Między nauką technika i człowiekiem |
Poczta elektronicznaZamiast próbować ograniczać poznawczą pasję człowieka powołując się Paweł Misiak Szanowny Panie Redaktorze! Niedawno miałem okazję wysłuchać prelekcji pewnego emerytowanego profesora amerykańskiego, specjalisty od zarządzania, poświęconej etycznym aspektom technologii informacyjnych. Prelegent klarownie zarysował teoretyczne ramy tematu, wypunktował rozmaite aspekty „zjawisk moralnych” związanych z korzystaniem z technologii informacyjnych, zilustrował rzecz przykładami. W końcu spróbował wyciągnąć pozytywne wnioski na podstawie tzw. Złotej reguły, którą można streścić słowami: „czyń wobec innych tak, jak chciałbyś, by oni wobec ciebie czynili”. Wszelako konkluzja prelekcji mnie rozczarowała. Sprowadzała się bowiem do banalnego w gruncie rzeczy twierdzenia, iż gdyby wszyscy ludzie byli dobrzy i uczciwi, nie byłoby zła, przestępstw i nieuczciwości (w tym przypadku, w związku z komputerami, sieciami, przetwarzaniem informacji itp.). Wspominam o tym, by nawiązać do zagadnienia szerszego, określanego zwykle jako problem moralnej odpowiedzialności uczonych, twórców i inżynierów. Czasem można usłyszeć lub przeczytać o moralnej odpowiedzialności nauki czy techniki, choć sformułowania takiego nie sposób traktować dosłownie, jako że etyka czy moralność odnoszą się przecie do jednostek ludzkich w kontekście dokonywanych przez nie wyborów, nie zaś do abstrakcyjnych pojęć czy zjawisk. Sam problem znowu zaczyna być podnoszony wśród szerokiej publiczności i mediów w kontekście kolejnej wojny w Zatoce Perskiej. Z jednej strony bowiem, w oficjalnych uzasadnieniach jej podjęcia podnoszono oskarżenia o prowadzenie przez Irak badań nad bronią chemiczną i biologiczną, z drugiej, podobnie jak w poprzedniej wojnie, ogromną rolę odgrywa nowoczesna amerykańska technika i technologia, co znajduje wyraz w podawanych liczbach zabitych po jednej i drugiej stronie frontu. Różnią się o 2-3 rzędy wielkości. WINY?Oskarżanie nauki i naukowców o odpowiedzialność za rozliczne nieszczęścia, które dotykały ludzkość, w szczególności w czasach wojen, ma długą historię. Można by sięgać w zamierzchłą przeszłość i doszukiwać się analogii w pożałowania godnych wydarzeniach z czasów średniowiecza czy renesansu – palenie czarownic, Giordano Bruno itd. Pozostańmy jednak w czasach nowożytnych, kiedy to nauka i inżynieria, jako instytucje cywilizacyjne i jako profesje, są jasno wyróżnione. Wspomnijmy na przykład Fritza Habera, wrocławskiego noblistę w dziedzinie chemii. W czasie I wojny światowej pracował nad produkcją i wykorzystaniem gazów bojowych. O jego zaangażowaniu w pracę świadczyć może m.in. osobiste kierowanie jednym z pierwszych ataków chemicznych (na froncie rosyjskim). Użycie w innym miejscu jednego z najbardziej znanych wynalazków Fritza Habera, iperytu, spowodowało śmierć na miejscu ponad 150 tysięcy żołnierzy oraz porażenie ponad miliona, czego skutkiem były długotrwałe cierpienia. Podobnie rzecz się miała z bronią jądrową. W tym przypadku chodziło o militarne wykorzystanie odkryć w dziedzinie fizyki atomowej, dokonanych głównie w latach 30. ubiegłego stulecia. W czasie II wojny światowej interdyscyplinarny zespół naukowców, inżynierów i techników różnych specjalności skonstruował broń jądrową. Wśród tych pierwszych nie brakowało wcześniejszych i późniejszych noblistów, by wspomnieć