Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 12/2002

Szacunek i zaufanie
Poprzedni Następny

Na rzecz nauki

W ciągu dziesięciu lat FNP przeznaczyła na wspomaganie polskiej nauki 200 mln zł, 
ponaddwukrotnie więcej niż wynosił jej kapitał założycielski.


Piotr Kieraciński

Fot. Stefan Ciechan

Prof. Maciej W. Grabski (z prawej) i prof. Janusz Sławiński (w środku) wręczają Nagrodę FNP prof. Ludomirowi Newelskiemu (z lewej).

 Choć dopiero w tym roku Fundacja na rzecz Nauki Polskiej obchodzi uroczyście jubileusz dziesięciolecia, to jej historia jest nieco dłuższa – sięga roku 1990. – Właściwy rok jubileuszowy, tj. ubiegły, nie był dla nas zbyt szczęśliwy i nie mieliśmy wówczas nastroju do świętowania. Raczej obawialiśmy się, że decyzje urzędu skarbowego i sądów doprowadzą do zakończenia działalności fundacji – mówi prof. Maciej W. Grabski, prezes FNP. Podstawą utworzenia fundacji była ustawa, na mocy której zlikwidowany został Centralny Fundusz Rozwoju Nauki i Techniki. Ówczesny Komitet Nauki i Postępu Technicznego postanowił, że środki finansowe pozostałe po tym funduszu staną się podstawą utworzenia fundacji wspierającej naukę. FNP została powołana jako fundacja skarbu państwa w końcu 1990 r., a faktycznie rozpoczęła działalność w 1991 r. Zdaniem prof. Witolda Karczewskiego, przewodniczącego utworzonego wkrótce potem Komitetu Badań Naukowych, najważniejszą rolę w utworzeniu FNP odegrał prof. Jan Janowski z Akademii Górniczo-Hutniczej, wicepremier i minister-kierownik Urzędu Postępu Naukowo-Technicznego i Wdrożeń. On właśnie podpisał 21 grudnia 1990 r. akt notarialny FNP. – To, że Fundacja powstała, jest zasługą jego dalekowzroczności, politycznej determinacji i siły przebicia – komentuje dr Jan K. Frąckowiak, podsekretarz stanu w KBN, pierwszy prezes FNP.

Nikt nie przewidywał, że na koncie likwidowanego funduszu znajdzie się tak wielka suma pieniędzy. Spodziewano się ok. 150 mld starych złotych, a okazało się, że było to 950 mld, co wówczas stanowiło 100 mln dolarów. – Jestem przekonany – mówi prof. Marian Grynberg, obecny wiceprezes FNP – że gdyby parlamentarzyści zdawali sobie sprawę, o jak duże pieniądze chodzi, nie udałoby się ocalić tych środków dla nauki.

ZAGROŻONY BYT

Fakty potwierdzają jego słowa. Tuż po utworzeniu fundacji pojawiły się naciski na wykorzystanie jej pieniędzy do zupełnie innych celów niż wspieranie nauki. Dotychczas FNP przeżyła cztery poważne ataki na środki, którymi dysponuje. Trzy z nich trzeba było odeprzeć w pierwszym roku istnienia fundacji.

Pieniądze trafiły na jej konto w marcu 1991 r. – Dopiero wówczas zorientowaliśmy się, o jakie pieniądze naprawdę chodziło – wspomina dr Frąckowiak. Pierwszą próbę przejęcia środków fundacji podjął prof. Leszek Balcerowicz, ówczesny minister finansów i wicepremier, który chciał w ten sposób uzupełnić niedobory w budżecie państwa. Prof. Karczewski, którego podwładni pracowali w fundacji, nie wydał polecenia likwidacji FNP i przekazania jej środków do budżetu. 

