Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 11/2002

Recenzje
Poprzedni Następny

Mądrość uniwersytetu

Niedawny rektor UŚ wydał książkę o tym, jaki jest i powinien być uniwersytet, także w Polsce, w czasach, gdy wolność nie jest już świętem, lecz dniem powszednim. Jest to też książka o tym, jaki był i jaki mógłby być Uniwersytet Śląski, uniwersytet przy drodze szybkiego ruchu, w mieście, jak to się kiedyś mówiło, poniemieckim, przemysłowym, w niesprzyjającym otoczeniu. Ujmujący jest szacunek i czułość, z jaką autor mówi o swojej uczelni.

Zadaniem uniwersytetu jest opanowanie chaosu. Po roku 1989 uniwersytet zaczął przeżywać kryzys elitarności, przy czym za właściwe elicie rozumie Sławek bezinteresowność i szacunek wobec otoczenia. Elity nie sprostały tym zadaniom, umyły ręce, pozwoliły, by zapanowało utylitarne, wulgarne, bezrefleksyjne. W tej sferze znalazł się też uniwersytet, który musi teraz podjąć zadanie konstruowania etyki wyrzeczenia i ograniczania, przeciw etyce i estetyce użycia. Tadeusz Sławek objawia nam się nieoczekiwanie jako myśliciel konserwatywny, w rozumieniu nowoczesnym, rzecz jasna, a więc nie znaczy to – zachowawczy. Jego rozważania obracają się w kręgu takich idei, jak idea dobra wspólnego (człowiek bardziej jako byt wspólnotowy, mniej jako jednostka), odpowiedzialności za zbiorowość, bezinteresowności (najpierw służyć, potem sięgać po korzyści), idea ułomności (niewystarczalności) rynku jako regulatora życia społecznego. Zamiast liberalnej etyki wygody i uprawnień, proponuje etykę reguł i powinności. Świat chce widzieć raczej jako domenę porządku, różnorodności i niedoskonałości (ostra filipika przeciw filozofii sukcesu). Rozważania autora zanurzone są w filozofii dialogu i pogodzenia: stałości i zmiany, wolności i ograniczeń (przykład samochodów na moście). Sławek formułuje szereg zarzutów wobec uczonych: miałkość, milczenie, konformizm, brak pasji, mentalność chałtury. Krytykuje politykę państwa, które „uchyla się od sprawy uniwersytetu”. Pisze o wypieraniu kultury wspólnotowej przez kulturę korporacyjną, w której nie docenia się publicznego wymiaru własnej pracy.

Sławek pokazuje, nie wprost, obraz człowieka kultury medialnej (kultury masowej, w której media upowszechniają wyselekcjonowane ideologie, hegemoniczne postawy i obowiązujący obraz świata). To człowiek (student) apatyczny, nie angażujący się, który nie lubi decydować, zadawać pytań, pozbawiony autorefleksji, przygotowujący się do roli „człowieka kariery”. Zadaniem uniwersytetu jest próba otworzenia takiego człowieka, „przeobrażenia” go w osobę myślącą, czującą, zaangażowaną we wspólnotę i odpowiedzialną. Autor wybiera tu metaforę Antygony, która zachowuje zmysł krytycznej refleksji wobec poczynań władzy (decyzji politycznej, presji rynku) i autorytetu.

Wbrew temu, co utrzymuje autor, zadaniem uniwersytetu nie powinno być przede wszystkim kształtowanie umiejętności krytycznego myślenia, które przecież koncentruje się głównie na podważaniu i odrzucaniu zastanego, poszukiwaniu niebezpieczeństw i konstruowaniu systemu podejrzeń, a nie tworzy nowej jakości. Zadaniem jest kształtowanie myślenia twórczego. Myślenie krytyczne bowiem nie buduje, może być tylko etapem. Nie wystarcza do przekształcenia wiedzy w mądrość.

