Strona główna

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 1/2003

Recenzje
Poprzedni Następny

Co kryje kosmos?

Wszechświat jest niewyobrażalnie ogromny i piękny – twierdzi Aleksander Wolszczan, największy od czasów Kopernika polski astronom. Układ Słoneczny jest tylko jednym z jego elementów. I z pewnością nie jedynym.

Od dawien dawna astronomowie poszukują obcych światów. Stosowano wiele, nie zawsze skutecznych, metod obserwacji. Próbowano, nie zawsze właściwie, interpretować ich wyniki. Pojawiały się problemy z nazewnictwem odnajdywanych obiektów. To wszystko prowadziło do licznych pomyłek. Nierzadko w atmosferze skandalu obwieszczano odkrycie pozasłonecznych planet, które po dokładnych analizach, okazywały się nimi nie być. I dopiero na początku minionej dekady pojawiły się pierwsze sukcesy. Ken Croswell, opisujący długą historię tych odkryć oraz ludzi, którzy ich dokonali, przekonuje, że odkrywanie nieznanych lądów na Ziemi jest niczym w porównaniu z łowami na planety wokół innych gwiazd.

Szczególnie wartościowe dla klimatu całej opowieści są przybliżone przez autora relacje między „łowcami” oraz początki ich przygody z astronomią. Nieodparta chęć bycia pierwszym w swojej dziedzinie, rywalizacja prowadzona nie zawsze fair, zawiść, umniejszanie rangi równoległych badań – jednych to fascynowało, innych doprowadzało do białej gorączki. Tym bardziej że w tych łowach trzeba mieć jeszcze trochę szczęścia. Polegając tylko na intuicji, ograniczonej w znaczący sposób subiektywną wiedzą o Układzie Słonecznym, można zbłądzić. Nikt przecież nie da gwarancji, że nasz system planetarny jest typowy. Nie odkryto wszak jeszcze ani jednej planety podobnej do Ziemi, a domniemanie, iż jowiszopodobne olbrzymy okrążają raz na kilkanaście lat swoje macierzyste gwiazdy w bezpiecznych odległościach, legło w gruzach, gdy znaleziono takie, wcale nierzadkie, gazowe giganty. Nie dość, że znajdują się one w bezpośredniej bliskości swojej gwiazdy, na ciasnej orbicie, to jeszcze jej przemierzenie zajmuje jedynie cztery dni.

Przybliżając poszukiwania nieznanych obszarów Galaktyki Croswell nie epatuje zbytnio retoryką. Używa zrozumiałego języka, stosuje jasne porównania. By jeszcze bardziej zaciekawić, bombarduje czytelnika anegdotami, ciekawostkami, o których niewprawny obserwator nie ma bladego pojęcia. Odżegnuje się od „gazetowego” pisania o odkryciach astronomicznych, a więc od doszukiwania się w każdym z nich planetarnej rewolucji. I rzeczywiście, w samej treści spełnia ten postulat. Jednak jeśli chodzi o styl, to w wielu miejscach jego opowieść ma wymiar właśnie naukowego opracowania dla czytelnika codziennej prasy lub widza bijącego rekordy popularności show. Nawet jednak wtedy czyni z tej maniery swój atut.

Croswell nie skupia się jedynie na historii, snuje wizje podróży międzygwiezdnych, przybliża nowe metody pozwalające odkryć planety, na których mogłyby istnieć optymalne warunki do powstania życia. Poszukiwanie planet wokół innych gwiazd będzie jednym z ważniejszych zadań astronomii XXI wieku i wywrze ogromny wpływ na rozwój tej nauki – prognozuje. I pomyśleć, że cztery wieki temu podobne teorie uznano za herezje, a głoszącego je Giordana Bruna spalono na stosie.

(mak)

Ken Croswell, Łowcy planet. W poszukiwaniu nieznanych światów, tłum. Michał Szymański, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2002, seria: Na Ścieżkach Nauki.

