Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 12/2002

Potrzebna jest strategia ponad podziałami
Poprzedni Następny

Rozmowa Forum

Stworzenie strategii uwzględniającej opinie środowiska akademickiego 
jest powinnością ministerstwa, ale ministerstwo edukacji – myślę tu o ministerstwie 
za czasów kilku minionych rządów – popełniło, moim zdaniem, zasadnicze błędy.

Rozmowa z prof. Marianem Harasimiukiem,
rektorem UMCS, przewodniczącym Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich
 

Fot. Stefan Ciechan

Prof. dr hab. Marian Harasimiuk (ur. 1941) geolog. Studia na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi UMCS – 1964, doktorat – 1973, habilitacja – 1980, profesura – 1990. Od 1990 jest kierownikiem Zakładu Geologii w UMCS. Ma w dorobku ponad 240 prac z dziedziny geologii, nauk o Ziemi i ochrony przyrody oraz redakcję lub współredakcję 13 prac zbiorowych. Członek wielu organizacji i stowarzyszeń m.in.: Komitetu Nauk Geograficznych, Komitetu Ochrony Przyrody oraz Komitetu Badań Polarnych PAN. Jest członkiem Rady Integracji Europejskiej przy premierze RP. W latach 1996-99 prorektor, a od 1999 rektor UMCS. Od 2002 przewodniczący KRUP.

 W ostatnich tygodniach Ministerstwo Edukacji opublikowało Strategię rozwoju szkolnictwa wyższego w Polsce do roku 2010. W zamierzeniu resortu ma ona zainspirować dyskusję, z której wnioski byłyby pomocne w tworzeniu nowej ustawy. Wydaje się, że taka kolejność jest sensowna, ale środowisko akademickie dość krytycznie odnosi się i do strategii, i do tworzenia ustawy w oparciu o wyniki tej dyskusji.
– Brak jasnej strategii rozwoju szkolnictwa wyższego i pozostawienie wielu zjawisk w obszarze edukacji na poziomie wyższym wyłącznie oddziaływaniu niekontrolowanych i żywiołowych procesów to jeden z największych grzechów ostatnich dwunastu lat. Jako środowisko domagamy się od dawna, aby została stworzona jasna strategia rozwoju szkolnictwa wyższego i to w znacznie dłuższym horyzoncie czasowym niż ten zaproponowany, tzn. 15 czy 20 lat, i aby ponad podziałami politycznymi została wypracowana wynikająca z niej konsekwentna polityka państwa. Ministerstwo edukacji – myślę tu o ministerstwie za czasów kilku minionych rządów – popełniło, moim zdaniem, zasadnicze błędy i nie przewidziało skutków wprowadzenia wolnego rynku w szkolnictwie wyższym. Powstały ogromne napięcia wewnątrz szkolnictwa wyższego i pojawiła się cała masa zjawisk patologicznych, począwszy od wieloetatowości, a skończywszy na wyraźnym obniżeniu jakości kształcenia w skali całego państwa. Takiego wolnego rynku edukacyjnego nie ma nawet w Stanach Zjednoczonych, które słyną z maksymalnej wolności gospodarczej. Tam na przykład jest nie do pomyślenia, by profesor pracował równocześnie w uczelni konkurencyjnej, nie mówiąc już o kilku. Kiedy amerykański rektor dowiaduje się o czymś takim, jest to ostatni dzień pracy tego profesora. Jako rektor nie mam – i żaden z rektorów nie ma – wpływu na to, gdzie zatrudniają się profesorowie mojej uczelni. Tak być nie powinno. Myślę, że stworzenie strategii uwzględniającej opinie środowiska akademickiego jest powinnością ministerstwa, ale tego nie można zrobić w ciągu miesiąca czy dwóch dyskusji. Z przykrością muszę stwierdzić, że ministerstwo nie ma koncepcji rozwoju szkolnictwa wyższego. To widać także w tym dokumencie. Taki dokument, jak strategia powinien przeanalizować wszystkie elementy złego funkcjonowania, dysfunkcje, patologie, określić przyczyny tego stanu rzeczy i zaproponować rozwiązania. Wiadomo, że problemów nie rozwiążemy z dnia na dzień, ale działania trzeba podjąć jak najszybciej. Ministerstwo powinno też inspirować pewne procesy, np. rozwój nowych kierunków studiów poprzez instrumenty finansowe, a nie jedynie biernie administrować tym, co jest. W takim dokumencie powinny się też znaleźć jasno określone kwestie finansowe. Uczelnie w ostatnich latach dopiero na przełomie marca i kwietnia dowiadywały się, na jakie finansowanie w danym roku mogą liczyć, a na dodatek w listopadzie czy grudniu dowiadywały się, że będą dodatkowe cięcia budżetów. W takich warunkach trudno o rozsądne zarządzanie uczelnią, nie mówiąc o jakimkolwiek długookresowym planowaniu. Tymczasem usłyszeliśmy, że w strategii ani w ustawie nie może być zapisów dotyczących kwestii finansowych.

