Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 9/2003

Dochodzimy do stanu normalności

Poprzedni Następny

Rozmowa Forum

Nie wystarczy po prostu kształcić – żeby wygrywać konkurencję, trzeba kształcić dobrze. O naszym miejscu w świecie będzie decydowała nie ilość, a jakość.

Rozmowa z prof. Tadeuszem Szulcem,
wiceministrem edukacji narodowej i sportu


 

Fot. Andrzej Świć

Prof. dr hab. Tadeusz Szulc (ur. 1942) specjalista w zakresie nauk rolniczych, szczególnie - zagadnienia hodowli bydła i produkcji mleka. Studia na Wydziale Zootechnicznym AR we Wrocławiu 1966, tu też doktorat (1973) i habilitacja (1979); profesura - 1990, stanowisko profesora zwyczajnego - 1995. Obecnie dyrektor Instytutu Hodowli Zwierząt.
Liczne staże naukowe w uniwersytetach w Bukareszcie, Helsinkach, Rostocku, Nitrze, Uppsali, Nowym Sadzie i Brnie. Dorobek: ponad 250 opracowań, w tym prawie 100 rozpraw naukowych, 4 książki i 7 skryptów. Wypromował 4 doktorów.
Prodziekan (1980-83) i dziekan (1983-86) Wydziału Zootechnicznego, prorektor (1986-89), wreszcie rektor AR (1996-2002). Był członkiem sekcji KBN, Komisji ds. Dydaktyki MEN, wiceprzewodniczącym Konferencji Rektorów Polskich Uczelni Rolniczych. Członek CK ds. Stopni i Tytułów oraz Komitetu Nauk Zootechnicznych PAN. 18 lipca powołany na stanowisko podsekretarza stanu w MENiS.

  Od kilku tygodni pełni Pan funkcję wiceministra edukacji odpowiedzialnego za szkolnictwo wyższe. Pana bezpośredni poprzednicy sprawowali ten urząd w randze sekretarza stanu, pierwszego zastępcy ministra. Pan jest podsekretarzem stanu. Z moich obserwacji wynika, że dla szkolnictwa wyższego to nawet lepiej, ponieważ wiceminister ma więcej czasu dla uczelni.
– Nie przywiązuję wagi do funkcji, a czas sprawowania obowiązków wiceministra – ograniczony przecież – chcę spożytkować jak najlepiej dla dobra szkolnictwa wyższego. Swoje obowiązki objąłem 21 lipca. Pierwsze tygodnie pracy wykorzystałem na zapoznanie się z problemami szkolnictwa wyższego widzianymi z perspektywy ministerstwa. W moim przekonaniu, działalność MENiS musi polegać na nadzorze i koordynacji działań uczelni publicznych i niepublicznych, ale najważniejsza jest współpraca z rektorami, konferencjami rektorów, Radą Główną Szkolnictwa Wyższego, Państwową Komisją Akredytacyjną, Parlamentem Studentów i organizacjami studenckimi, zmierzająca do poszukiwania rozwiązań, które mają ułatwić funkcjonowanie uczelniom i służyć ich rozwojowi.

– Gdybyśmy u progu nowego roku akademickiego mieli zrobić bilans, to jak by on wyglądał?
– Mamy obecnie 119 uczelni państwowych, w tym 26 państwowych szkół zawodowych, i 263 szkoły niepaństwowe, z których 80 ma uprawnienia do prowadzenia studiów magisterskich. Studia rozpocznie w nich około 1 mln 800 tys. studentów, z tego blisko 30 proc. w szkołach prywatnych. Są to wielkie osiągnięcia w procesie transformacji – w ciągu 15 lat liczba studentów wzrosła ponadczterokrotnie. Wskaźnik scholaryzacji, jaki osiągnęliśmy – 47,2 proc. – jest jednym z wyższych w Europie. Ilość studentów to oczywiście nie wszystko. Mamy w obszarze szkolnictwa wyższego wiele problemów do rozwiązania, a przede wszystkim wiele do zrobienia pod względem jakości.