Kolejną próbę podjęli działacze związku zawodowego „Solidarność”, którzy naciskali na premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego, aby środki fundacji przeznaczyć na ratowanie upadających zakładów przemysłowych. Był początek jesieni 1991 r. Prof. Karczewski wezwał do siebie dr. Frąckowiaka i stwierdził, że ktoś reprezentujący fundację na najwyższym szczeblu musi jechać na rozmowy do premiera. – W ten sposób nagle faktycznie zostałem prezesem Zarządu FNP, który dotąd pracował w niepełnym składzie dwóch pań dyrektor w urzędzie KBN, Barbary Bolkowskiej i Małgorzaty Kozłowskiej – wspomina minister Frąckowiak. Gra szła o wysoką stawkę – 500 mld zł, czyli ponad połowę pieniędzy FNP. Do rozmów zasiedli z jednej strony premier Bielecki i przedstawiciele „Solidarności” z Marianem Krzaklewskim na czele, z drugiej dr Frąckowiak, ich solidarnościowy kolega powołany na stanowisko podsekretarza stanu w KBN przez premiera Bieleckiego. Wkrótce strona rządowa i solidarnościowa zorientowały się, że w wyniku tych rozmów nie uzyskały kontroli nad środkami fundacji. Około północy dr Frąckowiak ponownie został wezwany do premiera. – To było 45 minut twardej, męskiej rozmowy – wspomina – która potwierdziła wcześniejsze ustalenia. W rezultacie fundacja rozpatrzyła ok. 200 wniosków o dofinansowanie zakładów przemysłowych. Tylko dwa z nich spełniały założenie, że środki FNP będą przeznaczone nie na płace, ale na rozwój innowacyjności i konkurencyjności przedsiębiorstw, co miało pomóc im przetrwać na rynku. Projekty te zostały w grudniu 1991 r. skierowane do realizacji. Sukcesem zakończył się program budowy nowoczesnego szybkoobrotowego silnika wysokoprężnego z turbodoładowaniem CT90, zgłoszony przez Wytwórnię Silników Wysokoprężnych „Andoria” z Andrychowa.
Tej samej jesieni próbę „zamachu” na pieniądze FNP podjął sejm. Skończyło się na uchwale sejmowej, która nie miała mocy sprawczej, gdyż nie mogła zmusić Zarządu Fundacji do wydawania środków niezgodnie ze statutem, określającym zarówno przeznaczenie środków, jak i sposób podejmowania decyzji o ich wydatkowaniu, do czego uprawniony był tylko Zarząd i Rada. Tak więc po raz pierwszy prawo stanęło w obronie Fundacji. Po tych próbach FNP przez następne lata z sukcesem pomnażała swój majątek i finansowała programy wspomagania badań naukowych.

Kolejne niebezpieczeństwo zawisło nad fundacją w 1998 r. Warszawska Izba Skarbowa wydała decyzję o naliczeniu podatku od sum przeznaczonych przez FNP w latach 1995-97 na pomnażanie kapitału przez inwestowanie w papiery wartościowe. Podatek wraz z odsetkami, w łącznej wysokości ok. 80 mln zł, został zapłacony, ale FNP zaskarżyła tę decyzję w Naczelnym Sądzie Administracycjnym. Jednak pierwsze – niekorzystne dla FNP – decyzje sądu zdawały się świadczyć, że jej byt jest zagrożony. Ostateczne rozstrzygnięcie problemu nastąpiło dopiero w marcu br., gdy Sąd Najwyższy w wyniku wniosku o rewizję nadzwyczajną, złożonego przez rzecznika praw obywatelskich, wydał orzeczenie, że podatek od sum zainwestowanych przez fundację w papiery wartościowe nie powinien być naliczany. Urząd skarbowy musiał więc zwrócić FNP pobrany podatek oraz ponad 50 mln zł odsetek karnych, co wyrównało straty poniesione przez fundację w ciągu czterech lat borykania się z fiskusem. Byt fundacji został uratowany, a decyzja SN daje szansę na skuteczne pomnażanie jej kapitału w przyszłości. Obecnie aktywa fundacji mają wartość 340 mln zł.