choćby paru fizyków: Nielsa Bohra i jego syna Aage, Enrica Fermiego, Richardsa Feynmana. To, co stało się z Hiroszimą i Nagasaki, spowodowało, że pytania o moralną odpowiedzialność uczonych i inżynierów stanęły na porządku dziennym i domagały się odpowiedzi w perspektywie dalszego rozwoju cywilizacji i kultury. NAUKA, TECHNIKA ...Można próbować np. przyjąć określenie, że nauką jest wszystko to, czym w ramach działalności zawodowej zajmują się naukowcy, a techniką i technologią to, co robią inżynierowie. Taka definicja nie jest jednak zbyt praktyczna, gdyż jedynie przesuwa problem. Wymaga zdefiniowania, kto jest naukowcem, kto inżynierem. Skłaniałbym się raczej ku bardziej „klasycznym” określeniom. Jednym z nich jest wskazanie odpowiednich pytań. Nauka odpowiada na pytania „dlaczego”, technika czy też inżynieria na pytania „jak”. Innymi słowy nauka poznaje i objaśnia świat, jaki jest, technika i technologia zaś realizuje określone cele. Inżynieria utożsamiana jest czasem z naukami stosowanymi. Gdy nauce udaje się odpowiedzieć na pytanie, „dlaczego” dzieje się tak a tak, następnym krokiem jest zwykle przewidywanie zachowań określonych układów. W dalszej konsekwencji rodzi to możliwość projektowania systemów wykazujących oczekiwane cechy. Wiedza naukowa dotyczy zatem samych praw natury, a wiedza inżynierska – możliwości stosowania tych praw. Puryści powiadają, że nie można mówić o naukach stosowanych ani o naukach technicznych, lecz najwyżej o rozmaitych zastosowaniach nauki, charakterystyczną cechę i cel nauki upatrują zaś w tworzeniu wiedzy, które prowadzi do tworzenia następnej. Celem działalności inżynieryjnej jest natomiast tworzenie systemów spełniających określone zadania. „Wytworem” nauki jest zatem wiedza, będąca pożywką, na której rośnie nowa wiedza, a produktem techniki i technologii – przedmioty bądź procedury. W dzisiejszych czasach owe różnice coraz bardziej się zacierają. Nie jest bowiem oczywiste, czy sklonowana owca albo enzymy wytwarzane przez genetycznie zmodyfikowane rośliny są „produktami” w sensie technicznym. Poza tym nauki przyrodnicze są dziś niezmiernie uzależnione od techniki i technologii laboratoryjnej. W niektórych dziedzinach sam przedmiot badań – będący częścią Natury – jest w swoim istnieniu zależny od służącej do jego badania aparatury. Choćby nowe, nietrwałe izotopy pierwiastków czy cząstki elementarne. Coraz częściej przedmiotem badań naukowców jest nie Natura, ale obiekty wytworzone przez człowieka. ... POLITYKACoraz wyraźniej widać też „polityczną” przewagę technologii nad nauką. O kierunkach badań naukowych, nawet w dziedzinach podstawowych, coraz częściej decydują doraźne potrzeby techniczno-technologiczne. Odbywa się to za pomocą pieniędzy, koniecznych zwłaszcza do sensownego uprawiania badań obserwacyjnych i eksperymentalnych. Jednymi z niewielu nauk, które można jeszcze uprawiać bez drogiego zaplecza badawczego, są nauki teoretyczne, w których wciąż najważniejszym „przyrządem badawczym” jest ludzki rozum. W zasadzie wystarczają papier i ołówek, ale oczywiście przydają się też komputer i łączność internetowa. A co z problemami etycznymi? Jeśli przyjmiemy zarysowane powyżej rozgraniczenia, o problemach etycznych można mówić przede wszystkim w odniesieniu do techniki i wykorzystywania jej wytworów. Ocenie moralnej podlegają wszak nie przedmioty czy inne ludzkie wytwory, ale