Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 3/2003

Grabscy
Poprzedni Następny

Rody uczone (73)

W serdecznych kontaktach ze starszym pokoleniem wychowywali się młodzi 
„nie poprzez zakazy i nakazy, ale przykład i zaufanie”. 
Bezwzględne zaufanie miano do słowa honoru.

Magdalena Bajer

Stanisław Grabski

Dużo książek napisali członkowie tego rodu, wyraziściej zapamiętanego w historii polityki niż nauki czy sztuki, jakkolwiek uczonych i artystów w nim nie brakowało. Przytoczę dwa małe urywki z pamiętników, które mi zadał do przeczytania prof. Maciej Władysław Grabski, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej od jej powstania w 1991 r. Pierwszy to Blizny dzieciństwa, pióra jego ojca, historyka i pisarza historycznego, Władysława Jana, gdzie czytamy: Dzisiaj dopiero, z perspektywy własnych rodzinnych doświadczeń, dopatruję się w doborze naszego personelu pedagogicznego mądrej troski tatusia o wszechstronność naszego wykształcenia. Profesor dodał do tego wspominaną w rodzinie, dobitną deklarację swego pradziadka: – Ostatnie bydlę wyprowadzę z obory i sprzedam, żebyście się uczyć mogli.

Drugie świadectwo, Wspomnienia Zofii Kirkor-Kiedroniowej, mówi o stosunku do polityki: Wydało mi się też, że rodzice mimo wszystko są w głębi duszy radzi, że syn w tak młodym wieku jest już wcale poważnym działaczem politycznym, wprawdzie socjalistycznym, ale z programem niepodległości Polski na sztandarze swej partii. A może wyczuli w tamtych chwilach – przyszłość? To o Władysławie Grabskim, późniejszym premierze Rzeczypospolitej, autorze polskiej złotówki, profesorze ekonomii.

CZWORO MĄDRYCH I ŚMIAŁYCH

W Borowie nad Bzurą, niezbyt wielkim majątku szlacheckim, przyszła na świat czwórka rodzeństwa – w pokoleniu ojca i dziadków trojga moich gości. Gościłam bowiem przedstawicieli dwu pokoleń i dwu linii Grabskich: panią dr teologii Stanisławę, która przez wiele lat była prezesem warszawskiego KIK-u, córkę dwukrotnego ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego, Stanisława Grabskiego, panią dr Elżbietę Grabską-Wallisową, historyka sztuki, wnuczkę premiera, oraz wspomnianego już prof. Macieja Władysława, stryjecznego brata Elżbiety. Nieco zawiłe parantele dalej się uporządkują.

Tamtych czworo, od których zaczyna się znaczenie rodu i ważna obecność na scenie publicznej, to dwaj bracia i dwie siostry. Panie najpierw wymienić wypada, tym bardziej że ich ojciec uważał pono Zofię (później Kirkor-Kiedroniową) za najmądrzejsze ze swych dzieci. Sporo młodych lat spędziła na Syberii, zesłana za działalność niepodległościową. Mając rosyjską maturę została w Uniwersytecie Jagiellońskim tzw. studentem nadzwyczajnym socjologii i napisała cenioną pracę o chłopach w Królestwie Polskim. Napisała też, cytowane wyżej, trzytomowe Wspomnienia, znakomite źródło do dziejów „niepokornych” przełomu XIX i XX wieku. Jej mąż, Józef Kiedroń, był ministrem przemysłu i handlu w rządzie Władysława Grabskiego. Druga siostra, utalentowana pianistka (matka chrzestna Elżbiety Wallisowej), poświęciła się wychowaniu czwórki dzieci, przyczyniając wszakże rodzinie uczonego, w osobie męża, profesora pomologii w UJ.

