Strona główna

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 1/2003

Młode kadry
Poprzedni Następny

Życie akademickie

Racja stanu polskiej nauki wymaga zwiększonej 
koncentracji na naborze, formowaniu i promowaniu 
młodej kadry naukowej, nawet gdyby tego typu nacisk miał odbiegać od tradycji i zwyczajów przyjętych 
do tej pory w środowisku akademickim.

Jerzy Rużyłło

Fot. Stefan Ciechan

Zakładając, że w dyskusji na temat funkcjonowania nauki w środowisku akademickim w Polsce każdy konstruktywny głos może być przydatny, pozwalam sobie za sformułowanie kilku obserwacji na ten temat. Obserwacji, które nasuwają się komuś, kto, z jednej strony, jest na tyle zorientowany w głównych zasadach funkcjonowania nauki w Polsce, aby mieć na ten temat zdanie, z drugiej zaś, od dłuższego czasu działając naukowo na innym terenie, nie jest w to funkcjonowanie bezpośrednio zaangażowany, a tym samym, może sobie pozwolić na pewien dystans w formułowaniu opinii. W tym właśnie duchu poruszam problem, który, gdy się patrzy z zewnątrz na polską naukę, jawi się jako szczególnie wart uwypuklenia.

MIARA SUKCESU

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że jedną z obecnie najważniejszych dla nauki polskiej spraw jest zapewnienie właściwego dopływu najzdolniejszych młodych ludzi do nauki. Jeśli bowiem przez pewien czas dopływ ten zostanie zakłócony, a wygląda na to, że tak się dzieje w ostatnim okresie, to wytworzy się w przyszłych zasobach intelektualnych polskiej nauki luka, której nie skompensują żadne, choćby najbardziej radykalne i trafne, reorganizacje. Tworzenie ministerstw, powoływanie komitetów, tworzenie i likwidowanie instytutów oraz inne temu podobne manewry organizacyjne, a nawet zwiększenie nakładów na naukę, nie odniosą zamierzonego skutku, jeśli zabraknie zdolnych i przygotowanych do prowadzenia działalności naukowej ludzi. Niedocenianie wagi tego stanu rzeczy i niepodjęcie działań mających na celu nadrobienie zaległości w tym zakresie może de facto okazać się wyrokiem śmierci dla jakiejkolwiek poważnej działalności naukowej w przyszłej Polsce.

Szczególnej uwagi wymaga sytuacja młodej kadry naukowej w wyższych uczelniach. W uczelniach bowiem nie tylko prowadzi się działalność naukową, ale przede wszystkim kształci się, między innymi również i przyszłych naukowców. Innymi słowy, tu właśnie odbywa się proces selekcji i intelektualnego formowania przyszłych pracowników nauki. Zadbanie więc o właściwy dopływ młodej kadry naukowo-dydaktycznej do uczelni i jej rozwój leży u podstaw zapewnienia właściwego poziomu szeroko rozumianej działalności naukowej.

Nie wydaje się, aby jakościowa poprawa obecnej sytuacji w zakresie naboru kadry naukowo-dydaktycznej była możliwa bez sięgnięcia do mechanizmów finansowych. Jak długo bowiem występować będą wyraźne dysproporcje między uposażeniem młodego nauczyciela akademickiego a średnimi pensjami obowiązującymi na rynku pracy na danym poziomie wykształcenia i stażu w danej dziedzinie, tak długo trudno będzie przyciągać najzdolniejszych do nauki. Jak długo młody człowiek podejmujący pracę naukowo-dydaktyczną w uczelni postrzegany będzie raczej jako niegroźny fanatyk, nie zaś jako uosobienie sukcesu, tak długo przyszłość nauki w Polsce pozostawać będzie pod znakiem zapytania. Oczywiste jest więc, iż w miarę godziwe wynagradzanie pracowników naukowo-dydaktycznych uczelni państwowych powinno być podstawowym elementem niezbędnych modyfikacji mechanizmów działalności naukowej w Polsce, teraz i w przyszłości.