uczynki. Zazwyczaj większość produktów ludzkiej pomysłowości w dziedzinie szeroko pojmowanej inżynierii można wykorzystywać w dobrych lub złych celach. Samolot może służyć do ratowania ludzkiego życia, ale też do przenoszenia bomb czy rakiet. Wynalazcom samolotu chodziło, jak mniemam, o stworzenie praktycznej możliwości szybkiego pokonywania przestrzeni drogą powietrzną. Dopiero potem pojawiły się pomysły wykorzystania tych możliwości do zabijania przeciwników na wojnie. Obarczanie braci Wright winą za krew ofiar nalotów dywanowych jest co najmniej nadużyciem. Nieco inaczej wygląda sytuacja moralna inżynierów pracujących przy konstruowaniu środków zabijania. Inżynierom projektującym i budującym nowe rodzaje broni trudno się tłumaczyć, iż nie wiedzą co czynią. Prawda, zasadnicza odpowiedzialność spada na tych, którzy tę broń wykorzystają przeciw innym ludziom, ale jej niemała część spada również na owych inżynierów. To przypadek wspomnianego Fritza Habera. Czasem odpryski owej odpowiedzialności spadają i na uprawiających naukę „czystą” – gdy badania prowadzone są na zamówienie inżynierów chcących stworzyć coś etycznie podejrzanego. To przypadek naukowców pracujących w Projekcie Manhattan. MARKS SIĘ ŚMIEJENierzadko dają się słyszeć głosy, że aby ustrzec się przed możliwym negatywnym wykorzystaniem odkryć naukowych, należy zaprzestać badań w pewnych dziedzinach. Wydaje mi się jednak, że wezwania te są podobnie nieżyciowe, jak owa recepta na uniknięcie zła związanego z korzystaniem z technologii informacyjnej, o której wspomniałem na początku. Czyż ma sens postulat, by uniemożliwić ludziom posługiwanie się rękoma, dlatego, że mogą one posłużyć do uduszenia bliźniego? Poznawcza pasja człowieka, realizowana od wieków w ramach instytucji społecznej zwanej dziś nauką, jest jednym z najważniejszych motorów rozwoju kultury i cywilizacji. Zamiast próbować ją ograniczać, powołując się na względy moralne, należałoby raczej uwrażliwiać sumienia tych, którzy w końcowym rozrachunku decydują o wykorzystaniu produktów techniki, technologii czy organizacji, powstałych dzięki odkryciom naukowym. Należy też przeciwstawiać się tendencjom, o których wspominałem, do podporządkowywania sobie nauki przez technologię. A widać je gołym okiem, m.in. w naszej polityce naukowej. Dość rzucić okiem na rozdział ubiegłorocznego raportu Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju Polska na drodze do społeczeństwa informacyjnego, zatytułowany Nauka i innowacyjność na potrzeby gospodarki, autorstwa Borysa Czerniejewskiego. Popularny u nas przed laty (jeszcze niedawnymi) Karol Marks pewnie cieszy się zza grobu, bowiem postawione tam tezy to nic innego, jak praktyczne wskazania do realizacji jego słynnej 11. „tezy o Feuerbachu”... Ponieważ jednak świat jest, jaki jest i jakoś (tzn. za coś) żyć w nim trzeba, kończę ten list do Pana Redaktora i zabieram się do intensywnego myślenia nad sformułowaniem wniosku o grant na badania. Jako teoretyk nie mam wielkich potrzeb, niemniej, by mieć szansę nawet na małe co nieco, powinienem znaleźć związek między prowadzonymi badaniami a potrzebami społecznymi. Obawiam się, że uzasadnienie, iż zatrudniając np. bezrobotnego adiunkta przyczynię się do zmniejszenia wskaźników bezrobocia, nie znajdzie uznania w oczach decydentów od naukowych pieniędzy. Choć i to zmienianie świata... Paweł Misiak |
|
|