Recenzje |
Twierdzenie G?dla
Książka składa się niejako z trzech części. Pierwsza dotyczy samego twierdzenia i jego tła historycznego: zawiera charakterystykę twierdzenia G?dla i przystępne przedstawienie idei jego dowodu, opierającego się na tzw. arytmetyzacji syntaksy, czyli jednoznacznym przyporządkowaniu każdemu znakowi języka jednego numeru. Zatem każde zdanie danego języka można przełożyć w sposób jednoznaczny na jego numer, czyli pewną liczbę naturalną. W ten sposób można zakodować nie tylko wszystkie znaki należące do zdania, ale także metatwierdzenia dotyczące tego zdania (np. że posiada ono dowód na gruncie danego systemu). Druga część ma charakter biograficzny, ostatnia – opisuje konsekwencje twierdzenia G?dla w badaniach nad rozstrzygalnością systemów formalnych (tu ciekawe są porównania wyników G?dla z osiągnięciami A. Turinga), naukach kognitywnych (jeden z argumentów przeciw traktowaniu umysłu tak, jakby był on programem komputerowym, wywodzi się właśnie z twierdzenia o niepełności) czy wreszcie „teorii złożoności” (tu odpowiednik twierdzenia ma postać: istnieje liczba o tak dużej złożoności, że żaden program nie może jej wygenerować) i analizie tzw. równań diofantycznych (równań wielomianowych, których rozwiązania są liczbami całkowitymi). Książka jest dość „nierówna”. Być może jest to spowodowane jej genezą – powstała bowiem na kanwie scenariusza telewizyjnego programu o G?dlu. Niektóre wątki powtarzają się (np. Koło Wiedeńskie) bez wyraźnej potrzeby, podobnie pewne szczegóły biograficzne. Szkoda również, że nie przedstawiono dokładniej późniejszych, amerykańskich prac G?dla z filozofii matematyki czy idei jego dowodu ontologicznego na istnienie Boga (dzieła zebrane G?dla liczą 3 tomy). Marek Lechniak John L. Casti, Werner DePauli, G?del. Życie i logika, tłum. Piotr Amsterdamski, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2003.
Przyszłość daleka czy bliska?
Autorka analizuje sytuację medycyny na kilku płaszczyznach. Wskazuje najważniejsze, jej zdaniem, wynalazki i odkrycia z dziedziny robotyki medycznej i genetyki, które już dziś podnoszą jakość, precyzję i zakres leczenia. Podkreśla wagę wprowadzanej już komputeryzacji szpitali, przychodni i stworzenie w przyszłości infostrad. Mają one służyć zbudowaniu kompletnych baz danych na temat stanu zdrowia pacjenta, przebytych przez niego chorób i zabiegów. Dostępność takich informacji i możliwość szybkiego zapoznania się z nimi ułatwiłyby lekarzowi stawianie diagnozy i prawidłowe leczenie. Istnienie sprawnej infostrady byłoby nieocenione w czasie udzielania pomocy ofiarom wypadków. Pisarka wskazuje na nieodwracalność zmian w organizacji lecznictwa i jego strukturze. Nowe technologie doprowadzą do sytuacji, w której pacjenci sami będą mogli wykonać wiele zabiegów. Ograniczona zostanie tym samym rola lekarzy i pielęgniarek. Znacznie zmniejszy się liczba szpitali. Dostępność wiedzy medycznej sprawi, że pacjent przejmie w znacznej mierze kontrolę nad własnym zdrowiem. Leczenie będzie o wiele tańsze. I tu należy wspomnieć o ogromnej sile oddziaływania na lecznictwo instytucji finansowych, firm ubezpieczeniowych i państwa. Dążenie do ograniczenia tych wpływów na system opieki zdrowotnej powoduje m.in. łączenie się instytutów badawczych, firm farmaceutycznych i placówek świadczących usługi medyczne w korporacje. Oprócz obniżenia kosztów działalności, efektem tych fuzji będzie np. znacznie szybsze niż dotychczas wdrażanie nowych leków, metod leczenia i technologii. Pozwoli to na znaczne ograniczenie przypadków wprowadzania na rynek szkodliwych