Więcej projektów! |
Życie akademickiekorzyści nie można sprowadzać tylko do wymiaru finansowego. Wiesław Studencki Do Biura Programów Międzynarodowych zagląda profesor: – Pani Beatko, mam dobry pomysł na nieduży projekt do szóstego ramowego. Znalazło się zgrabne konsorcjum, chcą, żebym projekt koordynował. Termin za pół roku, więc trochę czasu jeszcze jest, ale bardzo się waham, bo z przygotowaniem tych wszystkich papierów strasznie dużo roboty. Czy pani może mi jakoś pomóc? – Oczywiście, panie profesorze. Proszę skupić się na przygotowaniu części merytorycznej. My zadbamy o stronę formalną. Przygotujemy i skompletujemy formularze. W projekcie, jak pan zauważy, opisać trzeba kilka spraw o charakterze, hmm, ogólnym: np. europejska wartość dodana, społeczne konsekwencje projektu, rozpowszechnianie wyników. Mamy tu kilka modelowych sformułowań, które pomogą panu w przygotowaniu tych rozdziałów, zgodnie ze specyfiką projektu. Jeśli będzie pan sobie życzył, możemy przeczytać wstępną wersję. – No a finanse? Nie chciałbym niczego pominąć... – Gdyby miał pan kłopoty z budżetem, też chętnie pomożemy, mamy już pewne doświadczenie. Proszę też pamiętać o zniewalającym tytule i wpadającym w oko akronimie. – O tak, o to już zadbałem. Tytuł skraca się świetnie: CHOOSE-ME. Czy taka rozmowa mogłaby się odbyć w którejś z polskich uczelni? W kilku zapewne tak. Pytanie tylko, ilu osobom takie, zazwyczaj 2-3-osobowe biura, są w stanie zapewnić pomoc? Czy działa gdzieś spore biuro o rozbudowanych kompetencjach, którego głównym zadaniem jest aktywne współdziałanie z naukowcami, aby pozyskiwać fundusze z programów międzynarodowych? Które może odciążyć uczonych od żmudnego przedzierania się przez obfitą dokumentację i specyficzną terminologię każdego programu? Biuro, o którego istnieniu wie każdy pracownik uczelni? Tu mój optymizm nieco przygasa. NIEBAGATELNE KORZYŚCIRzeczywistość jest zwykle taka, że uczelniane biura zatrudniają niewielkie zespoły (czasem jedną osobę), obciążone obowiązkami ponad miarę, które to obowiązki wypełniają wszakże z przyjemnością lub wręcz z entuzjazmem. Jednakże największy entuzjazm nie wystarczy wówczas, gdy niezbędne stają się zdolności bilokacyjne, kiedy trzeba doradzać komuś na miejscu (bo termin tuż-tuż) i być na ważnym szkoleniu w innym mieście. Naukowiec zaś, który dziś chciałby włączyć się do sieci, jutro złożyć wniosek o host fellowship dla swojego instytutu, a pojutrze zorganizować konferencję, ślęczy przy monitorze, wyławiając w Internecie potrzebne dokumenty i trwoniąc czas na ich rozgryzanie. Marzy przy tym, by zostało mu trochę czasu na pracę w projekcie badawczym. Władze uczelni nie chcą godzić się na rozrost administracji, choć sprawna administracja to skarb, pozwalający w tym przypadku na rozwój i optymalizację międzynarodowej współpracy naukowej. Koszt funkcjonowania biura, w porównaniu z możliwymi do osiągnięcia zyskami, nie wydaje się wysoki – kilka etatów i sprzęt biurowy. Niewielki wydatek przerodzić się może w pokaźne korzyści. MOŻE – tu kryje się ryzyko. W dodatku nie natychmiast, lecz za kilka lat, a odłożone w czasie korzyści rzadko mają dużą siłę przyciągania. Poza tym, obciążona ponad miarę kadra naukowa nie ma wystarczającej motywacji do podjęcia czasochłonnych zajęć w projektach międzynarodowych. Nie