Wiek XXI został ogłoszony stuleciem wiedzy. Eksperci szacują, że blisko 65 proc. produktu krajowego brutto państw wysoko rozwiniętych pochodzi z przyrostu intelektualnego społeczeństw, a nie z eksploatacji złóż naturalnych czy posiadanego kapitału. Jeśli chcemy doganiać najlepszych, musimy edukować społeczeństwo. Zasadnicze znaczenie ma tu jakość kształcenia na wszystkich poziomach, od przedszkola do uniwersytetu, a następnie przez całe życie. Nie wystarczy jednak po prostu kształcić – żeby wygrywać konkurencję, musimy kształcić dobrze. O naszym miejscu w globalizującym się świecie będzie przecież decydowała nie ilość, a jakość.

– Jakie najważniejsze zadania stoją dziś przed ministerstwem?
– Najważniejsze jest uchwalenie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym, która będzie stabilizowała funkcjonowanie uczelni.

– Dyskusje i próby uzgodnienia kolejnych projektów trwają już kilka lat. Czy tym razem uda się uchwalić nowe prawo o szkolnictwie wyższym?
– Głęboko wierzę, że uda nam się uzgodnić dobry projekt, a następnie przeprowadzić cały proces legislacyjny i w konsekwencji doprowadzić do uchwalenia ustawy. Wiele problemów szkolnictwa wyższego wymaga zmian w prawie. Trwają obecnie ostateczne konsultacje projektu ustawy, który tworzy zespół powołany przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, pod kierownictwem prof. Jerzego Woźnickiego. Wszystko wskazuje na to, że dalsze prace nad projektem odbędą się w ramach tego samego zespołu, być może nieco poszerzonego, i będą kontynuowane w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu. Będziemy przygotowywali ostateczną wersję i część rozporządzeń wykonawczych do ustawy.

– Kiedy można spodziewać się ostatecznej wersji projektu, a następnie uchwalenia nowego prawa o szkolnictwie wyższym?
– Myślę, że do końca bieżącego roku zakończymy prace redakcyjne i przekażemy ostateczny projekt Radzie Ministrów. Po jego zatwierdzeniu trafi on do uzgodnień międzyresortowych, które potrwają zapewne kilka tygodni. Dalej już wszystko zależy od parlamentu. Sądzę, że jest realne, aby kolejny rok akademicki rozpoczął się pod rządami nowego prawa.

– Czy identyfikuje się Pan ze wszystkimi rozstrzygnięciami, jakie przyjął zespół prof. Woźnickiego, w którym pracował Pana poprzednik prof. Tomasz Goban-Klas?
– Przez dwie kadencje rektorskie byłem członkiem Komisji Legislacyjnej KRASP, w której na dyskusjach nad kształtem ustawy spędziliśmy wiele godzin. Wypracowaliśmy wówczas wiele założeń, co do których jest zgoda większości środowiska. Ważną, choć trudną kwestią jest sprawa powszechnej dostępności do studiów. Ustawa powinna też rozwiązywać problemy spójności kształcenia z Unią Europejską, w tym realizować założenia Deklaracji Bolońskiej. Nowy projekt wzmacnia pozycję rektora i dyrektora administracyjnego, którzy ponoszą dużą odpowiedzialność i w związku z tym powinni mieć szerokie kompetencje. Dla długookresowego planowania i bezpieczeństwa ważna jest też kwestia integralności majątku uczelni. Oczywiście, gospodarowanie majątkiem musi odbywać się w ramach realizacji celów statutowych. Ważna jest także kwestia prawnego uregulowania możliwości kształcenia na odległość. Kolejna istotna kwestia to większe kompetencje dla ministra edukacji. Musi on mieć w ręku narzędzia do egzekwowania prawa wobec wszystkich uczelni: publicznych i niepublicznych, dużych i małych, autonomicznych, i nieautonomicznych. Dziś takich narzędzi często nie ma a – przykro mi to mówić – zdarza się, że niektóre uczelnie prawo łamią bądź naginają. W ustawie powinien znaleźć się także zapis przewidujący prawne zasady zamknięcia lub upadłości słabej uczelni publicznej, jeżeli nie będzie ona prezentować należytego poziomu i dawać nadziei na poprawę w przyszłości.

– To daleko idący postulat.
– Ale konieczny, aby mobilizować uczelnie do zmian i dostosowywania się do wymagań współczesności. Za chwilę będą one konkurowały nie tylko z uczelniami krajowymi, ale też europejskimi. Ustawa musi stworzyć warunki do zrzeszania się uczelni, w celu tworzenia wspólnych przedsięwzięć dydaktycznych i naukowych, np. wspólnych studiów nauki języka, wychowania fizycznego, powoływania wspólnych jednostek badawczych oraz zarządzania domami studenckimi, bazą transportową itp. W środowisku wrocławskim próbowaliśmy wprowadzić takie wspólne przedsięwzięcia zmniejszające koszty funkcjonowania uczelni, ale powstrzymywał nas brak uregulowań prawnych.

