|
|
Rody uczone (73)W serdecznych kontaktach ze starszym pokoleniem wychowywali się młodzi Magdalena Bajer
Dużo książek napisali członkowie tego rodu, wyraziściej zapamiętanego w historii polityki niż nauki czy sztuki, jakkolwiek uczonych i artystów w nim nie brakowało. Przytoczę dwa małe urywki z pamiętników, które mi zadał do przeczytania prof. Maciej Władysław Grabski, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej od jej powstania w 1991 r. Pierwszy to Blizny dzieciństwa, pióra jego ojca, historyka i pisarza historycznego, Władysława Jana, gdzie czytamy: Dzisiaj dopiero, z perspektywy własnych rodzinnych doświadczeń, dopatruję się w doborze naszego personelu pedagogicznego mądrej troski tatusia o wszechstronność naszego wykształcenia. Profesor dodał do tego wspominaną w rodzinie, dobitną deklarację swego pradziadka: – Ostatnie bydlę wyprowadzę z obory i sprzedam, żebyście się uczyć mogli. Drugie świadectwo, Wspomnienia Zofii Kirkor-Kiedroniowej, mówi o stosunku do polityki: Wydało mi się też, że rodzice mimo wszystko są w głębi duszy radzi, że syn w tak młodym wieku jest już wcale poważnym działaczem politycznym, wprawdzie socjalistycznym, ale z programem niepodległości Polski na sztandarze swej partii. A może wyczuli w tamtych chwilach – przyszłość? To o Władysławie Grabskim, późniejszym premierze Rzeczypospolitej, autorze polskiej złotówki, profesorze ekonomii. CZWORO MĄDRYCH I ŚMIAŁYCHW Borowie nad Bzurą, niezbyt wielkim majątku szlacheckim, przyszła na świat czwórka rodzeństwa – w pokoleniu ojca i dziadków trojga moich gości. Gościłam bowiem przedstawicieli dwu pokoleń i dwu linii Grabskich: panią dr teologii Stanisławę, która przez wiele lat była prezesem warszawskiego KIK-u, córkę dwukrotnego ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego, Stanisława Grabskiego, panią dr Elżbietę Grabską-Wallisową, historyka sztuki, wnuczkę premiera, oraz wspomnianego już prof. Macieja Władysława, stryjecznego brata Elżbiety. Nieco zawiłe parantele dalej się uporządkują. Tamtych czworo, od których zaczyna się znaczenie rodu i ważna obecność na scenie publicznej, to dwaj bracia i dwie siostry. Panie najpierw wymienić wypada, tym bardziej że ich ojciec uważał pono Zofię (później Kirkor-Kiedroniową) za najmądrzejsze ze swych dzieci. Sporo młodych lat spędziła na Syberii, zesłana za działalność niepodległościową. Mając rosyjską maturę została w Uniwersytecie Jagiellońskim tzw. studentem nadzwyczajnym socjologii i napisała cenioną pracę o chłopach w Królestwie Polskim. Napisała też, cytowane wyżej, trzytomowe Wspomnienia, znakomite źródło do dziejów „niepokornych” przełomu XIX i XX wieku. Jej mąż, Józef Kiedroń, był ministrem przemysłu i handlu w rządzie Władysława Grabskiego. Druga siostra, utalentowana pianistka (matka chrzestna Elżbiety Wallisowej), poświęciła się wychowaniu czwórki dzieci, przyczyniając wszakże rodzinie uczonego, w osobie męża, profesora pomologii w UJ. Drogi życiowe braci, Stanisława i Władysława Grabskich, to ważne – niezwykle obfite w wydarzenia, pełne owoców ich niestrudzonej pracy dla kraju – rozdziały polskiej historii. Budowali Niepodległą wedle swoich śmiałych wyobrażeń o kształcie suwerennego państwa, mocno ugruntowanych zasad postępowania i z pasją służenia uznanym ideałom. Służyli