– Szef resortu nie dysponuje przecież samodzielnie środkami. Minister Łybacka także zapewne chciałaby, aby taka, najlepiej rosnąca, ścieżka finansowania została wyznaczona. ale to minister finansów corocznie buduje budżet, w którym większość wydatków to tzw. wydatki sztywne, które wynikają z wcześniejszych zobowiązań i nie można od nich odstąpić. A na dodatek działów, które domagają się większych środków, jest więcej.
– Mówimy o polityce edukacyjnej państwa. Państwo powinno określić, jakie są jego cele strategiczne i zagwarantować na to środki. Bez tego trudno odpowiedzialnie mówić o strategii – stworzymy katalog pobożnych życzeń. Zdajemy sobie sprawę, że w ostatnich latach sytuacja finansowa jest bardzo trudna, ale skoro wyznaczamy cele i zadania – mówi się na przykład w tym dokumencie o wzroście wskaźnika skolaryzacji do 65 proc. – nie powinno się tego robić w oderwaniu od środków. Można przecież przyjąć, że wraz z zakładanym 4-5-procentowym wzrostem PKB będą rosły wydatki na szkolnictwo wyższe o 2-3 setne proc. rocznie.

– Jak powinien wyglądać scenariusz dochodzenia do nowej ustawy?
– Jako rektorzy sądzimy, że projekt nowej ustawy powinien być przygotowany możliwie szybko, z wykorzystaniem wszystkich projektów, które powstały w ciągu ostatnich lat. To powinien być punkt wyjścia do prac kilkuosobowej komisji. Ustawa musi być pisana na dużym poziomie ogólności, abyśmy za trzy czy pięć lat nie mówili o nowelizacji. Powinna też wprowadzać szereg rozwiązań, których obecne uregulowania prawne nie przewidują, a które z powodzeniem funkcjonują na świecie, np. możliwość emisji przez uczelnie obligacji na cele inwestycyjne.

– Inicjatywę włączenia się w tworzenie nowego prawa o szkolnictwie wyższym podjął także prezydent Aleksander Kwaśniewski, zapraszając do Pałacu Prezydenckiego przedstawicieli najważniejszych instytucji działających w obszarze szkolnictwa wyższego.
– Myślę, że prezydent daje w ostatnich latach dowody dużego zaangażowania w sprawy szkolnictwa wyższego i nauki oraz świadectwo zrozumienia tego, że są to problemy ważne nie tylko dzisiaj, ale właśnie perspektywicznie. 10 grudnia odbyło się w Pałacu Prezydenckim, w obecności Pani Minister Krystyny Łybackiej, spotkanie prezydenta z prezydium KRASP, z udziałem szeregu innych osobistości zainteresowanych przyszłością szkolnictwa wyższego. W trakcie tego spotkania prezydent uznał, że dalszy rozwój szkolnictwa wyższego – nie tylko, jak dotychczas, ilościowy, tzn. liczby studentów i liczby szkół, ale przede wszystkim jakościowy – zależy w dużej mierze od przygotowania nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Dlatego też decyzja prezydenta, kończąca bardzo rzeczową dyskusję, była jednoznaczna – ustawa o szkolnictwie wyższym ma bardzo wysoką rangę ustrojową i projekt tej ustawy w trybie szybkim będzie przygotowywany przez Kancelarię Prezydenta, oczywiście w ścisłej współpracy z MENiS i całym środowiskiem akademickim. Liczymy na to, że za półtora roku będziemy przyjmowani do Unii Europejskiej już z nową ustawą uwzględniającą m.in. fakt tworzenia się jednolitej Europejskiej Przestrzeni Edukacyjnej (EHEA) i Europejskiej Przestrzeni Badawczej (ERA).