Vae victis

Waldensi i husyci, spirytualni franciszkanie i katarzy, lollardzi i heretyccy joachimici – w średniowieczu dysputy i spory teologiczne były na porządku dziennym, a imię ich Legion. Oficjalna doktryna Kościoła rodziła się w bólach, w starciach z rozmaitymi ruchami reformatorskimi bądź jawnie opozycyjnymi. Heretyckie tezy i wystąpienia odegrały znaczącą rolę zarówno w formułowaniu katolickiej ortodoksji u jej zarania, jak i w umacnianiu doczesnej władzy papiestwa. I nie koniec na tym. Wiedza na temat poszczególnych herezji i definicje, w których je potępiano, stały się częścią zasobu intelektualnego wykształconego chrześcijanina – pisze Malcolm Lambert, emerytowany profesor historii średniowiecza w Uniwersytecie w Bristolu. klimat tych sporów znakomicie przedstawił Umberto Eco w swej głośnej powieści Imię róży, opisując dysputę papieskiej deputacji z przedstawicielami zakonu żebraczego franciszkanów w kwestii ubóstwa Chrystusa.

Tu zresztą pojawia się problem, co tak naprawdę było herezją, a co ruchem reformatorskim w łonie Kościoła. W związku z tym, autor przeprowadza rozróżnienie na „prawdziwe” herezje, z którymi wiązało się poważne wypaczenie ortodoksyjnej wiary lub praktyki, oraz herezje „sztuczne”, które jako takie nie funkcjonowały w żywym kontekście, jak było w wypadku herezji wolnego ducha z okresu późnego średniowiecza. Klasyfikacja herezji jest o tyle utrudniona, że historycy w niewielkim tylko stopniu dysponują tekstami dzieł samych heretyków. Znakomita większość źródeł pochodzi od organów represyjnych lub katolickich kronikarzy, zatem konwencje te mają wpływ na zawarte w nich opisy herezji – czytamy.

Najwięcej miejsca poświęca Lambert herezjom katarów, waldensów, lollardów, husytów oraz naukom Johna Wiklifa, które miały ogromny wpływ na czeski ruch reformatorski. Dlaczego akurat taki wybór? Autor stwierdza, że jego celem był opis masowych ruchów heretyckich, czyli takich, które znalazły znaczący oddźwięk wśród laikatu. Dlatego w książce zabrakło miejsca np. dla myśli Piotr Ab?larda czy innych twórców herezji intelektualnej.

Zrozumienie zjawiska herezji i istoty ich sprzeciwu wobec ortodoksji wymaga, oczywiście, znajomości samej ortodoksji. Ale nie tylko. Wymaga także poznania umysłowości przedstawicieli Kościoła okresu średniowiecza, gdyż ich postrzeganie herezji było bardzo specyficzne. Herezja nie była, według nich, wynikiem dążenia do etycznej czy duchowej doskonałości ani też wyrazem sprzeciwu warstw ekonomicznie uciśnionych wobec władzy kościelnej, ale była po prostu dziełem szatana, przejawem jego działalności w świecie widzialnym. Jej wyznawcy mieli więc w sobie rys straceńczy, nie pozbawiony pierwiastka odwagi, gdyż zatwardziały dysydent (...) rzucał również wyzwanie lękowi przed wiecznym potępieniem (...). Kształtująca się przez lata odwaga heretyckich misjonarzy (...) sprawiała, iż byli oni gotowi (...) ponieść okrutną śmierć. Ich niezłomność przyczyniała się do przetrwania ruchów, dla których poświęcali swe życie.

Trwałość ruchów heretyckich jest jednak raczej wątpliwa. Żaden z nich nie przetrwał wieków średnich. W tym znaczeniu ich historia to dzieje klęsk z jednej strony i skutecznych represji Kościoła z drugiej.

(mer)

Malcolm Lambert, Średniowieczne herezje. Od reformy gregoriańskiej po reformację, tłum. Wacław Jan Popowski, Wydawnictwo MARABUT, Oficyna Wydawnicza VOLUMEN, Gdańsk – Warszawa 2002, seria: Średniowiecze.

