Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 3/2003

Pionierskie rozwiązania
Poprzedni Następny

Życie akademickie

Pewne jest jedno: nauczycieli języków obcych zawsze trzeba będzie kształcić. 
Europa się jednoczy. Dobrą znajomością języków obcych będą musiały 
wykazywać się coraz szersze rzesze naszego społeczeństwa.

Rozmowa z prof. Haliną Stasiak, dyrektorką Kolegium 
Kształcenia Nauczycieli Języków Obcych Uniwersytetu Gdańskiego

Fot. Halina Bykowska

Prof. Halina Stasiak, 
dyrektorka Kolegium Kształcenia 
Nauczycieli Języków Obcych 
Uniwersytetu Gdańskiego

Kolegium kierowane przez panią rozpoczęło trzynasty rok działalności. Jakie korzyści przyniosło funkcjonowanie tej placówki?
– Utworzenie kolegium przy Uniwersytecie Gdańskim w 1990 r. oceniam jako jedno z najkorzystniejszych przedsięwzięć w moim życiu zawodowym i społecznym. Jest ono instytucją niezwykle przydatną.

– Powszechnie sądzono, że wymknęła się pani wówczas z uniwersyteckiego Studium Nauczania Języków Obcych, którym pani kierowała, by mieć więcej samodzielności i swobody.
– Nie uciekłam ze studium. Chciałam po prostu spróbować czegoś nowego. Kolegium było zupełnie nowym tworem. A autorów pomysłu utworzenia kolegium było kilku: prof. Hanna Komorowska z Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Eugeniusz Tomiczek z Uniwersytetu Wrocławskiego, no i moja skromna osoba. Ministerstwo Edukacji bardzo przychylnie ustosunkowało się do naszej koncepcji. Po przełomie społeczno-politycznym w 1989 r. okazało się, że język rosyjski przestał dominować w szkołach. Do dziś ubolewam nad tym, że wylano wówczas dziecko z kąpielą, bo znajomość rosyjskiego, ze względu na bliskie sąsiedztwo Rosji, zawsze będzie przydatna, ale to zupełnie inny temat. Przed kilkunastoma laty w Polsce istniało ponad 20 tysięcy przyzwoicie wykształconych rusycystów. Było ich akurat tylu, ilu brakowało nauczycieli języków zachodnich. Stąd kolegium miało początkowo być placówką przekwalifikowania nauczycieli języka rosyjskiego na nauczycieli języków zachodnioeuropejskich. Trochę się buntowałam przeciwko koncepcji przekwalifikowania, ponieważ rusycyści byli fachowcami o bogatych doświadczeniach dydaktycznych i nie trzeba było ich przekwalifikowywać, a jedynie sprawić, by dobrze opanowali języki zachodnie.

– Ilu nauczycieli kolegium zdołało wykształcić?
– Mamy już prawie 1600 absolwentów, którzy są dobrymi nauczycielami języka angielskiego, niemieckiego lub francuskiego. Edukacja każdego z nich trwała trzy lata. Każdy nasz absolwent biegle włada językiem zachodnim i potrafi go dobrze nauczać. Kandydaci do naszego kolegium na egzaminie wstępnym muszą wykazać się dobrą znajomością języka obcego. Muszą przeczytać i zrozumieć podstawowe teksty, jak również dowieść, że dobrze znają gramatykę. Próg jest zatem wysoki. W ubiegłym roku uruchomiliśmy nowy kierunek kształcenia. Edukujemy studentów, którzy byliby w stanie nauczać zarówno angielskiego, jak i niemieckiego. Wynika to z zapotrzebowania szkół.

– Czego naucza kolegium, skoro już od kandydatów wymaga się biegłości w mowie i piśmie?
– Znajomość języka jest doskonalsza. Ponad jedna trzecia ogółu zajęć dotyczy tak zwanej zintegrowanej sprawności językowej, a zatem dochodzenia do najwyższego, perfekcyjnego stopnia znajomości języka. Uzyskanie takich kwalifikacji jest możliwe dzięki świetnej kadrze akademickiej, w tym nauczycieli, którzy są cudzoziemcami, a dla których angielski, francuski lub niemiecki jest językiem ojczystym. Doskonale prowadzą zajęcia z zakresu konwersacji.