Drogi życiowe braci, Stanisława i Władysława Grabskich, to ważne – niezwykle obfite w wydarzenia, pełne owoców ich niestrudzonej pracy dla kraju – rozdziały polskiej historii. Budowali Niepodległą wedle swoich śmiałych wyobrażeń o kształcie suwerennego państwa, mocno ugruntowanych zasad postępowania i z pasją służenia uznanym ideałom. Służyli na wielu polach, bo najpierw przygotowanie do niepodległości tego wymagało, potem trzeba było wszystko w Polsce urządzać, wreszcie przyszedł czas pracy naukowej w dziedzinach z tym związanych – ekonomii u Władysława, socjologii i też ekonomii, które uprawiał Stanisław – czas wykładów uniwersyteckich, kształcenia przyszłych, tak bardzo potrzebnych, specjalistów. Całe czynne życie obaj uprawiali publicystykę, zabierając głos w najważniejszych dla ogółu społeczeństwa sprawach. Ich intensywną i wszechstronną działalność analizują historycy, spierając się o ocenę poszczególnych wątków, faktów, decyzji. W rodzinnej opowieści chciałam usłyszeć, do czego takie dziedzictwo zobowiązuje potomków, jak rosły ich charaktery na żyznej glebie wielowątkowej, niezwykle bogatej, tradycji.

– Z jakiegoś Borowa, gdzieś nad Bzurą, doszli tak daleko. Jak nadzwyczajnie byli uformowani! Prof. Maciejowi Grabskiemu poddaje trop pani Stanisława: – Ich matka miała wielkie ambicje, co do dzieci. Pchała do nauki – wszystkie studiowały. Wątłego jej ojca gimnastyką wyprowadziła na silnego mężczyznę.

Oboje rodzice jasno wskazywali, jak należy postępować. Kiedy młodziutki Stanisław wahał się, czy zostać dłużej w domu, dokąd przyjechał w odwiedziny, czy udać się na zebranie organizacji, ojciec mu powiedział: – Gdybyś ty zrezygnował z bycia socjalistą, ja bym się bardzo ucieszył, ale jak to jest twój obowiązek to jedź. Elżbieta: – W ogóle nie istniała – jak dzisiaj – kategoria zbytku. To było życie bardzo skromne. Pamiętam odziedziczony zwyczaj mleka z kartoflami na kolację i to np., że dzieciom nie dawano pieniędzy. O pieniądzach nigdy się nie mówiło, służyły do zapewnienia tego, co najbardziej potrzebne. A trzeba wiedzieć, że pradziadek musiał utrzymać liczną rodzinę, gdyż po śmierci pierwszej żony, mając trzy córki, ożenił się z jej siostrą, której narzeczony zginął w Powstaniu Styczniowym. I przyszła na świat owa czwórka bohaterów niniejszej opowieści.

OD KOŁYSKI... POLITYKA

W domach Grabskich, obu pokoleń, które poznałam, dzieci najwcześniej jak można brały udział „w całym życiu”. Życie w domu Stanisława Grabskiego wypełniała polityka, zatem córka-imienniczka o polityce słyszała codziennie. Ojciec zabierał ją na swoje wykłady i odczyty, gdzie też poznawała polityczne arkana. Przy każdej sposobności opowiadał jak w młodości współtworzył PPS, jak sprzeciwiał się później Piłsudskiemu, z powodu „akcji gwałtownych” Marszałka, jak zbliżył się do Narodowej Demokracji. Podczas zamachu majowego był z rządem w Wilanowie, przeżywając dramatyczny dylemat: ustąpić albo wojna domowa. Dorastająca córka obserwowała proces rozchodzenia się z Dmowskim, współpracę z Witosem, już poza jakąkolwiek przynależnością partyjną, zaangażowanie w służbę publiczną do końca życia.

Stanisława Grabska była „zapatrzona w ojca”, co przybierało niekiedy zabawne formy, jak np. niedbałość o wygląd zewnętrzny i panujące mody – na wzór młodego socjalisty, o którym tropiące go władze carskie pisały: „zaniedbany w ubraniu i zaroście”. Owo zapatrzenie dotyczyło przede wszystkim rzeczy ważniejszej: podstawowego odniesienia poglądów politycznych do moralnego wymiaru politycznych działań. – Gdy szliśmy na Zaolzie, ojciec powiedział: „Za zło się płaci zawsze. Jeżeli za to świństwo, które teraz robimy Czechom, zapłacimy tylko prowincjami wschodnimi, a nie niepodległością, będziemy mogli dziękować Panu Bogu”.

