|
|
Poczta elektronicznaSumienie, czyli umiejętność oceny własnego postępowania Paweł Misiak Szanowny Panie Redaktorze! Podobno publiczność telewizyjna z zapartym tchem śledzi serial na temat łapówki w wysokości 17,5 miliona dolarów, czyli przesłuchania przed sejmową komisją śledczą. W trakcie tych przesłuchań jeden z bohaterów serialu, redaktor Adam Michnik, nieraz wyrażał zdziwienie, iż mało kogo oburza sam fakt złożenia mu korupcyjnej propozycji. Większość zdaje się to przyjmować jako rzecz normalną. Ot, po prostu jedno ze standardowych zachowań w rzeczywistości, w jakiej przyszło nam żyć. Jedynie wypłynięcie afery na forum publiczne spowodowało, że wszczęto działania prokuratorskie i powołano komisję sejmową. Gdyby nie nagłaśniające działania czwartej władzy, sprawa pozostałaby najpewniej w zaciszu gabinetów, a z czasem odeszłaby w niepamięć. Jak wiele innych. Kiedy czyta się doniesienia prasowe na temat przejawów nieuczciwości naukowej czy studenckiej, również na łamach „Forum Akademickiego”, można odnieść wrażenie, iż samo pojęcie uczciwości traci znaczenie. Wydaje się, że dziś mało kto rozpoznaje to pojęcie i wie, co ono oznacza. Podobnie zresztą, jak – w pewien sposób z nim związane – pojęcie honoru. Nie trzeba zaraz czytać i stosować kodeksu Boziewicza, ale żeby chociaż jakieś poczucie wstydu... Z uczciwością powinno być tak, jak z innymi umiejętnościami życia w społeczeństwie – utrzymywaniem higieny, jedzeniem sztućcami czy codzienną grzecznością – trzeba ją przyswoić w domu. Nie da się ukryć, że przez ostatnich kilkadziesiąt lat stosunki społeczne zmieniły się znacznie, także pod tym względem. Wpajanie tak zwanych tradycyjnych wartości i wzorców zachowań idzie dzisiejszym rodzicom coraz gorzej. Mówi się o tym, że młodych ludzi wychowuje głównie telewizja, która w trosce o oglądalność schlebia coraz niższym gustom. Trudno się więc dziwić, że już w szkołach podstawowych zdarzają się uczniowie cynicznie podchodzący do świata, którzy próbują stosować na co dzień zasłyszaną w filmie lub grze komputerowej maksymę: „obowiązuje jedna zasada – nie ma żadnych zasad, liczy się tylko zwycięstwo”. AB OVOCała sprawa zaczyna się na etapie szkoły. Nie wiem, czy już w podstawowej, ale w gimnazjum czy liceum takie rzeczy jak plagiatowanie prac (do czego zaliczam też kopiowanie „gotowców” z Internetu) czy ściąganie podczas sprawdzianów, są na porządku dziennym. Kto w czasie klasówki posyła ściągaczkę bezradnemu koledze, ten posłuszny jest nakazowi niesienia pomocy bliźniemu w opresji, ale narusza zasadę zabraniającą współdziałania w oszustwie, na którym w dodatku bliźni w ostatecznym rozrachunku dobrze nie wychodzi – pisze Maria Ossowska w dziełku Normy moralne. Mam jednak wrażenie, iż młodzi ludzie zwykle nie rozważają zagadnienia w tych kategoriach, to znaczy w ogóle nie mają poczucia, że robią czegoś niestosownego. Poczucie winy kojarzy im się wyłącznie z „wpadką”, z tym, co czują, gdy zostaną przyłapani i ukarani, czyli – jeśli na krótką metę nie wyjdzie im to na dobre. Już w wychowaniu szkolnym wielkie filozoficzne kategorie dobra i zła zdają się być pustymi słowami, a własne postępowanie i interakcje społeczne są postrzegane w kategoriach gry, podobnej do tej na przykład, którą przestępcy toczą z policją. Nie ma tu wartościowania, które tworzy podstawę do ocen moralnych (Fe! Moralność – jakież niemodne słowo!), jest tylko gra o przewagę: kto kogo. Dla ściągającego postępek jest zły wtedy, gdy da się na ściąganiu złapać i poniesie negatywne konsekwencje. Sumienie miał czyste. Nieużywane – aforyzuje S.J. Lec. Odnosi się to do coraz szerszych kręgów społecznych, jako że samo sumienie, czyli umiejętność oceny własnego postępowania pod względem zgodności z normami moralnymi, zdaje się zanikać. Rzecz jasna, oficjalnie szkoła wygląda inaczej. W ogólnych opisach czy też sformułowaniach „misji” czytamy wzniosłe słowa. „Chcemy, aby dobra nauka, uczciwość, godność i szacunek do innych charakteryzowały każdego ucznia naszej szkoły” – głoszą nauczyciele pewnej szkoły podstawowej. „W pracy kierujemy się takimi wartościami, jak: szacunek, odpowiedzialność za siebie i innych, uczciwość, prawdomówność, tolerancja” – deklarują wychowawcy jednego z gimnazjów. Brzmi