lub mało efektywnych farmaceutyków. To wszystko doprowadzi do znacznego podwyższenia standardu leczenia, jego skuteczności i znacznego zmniejszenia kosztów. A ostatecznie umożliwi wydłużenie życia i poprawę jego jakości. Autorka nie pozwala jednak zapomnieć o zagrożeniach związanych z nadchodzącymi zmianami w medycynie. W jaki sposób rozwiązać kwestię znacznej redukcji miejsc pracy lekarzy i personelu medycznego? Drastyczne ograniczenie kontaktu pacjenta z lekarzem odbierze możliwość oddziaływania na chorego za pomocą pozamedycznej sfery leczenia, np. troskliwości, współczucia itp. Pozostaje też problem zaawansowanych technologii medycznych, które w rękach nieodpowiedzialnych ludzi mogą stać się niebezpieczną bronią. Jak daleko można się posunąć w stosowaniu terapii genowej? Lektura niewątpliwie dostarczy satysfakcji i pretekstu do rozważań na temat naszej postawy wobec ludzi i instytucji mających za zadanie dbać o nasze zdrowie. Ciekawie pokazuje możliwości, jakie się przed nami otwierają. Myślę, że jest interesująca zarówno dla laików, jak i medyków. Katarzyna Gałczyńska Alexandra Wyke, Medycyna przyszłości. Telemedycyna, cyberchirurgia i nasze szanse na nieśmiertelność, tłum. Ewa Lipińska, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2003, seria: Na Ścieżkach Nauki.
Gorszy dyplom
Z inicjatywy Komitetu Badań Naukowych w ramach tematu badawczego „Problemy i perspektywy wyższego szkolnictwa zawodowego w Polsce”, przeprowadzono badania programów nauczania studiów licencjackich, a także wartości tego typu wykształcenia na rynku pracy. Pod uwagę wzięto również studia inżynierskie. Ankietą objęci zostali studenci i potencjalni pracodawcy, których zapytano o oczekiwania związane z ukończeniem uczelni i zdobyciem określonego wykształcenia oraz o praktyczną realizację tych zamierzeń. Badania przeprowadzono w uczelniach państwowych i niepaństwowych. Uzupełnieniem ankiety była analiza danych statystycznych i przepisów prawa dotyczących wyższych szkół zawodowych. Z tej mozaiki autorki zamierzały wyłonić tzw. sylwetkę absolwenta. Zadały sobie pytanie, czy plany studiów i założenia programowe dają podstawy, by sądzić, że ukształtowanie takiej sylwetki absolwenta jest realne? Odpowiedź nie była łatwa. Praca jest w zasadniczej części próbą jej znalezienia. Od momentu, gdy ustawa o szkolnictwie wyższym z 1990 roku dała uczelniom samodzielność w konstruowaniu programów i tworzeniu toku studiów, zauważyć można dużą swobodę w tej kwestii. Autorki zwracają uwagę, iż podczas opiniowania wniosków do Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego oraz Komisji Akredytacyjnej Wyższego Szkolnictwa Zawodowego o powołanie uczelni ważne były czasem przeciwstawne aspekty dotyczące funkcjonowania przyszłej szkoły. Radę Główną interesowały przeważnie wymagania minimów programowych. KAWSZ koncentrowała się ponadto na zawodowym charakterze studiów i pragmatycznym aspekcie funkcjonowania uczelni w środowisku lokalnym. Jednym z kluczowych założeń tworzonych w 1997 roku podstaw prawnych wyższego szkolnictwa zawodowego w Polsce (ustawa z 27 czerwca 1997 roku o wyższych szkołach zawodowych) było przeświadczenie, iż uczelnie o krótszym (3- i 4-letnim) cyklu kształcenia nastawione będą na przekazywanie absolwentom kwalifikacji pozwalających na natychmiastowe podjęcie pracy. Wyższe szkoły zawodowe miały oferować kształcenie lepiej dostosowane do lokalnego rynku pracy. Pracodawcy jednak niechętnie zatrudniali absolwentów tych uczelni. W odpowiedzi na pytanie o powód padały słowa: Nie ma się co oszukiwać, licencjaci uczą się