(fig)

Tadeusz Sławek, Antygona w świecie korporacji. Rozważania o uniwersytecie i czasach obecnych, Wydawnictwo Uniwersytetu ŚlĄskiego, Katowice 2002, seria: Bibliotheca Alia Universa.

Kurtyna!

Stephen Jay Gould był jedną z najbarwniejszych postaci we współczesnych naukach przyrodniczych. Wybitny paleontolog, czołowy szermierz ewolucjonizmu i znamienity historyk nauki, zyskał sławę wykraczającą daleko poza krąg ludzi zawodowo zajmujących się tą samą problematyką, co stało się za sprawą znacznych osiągnięć naukowych i dzięki wspaniałemu talentowi popularyzatorskiemu oraz pasji polemicznej, prowokującej Goulda do licznych a kontrowersyjnych wystąpień. Postępował on bowiem zgodnie z zasadą: Jeśli można by o jakiejkolwiek teorii pomyśleć, że da się ją obalić, należy ją obalić, a przynajmniej usiłować to zrobić.

Skały wieków poświęcone są problemowi, z którym Gould spotykał się przez całe swoje życie naukowe, konfliktowi pomiędzy nauką a religią. Problem ów jest – co autor jak zawsze błyskotliwie uzasadnia – konfliktem domniemanym, istniejącym wyłącznie w umysłach niektórych ludzi i ich działaniach, wzajemna bowiem odrębność obydwu płaszczyzn – przy współczesnych wymaganiach metodologicznych – nie zezwala na to, by nauka i religia mogły zostać zjednoczone lub chociażby poddane syntezie w ramach jednego schematu wyjaśniania. Nauka wszak próbuje dokumentować fizyczny charakter świata i tworzyć teorie, które koordynują i wyjaśniają fakty, religia zaś traktuje o zasadniczo odmiennym obszarze ludzkich dążeń, znaczeń i wartości. Skrótowo ujmując problem, autor cytuje stare porzekadło, w myśl którego nauka zajmuje się wiekiem skał, religia zaś – skałą wieków.

Propozycją Goulda, stanowiącą główną treść omawianego dzieła, było sformułowanie zasady NOMA, tzn. Nie Obejmujących się MAgisteriów, wynikającej z przyjętej strategii zasadniczego i nacechowanego szacunkiem rozdziału między nauką a religią. Dla podkreślenia istotności i praktyczności tej zasady znamienity ewolucjonista odwołuje się m.in. do średniowiecznej historii nauki, przywołuje sprawę Galileusza, kreśli historyczne i intelektualne tło przyjęcia stanowiska o „nieomylności papieskiej” i jego konsekwencjach, przedstawia źródła poglądów, które na z górą 100 lat zdominowały opinię publiczną, dzieląc ją na „nowoczesnych obrońców naukowego postępu” i „dziwacznych orędowników religijnego wstecznictwa”, jak również dokładnie prezentuje historię słynnego „małpiego procesu” Scopesa z 1925 i procesu w Little Rock (1981). Wszystko to są sprawy dobrze znane czytelnikowi interesującemu się problemami współczesnej nauki. Dziwić więc może powracanie do spraw zamierzchłych. Zdziwienie nasze jednak osłabnie, gdy weźmiemy pod uwagę, że w niektórych stanach USA wpływy kreacjonistów są po dziś dzień dosyć silne, a niemały kawał życia Gould poświęcił na dyskusje i spory z tą fundamentalistyczną grupą.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie ma dziś ochoty na wyjaśnianie fizycznej rzeczywistości za pomocą argumentów teologicznych, jak również nie sądzę, by ktoś odważył się falsyfikować treść Objawienia biorąc za podstawę rygory metodologii naukowej. Marksistowski z ducha „postęp społeczny” nie tworzy już wojennego frontu wespół z religijnym fundamentalizmem. W tym kontekście książka Goulda jawi się jako pozycja niezwykła i potrzebna, dzieło, które po blisko 150 latach jałowych sporów spuszcza kurtynę na opustoszałą już scenę domniemanego konfliktu. Warto poczytać!