– Jednym z podstawowych problemów szkolnictwa wyższego w kraju jest kwestia kadry. Projekt wprowadza tu zasadniczą zmianę – konieczność uzyskania przez pracownika uczelni zgody rektora na dodatkowe zatrudnienie lub działalność gospodarczą.
– Wieloetatowość to rzeczywiście duży problem. Rektor nie może nie mieć żadnego wpływu na to, gdzie poza uczelnią pracują jego podwładni. To przecież jego czynimy odpowiedzialnym za rozwój uczelni. Taki stan prawny w wielu krajach jest nie do pomyślenia. Musimy zacząć stwarzać warunki do większej mobilności kadry akademickiej. W Polsce, niestety, kariera rozpoczyna się i kończy w jednej uczelni czy instytucie naukowym. Musimy wprowadzić model podobny do obowiązującego za granicą. Nie da się zrobić tego z dnia na dzień, np. ze względu na kwestie mieszkaniowe i poziom wynagrodzeń – choć i to się zmienia – ale nasi następcy powinni być przygotowani do pokonywania kolejnych szczebli kariery w różnych uczelniach.

– Obecny projekt nie wprowadza tu jednak żadnych zmian.
– Powinniśmy iść w tym kierunku, choćby przez wprowadzenie obowiązującej w wielu krajach reguły, że o stanowisko profesora nie można ubiegać się w uczelni, w której uzyskało się habilitację. Należy też sprawić, by konkursy na stanowiska były autentycznymi konkursami, a nie pozorami rywalizacji, jak to ma często miejsce dzisiaj.

– Skoro mówimy o karierze naukowej, to pojawił się projekt Krajowej Sekcji Nauki „Solidarności”, który nie przewiduje ani habilitacji, ani uzyskiwania tytułu profesora – zakłada kończenie kariery na stopniu doktora.
– Kwestie związane z awansem naukowym, stopniami i tytułem naukowym są regulowane odrębną, obowiązującą obecnie ustawą. Kilka miesięcy temu była ona nowelizowana i nie sądzę, aby należało już teraz wprowadzać kolejne zmiany, zwłaszcza tak daleko idące. W moim odczuciu, większość środowiska akademickiego i naukowego zgadza się co do tego, że na obecnym etapie wymagania dotyczące kolejnych szczebli awansu muszą być zachowane. Nie oznacza to, że nie widzę potrzeby modyfikacji systemu w następnej ustawie. Wiąże się z tym kwestia adiunktów. Jest to, moim zdaniem, bardzo ważna grupa pracowników, w większości aktywna i twórcza, ale problemy i opinie generuje jej bierna część, z którą uczelnie w dzisiejszych warunkach prawnych nie umieją sobie poradzić. Przyszłość i rozwój uczelni musimy upatrywać w odmładzaniu kadry.

– Kontrowersje budzi też kwestia możliwości prowadzenia studiów podyplomowych wyłącznie przez uczelnie posiadające prawo do nadawania stopnia magistra. Wyklucza to znaczną część uczelni niepaństwowych.
– Popieram rozwiązanie zawarte w projekcie ustawy, dopuszczające do prowadzenia studiów podyplomowych przez szkoły kształcące na poziomie magisterskim. Kształcenie podyplomowe to część bardzo ważnego, odpowiedzialnego kształcenia ustawicznego. Nie może być przecież tak, że uczelnia, która z ledwością spełnia kryteria kształcenia na poziomie licencjatu, prowadzi studia podyplomowe. Może natomiast prowadzić kursy i szkolenia.

– Przez wiele lat funkcjonował algorytm podziału dotacji na poszczególne uczelnie. To on w dużej mierze przyczynił się do znaczącego wzrostu liczby studentów, ponieważ m.in. od ich liczby zależna była ministerialna dotacja. Zrezygnowano z niego, a minister finansuje obecnie płace pracowników uczelni. Czy to dobre rozwiązanie?
– Z mojego doświadczenia w zarządzaniu uczelnią wynika, że algorytm był potrzebny i znacząco przyczynił się do rozwoju uczelni. Tworzył pewną stabilność, dłuższy horyzont czasowy. Znane były obowiązujące reguły. Jestem przekonany, że musimy go przywrócić i już podjęliśmy kroki, by to uczynić.

