W tyle za wszystkimi |
Życie akademickiedokument Komisji Wspólnot Europejskich uzmysławia konieczność dokonania modyfikacji w organizacji toku studiowania i badań w uczelniach. Szkoły wyższe winny Tadeusz Sławek Na początku 2003 roku ukazał się dokument Komisji Wspólnot Europejskich Rola uniwersytetów w Europie wiedzy. Liczący kilkanaście stron tekst jest ważny, gdyż doskonale ilustruje stan ducha panujący w kręgach uczonych oraz ludzi zajmujących się w europejskiej wspólnocie administrowaniem nauką, a także – rzecz szczególnie ważna dla Polski po referendum akcesyjnym – wyznacza azymut decyzji politycznych i ekonomicznych, jakie winny zapadać w państwach członkowskich. Odkładamy lekturę, z jednej strony, z uczuciem satysfakcji, którego źródłem jest waga, jaką Unia Europejska przykłada do znaczenia wiedzy i edukacji dla przyszłości społeczeństw Europy, lecz z drugiej strony nie możemy oprzeć się wrażeniu, iż diagnoza zawarta w tekście zrodziła się z lęku, który dla polskiego czytelnika pogłębiają dodatkowo znane powszechnie rodzime okoliczności. Nazwijmy te obawy od razu, by uniknąć niedomówień: lęk zachodnioeuropejskich autorów dokumentu zwie się „Ameryka”, miano polskiego lęku to jakość naszego życia politycznego i publicznego oraz ograniczone horyzonty tworzących je polityków. Mówiąc precyzyjniej, Europa Zachodnia obawia się nie tyle samej Ameryki, co oddalającej się Ameryki jako formacji kulturowej, która znacznie lepiej niż Europa wykorzystuje zasoby intelektualne człowieka oraz potrafi znaleźć skuteczne sposoby finansowania nader kosztownych procedur prowadzenia badań i ich praktycznego wykorzystania. Zamożne społeczeństwa Zachodu niepokoi pogłębiający się dystans między Europą a Stanami Zjednoczonymi, dystans, który może oznaczać nie tylko upodrzędnienie nauki europejskiej, ale coś znacznie bardziej niebezpiecznego – wyjałowienie społeczne wywołane emigracją i ucieczką mózgów do krajów pozaeuropejskich. W ten sposób w nieodległej perspektywie Europa stałaby się obszarem pozbawionym inwencji i inicjatywy, a zmniejszając swoją kreatywność emanowałaby coraz mniej tego, co nieprecyzyjnie można by nazwać „ciepłem kulturowym”. Groźba wyjałowienia nauki europejskiej jest widmem unoszącym się nad dokumentem Komisji Wspólnot Europejskich. Europa demobilizuje swój naukowy personel, tymczasem – a pisząc to odwołujemy się do arcyciekawej pracy Kazimierza Rogozińskiego – to właśnie mobilizacja personelu służy stałemu utrzymywaniu podwyższonej temperatury, tak by emanując z organizacji ciepło raczej przyciągało innych, a nie odstraszało swym chłodem i martwotą (K. Rogoziński, Cywilizacja usługowa – samorealizujące się niespełnienie, Akademia Ekonomiczna w Poznaniu, Poznań 2003). SENSOWNOŚĆ KONKUROWANIAJednocześnie, czytając tekst raportu zadajemy sobie pytanie, czy już przyjęty w nim główny kierunek refleksji nie skazuje jego autorów na porażkę? Po pierwsze dlatego, że zakładają oni, iż nauka podlega wszelkim prawom rynku (a zatem jest przedmiotem gry konkurencyjnej), w których role usługodawcy i usługobiorcy są ściśle wyznaczone i niezmienne, a ich wynikiem jest darwinistyczny świat, w którym zwycięzcy czerpią satysfakcję ze stopnia swego triumfu nad przegranymi. Tymczasem wszystko zdaje się wskazywać na to, że nauka, sztuka i edukacja są, a na pewno powinny być, dziedzinami życia, w których dokonuje się przełom w myśleniu o usługach i marketing industrialny zastępowany jest przez marketing relacyjny, który – cytuję znów Kazimierza Rogozińskiego – jest nie tylko „sztuką” skutecznej sprzedaży usług, ale swoim przesłaniem może oddziaływać nowatorsko na sposób prowadzenia działalności gospodarczej. Czy zatem autorzy raportu czynią słusznie myśląc o uczelniach europejskich wyłącznie w kategoriach „konkurencyjności”, nie zastanawiając się szczegółowiej nad jakością i wartością usługi naukowej czy artystycznej, co Ameryka zdała się uczynić? BRAK WYOBRAŹNI I CHĘCIPrzedstawione w dokumencie Komisji dane usprawiedliwiają sąd, iż niezbędne jest podjęcie poważnego dialogu między politykami a środowiskiem nauki, sztuki i edukacji. Stanowiska prezentowane wyłącznie przez kręgi akademickie będą miały charakter opinii środowiskowych, o ile nie będzie im towarzyszyło zrozumienie wyrażone w odpowiednich decyzjach politycznych i administracyjnych. Trzeba z żalem stwierdzić, że wnioski pojawiające się w dokumencie Komisji były już wielokrotnie zgłaszane – przy braku zainteresowania ze strony rządzących – przez polskie środowiska szkół wyższych. Jeżeli dokument konstatuje, iż z jednej strony rola uniwersytetów w kształtowaniu konkurencyjności