(puch)

Stephen Jay Gould, Skały wieków. Nauka i religia w pełni życia, tłum. Jacek Bieroń, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2002.

Jak ufać mediom?

Jest to książka o zaniechaniach i zaniedbaniach w dziedzinie masowej komunikacji. Polacy są niedoinformowani, zdezorientowani i zagubieni w rzeczywistości. To po części wina samych mediów, po części tych, którzy nasz (bez)ład medialny stworzyli i nim sterują.

Autorzy książki, krakowscy dziennikarze prasowi i radiowi, podjęli się pracy, która jest efektem niezadowolenia z poziomu naszych mediów. Opisują zdobycie czwartej władzy, czyli historię powstania dzisiejszej rzeczywistości medialnej w Polsce, sytuację własnościową prasy, radia i TV, pracę dziennikarzy, oddziaływanie polityki i biznesu na media, zajmują się mitem obiektywizmu, manipulacji, służby społecznej i mitem rzeczywistości. Książka napisana jest spokojnie, choć z wyraźnym zaznaczeniem opinii autorów w poszczególnych sprawach. Wycieniowana, wyważona, ostrożna i może nawet zbyt pobłażliwa (np. dla 70 proc. widzów TVP, którzy uważają ją za rzetelną i obiektywną). Czasem przecież należy użyć mocniejszych słów, nazywając bezmyślność po imieniu.

65 proc. Polaków nie czyta prasy codziennej, a tylko kilka procent nie ogląda TV. Żyjemy w epoce kultury medialnej (bez cienia myślenia), więcej – w czasach monokultury telewizyjnej. Mimo to, autorzy wiele miejsca poświęcają właśnie prasie, nawet regionalnej, wykupionej w całości przez dwa zachodnie koncerny. Analizują wpływ zagranicznych wydawnictw na media, zagrożenia, jakie rodzi monopol dotyczący nie tylko gazet, ale też np. jedynej w danym regionie drukarni. Efektem jest homogenizacja formy i komercjalizacja treści. Można się jednak spodziewać postępującej koncentracji i rosnącego udziału kapitału zagranicznego. Autorzy upominają się o to, by władze państwa polskiego zabrały się za cywilizowanie obszaru mediów. 

Wiele miejsca poświęcono dziennikarzom, niskiemu poziomowi ich kompetencji, postawionemu na głowie awansowi zawodowemu, złemu sposobowi ich wynagradzania (aby wyrobić wierszówkę, trzeba traktować tematy jak slalomowe tyczki). Żałosny poziom wielu materiałów wynika z tego, że na reportaż wysyła się niedoświadczoną młodzież, a „starzy” tylko za biurkiem „opakowują produkt”.

Książka zwraca uwagę na karykaturalną centralizację mediów w Polsce. Wszystko niemal zainstalowane jest w Warszawie. Stąd m.in. sytuacja, w której biznes i polityka rządzą mediami. Autorzy opowiadają o tym, jak wyglądają wzorce „ćwiczeń kręgosłupa” i co sprawia, że redakcja staje się placówką przy biurze ogłoszeń, a granice krytyki są określone przez powierzchnię reklamową.

Autorzy są surowi wobec dziennikarzy. Krytykują brak prób dotarcia do sedna, wyjaśniania, obudowania faktów kontekstem, przypomnienia od czego się zaczęło itp. Piszą o nieszczęsnym postulacie obiektywizmu, który prowadzi do postaw obojętności wobec faktów, do uciekania od komentarza, gdy właśnie jest potrzebny. Rozważają kwestie obiektywizmu i stronniczości, wyliczają rodzaje manipulacji. (Media budują np. permanentną wizję klęski narodowej. Prawdziwe informacje to złe informacje.)

Wszystko to właściwie wiemy, ale zasługą autorów jest zebranie problematyki współczesnych mediów w Polsce pod jedną okładką. Kondensacja daje dopiero obraz całości. Jak się on prezentuje? Proszę zobaczyć.