– Czy będzie podobny do tego, który obowiązywał?
– W zasadniczych częściach powinien być zbliżony. Z pewnością wymaga pewnych modyfikacji, ale algorytm w takim jak uprzednio kształcie sprawdził się – zmuszał do rozwoju kadry naukowej, do zwiększania liczby studentów, doktorantów, intensyfikacji badań naukowych, po prostu do rozwoju uczelni. Obecny podział sankcjonuje jedynie stan istniejący. To nie jest zasada na dzisiejsze czasy. Moje obserwacje podziela wielu rektorów.

– Odejście od algorytmu spowodowało też dramatyczną sytuację doktorantów w niektórych uczelniach. Okazało się, że nie ma pieniędzy na ich stypendia, bo w nowej sytuacji minister finansuje tylko płace pracowników wyższych uczelni. Z hołubionych i przenoszonych masowo na studia doktoranckie asystentów, doktoranci z dnia na dzień stali się ludźmi niepotrzebnymi w systemie. Mało tego, niektóre uczelnie wprowadziły wyłącznie zaoczne, odpłatne studia doktoranckie. Mam wrażenie, że to trochę gra ludźmi o małej sile przebicia. Interesy profesorów są przeważnie w takich przypadkach uwzględniane, młodszych pracowników – niekoniecznie.
– Choć zmieniły się zasady przekazywanej dotacji, to przecież sumy, jakie otrzymują uczelnie, są podobne, i tak jak poprzednio zawierają także kwoty na stypendia doktoranckie. Niestety, w niektórych uczelniach władze inaczej to zinterpretowały i to jest ważny, niepokojący sygnał. Poprosiłem Departament Szkolnictwa Wyższego o analizę skutków wprowadzanych zmian. Po ich rozpoznaniu będziemy próbowali przywrócić zasady finansowania studiów doktoranckich.

– Czego jeszcze mogą spodziewać się uczelnie w najbliższej przyszłości?
– Rozpoczęliśmy działania zmierzające do rozpoznania stanu całej bazy materialnej uczelni. Dzisiaj tylko w bazie socjalnej studentów dysproporcje są bardzo duże. Wynika z nich np., że ilość miejsc w domach studenckich waha się od 0,1 do 0,38 na jednego studenta studiów stacjonarnych. Zróżnicowanie jest więc 3,8-krotne. Ta kwestia nie jest sprawą łatwą do rozwiązania, bo mamy inwestycje centralne, inwestycje finansowane z kontraktów wojewódzkich, inwestycje własne. Musimy jednak zacząć budować mechanizm, który pozwoli odejść od uznaniowości i wypracować obiektywne reguły, pozwalające realizować długofalowy program w tym zakresie. Nawet jeśli nie uda się go wprowadzić w najbliższym czasie, choćby z powodu licznych już rozpoczętych inwestycji, to mam nadzieję, że będą z niego korzystali kolejni ministrowie edukacji. Chcielibyśmy też wspomóc działania uczelni w zakresie zarządzania. Przyspieszymy realizację inicjatywy zmierzającej do wydania elektronicznej legitymacji studenckiej, a także jednolitego systemu rejestracji studentów i obiegu dokumentacji studenckiej, nad którym pracują zespoły pod kierownictwem prof. Kręglewskiego i prof. Madeya. Dziś uczelnie samodzielnie kupują zagraniczne programy – często każda inny – niespójne z naszym tokiem studiów. A przecież stać nas na własny system. Chcemy aktywnie wesprzeć inicjatywę rektorów politechnik w zakresie wdrażania kształcenia na odległość „Wirtualna Politechnika”, ustalić zasady prawne dla tych działań i rozszerzyć na inne uczelnie. Osiągnięcia zespołu pod kierunkiem prof. Bogdana Galwasa są bardzo obiecujące.

