Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 3/2003

Akcja uzdrowicielska

Poprzedni Następny

Życie akademickie

Myślę, że po pierwszych ocenach ludzie uświadomią sobie z całą stanowczością, 
że nie ma innej drogi, jak rzetelność kształcenia. Że nie można załatwić oceny 
kierunku docierając np. do ważnych polityków i licząc na ich poparcie.

Rozmowa z prof. UMK Andrzejem Jamiołkowskim,
przewodniczącym Państwowej Komisji Akredytacyjnej

Fot. Stefan Ciechan

Dr hab. Andrzej Jamiołkowski, prof. UMK (ur. 1946), fizyk. po ukończeniu w 1969 r. studiów na Wydziale Fizyki UW rozpoczął pracę w UMK, gdzie w 1973 r. uzyskał stopień doktora, a w 1983 r. doktora habilitowanego. Od 1991 r. jest tam zatrudniony na stanowisku profesora nadzwyczajnego. Przewodniczący stowarzyszenia byłych stypendystów Fundacji Alexandra von Humboldta Societas Humboldtiana Polonorum. Od 1992 r. redaktor naczelny czasopisma „Reports on Mathematical Physics”. Autor i współautor kilkudziesięciu artykułów oraz kilku monografii i podręczników z dziedziny fizyki teoretycznej. W latach 1986-93, przez dwie kadencje, prorektor, a następnie (1993-99) rektor UMK. 1999-2001 wiceprzewodniczący Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego i przewodniczący Komisji Finansów RG. Od stycznia 2002 przewodniczący PKA.

 Państwowa Komisja Akredytacyjna działa ponad rok. Są już pierwsze efekty jej pracy.
– PKA została powołana, gdy w lipcu 2001 roku dokonano nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym. Przyjęto wówczas zapis, że od stycznia 2002 r. rozpocznie działalność PKA, której zadaniem będzie ocena jakości kształcenia i przestrzegania prawa przez uczelnie już działające, opiniowanie dla ministra edukacji wniosków o tworzenie nowych struktur w szkolnictwie wyższym i wreszcie podejmowanie decyzji w pewnych sprawach wyjątkowych, np. w sprawie utworzenia wyjątkowego kierunku studiów, który nie znajduje się w oficjalnym wykazie kierunków. Zadania Komisji jasno wynikają z przepisów ustawy o szkolnictwie wyższym

– Komu podlega PKA?
– W sensie merytorycznym Komisja jest ciałem niezależnym. Spośród osób zgłoszonych przez Radę Główną Szkolnictwa Wyższego, senaty uczelni i stowarzyszenia twórcze minister edukacji narodowej wybiera grupę nie więcej niż siedemdziesięciu osób. Minister wskazuje też, kto będzie przewodniczącym i sekretarzem. Nie oznacza to jednak wpływu ministra na pracę Komisji. Nasze uchwały są całkowicie niezależne od jakichkolwiek instytucji i osób trzecich.

– Jaka jest struktura i organizacja pracy PKA?
– Komisja podzielona jest na dziesięć zespołów merytorycznych, odpowiadających mniej więcej intuicyjnemu podziałowi na dziedziny nauki, np. nauki humanistyczne, rolnicze, techniczne itd. Z Komisją liczącą 70 członków współpracuje około 500 ekspertów, reprezentujących różne dziedziny wiedzy.

– Jaką moc mają postanowienia PKA?
– Decyzje Komisji są wiążące w przypadku oceny jakości kształcenia na poszczególnych kierunkach studiów. W przypadku np. negatywnej oceny, minister ma możliwość podejmowania pewnych działań, jednak jest ona bardzo ograniczona. Sprowadza się do wstrzymania naboru na dany kierunek i określenia terminu kolejnej oceny albo rozwiązania kierunku studiów. Natomiast w przypadku tworzenia nowych struktur Komisja jedynie opiniuje wnioski złożone do ministra edukacji. Jednak minister Krystyna Łybacka zadeklarowała, że wszystkie opinie PKA będzie traktowała jako wiążące. Pełne uprawnienia decyzyjne PKA ma w kwestii uruchomienia kierunku jednostkowego w skali kraju.

– Najwięcej emocji budzi ocena jakości kształcenia i pierwsze decyzje PKA. Komisja przyznaje cztery oceny. Proszę powiedzieć, czym się różni ocena warunkowa od negatywnej?
– Ocenę warunkową dajemy wtedy, gdy widzimy pewne uchybienia, ale wydaje się rzeczą realną, aby w ciągu np. roku uczelnia poprawiła kształcenie na danym kierunku. Np. gdy standardy nauczania nie są w pełni przestrzegane lub gdy do kształcenia na poziomie magisterskim brakuje jednego z wymaganych przepisami samodzielnych pracowników naukowych. Taki mankament łatwo usunąć. Czasami nie wszystkie typy wykładów są właściwie prowadzone. To się da naprawić.