jest więc pewne, czy najlepsze nawet usługi biura projektów międzynarodowych przyciągną doń wielu naukowców. Może jednak warto podjąć próbę, tym bardziej że jeśli nowa ustawa o szkolnictwie wyższym wejdzie w życie, wiele może się zmienić. Załóżmy więc, że sprawne i efektywne biuro działa. Co dobrego wyniknie z tego dla uczelni? Otóż, wówczas można łatwiej wprowadzić w życie podejście maksymalizujące korzyści. Pozostając tylko w kręgu bliskiego mi 6. Programu Ramowego, oznacza to jednoczesną obecność uczelni (wydziału, instytutu) w wielu projektach. Wiadomo, że 6.PR przyciąga uwagę wielkimi projektami i nęci wielkimi pieniędzmi. Projekty o wielomilionowych budżetach są jednak nieliczne. Warto pokusić się też o te mniejsze i łatwiejsze do zdobycia. Można sobie wyobrazić wydział realizujący np.: projekt badawczy, sieć badawczo-szkoleniową, grant Marii Curie typu Transfer of Knowledge, grant Marii Curie na szkolenie początkujących naukowców, organizowanie konferencji oraz przyjmujący stypendystów: czy to w ramach systemu stypendiów indywidualnych, czy to w ramach katedr Marii Curie. Z połączenia wielu mniejszych projektów powstają spore kwoty. Narzuty od sporych kwot też są pokaźne. Zważywszy, że realizowane projekty uzyskają dodatkowe środki z Ministerstwa Nauki i Informatyzacji (poprzez SPUB-y), sumaryczne korzyści mogą być niebagatelne. SPRZĘŻENIE ZWROTNEJest i „trzecia strona medalu”. Sprawne biuro i najróżniejsze propozycje projektowe nie na wiele się zdadzą, jeśli nie ulegnie zmianie stary model indywidualnej pracy uczonego. Trzeba orzec jednoznacznie i bezlitośnie: jeśli ktoś nie chce zarzucić stylu pracy w pojedynkę, a marzy o środkach z Unii Europejskiej na realizację swojego przedsięwzięcia, spotka go raczej rozczarowanie niż sukces. Umiejętność i chęć do pracy w zespole jest przecież warunkiem oczywistym w przypadku projektów międzynarodowych, podobnie jak myślenie o swojej pracy naukowej w „kategoriach projektowych”, z konkretnie sformułowanym celem, w rozbiciu na kolejne działania rozmieszczone w czasie, z przewidzianymi wynikami cząstkowymi itp. Współdziałanie w projekcie wymaga także wyzbycia się taktyki „konkurowania o fundusze (i wyniki)” na rzecz taktyki „wspólnego dążenia do celu”. Oraz, co równie ważne, porzucenia obaw co do udziału w projekcie innych polskich partnerów. Maksymalizujmy nasz udział w projektach. Proszę o wybaczenie wszystkich, którzy te umiejętności już posiedli. Zwracam uwagę nie tyle na zjawisko powszechne, ile na przypadki, z którymi sam się stykam. Wreszcie, korzyści nie można sprowadzać tylko do wymiaru finansowego. Ożywiona działalność międzynarodowa podnosi wszak prestiż uczelni. Przyciąga studentów, doktorantów, wykładowców z różnych krajów świata. Lepsza pozycja uczelni wpływa zaś na ocenę wielu projektów... Tworzy się sprzężenie zwrotne. Do Biura Programów Międzynarodowych zagląda rektor: – Pani Beatko, pani Lucynko, mam świetny pomysł. Widzę, że doskonale panie sobie radzą. Słyszę też od kolegów, że dobrze panie doradzają. Koledzy narzekają tylko, że coraz trudniej o spotkanie. Postanowiłem powiększyć biuro z 2 do 4 osób, z nadzieją, że nasza uczelnia jeszcze lepiej zabłyśnie i więcej zyska. Co panie na to? Dr Wiesław Studencki pracuje w Krajowym Punkcie Kontaktowym 6. Programu Ramowego UE.
|
|
|