Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 12/2002

Myślenie o przyszłości
Poprzedni Następny

Poczta elektroniczna

Nauczający uczeni powinni przekazywać nie tyle ustaloną wiedzę w jakiejś dziedzinie, co raczej pokazywać szczegóły własnego warsztatu twórczego. W tym celu 
zaś, po pierwsze, trzeba go mieć, po drugie – być go świadomym.

Paweł Misiak

Szanowny Panie Redaktorze!

Fot. Stefan Ciechan

Tegoroczna jesień stała przede wszystkim pod znakiem większej i mniejszej polityki, bo to i wybory samorządowe, i początek kadencji nowych władz uczelnianych. Równocześnie zaś, niejako na marginesie, bez medialnego rozgłosu pojawił się krajowy raport Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju Polska w drodze do globalnego społeczeństwa informacyjnego, dotyczący perspektyw, możliwości i zagrożeń przyszłości naszego kraju. Skojarzenie polityki z tymże raportem jest nieprzypadkowe, bo przecież od rządzących właśnie w dużej mierze zależy nasza bliższa i dalsza przyszłość w skali uczelni, regionu i kraju. W ramach obecnego systemu organizacji społecznej to oni są odpowiedzialni za plany i działania strategiczne.

W raporcie zebrano zagadnienia, o których pisze się i mówi od kilku lat: przechodzenie do nowej epoki cywilizacyjnej, wpływ techniki i technologii na funkcjonowanie społeczeństw, powstawanie społeczeństwa informacyjnego, globalizacja, nowa ekonomia itp. Wskazuje się też na sytuację i uwarunkowania lokalne, mające niewątpliwie zasadniczy wpływ na to, co i jak możemy zrobić, jaką pozycję w skali światowej i regionalnej zajmie Polska za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat.

UNIA I INNI

Weźmy na przykład sprawę Unii Europejskiej. Integracja tuż, tuż – a mnie się wydaje, że – pomijając hałas medialny – mało kto się tym przejmuje. Nawet na podstawie wypowiedzi najważniejszych polityków można odnieść wrażenie, że w procesie tym chodzi głównie o wyszarpanie od bogatszych jak największych pieniędzy, które – w domyśle – w ten czy inny sposób będzie można obrócić na kiełbasę wyborczą. Tymczasem sprawa jest poważniejsza. Polska znajduje się obecnie w trakcie dwóch transformacji – dostosowywania do wymagań Unii Europejskiej (...) oraz transformacji do globalnego społeczeństwa informacyjnego. – czytamy we wstępie do raportu. a dalej: integracja (...) to de facto nadrabianie zapóźnień w stosunku do Europy, jakie narosły w Polsce po wojnie, natomiast transformacja do globalnego społeczeństwa informacyjnego stanowi wyzwanie, którym żyje najbardziej rozwinięta część świata. Na dodatek, jak wielokrotnie podkreślono w raporcie, wyzwanie to nie jest kwestią naszego wyboru. Dotyczy nas, czy chcemy, czy nie, bo nie jesteśmy odizolowaną wyspą, lecz – jak często lubimy podkreślać – krajem od wieków leżącym w centrum Europy, do Europy i jej kultury należącym. Europa zaś ściga się z Ameryką, czyli bierze udział w tworzeniu cywilizacji Trzeciej Fali, globalizacji, społeczeństwa informacyjnego itd.

Wychodzi więc na to, że nie ma innego wyjścia – musimy w to wejść. Chociaż niektórzy mówią, że można inaczej, nawet na dwa sposoby. Jeden to izolacjonizm, wybudowanie nowego Wielkiego Muru, by miazmaty ponowoczesnej cywilizacji nie przeszkadzały nam trwać przy Tradycji, czcić Ziemię Polską, której ani piędzi nie oddamy w obce ręce, żąć będziem kosami, jak ojce nasze, a gdy będzie trzeba, postawimy je na sztorc! Sposób drugi to bierne czekanie, bo przecież jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było, a świat i tak w końcu do nas przyjdzie, doceni naszą inteligencję, węgiel, poezję, piwo itp. To prosta droga do statusu kolonii, jednak na gorszych warunkach niż te, na jakie mieliśmy nadzieję 20 lat temu, kiedy to niektórzy postulowali, żeby wypowiedzieć USA wojnę i zaraz potem się poddać.