Podróże literackie

Podróże kształcą – tę oczywistą prawdę odkrywamy na nowo zaproszeni na wędrówkę szlakiem antycznych sentencji. Jak pisze Inga Grześczak, nigdy naprawdę nie opuściliśmy ścieżek wydeptanych dla nas przez mieszkańców starożytnych krain nad Morzem Śródziemnym.

Od czego zaczniemy? Po wielekroć przytaczane przysłowia czasem zatracały więź ze swymi pierwotnymi kontekstami. Mamy więc okazję powrócić do źródeł literackich i historycznych, z których pochodzą. I za każdym razem jest to początek drogi. Dalej pojawiają się dygresje, nawiązania do literatury różnych okresów, a często także do współczesnych postaci, zwyczajów, zachowań. Nie ma tu ustalonego porządku zwiedzania, wskazywania „obiektów” mniej lub bardziej godnych uwagi. To raczej propozycja inspirującej wyprawy, w której każdy może podjąć poszukiwania na własną rękę, np. przy użyciu formuły wytrawnego znawcy przedmiotu, Zbigniewa Herberta, który pisał o swych wyprawach, że są to zapasy ze światem. Wykorzystajmy więc metodę poety: pierwsze godziny w nowym mieście należy poświęcić według zasady prosto, potem trzecia na lewo, znów prosto i trzecia w prawo. Tak więc kolejność sentencji i towarzyszących im esejów pomieszczonych w książce jest dowolna. Pojawia się natomiast zachęta do uruchomienia wyobraźni i czerpania przyjemności z poszukiwania nowych skojarzeń i kontekstów. Przy tym, dość nieoczekiwanie może się okazać, że np. pojęcie „samotność komputerowca” jest niezwykle bliskie prawdzie zawartej w sentencji: „Nie jest dobrze, kiedy człowiek jest sam”. Lub że powiedzenie „Tunika bliższa ciału niż płaszcz” doprowadzi do konkluzji, że, tak jak dawniej, współczesne elegantki są skłonne narażać swoje zdrowie, by efektownie wyglądać. Można nawet zasugerować hollywoodzką adaptację Anabazy, zwłaszcza jeśli Ksenofonta zagrałby Harrison Ford.

„Książki mają swoje losy”, dzielą je z czytelnikami, stają się na nowo za każdym razem, kiedy są czytane. I my zmieniamy się pod ich wpływem. Książki mają swoje losy zależnie od pojętności czytelnika, napisał na przełomie II i III wieku n.e. Terentian Maur. Warto i dziś pomyśleć o tym jak o wyzwaniu.

Chęć potwierdzenia prawdy, która zainspirowała autorkę do napisania tego oryginalnego przewodnika, a mianowicie: do jakiego stopnia uczucia, myśli, sposoby postępowania powtarzają się wciąż w życiu i w sztuce, znajduje w pełni uzasadnienie. Jakże to wszystko jest nam znajome!

Z drugiej strony, lektura stwarza okazję do refleksji, zdystansowania się do samych siebie, uczy pokory, każe z wdzięcznością myśleć o tych, którzy te ścieżki dawno temu wyznaczyli. Dzięki nim mamy dokąd powracać i na czym, w razie potrzeby, się oprzeć.

Co istotne, niekłamana przyjemność towarzyszenia autorce w tej kulturalnej wędrówce wynika z faktu, że i jej niewątpliwie ta podróż sprawia radość. Żartobliwy ton komentarzy i zabawne konkluzje umilają lekturę. I inspirują. Bo jak pozostać obojętnym wobec przytoczonego pomysłu Juliana Tuwima, że carpe diem znaczy „gdy jem karpia”?

Katarzyna Gałczyńska

Inga Grześczak, Ścieżki śródziemnomorskie, Wydawnictwo Wiedza i Ty, Warszawa 2002.