NIEWYSTARCZAJĄCA ZACHĘTA

Zwiększenie funduszy z budżetu państwa na finansowe dowartościowanie kadry akademickiej w uczelniach państwowych, wprawdzie niezbędne, może jednak okazać się krokiem niewystarczającym do koniecznego, moim zdaniem, zdynamizowania rynku pracy naukowo-dydaktycznej w Polsce. Fundusze te bowiem byłyby zapewne rozdzielane według zasady „po równo”. Zasady znów prowadzącej do tego, że – bez względu na poziom naukowy i dydaktyczny uczelni, zapotrzebowanie na jej usługi, przejawiające się w liczbie kandydatów na studia, i zapotrzebowanie na jej absolwentów na rynku pracy – wszyscy na przykład adiunkci pracujący w uczelniach państwowych, a tym bardziej wszyscy adiunkci pracujący na różnych wydziałach tej samej uczelni, musieliby zarabiać plusminus tyle samo. Oznaczałoby to, że wobec braku niezależnych środków powodujących wyraźniejsze wystąpienie konkurencji między uczelniami w pozyskiwaniu najlepszych studentów i pracowników, zwiększenie nakładów państwowych na uposażenie pracowników naukowo-dydaktycznych zlikwidowałoby wprawdzie obecne dysproporcje płacowe, ale mogłoby okazać się niewystarczającą zachętą dla poszczególnych uczelni do realizacji aktywnej polityki kadrowej. Polityki, której celem byłoby identyfikowanie i aktywna rekrutacja najlepszych absolwentów wyższych uczelni do pracy akademickiej, zamiast, jak to wydaje się zdarzać, zdawanie się na nierzadko przypadkowych chętnych do podjęcia tej pracy. 

Przyjmując powyższą tezę jako strategiczny priorytet, zagadnienie źródeł tych dodatkowych funduszy pozostawmy do odrębnych rozważań. Niezależnie jednak od tego, skąd takie fundusze mogłyby pochodzić, sam fakt uzyskania przez uczelnie państwowe pewnej suwerenności w aspekcie finansowym polityki kadrowej nie tylko umożliwiłby intensywne przyciąganie najzdolniejszych do pracy w uczelniach, ale również uruchomiłby – w myśl zasady: wyższa płaca – wyższe wymagania – szereg mechanizmów, które mogłyby tylko wspomóc wypełnianie ich zasadniczych misji.

WZORCE I DOSTĘP

Proces tworzenia odpowiedniej bazy intelektualnej polskiej nauki przyszłości nie może zakończyć się na rekrutacji i godziwym wynagrodzeniu młodych pracowników akademickich. Trzeba im bowiem również zapewnić możliwość właściwego rozwoju. Najważniejszą rolę ma tu do odegrania starsza stażem kadra akademicka, a więc profesorowie. Wskazane byłoby, aby tworzenie odpowiednich wzorców osobowych i intelektualnych, jak i bardzo intensywna działalność mentorska, należały obecnie do najważniejszych zadań stawianych sobie przez kadrę profesorską w Polsce. Racja stanu polskiej nauki wymaga bowiem zwiększonej koncentracji na naborze, formowaniu i promowaniu młodej kadry naukowej, nawet gdyby tego typu nacisk miał odbiegać od przyjętych do tej pory w środowisku akademickim tradycji i zwyczajów.

Niezależnie od tego, młoda kadra akademicka powinna mieć zapewniony należyty dostęp do odpowiednich funduszy na prace badawcze i nowoczesnych narzędzi pracy naukowej. Jest to oczywiście postulat z pogranicza truizmu. Pora jednak, aby stał się on rzeczywistym priorytetem i konsekwentnie przekuwany był w czyny.

Prof. dr hab. inż. Jerzy Rużyłło, absolwent i były pracownik Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej, od połowy lat 80. pracuje w Stanach Zjednoczonych. Obecnie jest profesorem w Pennsylvania State University.

Komentarze