Przyspieszenie zmian w dzisiejszym świecie jest tak duże, że przytaczana tu przeze mnie już kiedyś maksyma rodem z powieści Prusa, iż kto nie idzie naprzód, cofa się, jest coraz bardziej aktualna. Wychodząc zatem z założenia, że nie chcemy zostać z tyłu, zarówno w skali państwa, jak i na przykład uczelni – a to oznacza konieczność podejmowania konkurencji na różnych polach w skali globalnej – autorzy raportu próbują sformułować warunki, bez których spełnienia nie będzie to możliwe. Musimy spróbować stanąć do „zawodów” w nowej gospodarce, zwanej gospodarką wiedzy. To ostatnie określenie wskazuje zaś na kluczową rolę, jaką w tym wyścigu odgrywać powinny instytucje edukacyjne i naukowe, acz w innym niż dotychczas kształcie. Ale do tego dojdę później.

OBYWATELE, DO NAUKI

W planie społecznym zmiana przedmiotu aktywności ekonomicznej, w której chcąc nie chcąc wszyscy uczestniczymy, oznacza między innymi zmianę ról pełnionych przez ludzi. Rewolucja przemysłowa spowodowała, że praca ludzkich mięśni została nie tylko zastąpiona, ale i zwielokrotniona przez pracę maszyn, przynajmniej w odniesieniu do czynności rutynowych i powtarzalnych. W naszych czasach podobny proces dokonuje się w odniesieniu do znacznej części tego, co do niedawna określane było mianem „pracy umysłowej”, a co polegało na rutynowym i powtarzalnym przetwarzaniu papierów, zwykle na inne papiery, na składaniu podpisów i przystawianiu pieczątek. Czynności te niewątpliwie do pewnego stopnia angażują zdolność myślenia, jednak na poziomie prostych algorytmów, czasem z niewielką domieszką losowości lub wolicjonalności (z której bierze się m.in. urzędnicza samowola). W raporcie czytamy: Każda czynność intelektualna, którą można z góry zaplanować, będzie lepiej wykonana przez komputer niż przez człowieka. Człowiekowi pozostaje to, czego komputery nie potrafią: Od kreatywności będzie zatem zależeć miejsce człowieka w społeczeństwie informacyjnym.

Komputery zajmą się więc przetwarzaniem informacji, ludzie natomiast będą – za ich pomocą – tworzyć wiedzę, która z kolei znajdzie się w komputerach w postaci oprogramowania i baz danych. Przewidywane procesy zmian mają doprowadzić do oddzielenia ról twórców wiedzy od jej użytkowników – tych, którzy na podstawie wiedzy stworzonej przez pierwszych tworzą oprogramowanie. Stąd płyną wnioski i wskazania dotyczące między innymi edukacji i nauki, czyli spraw interesujących (mam nadzieję) PT Czytelników „Forum”. Od działań w tych dwóch dziedzinach zależeć będzie bowiem, czy i jak obywatele naszego kraju, włączonego do globalnego systemu gospodarczego, będą umieli ową wiedzę tworzyć i jej używać.

Wyzwaniem dla systemu edukacji w społeczeństwie informacyjnym będzie nauczenie ludzi kreatywności oraz umiejętności przekazywania komputerom swojej oryginalnej wiedzy oraz oryginalnych metod rozwiązywania problemów – czytamy w raporcie. A dalej: Powszechna umiejętność przekazywania komputerom swojej wiedzy stanie się niezbędna, ponieważ oprogramowanie będzie jednocześnie sposobem wyrażania wiedzy i jej przekazywania. Ostatnie zdanie sugeruje, że wszystkie szkoły powinny uczyć elementarnego posługiwania się komputerem i programowania. W ten sposób będziemy masowo kształcić użytkowników wiedzy. Jednak dobrze byłoby kształcić także jej twórców.

UNIWERSYTET SPOŁECZEŃSTWA INFORMACYJNEGO

A czy można kształcić twórców wiedzy? Raport powiada, że to właśnie jest rola szkolnictwa najwyższego stopnia. Jednak, by to było możliwe, potrzebna jest zmiana modelu funkcjonowania uczelni. Dotychczas w znakomitej większości działają one według modelu humboldtowskiego, oznaczającego jedność miejsca badań, nauczania i wychowania, (...) w warunkach braku poczucia konkurencji. W warstwie edukacyjnej, podobnie zresztą jak szkoły niższych szczebli, zajmują się głównie przekazywaniem istniejącej wiedzy i uczeniem, jak jej używać. Potrzebna jest zmiana w kierunku kształcenia orientacji na problemy, umiejętności ich oryginalnego rozwiązywania, efektywnego korzystania z wszelkich dostępnych źródeł wiedzy itd.