(fig)

Piotr Legutko, Dobrosław Rodziewicz, Mity czwartej władzy dla widzów, słuchaczy i czytaczy, ilustr. Andrzej Mleczko, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002.

Szczęśliwy bibliotekarz

W znanej serii, w której wyszły już m.in. Powszechna historia nikczemności i Pamięć Szekspira, otrzymaliśmy teraz Autobiografię mistrza z Buenos Aires. Podyktowana po angielsku przez tracącego wzrok Borgesa, ukazała się w roku 1970 w brytyjskim „New York”.

Angielski był, oprócz hiszpańskiego, domowym językiem Borgesa. Jego babka była Angielką, oboje rodzice czytali po angielsku, angielska literatura wypełniała bibliotekę ojca, prawnika i niespełnionego pisarza. To on objawił synowi potęgę poezji, pokazując jej muzykę i symbole. Uczył go filozofii idealistycznej. Matka zaś tłumaczyła na hiszpański angielskie powieści, zachęcała syna do pisania. Zawsze była towarzyszką Borgesa, podróżowała z nim, gdy stracił wzrok, prowadziła jego korespondencję, zapisywała to, co dyktował.

Borges od dzieciństwa żył książkami. Czytał wszystko z biblioteki ojca. W Autobiografii opowiada o tych lekturach. Jako 15-latek znalazł się z siostrą i rodzicami w Europie. Chodził do liceum w Genewie. Zafascynował się Schopenhauerem, który według niego dotarł do tajemnicy wszechświata. Poznał różne języki: niemiecki – piękniejszy od literatury, którą stworzył, francuski – brzydki, a literatura trywialna. Po 4 latach spędzonych w Szwajcarii, Borges trafił do Hiszpanii, gdzie nastąpiła jego literacka inicjacja. Wróciwszy do Buenos Aires wydał pierwszą książkę, a w ciągu dekady – 7 kolejnych. Niektórych z nich nigdy potem nie wznawiał, choć w Autobiografii obszernie je omawia. Opowiada o przyjaźniach, kilku grupach literackich, zakładanych czasopismach.

Przeczytał w życiu niewiele powieści, za to dużo opowiadań: Stevensona, Kiplinga, Jamesa, Conrada, Poego, Chestertona. Pod koniec lat 20. sam zaczął pisać opowiadania. Powszechna historia nikczemności ukazywała się na łamach pisma „Critica” w latach 1933-34. Pierwszą stałą pracę podjął przed czterdziestką. Dziewięć lat pracował w bibliotece, gdzie czytał i pisał swoje utwory. Opowiadanie Biblioteka Babel jest reminiscencją tamtego czasu. Za swe najważniejsze książki uważał Fikcje i Alefa. Za czasów Perona Borges nie był mile widziany przez władze, stracił pracę w bibliotece, jeździł z wykładami po Argentynie i Urugwaju, był prezesem opozycyjnego wobec dyktatury stowarzyszenia pisarzy. Po upadku Perona został dyrektorem Biblioteki Narodowej. Przeszedł wiele operacji oczu. Ironizuje, że Bóg dał mu 800 tys. książek i ciemność.

Za najbogatszą na świecie uważał literaturę angielską, na której się wychował. Stąd studia nad językiem staroangielskim i staroskandynawskim. Borges pisze o sławie, której nie pragnął, o nagrodach i zaproszeniach. Ostatni rozdział to opis kilku podróży do USA. Ameryka zrobiła na mnie wrażenie najbardziej przyjacielskiego, wyrozumiałego i wielkodusznego kraju, jaki kiedykolwiek odwiedziłem – napisał. A był także w Izraelu, Anglii, Szkocji, Szwecji. Jego marzeniem była podróż do Islandii. Ukończyłem siedemdziesiąt jeden lat – pisze – nadal dużo pracuję i mam wiele planów. I dalej: Sądzę, że najlepsze książki mam już za sobą. (...) Teraz pragnę jedynie spokoju. Zmarł 16 lat później.