W życiu następnego pokolenia polityka była tak samo obecna. Elżbieta spotkała się z nią przez radio, które jej ojciec kupił po wybuchu wojny hiszpańskiej. Słuchając wiadomości z frontu, tłumaczył „co to są republikanie”, argumentując sympatię do nich tym, że republikanów popierają Francuzi, a generała Franco – Niemcy. Między rodzicami trwał „żartobliwy spór” o wybór tradycji. Matka obstawała przy socjalistycznej, piłsudczykowskiej, ojciec miał do niej rezerwę. Ciągle padały terminy, nazwiska. Podczas wojny w Borowie, gdzie schronił się z rodziną Zdzisław Grabski, młodszy syn premiera, znów codziennie mówiono o sytuacji politycznej, czytano konspiracyjną prasę i namiętnie dyskutowano o tym, jaka może być przyszłość Polski. Elżbieta przesiąkła polityką na długo, podobnie jak większość jej kuzynów. Maciejowi dziadek macierzysty Stanisław Wojciechowski – dwukrotny prezydent Rzeczypospolitej, wybitny działacz spółdzielczości i profesor uniwersytetu – radził trzymać się od polityki z daleka. Wnuk posłuchał. Częściowo.

Dalekowzroczna przenikliwość w ocenach losu Ojczyzny, pryncypialność w działaniu, zdecydowanie i energia działania na rzecz wspólnego dobra, stanowiące esencję rodzinnej atmosfery wszystkich tych domów, wyposażyły następne pokolenia w umiejętność wyboru drogi, kiedy sytuacja polityczna diametralnie się zmieniła, a także w zdolność zawrócenia z drogi, gdy się okazało, że nie prowadzi do celu, który przyświecał dziadom i ojcom.

PRZYKŁAD I ZAUFANIE

Prof. Maciej pamięta, że tak ciężko zapracowany dziadek Władysław Grabski bardzo się interesował wszystkimi dziećmi w rodzinie, a z dziadkiem Stanisławem on sam bawił się podczas każdych odwiedzin. W częstych serdecznych kontaktach ze starszym pokoleniem wychowywali się młodzi „nie poprzez zakazy i nakazy, ale przykład i zaufanie” jak to krótko ujmuje kuzynka „Stacha”. Bezwzględne zaufanie miano do słowa honoru. – Jak dałem słowo honoru, że tak było, to tak było – mówi prof. Maciej.

Dziadkowie moich młodszych gości mieli po wojnie dom pod Warszawą w Grabkowie (dzisiaj Gołąbki, gdzie mieszka prof. Maciej), a naprzeciw był dom stryja-pisarza, dokąd Elżbietę często „deponowano” na wakacje. Jedyna wnuczka premiera Rzeczypospolitej miała niemało sposobności do brania przykładu i zasługiwania na zaufanie. – Zapamiętałam klimat, którym te domy różniły się od innych. Panował w nich kult skupienia i ciszy. Dzień zaczynał się od gry na fortepianie – przeważnie Beethovena i Chopina, potem samochód zabierał stryja do Warszawy na wykłady, a wieczorem „znów miał być spokój”. I tam, i w jej własnym domu stały wielkie stoły założone papierami, było mnóstwo książek i maszyna do pisania (ta, na której Jan Władysław Grabski pisał powieści jest w Gołąbkach na pamiątkę). Dzisiejsze domy wnuków są podobnie urządzone.

Trwa również, przez cztery pokolenia, dbałość o wyposażenie intelektualne potomstwa. Pani Elżbieta porównuje nieraz lektury obecnych nastolatków, a i swoich studentów, z własnymi, dochodząc do przekonania, że znacznie pod tym względem górowała. Stryj zadawał uczennicy szkoły powszechnej Wojnę i pokój, każąc czytać bardzo uważnie i dzielić się refleksjami, książki Hanny Malewskiej, Wiktora Hugo (po francusku). Kossak- -Szczucka dawno już była w kącie książek przeczytanych.