– W Łodzi, w wyniku połączenia Wojskowej Akademii Medycznej i cywilnej Akademii Medycznej, został utworzony Uniwersytet Medyczny. Czy dołączy on do grona uniwersytetów?
– Jako rektorzy uniwersytetów wielokrotnie zwracaliśmy uwagę, że takie nazwy jak „uniwersytet”, „akademia” czy „politechnika” nie mogą być przyznawane każdej instytucji, która tego zapragnie. Uczelnia uniwersytecka musi spełniać określone przez Radę Główną Szkolnictwa Wyższego wymagania i powinna być uczelnią wielokierunkową. Uczelnia łódzka tych warunków, niestety, nie spełnia. Jej miejsce jest wśród akademii medycznych.

– Uniwersytety podejmują szereg wspólnych inicjatyw. Jedną z nich jest Internetowa Księgarnia Akademicka. Przedsięwzięcie to jednak nie rozwija się tak, jak można by przypuszczać.
– Internet to medium nowe, przed którym na pewno otwiera się wielka przyszłość. Chcieliśmy go wykorzystać dla usprawnienia działalności uczelnianych oficyn wydawniczych i ułatwienia czytelnikowi dotarcia do niskonakładowych książek akademickich, choć nie tylko. Księgarnia powstała z inicjatywy naszej uczelni, ale stała się wspólnym przedsięwzięciem wszystkich uniwersytetów. Niestety, na rynku książki panuje kryzys i ilość zamówień jest mniejsza niż się spodziewaliśmy. Wina leży także po stronie wydawnictw uczelnianych, które niedostatecznie szybko aktualizują ofertę wydawniczą, a później realizują zlecenia. Chcemy usprawnić jej działanie i mamy nadzieję, że w przyszłości będzie to ważna albo wręcz podstawowa droga zaopatrzenia w książki akademickie.

– Kolejną taką uniwersytecką inicjatywą jest stworzenie konsorcjum ds. informatycznych.
– Koszty wdrożenia pełnej obsługi informatycznej uczelni są bardzo wysokie i pojedynczej uczelni bardzo trudno jest je ponosić. Szkoła wyższa jest organizmem bardzo specyficznym i skomplikowanym, realizującym wiele funkcji: edukacyjną, badawczą, kulturotwórczą, opieki socjalnej nad studentem, utrzymania infrastruktury, zaopatrzenia. Postanowiliśmy wśród uniwersytetów stworzyć taki system wspólnie i powołaliśmy Centrum Informatyczne. Uważamy, że tworzeniem takiego programu powinno być w sposób czynny zainteresowane także ministerstwo edukacji. Miałoby bezpośredni dostęp do wszystkich danych dotyczących np. kształcenia studentów. Taki system znacznie ułatwiałby sprawozdawczość, ponieważ dokonywałaby się ona niemal automatycznie. Byłoby to ułatwienie także dla studenta, który miałby bezpośredni dostęp do wszystkich dotyczących go danych. Tak rozumiana informatyzacja jest jednak procesem bardzo kosztownym i liczymy tu na wsparcie KBN, które od lipca jest także ministerstwem informatyzacji. Przyzwyczajając studentów do powszechnej informatyzacji w uczelni realizujemy w praktyce hasło społeczeństwa informacyjnego.

– Kolejną sprawą jest stworzenie elektronicznej legitymacji studenckiej.
– Ponad dwa lata temu powstał projekt wprowadzenia w życie elektronicznej legitymacji studenckiej i indeksu elektronicznego. Niestety, ta inicjatywa także nie spotkała się dotychczas z pomocą ze strony ministerstwa. W naszym przekonaniu elektroniczna legitymacja mogłaby być równocześnie kartą dostępu studenta do całego szeregu usług, np. mogłaby być przepustką na uczelnię, kartą biblioteczną, kartą kredytową ułatwiającą gospodarkę finansową studenta, legitymacją uprawniającą do zniżek i wreszcie elektronicznym indeksem. Mamy poważnych partnerów – np. banki – którzy są gotowi zaangażować się i wnieść swoją wiedzę oraz kapitał w realizację tego projektu. Niestety, aby taka legitymacja mogła zafunkcjonować, konieczne jest zaangażowanie ministerstwa, które skądinąd deklaruje w Strategii tworzenie e-ministerstwa.