– Czy w przypadku oceny warunkowej Komisja określa terminy naprawy uchybień?
– Dajemy zazwyczaj rok na usunięcie niedociągnięć, które spowodowały ocenę warunkową. Po roku przeprowadzamy następną kontrolę.

– Kiedy kierunek oceniany jest negatywnie?
– Gdy uchybienia są znaczne i nie dają nadziei na szybkie poprawienie.

– Może Pan podać przykłady uchybień, które popełniły uczelnie dotychczas ocenione negatywnie?
– Niewłaściwa relacja między liczbą osób studiujących a wykładających, tak że dokonany nabór studentów przekracza granice zdrowego rozsądku. Liczba samodzielnych pracowników jest odpowiednia pod względem formalnym, jednak kadra reprezentuje zupełnie dowolne dziedziny. Osoba, która w jednej uczelni wykładała historię, a w innej zarządzanie, gdy przechodzi do trzeciej, wykłada na wychowaniu fizycznym. Widać, że dla władz uczelni nie jest istotne pozyskanie fachowca, a tylko wykładowcy, który ma określone stopnie i tytuły naukowe.

– Zdarza się jednak, że człowiek może się przekwalifikować.
– Rozumiemy to. Przecież gdyby wszyscy, którzy otrzymali po studiach dyplomy matematyków lub fizyków, pozostali matematykami i fizykami, nie byłoby w wielu uczelniach informatyki. Dlatego prosimy wykładowców o wykaz publikacji z ostatnich 5 lat. To pokazuje, czym dana osoba rzeczywiście się zajmuje i jakie ma osiągnięcia.

– Dotychczas skontrolowano 58 uczelni. Mamy ponad 350 szkół wyższych, w wielu wykłada się bardzo wiele kierunków. Jakie są perspektywy czasowe zakończenia oceny poziomu kształcenia w Polsce?
– Wizytacje odbyły się w ponad 150 jednostkach. Na rok 2003 planujemy wizytacje w prawie 400 jednostkach (kierunkach). Czym innym jest jednak odbycie wizytacji, a czym innym przeprowadzenie wszystkich procedur, które prowadzą do sformułowania ostatecznej oceny danego kierunku w uczelni. Bardzo zależy nam na tym, aby uczelnia nie mogła powiedzieć, że ktoś przyjechał, coś mu się nie spodobało i uczelnia nie miała szans zareagować na tę sytuację.

– Jaki jest zatem tryb formułowania oceny kierunku?
– Bardzo złożony. Informujemy uczelnię, że zamierzamy przeprowadzić kontrolę i prosimy o opis sytuacji, czyli rodzaj samooceny. Następnie uczelnię wizytuje grupa ekspertów, ze wspomnianego już grona 500 osób, na czele której stoi członek PKA. W grupie tej są nie tylko osoby reprezentujące daną dziedzinę nauki, kierunek studiów, ale też osoba, która może sprawdzić i ocenić stronę formalnoprawną działań uczelni i organizacji studiów. Po wizytacji powstaje raport. Po sprawdzeniu, czy jest poprawny pod względem formalnym, wysyłamy go do uczelni. Ma ona możliwość ustosunkowania się do raportu i zawartych w nim wniosków. Te trzy materiały trafiają na posiedzenie odpowiedniego, ze względu na oceniany kierunek, zespołu merytorycznego, jednego z dziesięciu, i tam przygotowywana jest propozycja końcowej oceny. Trafia ona na posiedzenie Prezydium PKA, gdzie jest starannie analizowana. Stąd m.in. tak mało ocen ostatecznych w stosunku do liczby wizytowanych uczelni. Informacja o uzgodnionej przez Prezydium ocenie trafia do uczelni. Jej władze, jeśli uznają ją za niewłaściwą, mogą się kolejny raz odwołać, przedstawiając swoje argumenty. Wraca to znów do PKA i Prezydium wraz ze specjalistami z zespołu jeszcze raz rzecz omawiają.