Wszyscy troje zgadzają się, że w ich rodzinie dzieci „bardzo poważnie traktowano”. Pani Stanisława zawsze wiedziała i wiele myślała o ojcowskiej drodze duchowej – od agnostycyzmu do postawy, którą zapisał w Pamiętnikach: Szereg lat jeszcze minął, zanim zacząłem się znów modlić tak, jak mnie za lat dziecinnych matka uczyła, i przyjąłem do wierzenia cała naukę Chrystusowego Kościoła. Ale już wówczas zacząłem szukać drogi do Boga. A wraz z tym malała dla mnie wartość tak cennej dla każdego polityka popularności. Wychowanie w duchu mądrego, otwartego katolicyzmu, takiego, który nakazywał trudzić się dla poprawienia świata, a nie odwracać od świata, kiedy trud zdaje się daremny, owocuje do teraz – rozmaitymi działaniami, jakie zawsze angażowały Grabskich mocno i wypełniały większą część życia.

ZNOWU SŁUŻBA

Gdy w 1939 roku do Lwowa weszli Sowieci, natychmiast aresztowali Stanisława Grabskiego. Zwolniony na mocy układu Sikorski--Majski, znalazł się w Londynie i po wojnie wrócił do Polski z Mikołajczykiem. Córka zapamiętała słowa wypowiedziane wtedy: – Przegraliśmy. 50 lat w cieniu Kremla najmniej. Jeżeli Polacy zostaną tutaj [we Lwowie - M.B.], to ich wywiozą na białe niedźwiedzie. Takiej mniejszości tu nie zostawią. Jeżeli wyjadą na Ziemie Zachodnie, to siebie ocalą, a możemy te ziemie uzyskać nawet na zawsze.

W zupełnie innych warunkach, kiedy nie można było pracować dla państwa, ludzie tej formacji podjęli służbę społeczeństwu, na tym polu, gdzie to było pilnie potrzebne, a nie pociągało wyrzeczenia się żadnej z przestrzeganych zasad. Stanisław Grabski wszedł do Krajowej Rady Narodowej, ale po sfałszowanych wyborach w roku 1947 wycofał się z polityki nieodwołalnie. I znów zapamiętana przez córkę odpowiedź na pytanie żony czy wróciłby wiedząc, że aż tak przegramy: – Tam nie było już nic do zrobienia. Tutaj nie udało się zrobić nic dobrego, ale udało się trochę zła opóźnić i trochę życia ludzkiego uratować. Warto było wrócić.

Ojcowie dr Elżbiety i prof. Macieja, synowie premiera Władysława Grabskiego, także wypełniali nakaz służby, do czego ich wychował dom i zobowiązywała rodzinna tradycja. Pisarz Jan Władysław, mając jako taką niezależność materialną, którą zapewniała resztka ziemi, w potrzebie po kawałku sprzedawanej, przyjął funkcję doradcy w Ministerstwie Ziem Zachodnich, kierowanym przez Władysława Gomułkę, pod warunkiem wszakże, że będzie to praca społeczna.

Jego brat Zdzisław pojechał do Gdańska, zupełnie zrujnowanego, organizować tam polską administrację i odbudowywać uczelnie. Przez kilka lat pracował w politechnice, w Katedrze Ekonomii. Stworzył Radę Kultury, złożoną z co bardziej aktywnych przedstawicieli środowisk twórczych, której Gdańsk zawdzięcza powstanie filharmonii, już w roku 1946, nieco później Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, Szkoły Muzycznej. Elżbieta pamięta, jak w tamtym pionierskim okresie odwiedzał ich dom stryj Władysław, objeżdżający, jako doradca ministerialny, Ziemie Zachodnie. Niedługo jej ojca wyrzucono z pracy za pochodzenie i prawie do końca życia pracy stałej nie miał. Pamięta także, jak zaraz po wojnie etos odbudowy, specyficzny etos pierwszej trzylatki [plan 3-letni –M.B.] niewątpliwie wiązał ludzi, szczególnie inteligencję, z ustrojem. I to się udzielało młodym.