na wielu polach, bo najpierw przygotowanie do niepodległości tego wymagało, potem trzeba było wszystko w Polsce urządzać, wreszcie przyszedł czas pracy naukowej w dziedzinach z tym związanych – ekonomii u Władysława, socjologii i też ekonomii, które uprawiał Stanisław – czas wykładów uniwersyteckich, kształcenia przyszłych, tak bardzo potrzebnych, specjalistów. Całe czynne życie obaj uprawiali publicystykę, zabierając głos w najważniejszych dla ogółu społeczeństwa sprawach. Ich intensywną i wszechstronną działalność analizują historycy, spierając się o ocenę poszczególnych wątków, faktów, decyzji. W rodzinnej opowieści chciałam usłyszeć, do czego takie dziedzictwo zobowiązuje potomków, jak rosły ich charaktery na żyznej glebie wielowątkowej, niezwykle bogatej, tradycji. – Z jakiegoś Borowa, gdzieś nad Bzurą, doszli tak daleko. Jak nadzwyczajnie byli uformowani! Prof. Maciejowi Grabskiemu poddaje trop pani Stanisława: – Ich matka miała wielkie ambicje, co do dzieci. Pchała do nauki – wszystkie studiowały. Wątłego jej ojca gimnastyką wyprowadziła na silnego mężczyznę. Oboje rodzice jasno wskazywali, jak należy postępować. Kiedy młodziutki Stanisław wahał się, czy zostać dłużej w domu, dokąd przyjechał w odwiedziny, czy udać się na zebranie organizacji, ojciec mu powiedział: – Gdybyś ty zrezygnował z bycia socjalistą, ja bym się bardzo ucieszył, ale jak to jest twój obowiązek to jedź. Elżbieta: – W ogóle nie istniała – jak dzisiaj – kategoria zbytku. To było życie bardzo skromne. Pamiętam odziedziczony zwyczaj mleka z kartoflami na kolację i to np., że dzieciom nie dawano pieniędzy. O pieniądzach nigdy się nie mówiło, służyły do zapewnienia tego, co najbardziej potrzebne. A trzeba wiedzieć, że pradziadek musiał utrzymać liczną rodzinę, gdyż po śmierci pierwszej żony, mając trzy córki, ożenił się z jej siostrą, której narzeczony zginął w Powstaniu Styczniowym. I przyszła na świat owa czwórka bohaterów niniejszej opowieści. OD KOŁYSKI... POLITYKAW domach Grabskich, obu pokoleń, które poznałam, dzieci najwcześniej jak można brały udział „w całym życiu”. Życie w domu Stanisława Grabskiego wypełniała polityka, zatem córka-imienniczka o polityce słyszała codziennie. Ojciec zabierał ją na swoje wykłady i odczyty, gdzie też poznawała polityczne arkana. Przy każdej sposobności opowiadał jak w młodości współtworzył PPS, jak sprzeciwiał się później Piłsudskiemu, z powodu „akcji gwałtownych” Marszałka, jak zbliżył się do Narodowej Demokracji. Podczas zamachu majowego był z rządem w Wilanowie, przeżywając dramatyczny dylemat: ustąpić albo wojna domowa. Dorastająca córka obserwowała proces rozchodzenia się z Dmowskim, współpracę z Witosem, już poza jakąkolwiek przynależnością partyjną, zaangażowanie w służbę publiczną do końca życia. Stanisława Grabska była „zapatrzona w ojca”, co przybierało niekiedy zabawne formy, jak np. niedbałość o wygląd zewnętrzny i panujące mody – na wzór młodego socjalisty, o którym tropiące go władze carskie pisały: „zaniedbany w ubraniu i zaroście”. Owo zapatrzenie dotyczyło przede wszystkim rzeczy ważniejszej: podstawowego odniesienia poglądów politycznych do moralnego wymiaru politycznych działań. – Gdy szliśmy na Zaolzie, ojciec powiedział: „Za zło się płaci zawsze. Jeżeli za to świństwo, które