– Jednak od decyzji PKA można się odwołać do PKA?
– A któż, patrząc globalnie na działające w Polsce struktury szkolnictwa wyższego, jest kompetentny w ocenie jakości kształcenia, jeśli nie specjaliści pracujący dla PKA? Wymiana dokumentów między uczelnią a Komisją odbywa się trzykrotnie. Władze uczelni mają możliwość formułowania własnej oceny i dwukrotnego reagowania na ocenę PKA, uzupełniania danych, zgłaszania uwag. Chyba trudno dawać jeszcze jakieś dodatkowe możliwości odwoławcze? Jedna ze szkół, której statut był nieaktualny, informowała nas, że projekt nowego statutu został przekazany do MENiS. Sprawdzamy, a tam okazuje się, że nikt nie widział go na oczy i nie słyszał, aby do ministerstwa taki dokument dotarł. Zatem informacje z różnych uczelni to niejednokrotnie gorączkowe próby naprawienia panującego bałaganu.

– Wrócę do pytania o perspektywy czasowe zakończenia oceny kształcenia w Polsce?
– Funkcjonując od roku, budujemy system działania i prowadzenia oceny jakości kształcenia przez PKA. Mam nadzieję, że będzie ona na stałe wbudowana w system szkolnictwa wyższego. Szacuje się, że musimy ocenić około 2000 jednostek, co zajmie nam 4 lata. Natomiast widzimy, że pewne procesy porządkujące zaczęły się już teraz, bez naszego udziału. Tylko dlatego, że istnieje możliwość oceny przez PKA, szereg uczelni nawet dużych i silnych, zaczęło sprawdzać, jak określone standardy spełniane są w ich strukturach. Niektóre na wieść o tym, że zamierzamy kontrolować prowadzony przez nie kierunek, odpisują: „ten kierunek właśnie zamykamy”.

– Ile razy się to zdarzyło?
– Trzykrotnie.

– Spośród 58 ocen, aż 30 proc. stanowią oceny warunkowe lub negatywne. Nie było ani jednej wyróżniającej. Czy kryteria stosowane przez Komisję są tak surowe, czy poziom kształcenia jest tak niski?
– Chcemy oceny wyróżniające dawać tylko w tych przypadkach, gdy mamy pewność, że w danej uczelni, na danym kierunku student jest traktowany jako absolutnie najważniejszy element w procesie kształcenia. Cóż z tego, kiedy uczelnia ma w danej dziedzinie uprawnienia do habilitowania i znakomitą naukowo kadrę, jeśli student traktowany jest jak dopust boży?

– Państwowa Komisja Akredytacyjna dba zatem głównie o dobro studentów?
– Została powołana do tego, aby jakość kształcenia w polskich uczelniach była na poziomie, którego nie musielibyśmy się wstydzić. Dyplom ma być świadectwem uzyskania wiedzy i odpowiednich umiejętności, ukształtowania osobowości. Przez ostatnie 13 lat pojawiła się pewna liczba nieprawidłowości czy nawet patologii, związana z umasowieniem kształcenia na poziomie wyższym. Nie ma chyba jednak tragedii, bo większość z tych 30 proc. to oceny warunkowe, a nie negatywne.

– Osiem negatywnych na 58 ocenionych to kilkanaście procent. Gdybyśmy mieli zamknąć tak dużą liczbę kierunków, nie świadczyłoby to najlepiej o kondycji naszego szkolnictwa wyższego.
– Zaczęliśmy od analizy kierunków, które były niesłychanie modne, a zatem można było się spodziewać, że w tej grupie liczba studentów była wartością samą w sobie, zaś do jakości kształcenia nie przykładano należytej wagi.

– Jaka jest relacja PKA do środowiskowych komisji akredytacyjnych?
– Powstanie komisji środowiskowych było wynikiem tych zastrzeżeń, które w stosunku do jakości kształcenia od lat rodziły się wśród władz dobrych uczelni. Nie mają one jednak umocowania prawnego. Większość z nich wkracza tylko tam, gdzie zostaną zaproszone, gdyż akredytacja środowiskowa jest dobrowolna. Nie wydają negatywnych opinii. Informują tylko uczelnię, że nie dostanie ona pozytywnej opinii, czyli akredytacji. Przed światem zewnętrznym, czyli także przed młodzieżą, ukryty jest fakt, że ktoś kształci źle. Istnienie środowiskowych komisji akredytacyjnych jest jednak zjawiskiem pozytywnym, bo to jeden z czynników stymulujących myślenie o jakości kształcenia i dążenie do jej poprawy. Natomiast trzeba mieć świadomość, że PKA nie może automatycznie przejmować wyników pracy komisji środowiskowych, bo te komisje nie dysponują możliwością sprawdzenia całego szeregu informacji, które my posiadamy.

