobierania opłaty za studia. Uważam, że bardzo ważną kwestią jest także dużo bardziej dostępny system kredytów studenckich czy stypendiów socjalnych, które pozwalałyby osobom z rodzin mniej zamożnych podejmować studia – najlepiej w dużych ośrodkach akademickich, bo dopiero to pozwala poznać sens prawdziwych studiów. W KRASP przygotowujemy propozycje mające zmodyfikować system kredytów, m.in. poszerzając go także o doktorantów.

– W tym roku MENiS po raz pierwszy od wielu lat odeszło od algorytmu podziału środków na poszczególne uczelnie. Czy to dobrze i jak tę kwestię rozwiązać w przyszłości?
– Uważamy, że muszą funkcjonować obiektywne kryteria podziału skromnych przecież środków. Stworzyliśmy zespół, na czele z prof. Markiem Rockim, rektorem SGH, który ma za zadanie zaproponować algorytm pozwalający na zobiektywizowanie tych kryteriów. Myślę, że w ciągu dwóch miesięcy zespół przedstawi propozycje i po ich akceptacji przez wszystkich rektorów zechcemy je przedyskutować z ministrem edukacji.

– Ostatnia nowelizacja ustawy zalegalizowała istniejące zamiejscowe punkty kształcenia i pozwala tworzyć takie punkty uczelniom akademickim, czyli posiadającym uprawnienia do doktoryzowania. Środowisko uczelni niepaństwowych głośno krytykuje taką sytuację, uważając, że to oznacza przejmowanie części rynku edukacyjnego przez uczelnie państwowe.
– Jestem w wygodnej sytuacji, bo UJ nie ma żadnej filii czy punktu zamiejscowego. Od dawna przyjęliśmy zupełnie inną strategię rozwoju. Tworzymy sieć zawodowych szkół państwowych działających pod patronatem Uniwersytetu, uważając, że jest to system zdrowy. Mogę zatem z czystym sumieniem powiedzieć, że zupełnie nie rozumiem tych głosów krytyki. Przecież uczelnie niepaństwowe, jeśli spełniają określone warunki, także mogą tworzyć punkty zamiejscowe, muszą jedynie uzyskać zgodę ministra edukacji. Uważam, że taki nadzór jest konieczny, bo zostało podjętych już zbyt wiele działań niezgodnych z ustawą i ogromną liczbę młodych ludzi wprowadzono w błąd. Do dziś wiele z tych sytuacji jest nierozwiązanych.

– Pod patronatem KRASP działa Akademicka Komisja Akredytacyjna, skupiająca środowiskowe komisje akredytacyjne. Jak powinny w przyszłości wyglądać relacje pomiędzy tymi komisjami a PKA?
– Państwowa Komisja Akredytacyjna ma jasno wytyczone zadania. Jest to udzielanie zgody na tworzenie nowych kierunków i uczelni oraz nadzór nad jakością kształcenia i wypełnianiem minimów koniecznych dla prowadzenia kształcenia na danym kierunku. Komisje środowiskowe udzielają natomiast akredytacji najlepszym, czyli przyznają swoisty znak jakości, potwierdzają przynależność do pierwszej ligi. Widzę możliwości współdziałania PKA i AKA na polu podnoszenia jakości kształcenia. Mamy tworzyć wspólną przestrzeń edukacyjną w całej Europie i pracy tu nie zabraknie dla nikogo.

– Następuje zmiana w strukturze Komitetu Badań Naukowych. Przekształca się on w klasyczne ministerstwo, a jego część samorządowa będzie tworzyć Radę Nauki. Po ponad 10 latach funkcjonowania środowisko, także głosami rektorów, uznaje, że dotychczasowy model nie był najlepszy.
– Rektorzy akceptują, nie bez uwag, zmiany proponowane przez ministra nauki. KBN powstał na bazie dość idealistycznych założeń, które wymagają dziś weryfikacji. Sama idea znaczącego wpływu środowiska naukowego na podejmowanie decyzji musi być jednak zachowana. Ocena projektów badawczych i działalności jednostek naukowych nadal powinna być prowadzona przez uczonych.

– Na majowym spotkaniu prezydium KRASP i prezydium Polskiej Akademii Nauk w Mądralinie zapoczątkowany został proces powrotu do jedności środowiska naukowego. Innym tego przykładem jest chyba nasze pismo, które zajmuje się problemami całego środowiska naukowego i ma być dofinansowane solidarnie przez MENiS, KBN i PAN. Dotychczas bywało tak, że przedstawiciel każdego pionu nauki mówił, iż to jego środowisko tak naprawdę tworzy naukę i na dodatek jest najbardziej pokrzywdzone przy podziale pieniędzy.
– Uważam, że istnieje jedno środowisko naukowe w Polsce i chciałbym o tym mówić na grudniowym Zgromadzeniu Ogólnym PAN, wieńczącym obchody 50-lecia Akademii. Ani PAN, ani jbr-y, ani uczelnie wyższe nie mają prawa do twierdzenia, że tylko one uprawiają prawdziwą naukę, bo robią to wszystkie piony. Wszędzie tam są jednostki prowadzące ważne i dobre badania oraz jednostki słabe. Celem nadrzędnym powinna być pełna integracja środowiska, powrót do idei jedności, jaka funkcjonowała np. w latach 60. Myślę, że to jest rzecz bardzo ważna i uda nam się pokonać opory każdej ze stron.

– Na zakończenie chciałem zapytać o etykę w obszarze dydaktyki i działalności naukowej. Jest niestety tak, że o wielu zjawiskach negatywnych wiedzą prawie wszyscy, ale niewielu to razi i niewielu ma odwagę powiedzieć o tym publicznie, podpisując się własnym nazwiskiem. Czy taka postawa środowiska, milczące przyzwolenie na występowanie patologii czy swoista solidarność środowiska w niekaraniu winnych, nie powinny ulec zmianie? Standardy etyczne obowiązujące w tej części świata, do której aspirujemy, są znacznie bardziej rygorystyczne.
– Wielokrotnie mówiłem publicznie o tym, że sprawy etyki to kwestia bardzo istotna, może najważniejsza. Przy pogoni za pieniądzem, zachłyśnięciu się wolnym rynkiem zostały zagubione zasady, które obowiązywały w środowisku akademickim przez kilka stuleci. Mamy Komisję ds. Etyki przy Prezydium PAN, podobny Komitet ds. Etyki pod przewodnictwem prof. Witolda Karczewskiego przy KBN, Komisję Dyscyplinarną przy Radzie Głównej. Ale tych spraw nie da się załatwić ani przez działanie tych instytucji, ani nawet przez ogłoszenie dekalogu przyzwoitego uczonego. To jest kwestia postawy i mentalności całego środowiska. Ono samo powoli się oczyszcza. Wierzę, że tu zmiana na lepsze jest możliwa. Musimy wrócić do źródeł – powołaniem uczonego jest poszukiwanie prawdy. Musi się to wiązać z powrotem do pewnego ładu systemowego w edukacji i całościowej, perspektywicznej wizji szkolnictwa wyższego w Polsce. Oczywiście, rektorzy muszą dawać przykład i tam, gdzie pojawiają się działania naganne, wszelka fikcja – choćby fikcyjny nadzór nad pracami magisterskimi, opuszczanie zajęć czy powierzanie ich młodszej kadrze, dopisywanie nazwiska do prac podwładnego, nie mówiąc o oszustwach i plagiatach – muszą stanowczo reagować.

Rozmawiał 
Andrzej Świć

Komentarze