– Czy cudzoziemcy zarabiają w kolegium tyle samo, ile ich polscy koledzy?
– Są zatrudniani na tych samych warunkach. Ale jeśli są stypendystami jakiejś zagranicznej instytucji lub organizacji, otrzymują dodatkowo stypendium. Ponieważ cudzoziemcy rozpoczynający pracę w kolegium nie mają tytułów naukowych, a – jak wiadomo – wysokość płacy w szkole wyższej uzależniona jest od ich posiadania, spora część tej kadry zarabia miesięcznie w granicach zaledwie 1,1–1,6 tys. zł. Niemal każdy cudzoziemiec dorabia korepetycjami albo dodatkowymi zajęciami dydaktycznymi w prywatnej szkole językowej. To samo dotyczy zresztą pozostałej kadry kolegium, która posiada wysokie kwalifikacje. Taka jest, niestety, konieczność.

– Ilu nauczycieli kolegium posiada stopnie naukowe?
– Sześciu ma stopień doktora. Niemal wszyscy robili doktoraty pod moim kierunkiem. Kolegium wchodzi, jak wiadomo, w skład Uniwersytetu Gdańskiego. Jeśli zachodzi potrzeba, powołujemy komisję promocyjną w ramach Wydziału Filologiczno-Historycznego UG. Kilku pracowników naukowo-dydaktycznych kolegium kończy obecnie pisać prace doktorskie. W ślad za tytułami naukowymi podążą awanse finansowe, jak w uniwersytecie.

– Nie nękają panią wyrzuty sumienia, że niemała część dobrze wyszkolonych absolwentów nie podejmuje pracy w szkole, lecz w firmach, które płacą znacznie lepiej?
– Nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Sam fakt, że na rynek pracy wypuszczamy doskonale przygotowanych absolwentów, jest już niemałą satysfakcją. Pracę w szkole podejmuje ok. 60 proc. z nich. Nie jest to zły odsetek, jeśli przyjąć, że ok. 25 proc. ogółu absolwentów bezpośrednio po uzyskaniu dyplomu decyduje się na uzupełniające studia magisterskie, nie tylko w Uniwersytecie Gdańskim, ale również w innych uczelniach na terenie całego kraju i za granicą. Program edukacyjny i poziom wykształcenia absolwentów naszego kolegium są wysoko oceniane za granicą przez International Quality Network – organizację skupiającą wybitnych fachowców z kilkunastu państw. Organizacja ta (posiada siedzibę w Kassel w Niemczech) wystawiła wysoką notę zarówno naszemu programowi edukacyjnemu, jak i poziomowi praktyk studenckich.

– Studenci wyjeżdżają na praktyki zagraniczne?
– Takich praktyk im nie zapewniamy. Studenci osiągają niemałe korzyści ze współpracy naszego kolegium z zagranicznymi ośrodkami akademickimi, głównie w krajach, gdzie mówi się po niemiecku lub francusku. Zespół kształcący nauczycieli francuskiego jest pod szczególną opieką Uniwersytetu w Louvain w Belgii oraz ściśle współpracuje z Uniwersytetem w Rouen we Francji. Praktycznie wszyscy studenci korzystają z tamtejszych stypendiów semestralnych, a niekiedy nawet dziewięciomiesięcznych. Studenci kształcący się w zakresie nauczania niemieckiego mają niezwykle szerokie kontakty z krajami niemieckojęzycznymi, z Niemcami, Austrią. Szczególnie ożywiona jest współpraca z uczelnią we Flensburgu (Schlezwig – Holstein), jak również z Uniwersytetem w Kassel. Niemały odsetek studentów zdobywa umiejętności językowe za granicą na własną rękę.

– Studenci nie mają powodów do tego, by zazdrościć swoim kolegom z filologii zachodnich w Uniwersytecie Gdańskim? Nie mają pretensji, że ich koledzy kształceni są według znacznie bogatszego i ciekawszego programu?
– Był okres, że pojawiały się kompleksy. Obecnie nasi absolwenci nie wątpią, że są doskonale wyszkolonymi fachowcami. O jakości kształcenia świadczy rokrocznie ogromna liczba kandydatów. Egzaminy wstępne do kolegium odbywają się w tym samym czasie, co na studia filologiczne w UG. Chcemy w ten sposób uniknąć kandydatów „z odrzutu”. W minionym roku o jeden indeks na studia w zakresie nauczania języka angielskiego ubiegało się aż 13 kandydatów. Prawie ośmiu kandydatów rywalizowało o jedno miejsce na nauczycielskie studia niemieckiego i czterech o jeden indeks na studia związane z przygotowaniem nauczycieli francuskiego. Różnica w programie kształcenia jest istotna i nasi kandydaci doskonale zdają sobie z tego sprawę. Absolwenci biegle znają język i dobrze wiedzą, w jaki sposób go nauczać. Ci zaś, którzy chcą uwieńczyć edukację uzyskaniem tytułu magistra, mają możliwość podjęcia studiów w Uniwersytecie Gdańskim, obejmujących zajęcia teoretyczne z zakresu literatury i językoznawstwa.