– To jest zapowiedź ważnych zmian. Mam nadzieję, że na zapowiedzi się nie skończy. Wydaje mi się, że w ostatnich latach rola ministerstwa – choć rozumiem, że w Departamencie Szkolnictwa Wyższego pracuje tylko 40 osób, a zakres działania i liczba uczelni jest znaczna – jako tego, które kreuje politykę edukacyjną na poziomie wyższym i wspomaga uczelnie w podejmowaniu nowych wyzwań, nie była zbyt duża.
– Uczelnie mają dużą samodzielność, co zmienia funkcję ministerstwa. Widzę jednak wiele problemów, w rozwiązywaniu których będziemy wspierali działania uczelni lub sami podejmowali inicjatywy.

– Od blisko dwóch lat działa Państwowa Komisja Akredytacyjna. Jej ostatnie decyzje, oceny negatywne, tak dla uczelni państwowych, jak i niepaństwowych, a także warunkowe, nawet dla renomowanych uniwersytetów czy politechnik, to zupełnie nowa jakość w naszym szkolnictwie wyższym.
– Powoli dochodzimy do stanu normalności. Produkt, jaki oferują uczelnie, czyli wykształcenie, powinien być najwyższej próby. Aby nie opierać się jedynie na zapewnieniach, że szkoła kształci dobrze, powstały środowiskowe komisje akredytacyjne, a następnie powołana została PKA. Komisja bada spełnianie standardów nauczania, niezależnie od tego czy w najlepszym uniwersytecie, czy w uczelni mniej znanej. Jeżeli okazuje się, że uczelnia ich nie wypełnia, dostaje ostrzeżenie bądź ocenę negatywną, oznaczającą wstrzymanie rekrutacji na dany kierunek. Dotyczy to wszystkich uczelni, tak niepublicznych, jak i publicznych. To trudny problem, ponieważ nie chcemy rozwiązywać kierunków, by nie krzywdzić młodzieży, która podjęła studia. Czynimy to naprawdę w wyjątkowych sytuacjach. Jak powiedział prof. Andrzej Jamiołkowski, przewodniczący PKA, orła na dyplomie może umieścić tylko szkoła kształcąca zgodnie z obowiązującymi w Polsce standardami.

– Pana poprzednik zapytany na jednej z zagranicznych konferencji, ile jest w Polsce uczelni wyższych, odpowiedział: „Nie ma mnie w kraju już tydzień, więc mogłem stracić rachubę”.
– W pewnym momencie proces tworzenia nowych szkół wyższych stał się tak żywiołowy, że zaczął wymykać się spod kontroli. Szkolnictwo niepaństwowe jest wielkim, ważnym osiągnięciem procesu transformacji i istotnym elementem całego systemu edukacji, ale niestety wśród wybitnych założycieli i rektorów uczelni są też tacy, którzy szkodzą temu sektorowi. Kształcenie to misja społeczna, a nie działalność służąca zarabianiu pieniędzy, choć tak to w niektórych przypadkach wygląda. Do dziś mamy zamiejscowe punkty konsultacyjne utworzone bez zgody ministerstwa, prowadzenie naboru na studia wbrew decyzji ministra edukacji i wiele innych podobnych praktyk. Niestety, dziś prawo jest skonstruowane tak, że minister nie ma instrumentów, by skutecznie interweniować. Mam jednak nadzieję, że nowa ustawa, a także szereg działań, które zamierzamy podjąć w najbliższym czasie, przyniesie zmianę tej sytuacji.

– W ostatnich tygodniach pojawił się w ministerstwie finansów projekt opodatkowania zysku uczelni publicznych. Czy to dobry pomysł?
– Ministerstwo Finansów rzeczywiście zamieściło zapis budzący niepokój w środowisku akademickim. Stanowisko minister Krystyny Łybackiej i MENiS jest niezmienne – takie też jest dziś stanowisko rządu – opodatkowaniu nie będą podlegały wszelkie dochody uczelni przeznaczane na działalność statutową, w tym remonty, inwestycje, stypendia, działalność dydaktyczną, naukową itp. Ważną, optymistyczną informacją jest budżet na rok 2004, który przewiduje dla uczelni dodatkowe środki na realizację trzeciego etapu podwyżki w 2004 roku oraz dodatkowo 900 mln zł z tytułu likwidowanych ulg podatkowych, które będą przeznaczone na stypendia i kredyty dla wszystkich studentów. Dodatkowe środki na badania, inwestycje i kształcenie uczelnie będą mogły też uzyskać w ramach programów i funduszy Unii Europejskiej, ale to w głównej mierze zależeć będzie od ich aktywności.


Rozmawiał Andrzej Świć

Komentarze