– Czy ma Pan na myśli bazę danych o kadrze naukowej?
– Mamy taką bazę i używamy jej. W każdej chwili możemy zweryfikować informacje o zatrudnieniu samodzielnego pracownika naukowego na tzw. pierwszym etacie. Ta baza będzie corocznie weryfikowana i uzupełniana. Informacje o doktorach też zbieramy, ale nie są one tak dokładne i pełne, jak baza danych o samodzielnych pracownikach naukowych. Zatrudnienie nie jest jedyną rzeczą, którą możemy sprawdzić dokładnie, a komisje środowiskowe nie mogą tego zrobić. Np. komisje te nie mają w swoim gronie ludzi, którzy mogliby sprawdzić formalnoprawną stronę działalności wizytowanych jednostek, np. poprawności sposobu zawarcia umów o pracę, prowadzenia dokumentacji studentów. Zaczęliśmy sprawdzać teczki studenckie i pojawiły się rzeczy niesłychane. Znaleźliśmy teczki, w których nie było świadectw dojrzałości, takie, z których wynikało, że student w ciągu jednego semestru zdał dwadzieścia kilka egzaminów i przeszedł trzy semestry.

– Czy uczelnie starają się współpracować z PKA?
– Większość uczelni akceptuje nasze opinie od pierwszego momentu, czyli współpracują. Czasami są jednak próby przyjmowania postawy: „i tak nam nic nie zrobicie, jesteśmy wspaniali, czepiacie się szczegółów”. Myślę, że po pierwszych ocenach ludzie uświadomią sobie z całą stanowczością, że nie ma innej drogi, jak rzetelność kształcenia. Że nie można załatwić oceny kierunku docierając np. do ważnych polityków i licząc na ich poparcie.

– Czy spotkali się Państwo z próbami korupcji?
– Nie. Przynajmniej nie na poziomie Prezydium. Spotkaliśmy się natomiast z zupełnie nieodpowiedzialnym zachowaniem niektórych organów uczelni, np. dziekanów, którzy publicznie wypowiadali nieuprawnione opinie o kompetencji członków zespołów oceniających albo uczciwości tych osób.

– Kiedy można się spodziewać następnych ocen?
– W każdy drugi i czwarty czwartek miesiąca odbywają się posiedzenia PKA, na których podejmowane są uchwały dotyczące ocen. Wiele zależy od uczelni, które z nami korespondują i czasem przeciągają procedury, zastanawiając się, co robić, gdy grozi im ocena negatywna lub warunkowa.

– Były bardzo duże oczekiwania co do PKA. Pan także dawał im wyraz. Jak ocenia Pan prace Komisji z perspektywy roku działalności?
– Cieszy mnie to, że wiele procesów polepszających pracę polskich uczelni dzieje się spontanicznie. Że samo nasze pojawienie się daje efekty. Oprócz 150 wizytacji, przeprowadziliśmy w 2002 r. 685 ocen dotyczących tworzenia nowych struktur w uczelniach. Czasami podczas badań wykrywamy rzeczy, o których się wcześniej nie mówiło. Absolutnie nieprawidłowe jest rozstrzygnięcie sposobu wychodzenia z sytuacji, gdy minister nie przedłuży pozwolenia na działalność uczelni. Brak jasnych zapisów ustawowych powoduje, że uczelnia, która nie ma prawa istnieć, wydaje dyplomy. Nie przemyślano do końca, jak postępować w przypadku likwidacji uczelni.

– Czy Państwo sugerują rozwiązania prawne?
– Uczestniczę w pracach, których wynikiem ma być nowa ustawa o szkolnictwie wyższym i mogę przekazywać swoje doświadczenia z pracy w PKA.

– Czy powstanie PKA zmieniło coś w systemie szkolnictwa wyższego w Polsce?
– Mamy w Polsce 1,8 mln studentów, 150 tys. ludzi pracujących w szkolnictwie wyższym, w tym siedemdziesiąt kilka tysięcy nauczycieli akademickich. Razem prawie 2 mln ludzi. Tyle, ilu obywateli liczy Słowenia. W Departamencie Szkolnictwa Wyższego MENiS zatrudnione są 42 osoby. Jest jasne, że nie mogą w pełni administrować systemem, w którym jest 370 uczelni i 2 mln ludzi. Dlatego pojawienie się PKA, która liczy 70 osób i na rzecz której pracuje zespół 500 ekspertów, jest szansą, że w tym systemie rozpocznie się akcja uzdrowicielska. Potrwa około 4 lat, a potem w sposób ciągły będzie kontynuowana, powtarzana. Stanie się normalnym, rutynowym elementem systemu.

Rozmawiał 
Piotr Kieraciński