– Czy powiódł się eksperyment, który polegał na włączeniu do programu edukacyjnego nauczania języków obcych najmłodszych uczniów ze szkół podstawowych?
– Program z tym związany, realizowany od 1993 r., nabrał w bieżącym roku akademickim jeszcze większego rozmachu. Wprowadziliśmy kształcenie studentów w zakresie pracy z małym dzieckiem, ponieważ jest to specyficzna forma edukacji językowej. Posiadamy dwie dziecięce grupy uczące się języka angielskiego i jedną grupę poznającą język niemiecki. Dajemy młodzieży akademickiej nie tylko podstawy teoretyczne, ale również prezentujemy, na czym polega cały proces pracy z dzieckiem. Nasi mali uczniowie są swoistymi królikami doświadczalnymi, a przy okazji świetnie poznają języki zachodnie. Studenci przygotowują program edukacyjny razem ze swoimi nauczycielami akademickimi. Nauczanie małych dzieci języka obcego było tematem kilku prac licencjackich, które powstały w kolegium. Młodzież akademicka posiada specjalny podręcznik, opracowany według mojej koncepcji i przeze mnie napisany. Jego współautorkami są również Ewa Andrzejewska i Angelika Fuks. Pierwsza z nich wkrótce będzie bronić rozprawy doktorskiej.

– Czy inne kolegia językowe zainteresowały się pionierskimi metodami nauczania małych dzieci, które pani wprowadziła?
– W wielu kolegiach na terenie całego kraju jest bardzo duże zainteresowanie metodami nauczania małych dzieci. Powstają nowe podręczniki. Nie brak też jednostek akademickich zajmujących się tak zwaną wczesną edukacją. Mimo to, żadne kolegium nie zdecydowało się na realizację programu edukacyjnego, jaki obowiązuje u nas. Warto podkreślić, że nauczanie dzieci ze szkół podstawowych jest bezpłatne. Rodzice płacą jedynie za podręczniki, a także za inne pomoce dydaktyczne: kredki, bloki rysunkowe lub zabawki. Tego nie jesteśmy, niestety, w stanie sami sfinansować.

– Jaka będzie przyszłość kolegium? Zapewne niebawem doczekamy się czasów, że nauczycieli języków obcych będzie w szkołach pod dostatkiem.
– Trudno o precyzyjną odpowiedź na to pytanie. Państwowa Komisja Akredytacyjna wysoko oceniła działalność naszego kolegium. Mówi się, że w przyszłości kolegia miałyby stanowić integralny element całego systemu edukacyjnego. dokładnej koncepcji jednak nie ma. Kolegia językowe są, moim zdaniem, bardzo potrzebną formą kształcenia nauczycieli. Gdyby włączono je do uniwersyteckich wydziałów filologicznych, mogłoby dojść do zatarcia ich funkcji. Nad przyszłym kształceniem nauczycieli języków obcych należałoby się bardzo dokładnie zastanowić. Może wskazane byłoby utworzenie czteroletnich studiów zawodowych? Pewne jest jedno: nauczycieli języków obcych zawsze trzeba będzie kształcić. Europa się jednoczy. Dobrą znajomością języków obcych będą musiały wykazywać się coraz szersze rzesze naszego społeczeństwa.

– Jak pani ocenia działalność jednostek uczelnianych zajmujących się lektoratami języków obcych? Czy ich egzystencji nie zagraża stale rosnąca sieć prywatnych szkół językowych, w których naucza sporo cudzoziemców?
– Za granicą zawsze z pewną zazdrością wskazywano, że w polskich uczelniach istnieją lektoraty języków obcych. Nasi studenci zawsze mieli szansę poznać język obcy albo ugruntować jego znajomość. Lektoraty wspominam z pewnym rozrzewnieniem. Obecnie nauczanie języków obcych jest w uczelniach po części skomercjalizowane. Jest to efekt biedy. Studenci mogą uczyć się w ramach zajęć obowiązkowych zaledwie jednego języka. Kto chce opanować język dodatkowy, musi płacić w uczelni albo korzystać z oferty szkół prywatnych. W większym zakresie rządzi pieniądz.

Rozmawiała 
Halina Bykowska

Komentarze