Prócz tego, rola uczelni musi się zmienić z uwagi na zmianę „klienteli”. Jednym z podstawowych warunków aktywnego uczestnictwa w życiu społeczeństwa informacyjnego jest – jak podkreślono w raporcie – permanentne uczenie się. Owszem, wymaga to wysiłku, ale jest konieczne, bo tradycyjny (w społeczeństwie nowoczesnym) „plan życia”: 20 lat nauki – 40 lat pracy – emerytura, staje się nieaktualny. W sugestywnej tabelce pokazano, iż „uniwersytet jutra to uniwersytet dziś plus” m.in. to, że studenci to także dorośli, często z dużym doświadczeniem zawodowym, wiedzący, czego chcą być nauczeni. Podobnie jak praca, edukacja wyższa coraz powszechniej i coraz wyraźniej uwalniać się będzie od ciasnych, ściśle określonych ram czasowych i organizacyjnych. Rozpowszechni się studiowanie między – czy raczej wielouczelniane, z dużym udziałem nauczania zdalnego.

Myśląc o przyszłości uczelni trzeba jednocześnie mieć na uwadze, że mogą one stracić dotychczasowy monopol na kształcenie, podobnie jak nie mają monopolu na prowadzenie badań. Jednak ważnym, może kluczowym ich atutem na konkurencyjnym rynku jest właśnie owo tradycyjne połączenie badań i nauczania, tyle że nauczający uczeni powinni przekazywać nie tyle ustaloną wiedzę w jakiejś dziedzinie (a ściślej jej podstawy), co raczej pokazywać szczegóły własnego warsztatu twórczego. W tym celu zaś, po pierwsze, trzeba go mieć, po drugie – być go świadomym.

DROGA WE MGLE

Praca na niwie naukowej przypomina bowiem pod pewnym względem sytuację, w jakiej przyjdzie żyć i pracować obywatelom społeczeństwa informacyjnego w ramach globalnej gospodarki wiedzy. Problemy, które przychodzi rozwiązywać w rzeczywistości, nie są w większości jasno określone. Wymagają zatem przede wszystkim zdefiniowania. Następnie trzeba zebrać niezbędne informacje, po czym spróbować znaleźć rozwiązanie, podejmując decyzje na podstawie złożonych, niepełnych i niepewnych warunków.

Dobremu rozumieniu, a co za tym idzie, definiowaniu i twórczemu rozwiązywaniu problemów sprzyja, z jednej strony, znajomość abstrakcyjnych pojęć i koncepcji, z drugiej – świadomość wspomnianej złożoności i niepewności sytuacji oraz kontekstu. Tradycyjne metody uczenia polegają głównie na stawianiu problemów specjalnie przygotowanych, „czystych”, jednoznacznych, a przez to mało realnych. W ten sposób tworzone są na przykład zbiory zadań. Owszem, utrwalają one i pozwalają lepiej zrozumieć pewne (abstrakcyjne) pojęcia, ale już metody stosowane do otrzymania rozwiązania (zazwyczaj jednoznacznie określonego) rzadko przydają się w sytuacjach rzeczywistych. Zresztą metody te dają się zwykle zalgorytmizować, co oznacza, że rozwiązywanie takich zadań można zlecić komputerom. Nie tędy więc droga.

Cytowany raport – wspólne dzieło ponad dwudziestu autorów – przedstawia optymistyczną wizję społeczeństwa informacyjnego. Niektórzy moi znajomi twierdzą wprost, że wiele w nim myślenia życzeniowego. Można tam jednak znaleźć także sporo danych i uwag na temat naszej zgrzebnej rzeczywistości. W założeniu publikacja ta ma stanowić materiał do dyskusji na temat długofalowej strategii i perspektyw, co – jak napisałem na wstępie – jest przede wszystkim domeną poczynań rządzących wszystkich szczebli. Wielka rola, jaka w zmienionym środowisku cywilizacyjnym ma przypaść „sektorowi” naukowo-edukacyjnemu, powinna być też wyzwaniem i zobowiązaniem do podjęcia nie tylko dyskusji, ale szybkich działań w celu uczynienia z uczelni ośrodków edukacyjnych nowego typu, kształcących twórczych obywateli globalnego społeczeństwa informacyjnego. 

W nadziei, że będę miał okazję w tych zmianach uczestniczyć, a przynajmniej im kibicować, przesyłam Panu Redaktorowi wyrazy szacunku.

Paweł Misiak

pm@wroclaw.com

Komentarze