Woleli swoich |
W stronę historiiKartki z dziejów nauki w Polsce (44) Piotr H?bner W XIX wieku ugruntowało się w nauce polskiej przekonanie, wyrażone już w średniowieczu (Boecjusz z Dacji), iż filozofowie są z natury cnotliwi, czyści i powściągliwi, sprawiedliwi, silni i liberalni, łagodni i wielkoduszni, wspaniałomyślni, posłuszni prawom, wolni od pokus rozkoszy. Ten nieosiągalny ideał bywał uzupełniany wzorami osobowymi konkretnych uczonych. Raz była to hagiografia, innym razem wzorzec zbudowany z anegdot, z rzadka – portret realny człowieka nie pozbawionego wad. Przyznając naczelne miejsce ideałowi, powołując się od święta na wzory – na co dzień postępowano wedle reguł pragmatycznych. Duża część działań nie była dostępna wiedzy środowiskowej i nie była dokumentowana, często z pełną świadomością. Tym większa zasługa Henryka Barycza, który wiele czasu poświęcił na odtwarzanie realiów życia akademickiego. Dowodnie wykazał, iż w połowie XIX wieku zaczyna w Uniwersytecie Jagiellońskim dominować ekskluzywizm krakowski, swoista forma protegowania ustosunkowanych żywiołów miejscowych, która rozwielmożniwszy się przyniosła rychło wiele szkód dla tego środowiska naukowego, dając pierwszeństwo popieranym miernotom, a utrącając talenty pozbawione zaplecza wpływów rodzinnych. Nie miał więc szans na habilitację w UJ Wojciech Kętrzyński i przez wiele lat krzywdzono Stanisława Windakiewicza. Słuszne żale zgłaszał Franciszek Piekosiński, wskazując na własny trud włożony w przygotowanie Pamiętnika piętnastoletniej działalności Akademii umiejętności. Jak pisał po dziesięciu latach (1898), sporo to kosztowało trudów i pracy, a i za to ani wynagrodzenia żadnego, ani Bóg zapłać nie otrzymałem; nie uznano nawet za właściwe choćby słówkiem wspomnieć w książce, że jej redakcją ja się zajmowałem. Te i inne żale przypłacił daleko idącym rozstrojem nerwowym. Z kolei Karol Potkański musiał – co było typowe – ustępować w staraniach o katedrę Wiktorowi Czermakowi, dużo mniej zdolnemu. Wbrew deklarowanemu obiektywizmowi krytyki, Michał Bobrzyński sporządził (1883) tendencyjną recenzję z pracy o Jerzym Ossolińskim, napisanej przez wybitnie uzdolnionego Ludwika Kubalę. Jak twierdzi Henryk Barycz, wszystkie przesłanki – a więc autor, miejsce ogłoszenia recenzji, jej tenor, zasadnicze zarzuty – wskazują, że mamy tu do czynienia z wyjątkowo przemyślanym aktem, dokonanym z premedytacją, nawet z perfidią, którego celem było nie tylko pozbawienie Kubali zdobytych wawrzynów, podcięcie w opinii czytelników, strącenie ze zdobytego piedestału, ale całkowite zdruzgotanie go jako historyka. To w Krakowie utrącono kandydaturę Szymona Askenazego, głosząc – jak sam relacjonował – wątpliwości o moim polskim i chrześcijańskim sumieniu. |
|
|