Różnie się udzielało, bardzo zależnie od tego, w jakim momencie młodości przeżywali ofertę ideową nowego ustroju. Pani dr „Stacha”: – Ja poszłam bardziej w Kościół. Dlatego, że Kościół prześladowano. Podczas okupacji była w tajnej Sodalicji Mariańskiej i, oczywiście, jak całe moje pokolenie, w AK, dokąd wprowadziła ją przyrodnia siostra Janina Treterowa. Później służba łączniczki i kurierki w formacji Leopolda Okulickiego „Nie” („Niezawisłość”). W latach stalinizmu prymas Wyszyński rozwiązał Sodalicję, co nie uchroniło zwierzchnictwa od kilkuletniego więzienia. Po Październiku powstały Kluby Inteligencji Katolickiej i odtąd cała działalność Stanisławy Grabskiej w warszawskim klubie się zogniskowała. Ważnym epizodem była praca w Komitecie Obywatelskim przy Lechu Wałęsie, później udział w obradach jednej z agend Okrągłego Stołu. Kandydowaniu do Sejmu odmówiła, pozostając przy tym, co znam, co umiem, ale to nie znaczy, że nie należy włączać się w prace, nawet ściśle polityczne, wtedy, kiedy wymaga tego sytuacja obywatelska. Jakże to dokładne odwzorowanie ojcowskiego modelu życia!
Elżbietę Grabską na egzaminie wstępnym pytano o stosunek do dziadka Władysława, ale na studia się dostała. W politykę była zaangażowana jeszcze w sopockim gimnazjum, należąc do OMTUR (Organizacja Młodzieżowa Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych). Prowadziła wśród kolegów nabór do Ligi Walki z Rasizmem (ma do dzisiaj zeszyt z zapisem składek członkowskich), którą władze rozwiązały w 1949 roku. Potem znalazła się w ZMP. – Uważałam, że ten system jest konieczny, a rodzina uważała mnie wtedy za czarną owcę. Zdecydowanie i ostatecznie rozstała się z tym przekonaniem po Marcu 1968, razem z wieloma osobami z kręgu uniwersyteckiej lewicy. Nie odnowiono jej wtedy umowy o pracę na historii sztuki. Znacznie później wróciła jako adiunkt.

Maciej Władysław Grabski przez trzy lata nie dostawał się na studia. Wybrał politechnikę, wyłamując się z rodzinnej, konsekwentnie humanistycznej tradycji. Zbliżając się do dyplomu nie wiedział, co dalej robić, jako że nie uśmiechała mu się praca inżyniera w fabryce, gdzie „byłbym nikim”. Przyjaciel ojca, wielki antropolog Jan Czekanowski zwrócił mu uwagę na możliwość wyboru pracy naukowej. – Otworzyły mi się oczy. Rzeczywiście to azyl, gdzie można by coś robić przyzwoitego. Poprosił o asystenturę swego mistrza, prof. Kornela Wesołowskiego, a po latach, gdy już jego uczniowie zostawali profesorami, zajął się działalnością obywatelską – tak po krótkiej chwili rozmowy określiliśmy zgodnie prowadzenie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. – Gdy stary reżim upadł, byłem wodzony na pokuszenie, żeby się zająć polityką, ale... nie dałem się. Wahanie w głosie, bo prof. Grabski bywa raz po raz uwikłany w „polityczne boje”, kiedy odzywają się dawne chęci podporządkowania badań doraźnym potrzebom albo zarządzania nimi przez centralną administrację.

Patrząc na zadania tej warstwy, do której należą z tradycji i z wyborów, tj. inteligencji, moi rozmówcy widzą dwa najpilniejsze: wychowanie młodego pokolenia – tu wielka rola najrozmaitszych stowarzyszeń rodzinnych (skupia je i wspiera konsekwentnie KIK) – i troska o samorząd lokalny, szczególnie ten najniższego szczebla, gminny. Stanisław Grabski, ekonomista i socjolog, powtarzał córce: – To nie partie tworzą demokracje, ale samorząd. To w samorządzie ludzie się wyrabiają, dorastają do tego, żeby służyć. Stryjeczny wnuk Maciej Władysław dodaje: – Wszystko trzeba robić, żeby ludzie byli mądrzejsi. I opowiada na koniec, jak to jednego z sędziwych profesorów Politechniki Warszawskiej matka przyprowadziła do szkoły i pokazując portret Ignacego Mościckiego, powiedziała: – Synku musisz się uczyć, żeby zostać profesorem, tak jak pan prezydent.

Tekst powstał na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w Programie BIS Polskiego Radia SA w kwietniu 2001 r.

 

 

Komentarze