krócej, najczęściej zaocznie, mają mniej zajęć i siłą rzeczy są słabiej przygotowani. Magistrowie mają szersze spojrzenie na specyfikę działania przedsiębiorstwa (banku). Licencjaci w znacznym stopniu nadrabiają braki w wykształceniu dobrymi chęciami i zapałem do pracy. Pozytywnym aspektem przy zatrudnianiu absolwentów studiów zawodowych była deklarowana chęć poszerzania wykształcenia na uzupełniających studiach zaocznych. Licencjaci szkół pedagogicznych mają obecnie minimalną szansę na znalezienie zatrudnienia. Wyjątkiem są nauczyciele języków obcych. Dyrektorzy szkół „godzą się” na zatrudnienie licencjata, ponieważ zdają sobie sprawę, że absolwent uniwersytetu będzie szukał lepiej płatnej pracy. W Polsce od początku istnienia wyższego szkolnictwa zawodowego funkcjonował i utrzymuje się stereotyp „gorszego” kształcenia na poziomie licencjatu. W systemie szkolnictwa wyższego brak dziś miejsca na dyplom zawodowy. Nie uzyskał on również odpowiedniej rangi wśród pracodawców. Autorki przewidują wzrost liczby dyplomów magisterskich – uzupełnienie licencjatu – o wątpliwej jakości. Bogdan Bernat Elżbieta Drogosz-Zabłocka, Barbara Minkiewicz, Renata Nowakowska-Siuta, Licencjat w uczelni i na rynku pracy, Centrum Badań Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2002.
Zainteresować nauką
Media także nie potrafią popularyzować nauki. Nie są przygotowane do komentowania niektórych faktów naukowych i po prostu je pomijają. Programy o nauce emitowane są w mało popularnych godzinach, a w polskiej prasie podaje się niewiele informacji związanych z osiągnięciami naszych uczonych. Plebiscyt „Polityki” na najważniejsze wynalazki pokazał, że ludzie nie rozumieją istoty odkryć naukowych. Podstawowe mechanizmy popularyzowania wiedzy opisuje Tomasz Piekot (UWr.). Jednym z nich jest wystrzeganie się stylu naukowego, polegające na wyjaśnianiu, definiowaniu lub całkowitym pomijaniu terminów i pojęć. Preferuje się styl potoczny, który zbliża przekaz do komunikacji codziennej, a komercjalizacja tekstu pozwala ulokować go w obrębie komunikacji publicznej i masowej. Unikając naukowości stosuje się terminy metaforyczne, potoczne i nieoficjalne odpowiedniki nazewnictwa fachowego. W przypadku zachowania określeń naukowych, czytelnik otrzymuje wyraźne sygnały o mniejszej przystępności tekstu, np. pojawiają się one tylko w metatekstach lub wyróżnione są za pomocą cudzysłowów. Sposób pisania o przyrodzie Adama Wajraka, omawia Monika Zaśko-Zielińska. Perspektywa antropocentryczna wypowiedzi i uwzględnienie językowego obrazu świata są jednym z najciekawszych zagadnień w tekstach Wajraka. W jego pracach rysuje się nieco uproszczony i naiwny obraz rzeczywistości opartej na wiedzy potocznej. Jednak antropocentryzm i stereotypy nie zagrażają naukowemu obiektywizmowi i intelektualnej precyzji. Pomagają nawiązać kontakt z czytelnikiem, zaciekawić go i zachęcić do czytania. Zapisane w językowym obrazie świata nasze wyobrażenia o wyglądzie, zachowaniu i cechach zwierząt pomagają zapamiętać wiadomości o nich. Są też punktem wyjścia do naukowych rozważań poprzez rozbudowywanie i modyfikowanie wiedzy czytelników. Wajrak, wykorzystując konwencję bajki, baśni, listu czy reportażu, przekazuje wiadomości o otaczającym nas świecie. Nauka w mediach może być atrakcyjna. Wszystko zależy od sposobu przekazywania wiedzy – twierdzi Jan Miodek. Justyna Zinkiewicz O trudnym łatwo. Materiały sesji poświęconej popularyzacji nauki, red. Jan Miodek, Monika Zaśko-Zielińska, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2002, seria: Acta Universitatis Wratislaviensis.