Szamaństwo nauki

Chcąc jednym słowem scharakteryzować tę książkę, trzeba by użyć terminu apologia. Ten starożytny gatunek literacki charakteryzuje się ostrością wypowiedzi służącą obronie słusznej sprawy. Prof. Andrzejewski, bo tak brzmi jego prawdziwe nazwisko, wykładowca socjologii w wielu „zachodnich” uniwersytetach, napisał apologię rzetelnie uprawianych nauk społecznych w 1972 roku, jeszcze przed zalewem pseudoliteratury naukowej podszywającej się pod sztandary postmodernizmu, ale i przed słynnym „eksperymentem Sokala”. Rola tej apologii jest „higieniczna”. Autor demaskuje wszelkie przejawy oszustw intelektualnych, mętniactwa czy pustosłowia. Książka pełna jest polemicznego zapału, ostrego języka.

Według T. Kuhna, nauki społeczne nie osiągnęły jeszcze stadium nauki normalnej, czyli nie ukształtował się paradygmat ich uprawiania, który powoduje, że dominuje jeden zasadniczy punkt widzenia i sposób wyjaśniania, a wszystkie inne style uprawiania nauki są odsuwane przez społeczność uczonych na margines jako kurioza. Książka Andreskiego potwierdza ten pogląd – nauki społeczne są dużo trudniejsze do uprawiania niż nauki przyrodnicze: Badacz zajmujący się ludzkim zachowaniem przypomina czarownika, który za pomocą zaklęć potrafi sprawić, aby udały się plony lub spadł deszcz. Ponieważ jego teorie są trudne do sprawdzenia, ludzie chcą, aby im mówił to, co chcą usłyszeć, i może być karany za nieprzyjemne wiadomości lub nieprzychylne przepowiednie. Co więcej, ludzie chcą osiągnąć cele wpływając na innych i dlatego zawsze będą starali się zastraszyć lub przekupić czarownika, aby działał na ich korzyść i wypowiadał odpowiednie zaklęcia. (...) Aby uciszyć wątpliwości, niepokoje i poczucie winy, rozbudowuje się w nieskończoność sieć fikcji i kłamstw, coraz głośniej mówiąc przy tym o obiektywności. Ów dylemat czarnoksiężnika spowodowany jest przez trzy rodzaje przeszkód stojących przed naukami społecznymi. Pierwszą jest trudność w sprawdzaniu twierdzeń mogących wpłynąć na zdarzenia, które mają być jedynie opisywane. Druga to naciski władz czy społeczeństwa na prowadzenie badań tylko w pewnych kierunkach. Trudności te prowadzą do trzeciej ułomności nauk społecznych, wynikającej z bezkarności, z jaką w nich można głosić nieprawdę lub kryptopropagandę.

Andreski, niestety, koncentruje się głównie na tej trzeciej ułomności. Robi to bardzo odważnie, ale ujawnia jedynie skutki, mało poświęcając uwagi ich przyczynom. To wada książki. Zamiast analizy trudności w uprawianiu samej socjologii, mamy nużący, kazuistyczny przegląd występków przeciw kanonom rzetelnego zdobywania wiedzy. Jakie to występki? Np. Dymna zasłona żargonu – ponieważ wielu autorom brakuje odkrywczości, a zapotrzebowanie społeczne na nowość jest duże, chowają oni banalne twierdzenia pod mętnym językiem. Inny występek to matematyczna stylizacja wypowiedzi czy używanie bez potrzeby sformułowań symbolicznych: obecność lub nieobecność jakiegoś elementu jest opisywana znakami „+” i „-”, co znowu ma wyglądać jak wzór matematyczny. Jeśli czytelnik chce poznać bardziej dosadne przykłady mętności i szalbierstw dokonywanych przez uznane autorytety, musi sięgnąć po książkę.

Marek Lechniak

Stanisław Andreski, Czarnoksięstwo w naukach społecznych, oficyna naukowa, Warszawa 2002.