teraz robimy Czechom, zapłacimy tylko prowincjami wschodnimi, a nie niepodległością, będziemy mogli dziękować Panu Bogu”. W życiu następnego pokolenia polityka była tak samo obecna. Elżbieta spotkała się z nią przez radio, które jej ojciec kupił po wybuchu wojny hiszpańskiej. Słuchając wiadomości z frontu, tłumaczył „co to są republikanie”, argumentując sympatię do nich tym, że republikanów popierają Francuzi, a generała Franco – Niemcy. Między rodzicami trwał „żartobliwy spór” o wybór tradycji. Matka obstawała przy socjalistycznej, piłsudczykowskiej, ojciec miał do niej rezerwę. Ciągle padały terminy, nazwiska. Podczas wojny w Borowie, gdzie schronił się z rodziną Zdzisław Grabski, młodszy syn premiera, znów codziennie mówiono o sytuacji politycznej, czytano konspiracyjną prasę i namiętnie dyskutowano o tym, jaka może być przyszłość Polski. Elżbieta przesiąkła polityką na długo, podobnie jak większość jej kuzynów. Maciejowi dziadek macierzysty Stanisław Wojciechowski – dwukrotny prezydent Rzeczypospolitej, wybitny działacz spółdzielczości i profesor uniwersytetu – radził trzymać się od polityki z daleka. Wnuk posłuchał. Częściowo. Dalekowzroczna przenikliwość w ocenach losu Ojczyzny, pryncypialność w działaniu, zdecydowanie i energia działania na rzecz wspólnego dobra, stanowiące esencję rodzinnej atmosfery wszystkich tych domów, wyposażyły następne pokolenia w umiejętność wyboru drogi, kiedy sytuacja polityczna diametralnie się zmieniła, a także w zdolność zawrócenia z drogi, gdy się okazało, że nie prowadzi do celu, który przyświecał dziadom i ojcom. PRZYKŁAD I ZAUFANIEProf. Maciej pamięta, że tak ciężko zapracowany dziadek Władysław Grabski bardzo się interesował wszystkimi dziećmi w rodzinie, a z dziadkiem Stanisławem on sam bawił się podczas każdych odwiedzin. W częstych serdecznych kontaktach ze starszym pokoleniem wychowywali się młodzi „nie poprzez zakazy i nakazy, ale przykład i zaufanie” jak to krótko ujmuje kuzynka „Stacha”. Bezwzględne zaufanie miano do słowa honoru. – Jak dałem słowo honoru, że tak było, to tak było – mówi prof. Maciej. Dziadkowie moich młodszych gości mieli po wojnie dom pod Warszawą w Grabkowie (dzisiaj Gołąbki, gdzie mieszka prof. Maciej), a naprzeciw był dom stryja-pisarza, dokąd Elżbietę często „deponowano” na wakacje. Jedyna wnuczka premiera Rzeczypospolitej miała niemało sposobności do brania przykładu i zasługiwania na zaufanie. – Zapamiętałam klimat, którym te domy różniły się od innych. Panował w nich kult skupienia i ciszy. Dzień zaczynał się od gry na fortepianie – przeważnie Beethovena i Chopina, potem samochód zabierał stryja do Warszawy na wykłady, a wieczorem „znów miał być spokój”. I tam, i w jej własnym domu stały wielkie stoły założone papierami, było mnóstwo książek i maszyna do pisania (ta, na której Jan Władysław Grabski pisał powieści jest w Gołąbkach na pamiątkę). Dzisiejsze domy wnuków są podobnie urządzone. Trwa również, przez cztery pokolenia, dbałość o wyposażenie intelektualne potomstwa. Pani Elżbieta porównuje nieraz lektury obecnych nastolatków, a i swoich studentów, z własnymi, dochodząc do przekonania, że znacznie pod tym względem górowała. Stryj zadawał uczennicy szkoły powszechnej Wojnę i pokój, każąc czytać bardzo uważnie i dzielić się