– W Lublinie działa Kolegium Polsko-Ukraińskie, które w zamierzeniu miało być inicjatywą podobną do uniwersytetu Viadrina przeniesioną na grunt polsko-ukraiński. Realizacja jest na razie dużo skromniejsza od zamierzeń i Kolegium kształci stu kilkudziesięciu studentów na studiach doktoranckich.
– Od samego początku mieliśmy świadomość, że nie da się wprost przenieść doświadczeń polsko-niemieckich na grunt polsko-ukraiński, ponieważ uwarunkowania i systemy edukacyjne są jednak odmienne. Przeszkodą jest też brak porozumienia o uznawalności dyplomów. Kolegium funkcjonuje od dwóch lat kształcąc obecnie 130 doktorantów, którzy formalnie studiują w lubelskich uczelniach, ponieważ Kolegium nie ma osobowości prawnej. Kolegium, które organizacyjnie jest częścią naszego uniwersytetu, zapewnia studentom wspólny blok kulturowy i językowy. Mamy jednak nadzieję, że ta inicjatywa to jedynie początek. Chcielibyśmy, aby pomysł dwóch uniwersytetów lubelskich – KUL, UMCS – i trzech uniwersytetów ukraińskich przekształcił się stopniowo w uniwersytet międzynarodowy. W najbliższym czasie, z inicjatywy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, zostanie przygotowany projekt ustawy powołującej międzynarodowy uniwersytet polsko-ukraiński. Chcielibyśmy, aby poza kształceniem studentów ze wschodu uczelnia ta dawała możliwość poszerzenia swojej wiedzy także studentom z krajów zachodnich, którzy – np. na studiach podyplomowych – będą zajmowali się problematyką Europy środkowowschodniej. Mamy sygnały, że jest duże zainteresowanie takimi studiami. W ostatnich dniach prowadziliśmy także rozmowy polsko-francusko-ukraińskie na temat uruchomienia specjalistycznych biznesowych studiów podyplomowych typu „Master” dla młodzieży ze Lwowa.

– UMCS realizuje unikalną chyba w skali kraju koncepcję konfederacji niepaństwowych szkół wyższych i uniwersytetu. Czy to dobry pomysł?
– Podpisujemy umowy o realizacji uzupełniających studiów magisterskich dla absolwentów szkół niepaństwowych, które są z nami skonfederowane. Takich szkół jest obecnie sześć. Studia kontynuowane są w naszej uczelni albo w siedzibach tych szkół, ale przy pomocy naszych kadr i na nasz rachunek, bo my wydajemy dyplom magistra. Umożliwiamy w ten sposób podnoszenie kwalifikacji młodym ludziom, którzy chcą kontynuować naukę, a naszym pracownikom dajemy możliwość dodatkowych zarobków w ramach uniwersytetu. Nie przyjął się u nas model kończenia kształcenia na poziomie licencjackim, choć to, wedle przyjętych definicji, także wykształcenie wyższe. W obecnej sytuacji pracodawcy chętniej zatrudniają ludzi z dyplomem magistra niż licencjata. Wobec takiego rynku pracy absolwenci starają się uzyskiwać wykształcenie magisterskie.