Konsultant i przewodnik

W dniach 13-15 listopada 2002 w Poznaniu odbyła się ogólnopolska konferencja naukowa „Stan i potrzeby polskich bibliotek uczelnianych”. Była ona okazją do przedyskutowania roli, zadań i etosu pracy współczesnego bibliotekarza akademickiego. Podkreślono, iż w skomplikowanym świecie wielorakiej komunikacji mało kto samodzielnie da sobie radę. Wobec czego bibliotekarz winien być „konsultantem i przewodnikiem”. Prócz uniwersalnego zakresu wiedzy zawodowej, cechować go winna wyraźna specjalizacja. Sytuacja pod tym względem nie wydaje się być zadowalająca, skoro połowa personelu udostępniającego w polskich bibliotekach akademickich nie posiada wyższego wykształcenia. Niestety, program studiów, ze względu na swą anachroniczność, też nie daje młodym adeptom bibliotekoznawstwa i informacji naukowej należytego przygotowania. Większe znaczenie ma praktyka zawodowa.

Za najistotniejsze cechy, jakimi powinien wykazywać się współczesny bibliotekarz, zostały uznane: komunikatywność i łatwość nawiązywania kontaktów, umiejętność pracy w zespole, elastyczność, uprzejmość i zaangażowanie, wreszcie zdolności językowe. Aby sprostać choćby tylko tym wymaganiom, pracując w dodatku bez nadziei na rozsądne wynagrodzenie, bibliotekarz XXI wieku musi mieć niewątpliwie także duże poczucie humoru...

Omawiając kwestie komputeryzacji bibliotek, uczestnicy konferencji zgodzili się, że brak ogólnopolskiej polityki w tym zakresie. Na początku lat 90. wiele bibliotek akademickich pozyskało znaczne środki z fundacji zachodnich z przeznaczeniem na komputeryzację. Zakupione zostały jednak różne systemy biblioteczne. W 1992 pierwsze cztery polskie biblioteki (Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie, Biblioteka Główna UG, Biblioteka Jagiellońska, Biblioteka Główna AGH) zdecydowały się na zakup VTLS. W następnych latach na polskim rynku zaistniały kolejne systemy: Horizon, Aleph, Tinlib oraz Innopac (jedyna instalacja w Bibliotece Narodowej). Część bibliotek akademickich korzysta dziś z systemów polskich, Sowa, MAK, Prolib. Brak jednolitego systemu opóźnia wdrożenia i jest przedsięwzięciem kosztownym. Od połowy lat 90. obserwujemy próby porozumień międzybibliotecznych co do rozpoznawania i wdrażania zintegrowanych systemów, czego owocem są np. centralne bazy CKHW i CKTCz.

Tematyka konferencji dotyczyła także pracy naukowej tych instytucji. Tradycyjnie polega ona na upowszechnianiu cennych zbiorów poprzez wydawanie krytycznych edycji, materiałów źródłowych, katalogów, bibliografii czy spisów zawartości. Nowym, a może tylko odnowionym, aspektem działalności biblioteki miałaby być jej funkcja „rekreacyjna”. Biblioteka stałaby się miejscem spotkań towarzyskich, gdzie „można zjeść”, prawie wszystko załatwić, skupić się nad tekstem w kabinie do pracy indywidualnej czy uczestniczyć w zajęciach w pomieszczeniu do pracy grupowej, testować nasycone wysoką techniką materiały dydaktyczne, a w końcu spotkać partnerów i doradców wśród personelu i innych użytkowników. Wracamy tu jakby do czasów Biblioteki Załuskich, kiedy zasadniczą funkcją książnicy było tworzenie kręgów towarzysko-intelektualnych.

Bogdan Bernat

Stan i potrzeby polskich bibliotek uczelnianych. Materiały z ogólnopolskiej konferencji naukowej, Poznań 13-15.11.2002, Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu, Poznań 2002.