(gif)

Jorge Luis Borges, Autobiografia, tłum. Adam Elbanowski, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2002, seria: JLB Utwory Wybrane.

Łaska niezawodna

Mity o miłości są kontynuacją rozważań na temat miłości w kulturze Zachodu, zawartych w tomie Miłość a świat kultury zachodniej. Autor dokonuje analizy sytuacji człowieka współczesnego w kontekście jego poszukiwań istoty bytu. Analizuje wątki literackie, filozoficzne i religijne. Zmagania z mitami, obecnymi w kulturze europejskiej i determinującymi nasz stosunek do samych siebie i nasze relacje z innymi, mają służyć wytyczeniu drogi ku pełni człowieczeństwa w miłości.
Dlaczego mity zakorzenione w naszej cywilizacji stanowią dla nas zagrożenie, jakie są mechanizmy ich działania i z jakiego powodu nasza uwaga zatrzymuje się właśnie na mitach o miłości? Autor proponuje ten wybór, ponieważ, po pierwsze, są one związane z dostępnym każdemu z nas osobistym doświadczeniem, po drugie, ze względu na ekspresyjny, bogaty w formę wyrazu język miłości. Są przez to niezwykle czytelne. Mity, podobnie jak prawa, uogólniają. Człowiek natomiast jest bytem niepowtarzalnym i jedynym zdolnym do uczuć. A zatem obserwujemy konflikt między typami kultury a autonomią jednostki.

Ilustracją mitów są bohaterowie powieści czy oper i realnie żyjący, znani ludzie. Ich doznania są wizualizacją archetypu Tristana, Don Juana i Hamleta. Dzięki „mitoanalizie” możemy odkryć motywy determinujące ludzkie wybory i ich implikacje. Poznajemy zagrożenia powstałe z rezygnacji z miłości intuicyjnej na rzecz efektownych doznań. Pozwólmy się prowadzić wnikliwym, często błyskotliwym rozważaniom nad naturą namiętności. Ale bądźmy też gotowi na ironiczny dialog twórcy z czytelnikiem. Mity odnoszą triumf nad życiem, jak tylko przestaje ono kontrolować swoje napięcia. (...) Kiedy tylko równowaga zostanie w nas zachwiana (...) mity rzucają się na tę niestabilność i z rozkoszą ją potęgują. (...) Czym jednak byłyby bez nich nasze miłości?

Niszczycielska siła mitu w społeczeństwie schrystianizowanym, w którym napięcie między sacrum sankcjonującym liczne zakazy, a profanum łamiącym zasady, wydaje się nieunikniona. Także w dzisiejszych czasach, gdy wszystko jest dozwolone – pod warunkiem, że „nie będzie szkodzić zdrowiu i wydajności” – pytanie o miłość stawiane bywa raczej w trosce o rozwiązanie niesionych z nią problemów niż o jej istotę. 

Określenia osoby samej w sobie można szukać na obszarze największych religii świata. Trzy koncepcje istnienia, oparte na osobie, aniele i absolucie (pojmowanym jako zaprzeczenie „ja”), podkreślają różnice, ale też sprowadzają do wspólnego mianownika istotę bytu. To, co go sankcjonuje, jest bowiem miłością i do miłości dąży. Co więcej: o tyle jest wartościowy, o ile potrafi w niej wzrastać. Wynika to zarazem z natury Boga i człowieka. A mity? Kiedy lepiej poznamy kuszące nas mity, kiedy dowiemy się, skąd pochodzą i dokąd ich logika nas prowadzi, może łatwiej nam będzie podjąć osobiste ryzyko odpowiedzialności za miłość, może każdy z nas łatwiej znajdzie drogę do siebie samego.

Ta opublikowana ponad 40 lat temu w Paryżu książka jest swoistą relacją z poszukiwań sensu istnienia. Imponuje dociekliwością i wiernością tematowi. Miłość jawi się tutaj jako łaska niezawodna, warta podjęcia wysiłku trwania w niej, mimo przeciwności.