OPANOWAĆ FINANSE

Początkowo FNP była bardzo ściśle związana z KBN, którego przewodniczący na mocy statutu fundacji sprawuje nadzór nad jej działalnością. W Radzie fundacji zasiadali przedstawiciele różnych resortów w randze ministra. W skład Zarządu Fundacji wchodzili wysocy rangą pracownicy Komitetu, a podsekretarz stanu w KBN był jej prezesem. – Traktowano fundację jako jedną z kieszeni KBN, w której znajdują się pieniądze nauki – mówi prof. Janusz Sławiński, przewodniczący Rady FNP. W 1992 r. weszła w życie ustawa, która zabraniała urzędnikom państwowym łączyć funkcję z pracą w zarządach prowadzących działalność gospodarczą fundacji i przedsiębiorstw. – Zdaliśmy sobie też sprawę z ogromu pracy w fundacji i że w związku z tym łączenie pracy w KBN i FNP nie jest możliwe – wspomina prof. Karczewski.

Jesienią 1992 r. powołano nowy Zarząd fundacji, złożony z osób spoza struktur administracyjnych KBN. Prof. Grabski mówi: – Prezesem fundacji zostałem niespodziewanie, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu. Dr Frąckowiak dodaje: – Ta propozycja była starannie przemyślana i przedyskutowana, okazała się jedną z najlepszych decyzji personalnych w historii KBN. Gdy minister Karczewski zaproponował mu stanowisko, poprosił o kilka dni do namysłu. – Zdecydowałem się nie bardzo zdając sobie sprawę, w co się pakuję. Gdy podejmowałem decyzję o objęciu stanowiska w fundacji, wiedziałem o pewnych złych inwestycjach środków finansowych i na to byłem przygotowany. Największy stres powodowała jednak świadomość, za jak ogromną sumę pieniędzy będziemy odpowiadać – wspomina prof. Grabski. Funkcję wiceprezesów M.W. Grabski zaproponował prof. M. Grynbergowi oraz mgr. G. Krawczykowi, zatrudnionemu w Fundacji finansiście.

FNP stawała się instytucją coraz bardziej samodzielną. Wkrótce przygotowano nowy statut, zgodnie z którym w skład mianowanej przez przewodniczącego KBN Rady mogą wchodzić jedynie osoby posiadające tytuł profesora, przy czym czterech z nich musi być pochodzącymi z wyboru członkami KBN.

Prof. Sławiński, który w Radzie jest od września 1991 r., wspomina: – Gdy prof. Karczewski zaproponował mi stanowisko w Radzie, wydawało się, że to nic wielkiego. Ot, zostały jakieś pieniądze i trzeba je wydać. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z naszej mocy i uprawnień. Sądziliśmy, że jest to organ fasadowy, co najwyżej doradczy. Tymczasem okazało się, w wyniku ewolucji statutu, że w poważnej mierze od decyzji Rady zależy sposób, w jaki fundacja będzie wydawać pieniądze, to Rada bowiem wybiera prezesa oraz zatwierdza do realizacji programy zaproponowane do finansowania przez Zarząd.

Wkrótce zaczęto myśleć systematycznie o ukształtowaniu profilu działalności fundacji. Trzeba było opanować sytuację finansową i rozwikłać problemy wynikające z niezbyt szczęśliwego lokowania kapitału w początkach działania FNP. – Wbrew temu, co dziś się sądzi, pieniądze wydawano wówczas (1991 i 92 r.) ostrożnie i powoli – mówi dr Frąckowiak. Natomiast ich ulokowanie musiało nastąpić bardzo szybko, gdyż przekazano je na nieoprocentowane konto, a w kraju inflacja była wciąż wysoka. Założono zatem ryzykowną lokatę: cały kapitał w jednym banku, który dawał najwyższe odsetki – 60 proc. rocznie. Szukano też możliwości długofalowego zainwestowania środków Fundacji, gdyż istniała silna presja, by szybko je wydawać. Zainwestowano też w Gecobank S.A. Niezbyt fortunnym pociągnięciem były natomiast inwestycje w grupę Solaris. – Szukaliśmy partnera do przedsięwzięć innowacyjnych. Wydawało się, że technologie elektronicznych czujników niskotemperturowych na podczerwień są obiecujące – wspomina pierwszy prezes FNP. Dziś Polacy odnoszą w tej branży sukcesy na rynku międzynarodowym. Jednak firma-matka dbała nie o rozwój technologii, ale o przejmowanie pieniędzy ze spółek zależnych.