– Uniwersytet kształci też w kolegiach zamiejscowych.
– Uważamy, że uniwersytet, poprzez niesienie przysłowiowego kaganka oświaty, kształcenie elit i różnego rodzaju inicjatywy, musi oddziaływać na cały region. Dlatego wyszliśmy z ofertą edukacyjną poza Lublin. Umożliwia to znowelizowana ustawa i, jak sądzimy, dobrze się stało, że ta kwestia została w końcu uregulowana. Nasze kolegia funkcjonują w Biłgoraju, Białej Podlaskiej i Radomiu. Studiuje w nich na studiach licencjackich już ponad 3 tys. osób. We wszystkich kolegiach prowadzimy zarówno bezpłatne studia stacjonarne, jak odpłatne studia zaoczne i wieczorowe. We wszystkich tych miastach kolegia były tworzone w porozumieniu z samorządami i przy ich znacznym współudziale finansowym – otrzymaliśmy grunty, budynki, wyposażenie pracowni i środki pieniężne. Prowadząc rozmowy przy tworzeniu kolegiów stawialiśmy warunek ponadpartyjnego porozumienia miejscowych elit politycznych w tej sprawie. I to się udało. Ich funkcjonowanie pozwala zaspokoić zapotrzebowanie miejscowego rynku pracy na poszukiwanych fachowców. Na przykład w Biłgoraju, gdzie trudno ściągnąć dobrego informatyka, prowadzimy kierunek informatyka. Najlepsi absolwenci studiów licencjackich będą mieli szansę kontynuowania nauki na studiach magisterskich w Lublinie, bo studia w dużym ośrodku akademickim z pewnością wyznaczają inną perspektywę, poszerzają horyzonty i dają ogładę kulturową. W tych ośrodkach rozpoczynamy także oddziaływanie kulturotwórcze – np. staramy się podejmować współpracę ze szkołami średnimi i uczestniczymy w tworzeniu oddziałów Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

– UMCS, jako pierwsza uczelnia w kraju, zdecydował się na odpłatne wykorzystanie systemu „Plagiat”, który pozwala odnaleźć fragmenty zapożyczonych prac i wskazać ich źródło. Czy to oznacza, że wszystkie prace będą teraz sprawdzane przy pomocy tego systemu?
– Uważam, że przestrzeganie norm etycznych obowiązujących w uniwersytetach przez wieki, w tym uczciwości intelektualnej, jest absolutnie konieczne. Masowość kształcenia, łatwy dostęp do publikacji dzięki internetowi, techniczna łatwość kopiowania sprzyjają pokusie nieuczciwości, a często rodzą ja w sposób mimowolny. Chcemy temu przeciwdziałać i dlatego nawiązaliśmy kontakt z autorami programu „Plagiat” (www.plagiat.pl), który pozwala wychwycić całe fragmenty, a nawet podobne lub identyczne frazy skopiowane z innych prac. System ten dokonuje porównania z dostępną w Internecie bazą 3 miliardów tekstów. Kupiliśmy licencję na pełne testowanie 1000 prac w ciągu roku. Uniwersytet wydaje około 7 tys. dyplomów rocznie, a więc wszystkie prace nie będą testowane – zresztą nie we wszystkich dziedzinach ten system jest tak samo skuteczny, choćby dlatego, że nie istnieją odpowiednie bazy porównawcze – ale stawiamy pierwsze kroki na tej drodze i myślę, że sama świadomość, iż praca może być sprawdzana w ten sposób, odwiedzie wielu potencjalnych amatorów drogi na skróty w zdobywaniu dyplomów.

– Czy takie sprawdzanie będzie dotyczyć także pracowników naukowych?
– Tak. Również doktorantów. Myślę, że musimy zdecydowanie przywrócić zwyczaj wskazywania, że dany fragment jest cytatem, trzeba jedynie podać źródło i autora, bo przywoływanie czyichś przemyśleń nie umniejsza przecież wartości pracy. W uniwersytetach powinniśmy szczególnie dbać o zachowanie podstawowych norm etycznych.

– Nasze środowisko akademickie i naukowe chyba w ogóle nie jest zbyt rygorystyczne i wiele norm postępowania obowiązujących w tej części świata, do której aspirujemy, nie jest u nas przestrzeganych.
– Środowisko, które chce być postrzegane jako elita intelektualna kraju, musi rygorystycznie przestrzegać norm etycznych i pozbywać się wszystkich tych, którzy ich nie przestrzegają. Należy zdecydowanie przeciwstawić się próbom ukrywania tego typu spraw. Niestety, zdarzają się nauczyciele akademiccy, którzy tego nie rozumieją. Środowisko akademickie musi jednoznacznie potępiać wszystkie tego rodzaju zachowania. Następuje dziś szybka erozja autorytetów i uczelnie powinny dbać o to, aby zachować kształtowany przez wieki prestiż związany z tytułem profesora i autorytet środowiska akademickiego. 

Rozmawiał Andrzej Świć

Komentarze