Katarzyna Gałczyńska

Denis de Rougemont, Mity o miłości, tłum. Maria Żurowska, Spółdzielnia Wydawnicza CZYTELNIK, Waszawa 2002.

Książki nadesłane

 
Stephen Jay Gould, Skały wieków. Nauka i religia w pełni życia, tłum. Jacek Bieroń, Wyd. zysk i s-ka, Poznań 2002.
Aron Guriewicz, Jednostka w dziejach Europy (Średniowiecze), przedm. Jacques Le Goff, tłum. Zdzisław Dobrzyniecki, Wyd. MARABUT, Oficyna Wyd. VOLUMEN, Gdańsk-Warszawa 2002, seria: Tworzenie Europy.
Charles Derber, Zaistnieć w społeczeństwie. O potrzebie zwracania na siebie uwagi, tłum. Monika Gajdzińska, gdańskie wydawnictwo psychologiczne, Gdańsk 2002.
Przemysław Trzeciak, Idea i tusz. Malarstwo w kręgu buddyzmu chan/zen, Wyd. prószyński i s-ka, Warszawa 2002.
Piotr Salwa, Alina Wójcik, Mini-rozmówki włoskie, wiedza powszechna, Warszawa 2002.
Maria Szypowska, Język francuski dla początkujących, wiedza powszechna, Warszawa 2002.
Wojciech jagielski, Modlitwa o deszcz, Wyd. W.A.B., Warszawa 2002.
Andrzej Walicki, Rosja, katolicyzm i sprawa polska, Wyd. prószyński i S-ka, Warszawa 2002.
Krzysztof Ernst, Einstein na huśtawce, czyli fizyka zabawa, gier i zabawek, Wyd. prószyński i S-ka, Warszawa 2002.
Jerzy Dobrzycki, Jarosław Włodarczyk, Historia naturalna gwiazdozbiorów, Wyd. prószyński i S-ka, Warszawa 2002.
António Lobo Antunes, Karawele wracają, tłum. Anna Kalewska, Wyd. W.A.B., Warszawa 2002, seria: Don Kichot i Sancho Pansa.
Gustaw Herling-Grudziński, Biała noc miłości. Opowiadania, Pisma zebrane. Seria II, t. 12, Wyd. czytelnik, Warszawa 202.
Krystyna Duraj-Nowakowa, Studiowanie literatury przedmiotu, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2002.
John Irving, Wymyślona dziewczyna, tłum. Jacek Spólny, Wyd. prószyński i s-ka, Warszawa 2002.
Jarosław Klejnocki, Jak nie zostałem menelem. Próba autobiografii antyintelektualnej, Wyd. prószyński i s-ka, Warszawa 2002.
Sabina Flanagan, Hildegarda z Bingen. Żywot wizjonerki, tłum. Robert Sudół, państwowy instytut wydawniczy, Warszawa 2002, seria: Biografie Sławnych Ludzi.
Pięć lat dla edukacji i regionu. Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w zamościu, opr. i red.: Danuta Kawałko, Bogdan Kawałko, WyŻsza SzkoŁa ZarzĄdzania i Administracji w zamościu, Centrum Badawczo-Szkoleniowe, Zamość 2002.
„Europejczycy. Pismo dla Młodych Nauczycieli Akademickich”, nr 4(2)2002, INTER-LINGVA, Bydgoszcz 2002.
Lisetta Stembor, Alina Wójcik, Mini-rozmówki niderlandzkie, wyd. IX, Wyd. wiedza powszechna, Warszawa 2002.
Eugeniusz Mroczko, Rozmówki węgierskie, wyd. V, Wyd. wiedza powszechna, Warszawa 2002.
Anita Thierry, Rozmówki szwedzkie, wyd. V, Wyd. wiedza powszechna, Warszawa 2002.
 

Komentarze