Całość myśli
Według Bogdana Barana, książka P?ggelera to w swej strukturze, treści i w swoim temacie historia jeszcze niedokończona. I rzeczywiście, z uwagi na coraz nowsze, wydane wiele lat po śmierci filozofa jego dzieła, odczytanie tej rozprawy wymaga stałej konfrontacji z wciąż pojawiającymi się esejami czy rozprawami Heideggera. Książka jest jedyną w swoim rodzaju tak obszerną monografią, próbującą objąć całość myśli Heideggera. Autor bardzo dokładnie analizuje poszczególne zagadnienia, pokazując nie ewolucję, lecz ciągłość Heideggerowskiej myśli filozoficznej. Według badaczy, w życiu niemieckiego filozofa istnieje ostra cezura, dzieląca jego życie i twórczość na dwa etapy. Dla P?ggelera istnieje jedność i spójność myśli, poglądów Heideggera, zmianom ulega wyłącznie sposób ich ukazania, lecz najważniejsze jest prześledzenie dojrzewania myśliciela do odrębności. Heidegger podąża drogą wyznaczoną przez tradycję filozoficzną, jednakże jego wędrówka odkrywa wciąż inne aspekty dotyczące człowieka współistniejącego z byciem. Według P?ggelera, zagadnienia związane z określeniem, czym jest „bycie”, wytyczają główną i jedyną drogę myślową Heideggera. W monografii autor rzeczowo, skrupulatnie przedstawia poglądy filozofa. Od inspiracji religijno-duchowych przechodzi do konfrontacji poglądów Heideggera z sądami Nietzschego czy Husserla. Rozpatruje zagadnienia związane z fenomenologią, filozofią transcendentalną oraz metafizyką, kładąc również spory nacisk na kwestie specyfiki języka Heideggera oraz jego rozważań dotyczących relacji bycia i języka. P?ggeler nie pomija też najbardziej kontrowersyjnego etapu w życiu Heideggera, jakim był czas jego współpracy z hitlerowskim rządem (1933-34). Poprzez konfrontację poglądów filozoficznych z politycznymi, zachowując dystans, autor bada przyczyny krótkiej fascynacji filozofa ideologią nazistów, wskazując brak spójności pomiędzy rzeczywistym działaniem Heideggera a głoszonym przez niego światopoglądem. Droga myślowa, pomimo upływu czasu, nie traci aktualności. Wymaga od odbiorcy bardzo dobrej znajomości filozofii Heideggera i historii myśli filozoficznej od Arystotelesa i Platona. Jest dziełem wyjątkowym, nie tyle z racji podjętego tematu, ile zadania, jakie postawił sobie autor. P?ggeler jest świadom rangi swojej monografii, a co najważniejsze nie jest ona dla niego rozprawą zamkniętą, o czym świadczą wciąż dodawane posłowia, stanowiące integralną jej część. Monika Szabłowska Otto P?ggeler, Droga myślowa Martina Heideggera, tłum. i posł. Bogdan Baran, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2002, seria: Nowy Sympozjon.
Książki nadesłane
|
|
|