pięknie, ale jakieś to niedzisiejsze. Ciekawych wszakże spostrzeżeń na temat rzeczywistości dostarcza lektura innych szkolnych dokumentów. Szukając w Internecie wedle słowa „uczciwość”, trafiłem na przykład na plan pracy dydaktyczno-wychowawczej nauczyciela wychowania fizycznego, obejmujący klasy od IV do VI szkoły podstawowej oraz I gimnazjalną. Słowo uczciwość pojawia się tam dwukrotnie. Najpierw w klasie V w rubryce Ścieżka edukacyjna, jako fragment tytułu tejże ścieżki, a potem dopiero w I klasie gimnazjum: w rubryce Działania wychowawcze widnieje zapis Uczciwość w pełnieniu odpowiedzialnych funkcji (chodzi o funkcję sędziego w sporcie). Wypisana obok nazwa ścieżki edukacyjnej brzmi Przyjmowanie odpowiedzialnych funkcji społecznych. Ciekawe, pomyślałem, czy takie zajęcia nie powinny być prowadzone (może są) na przykład na prawie. Może wtedy prasa miałaby mniej używania na temat powiązań środowiska prawniczego, także sędziów, z przestępcami. WYKLUWANIEO problemie nieuczciwych zachowań studentów wspominałem już nieraz na tych łamach. Mam w szafie całą kolekcję ściąg odebranych studentom podczas rozmaitych egzaminów i kolokwiów. Jest tu całe spektrum form – od klasycznych malutkich zwoików lub „harmonijek” z wąskich pasków papieru, zapisanych maczkiem prawie nie do odczytania, lecz łatwych do ukrycia, po zmniejszone do bardziej „poręcznego” formatu A-6 kserokopie szczegółowych notatek z wykładu. Ściągi z tej pierwszej grupy mogą być przykładem pomysłowości i pracowitości, choć prowokują pytanie, dlaczego zdolności i czasu poświęconego na przygotowanie owych gadżetów jego właściciel nie spożytkował na zwyczajne nauczenie się wymaganego materiału. Wróćmy jednak do zagadnień ogólniejszych. W obecnych czasach studentów przybywa, coraz mniej czasu można więc poświęcić na indywidualne działania wychowawcze. Nawet jeśli ktoś ma na to ochotę, to zwykle brak mu czasu. Po wychowaniu przez system oświatowy trudno zaś oczekiwać, że wyrobi wśród swoich podopiecznych poczucie uczciwości, skoro szkoła rzadko dorasta do wspomnianych wyżej szczytnych haseł. Na uczelnie przenoszą się więc postawy utrwalone w szkole. Zasadniczym celem studiowania jest nie zdobycie wiedzy, jak to drzewiej bywało, lecz zdobycie dyplomu – per fas et nefas. GNICIEW takim układzie wspomniane oszustwo ściągania jest traktowane jako prosty, nie wymagający specjalnego wysiłku, środek do zaliczania kolejnych etapów na drodze do końcowego papierka. Jeśli nadal są jakieś problemy, co zdarza się dość często, stosuje się inne środki. Coś jak w stopniowej walce z chorobą: kiedy leki łagodne nie pomagają, sięga się po silniejsze, ryzykując wszelako skutki uboczne. W sytuacji studenckiej owe silniejsze środki mogą oznaczać wywieranie nacisków na nauczających za pomocą brania na litość przez samego delikwenta lub nasłanego przezeń rodzica, zastraszanie, czy, mniej lub bardziej jawne, propozycje korupcyjne. Z drugiej strony, jeśli utrzymywanie wysokich standardów i wymagań grozi drastycznym zmniejszeniem populacji studiujących, naciski w tym kierunku wywiera dziekan lub rektor, tłumacząc, że duża liczba studentów jest warunkiem koniecznym istnienia wydziału i uczelni oraz – a może przede wszystkim – utrzymania etatów. Trudno wymagać od nauczycieli akademickich heroicznej obrony wartości, stania na straży wysokiego poziomu wykształcenia oraz moralności przyszłych magistrów czy inżynierów, gdy za murami uczelni wciąż krąży widmo bezrobocia. Cnota prawdziwego męstwa jest rzadka. Powszechniej spotyka się podejście pragmatyczne, czyli kompromis, czasem daleko idący. A kompromisy dotyczą własnego sumienia – przynajmniej tych, którzy tego „narządu moralnego” jeszcze używają. Niestety, nie widzę światełka w tunelu. Boomu edukacyjnego nie da się zatrzymać. Naturalny a ciągły proces odnawiania kadr nauczycielskich na wszystkich poziomach kształcenia, przy jednoczesnym braku mechanizmów selekcji pozytywnej, sprawia, że w przyszłości coraz mniej liczna rzesza nauczycieli i wychowawców będzie potrafiła przenieść i przekazać hierarchię wartości odnoszącą się zarówno do wysokiego poziomu wiedzy, jak i postaw moralnych. Może jednak w toku dalszej ewolucji kulturowej objawi się powszechniej głód absolutu. Paweł Misiak |
|
|