refleksjami, książki Hanny Malewskiej, Wiktora Hugo (po francusku). Kossak- -Szczucka dawno już była w kącie książek przeczytanych. Wszyscy troje zgadzają się, że w ich rodzinie dzieci „bardzo poważnie traktowano”. Pani Stanisława zawsze wiedziała i wiele myślała o ojcowskiej drodze duchowej – od agnostycyzmu do postawy, którą zapisał w Pamiętnikach: Szereg lat jeszcze minął, zanim zacząłem się znów modlić tak, jak mnie za lat dziecinnych matka uczyła, i przyjąłem do wierzenia cała naukę Chrystusowego Kościoła. Ale już wówczas zacząłem szukać drogi do Boga. A wraz z tym malała dla mnie wartość tak cennej dla każdego polityka popularności. Wychowanie w duchu mądrego, otwartego katolicyzmu, takiego, który nakazywał trudzić się dla poprawienia świata, a nie odwracać od świata, kiedy trud zdaje się daremny, owocuje do teraz – rozmaitymi działaniami, jakie zawsze angażowały Grabskich mocno i wypełniały większą część życia. ZNOWU SŁUŻBAGdy w 1939 roku do Lwowa weszli Sowieci, natychmiast aresztowali Stanisława Grabskiego. Zwolniony na mocy układu Sikorski--Majski, znalazł się w Londynie i po wojnie wrócił do Polski z Mikołajczykiem. Córka zapamiętała słowa wypowiedziane wtedy: – Przegraliśmy. 50 lat w cieniu Kremla najmniej. Jeżeli Polacy zostaną tutaj [we Lwowie - M.B.], to ich wywiozą na białe niedźwiedzie. Takiej mniejszości tu nie zostawią. Jeżeli wyjadą na Ziemie Zachodnie, to siebie ocalą, a możemy te ziemie uzyskać nawet na zawsze. W zupełnie innych warunkach, kiedy nie można było pracować dla państwa, ludzie tej formacji podjęli służbę społeczeństwu, na tym polu, gdzie to było pilnie potrzebne, a nie pociągało wyrzeczenia się żadnej z przestrzeganych zasad. Stanisław Grabski wszedł do Krajowej Rady Narodowej, ale po sfałszowanych wyborach w roku 1947 wycofał się z polityki nieodwołalnie. I znów zapamiętana przez córkę odpowiedź na pytanie żony czy wróciłby wiedząc, że aż tak przegramy: – Tam nie było już nic do zrobienia. Tutaj nie udało się zrobić nic dobrego, ale udało się trochę zła opóźnić i trochę życia ludzkiego uratować. Warto było wrócić. Ojcowie dr Elżbiety i prof. Macieja, synowie premiera Władysława Grabskiego, także wypełniali nakaz służby, do czego ich wychował dom i zobowiązywała rodzinna tradycja. Pisarz Jan Władysław, mając jako taką niezależność materialną, którą zapewniała resztka ziemi, w potrzebie po kawałku sprzedawanej, przyjął funkcję doradcy w Ministerstwie Ziem Zachodnich, kierowanym przez Władysława Gomułkę, pod warunkiem wszakże, że będzie to praca społeczna. Jego brat Zdzisław pojechał do Gdańska, zupełnie zrujnowanego, organizować tam polską administrację i odbudowywać uczelnie. Przez kilka lat pracował w politechnice, w Katedrze Ekonomii. Stworzył Radę Kultury, złożoną z co bardziej aktywnych przedstawicieli środowisk twórczych, której Gdańsk zawdzięcza powstanie filharmonii, już w roku 1946, nieco później Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, Szkoły Muzycznej. Elżbieta pamięta, jak w tamtym pionierskim okresie odwiedzał ich dom stryj Władysław, objeżdżający, jako doradca ministerialny, Ziemie Zachodnie. Niedługo jej ojca wyrzucono z pracy za pochodzenie i prawie do końca życia pracy stałej nie miał. Pamięta także, jak zaraz po wojnie etos odbudowy, specyficzny etos