Prof. Grabski wspomina: – W chwili, gdy obejmowałem fundację, realna wartość jej aktywów wynosiła już tylko 87 mln dolarów, gdyż inflacyjny zysk został wydatkowany w ramach Programu PONT na dofinansowanie jednostek n-b, głównie JBR i PAN. Pochłonęło to kwotę 200 mld starych złotych, co ówcześnie stanowiło równowartość ok. 13 mln USD. Niewielką skuteczność tego programu wytknęła później kontrola NIK. Ponadto jedna trzecia środków fundacji była źle zainwestowana, a sama fundacja nie miała nad nimi kontroli. W przypadku Gecobanku udało się wyjść z zagrożenia poprzez „wrogie” przejęcie nad nim kontroli i doprowadzenie do mergingu z KredytBankiem, co ostatecznie przyniosło FNP zyski. W pozostałych przypadkach zainwestowane fundusze – ponad 20 mln zł – do dziś dla fundacji nie pracują, a szanse na ich odzyskanie są praktycznie żadne. – Sprawa tych inwestycji wzbudziła w 1994 r. duże zainteresowanie mediów i bardzo źle wpłynęła na obraz fundacji. tę stratę wizerunku trudno było odrobić – mówi prof. Grabski. – Staraliśmy się opracować spójną wizję działalności fundacji, stworzyć z niej niezależną finansowo firmę, która sama generuje środki na swoją działalność. Nie chcieliśmy przy tym wchodzić w działalność gospodarczą. Trzeba było też wymyślić sposób na połączenie dwóch nieprzystających do siebie części fundacji – merytorycznej i biznesowej. Chyba nam się to udało. W 1993 r. postanowiono zmienić system pomnażania pieniędzy fundacji, wykorzystując możliwości tworzone przez rozwijający się rynek papierów wartościowych. Motorem działania w tym kierunku był Grzegorz Krawczyk – wówczas najmłodszy członek Zarządu – który do dziś, choć już w innej instytucji finansowej, zajmuje się pomnażaniem środków fundacji.

PROGRAMY WSPIERAJĄCE

Pierwsze programy wspierania nauki pojawiły się już w 1991 r. – Uznaliśmy, że zaproponowany przez panie Bolkowską i Kozłowską program dotyczący ochrony zdrowia dzieci będzie nośny i ochroni młodą fundację przed zakusami finansowymi – wspomina minister Frąckowiak. W 1991 r. prof. Sławiński wymyślił Nagrody FNP, które po raz pierwszy wręczono w grudniu 1992 r. Bardzo szybko nagroda ta zyskała niezwykle wysoką rangę – nadano jej miano Polskiego Nobla. W 1992 roku ruszył kolejny ważny i najbardziej kosztowny program FNP – stypendia dla młodych naukowców. Pierwsze wręczono w marcu 1993 r. Do dziś rozstrzygnięcia tych dwóch programów pozostają przywilejem Rady FNP. W 1991 r. ruszyły programy dotyczące wspomagania transferu technologii, m.in. programy pożyczek, oraz wymyślono tzw. dyscypliny nominowane – zadaniem tych programów było wyposażenie najlepszych w danej dziedzinie placówek w nowoczesną aparaturę.

Jak pojawiają się programy? – Staramy się wsłuchiwać w głos społeczności naukowej – mówi prof. Grynberg. – Pomysł rzucony czasami mimochodem zaiskrzy. Zaczyna się dyskusja. Konkretyzują się zadania, odbiorcy programu, powstaje regulamin, grupa ekspertów, wyznaczana jest osoba odpowiedzialna za opiekę nad programem i w końcu, po zatwierdzeniu przez Radę, trafia on do programu rocznego fundacji – tłumaczy prof. Grabski. W 1997 r. uruchomiono nowy, odmienny od wcześniejszych program – subsydia profesorskie. – Grzegorz Krawczyk zaproponował, aby stworzyć program subsydiów fundowanych przez instytucje finansowe czy gospodarcze. Ta idea upadła, ale myśl o subsydiach skierowanych do uczonych pozostała. Zaczęliśmy ją dyskutować w innym kontekście – możliwości sfinansowania przez samą fundację. Po trzech latach od powstania pomysłu subsydia weszły do programu rocznego FNP – mówi prof. Grabski.