Książki nadesłane

 
Jakub z Ankony, Miasto Świateł, na ang. przeł. i opr. David Selbourne, tłum. Tomasz Żukowski, Wyd. PRÓSZYŃSKI i S-ka, Warszawa 2002.
Piotr H?bner, Polska Akademia Umiejętności jako instytucja narodowa, polska akademia umiejętności, komisja historii nauki, Kraków 2002.
Andrzej Kopczyński, Alina Wójcik, Survival Polish. Useful Phrases and Conversations, wyd. III, Wyd. Wiedza powszechna, Warszawa 2002.
Ji?i Damborsk?, Alina Wójcik, Mini-rozmówki czeskie, wyd. VII, Wyd. Wiedza powszechna, Warszawa 2002.
Katarzyna Billip, Mały słownik angielsko-polski, polsko-angielski. A Concise English-Polish, Polish-English Dictionary, Wyd. Wiedza powszechna, Warszawa 2002.
Waleria Szydłowska, Camus, Wyd. Wiedza powszechna, Warszawa 2002, seria: Myśli i Ludzie.
Inga Grześczak, Ścieżki śródziemnomorskie, Wyd. wiedza i ty, Wyd. Wiedza powszechna, Warszawa 2002.
Bogusław Nowak, Słownik znaków japońskich, Wyd. Wiedza powszechna, Warszawa 2002.
Jacques Le Goff, Kultura średniowiecznej Europy, tłum. Hanna Szumańska-Grossowa, Wyd. Marabut, Oficyna Wyd. Volumen, Gdańsk-Warszawa 2002, seria: Średniowiecze.
Polska Akademia Nauk 1952-2002. Kalendarium, Kancelaria Polskiej Akademii Nauk, Warszawa 2002.
Polska Akademia Nauk 1952-2002. Placówki i Komitety, Kancelaria Polskiej Akademii Nauk, Warszawa 2002.
Polska Akademia Nauk 1952-2002. Uczeni i ich badania, Kancelaria Polskiej Akademii Nauk, Warszawa 2002.
Wyniki badawcze zastosowane w gospodarce narodowej (Przykłady) 1952-2002, Biuro Informacji Naukowej i Promocji PAN, Warszawa 2002.
Polska Akademia Nauk. Działalność naukowa. Wybrane zagadnienia, zeszyt 14, Biuro Informacji Naukowej i Promocji PAN, Warszawa 2002.
Włodzimierz Kalicki, Ostatni jeniec wielkiej wojny. Polacy i Niemcy po 1945 roku, Friedrich Ebert Stiftung – Przedstawicielstwo w Polsce, Wyd. W.A.B., Warszawa 2002.
Stan i potrzeby polskich bibliotek uczelnianych. Materiały z ogólnopolskiej konferencji naukowej, Poznań 13-15.11.2002, Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu, Poznań 2002.
„Biblioteka”, nr 6(15), Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Poznań 2002.
Robert Conquest, Uwagi o spustoszonym stuleciu, tłum. Tomasz Bieroń, Wyd. ZYSK i S-ka, Poznań 2002.
Wojciech Lewandowski, Marek Zgorzelski, Góry wysokie. Leksykon, Wyd. wiedza powszechna, Warszawa 2002.
Barbara Bartnicka i in., We Learn Polish. An Elementary Course 1 – Texts, Wyd. wiedza powszechna, Warszawa 2002.
Barbara Bartnicka i in., We Learn Polish. An Elementary Course 2 – Grammar and Usage Notes. Exercises, Wyd. wiedza powszechna, Warszawa 2002.
Hanna Cieśla, Elżbieta Jamrozik, Jolanta Sikora – Penazzi, Wielki słownik włosko-polski. Grande dizionario italiano-polacco, t. 2, F-O, Wyd. wiedza powszechna, Warszawa 2002.
Małgorzata Borowska, Mormolyke. Książka do nauki języka starogreckiego, Wyd. wiedza powszechna, Ośrodek Badań nad Tradycją Antyku w Polsce i Europie Środkowowschodniej Uniwersytetu warszawskiego, Warszawa 2002.
 

Komentarze