pierwszej trzylatki [plan 3-letni –M.B.] niewątpliwie wiązał ludzi, szczególnie inteligencję, z ustrojem. I to się udzielało młodym. Różnie się udzielało, bardzo zależnie od tego, w jakim momencie młodości przeżywali ofertę ideową nowego ustroju. Pani dr „Stacha”: – Ja poszłam bardziej w Kościół. Dlatego, że Kościół prześladowano. Podczas okupacji była w tajnej Sodalicji Mariańskiej i, oczywiście, jak całe moje pokolenie, w AK, dokąd wprowadziła ją przyrodnia siostra Janina Treterowa. Później służba łączniczki i kurierki w formacji Leopolda Okulickiego „Nie” („Niezawisłość”). W latach stalinizmu prymas Wyszyński rozwiązał Sodalicję, co nie uchroniło zwierzchnictwa od kilkuletniego więzienia. Po Październiku powstały Kluby Inteligencji Katolickiej i odtąd cała działalność Stanisławy Grabskiej w warszawskim klubie się zogniskowała. Ważnym epizodem była praca w Komitecie Obywatelskim przy Lechu Wałęsie, później udział w obradach jednej z agend Okrągłego Stołu. Kandydowaniu do Sejmu odmówiła, pozostając przy tym, co znam, co umiem, ale to nie znaczy, że nie należy włączać się w prace, nawet ściśle polityczne, wtedy, kiedy wymaga tego sytuacja obywatelska. Jakże to dokładne odwzorowanie ojcowskiego modelu życia! Maciej Władysław Grabski przez trzy lata nie dostawał się na studia. Wybrał politechnikę, wyłamując się z rodzinnej, konsekwentnie humanistycznej tradycji. Zbliżając się do dyplomu nie wiedział, co dalej robić, jako że nie uśmiechała mu się praca inżyniera w fabryce, gdzie „byłbym nikim”. Przyjaciel ojca, wielki antropolog Jan Czekanowski zwrócił mu uwagę na możliwość wyboru pracy naukowej. – Otworzyły mi się oczy. Rzeczywiście to azyl, gdzie można by coś robić przyzwoitego. Poprosił o asystenturę swego mistrza, prof. Kornela Wesołowskiego, a po latach, gdy już jego uczniowie zostawali profesorami, zajął się działalnością obywatelską – tak po krótkiej chwili rozmowy określiliśmy zgodnie prowadzenie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. – Gdy stary reżim upadł, byłem wodzony na pokuszenie, żeby się zająć polityką, ale... nie dałem się. Wahanie w głosie, bo prof. Grabski bywa raz po raz uwikłany w „polityczne boje”, kiedy odzywają się dawne chęci podporządkowania badań doraźnym potrzebom albo zarządzania nimi przez centralną administrację. Patrząc na zadania tej warstwy, do której należą z tradycji i z wyborów, tj. inteligencji, moi rozmówcy widzą dwa najpilniejsze: wychowanie młodego pokolenia – tu wielka rola najrozmaitszych stowarzyszeń rodzinnych (skupia je i wspiera konsekwentnie KIK) – i troska o samorząd lokalny, szczególnie ten najniższego szczebla, gminny. Stanisław Grabski, ekonomista i socjolog, powtarzał córce: – To nie partie tworzą demokracje, ale samorząd. To w samorządzie ludzie się wyrabiają, dorastają do tego, żeby służyć. Stryjeczny wnuk Maciej Władysław dodaje: – Wszystko trzeba robić, żeby ludzie byli mądrzejsi. I opowiada na koniec, jak to jednego z sędziwych profesorów Politechniki Warszawskiej matka przyprowadziła do szkoły i pokazując portret Ignacego Mościckiego, powiedziała: – Synku musisz się uczyć, żeby zostać profesorem, tak jak pan prezydent. Tekst powstał na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w Programie BIS Polskiego Radia SA w kwietniu 2001 r.
|
|
|