Wprowadzenie tego programu wiązało się z dokonaniem zasadniczego zwrotu w polityce wspomagania nauki. W miejsce subsydiów przedmiotowych, aparaturowych, fundacja zaczęła rozwijać programy skierowane bezpośrednio do ludzi nauki. Wyciągano wnioski zarówno z pozytywnych doświadczeń programów nagród i stypendiów dla młodych uczonych, jak też z niepowodzeń w niektórych innych programach, gdyż nie wszystkie z nich stanowiły sukces. Np. program „Maria” na zastosowanie technik radiacyjnych nie spotkał się z godnym zaangażowanych środków zainteresowaniem – nie wydano wszystkich pieniędzy, przeznaczonych na jego realizację. Największym niepowodzeniem okazały się jednak programy komercjalizacji wyników badań naukowych, jak pożyczki, INCOME czy TECHNE. Podobne problemy zdarzają się także w systemie projektów celowych KBN. – Nie mogliśmy brać odpowiedzialności za zarządzanie projektami, a to jest w takich wypadkach okazało się konieczne – mówi prezes fundacji. – Wycofaliśmy się więc z tego typu przedsięwzięć. Uzasadnia też przejście do programów subsydiowania uczonych: – Środki, którymi dysponujemy, znacznie lepiej są wykorzystywane w tym obszarze niż przy zakupach aparatury. To jest gra pieniędzmi: za milion złotych można kupić jedno urządzenie lub zrealizować spory program stypendialny. Dr Tomasz Perkowski, najmłodszy członek Zarządu FNP: – Staramy się, aby nasze programy obejmowały całe środowisko uczonych: od najmłodszych pracowników nauki przez doktorów po profesurę. W tym roku uruchamiamy program skierowany do uczonych emerytowanych. W związku z konkretnymi potrzebami powstały w ostatnim czasie programy kwerend w archiwach i bibliotekach zagranicznych oraz krajowych stypendiów wyjazdowych. Coraz intensywniej rozwijana jest współpraca międzynarodowa, na początek przede wszystkim z Niemcami. – Czasami musimy zrezygnować z dobrych pomysłów – mówi dr Perkowski – gdyż ich realizacja przekracza nasze możliwości, ewentualnie nasz wkład w ich realizację byłby zbyt niski, aby przynieść zauważalne efekty.

NAJWAŻNIEJSZA RZECZ

W ciągu dziesięciu lat FNP przeznaczyła na wspomaganie polskiej nauki ponad 200 mln zł, a więc dwukrotnie więcej niż wynosił jej kapitał założycielski (95 mln nowych zł). Aktywa zostały także wielokrotnie pomnożone. Każdego roku na realizację celów statutowych przeznacza ok. 20 mln zł. Obecny Zarząd chciałby zwiększyć tę kwotę do 24 mln i na tym poziomie ustabilizować wydatki fundacji w przyszłości.

Członkowie Zarządu podsumowują dziesięć lat pracy. Prof. Grynberg: – Najmilsze chwile to spotkania z beneficjantami subwencji FNP. Ostatnio podczas podsumowania programu wspierania bibliotek naukowych wzruszył go widok plakatu przygotowanego przez bibliotekarzy fizyki teoretycznej z Uniwersytetu Warszawskiego: „Librariusie wróć”. Prof. Grabski najmilej wspomina uroczystości wręczenia stypendiów dla młodych naukowców i spotkania z nimi. O ostatnich dziesięciu latach pracy w fundacji mówi z satysfakcją: – Teraz, gdy zbliżam się do emerytury, myślę, że była to najważniejsza rzecz, jaką w życiu zrobiłem.

Mamy w polskiej nauce instytucję unikalną w krajach postkomunistycznych – fundację, która z powodzeniem wspiera rozwój badań. Wśród powszechnej nieufności do instytucji finansowych i publicznych, FNP jako jedna z nielicznych cieszy się szacunkiem i zaufaniem społeczności naukowej, czemu dała ona wyraz podczas sporu fundacji z organami skarbowymi.

Komentarze