Europy wobec Stanów Zjednoczonych jest wielka, a z drugiej, iż spełnienie tej roli jest uniemożliwione przez to, że uczelnie w Europie dysponują mniejszymi środkami finansowymi niż uczelnie w innych, rozwiniętych krajach świata, szczególnie w USA, zatem nieodzowne w tym względzie jest nie tyle kolejne stanowisko szkół wyższych, co podjęcie przez polityków pilnych ustaleń zaradzających daleko niezadowalającemu stanowi rzeczy. Oto przyczyna polskiego lęku towarzyszącego lekturze dokumentu Komisji: uczeni, artyści i pedagodzy polscy wielokrotnie malowali obraz polskiej nauki i kultury w barwach podobnych do tych, którymi posługuje się tekst brukselski. Politykom brakło wyobraźni i chęci do wysłuchania owych sądów. Pogrążonym w partyjnych interesach i roszadach graczom nie starcza czasu na to, aby zwrócić uwagę na sferę nauki i kultury, nie stanowiącą przecież ani z powodu liczebności, ani z racji majętności szczególnie atrakcyjnego politycznego lobby. Analizując sytuację finansową szkolnictwa wyższego w Polsce trzeba jednak po raz kolejny zwrócić uwagę, że ustalenia Unii Europejskiej, w myśl których nakłady na badania naukowe mają wzrosnąć w budżecie do 3 proc. PKB UE, pozostają w rażącej sprzeczności z obecną sytuacją w naszym kraju. Uczeni i artyści nie są w stanie zmienić tego stanu rzeczy; potrzebne jest dalekowzroczne spojrzenie polityków, którego efektem będą odpowiednie decyzje budżetowe. Z żalem konstatuję brak dalekosiężnej polityki naukowej ze strony państwa, wyrażonej odpowiednim udziałem nauki w budżecie państwa. Jest to tym bardziej niepokojące, że jak zauważa dokument Komisji aż 80 proc. badań podstawowych prowadzonych w Europie to badania uniwersyteckie. Tym bardziej zatrważa brak zainteresowania państwa tą kwestią. Jest to rzecz tym groźniejsza, iż całkowicie paraliżuje planowanie prac badawczych i rozwojowych inwestycji szkół wyższych. W świetle dokumentu Komisji, mówiącego, iż okres planowania rozwoju uczelni, włączając w to rozwój strategii i realizację autonomii (...), powinien obejmować, jeśli to możliwe, 6 lub nawet 8 lat. Zgadzając się z tym wnioskiem nie sposób nie zauważyć, iż działanie takie jest w Polsce w obecnym stanie państwa niemożliwe, a postawa władz nie wskazuje na to, by sytuacja miała się rychło zmienić. ZATRWAŻAJĄCE KONSEKWENCJEPotwierdzając stosunkowo nikły w Polsce związek badań naukowych z przemysłem trzeba powiedzieć, iż część odpowiedzialności za to spada na same środowiska akademickie, lecz nie można nie zauważyć braku odpowiednich rozwiązań prawnych i fiskalnych, które zachęcałyby przedsiębiorców do inwestowania w badania podstawowe. Brak odpowiednich ułatwień jest szczególnie groźny wobec faktu, iż inwestorzy zagraniczni często nie korzystają z polskiej myśli innowacyjnej, lecz z własnych biur projektowych umieszczonych w innych krajach. Wobec niepokojąco wysokiego odsetka bezrobotnych absolwentów szkół wyższych w Polsce, a także w świetle uwag Komisji dotyczących zatrudniania absolwentów w sektorze pozaakademickim, należałoby powziąć stosowne decyzje legislacyjne zachęcające przedsiębiorców do zatrudniania absolwentów szkół wyższych. Sytuacja w tej materii jest dalece niesatysfakcjonująca. W imię szybkich wpływów fiskalnych upowszechnia się efekt zniechęcenia zawodowego mającego katastrofalny wpływ na jakość życia, a także stan ekonomii państwa. Dokument Komisji mówi wprost, iż w Europie rozwojowi nauki przeszkadza niska korzyść finansowa w związku z przepisami podatkowymi. Jest zatem zadaniem stosownych decyzji prawnych, wynikających z polityki naukowej i edukacyjnej państwa, by przeszkodę powyższą usunąć. Tymczasem z wielką troską obserwujemy brak wrażliwości polityków na te istotne sprawy. Niepokoić musi związanie decyzji dotyczących nauki i edukacji z rytmem życia politycznego. Z całą stanowczością pragnę podkreślić słuszność krytyki świata politycznego zawartą w dokumencie Komisji, a szczególnie uwag dotyczących sytuacji, w której wynik wyborów wpływa na zmianę podjętych wcześniej ustaleń. Czytamy, iż często nowa ekipa rządząca zmienia cele ogólne, a te realizowane poprzednio odgrywają mniejszą rolę, lub są odrzucane. Z sytuacją taką mamy do czynienia w Polsce. W opinii środowisk nauki, sztuki i kultury jest to jeden z głównych niedostatków życia publicznego, który w dalszej perspektywie będzie miał zatrważające konsekwencje kulturowe oraz niekorzystnie wyróżni Polskę spośród innych krajów Unii. Wzrastające upartyjnienie państwa siłą rzeczy centralizuje decyzje i upolitycznia działania w dziedzinach, które – jak nauka, edukacja i sztuka – winny być w maksymalnym stopniu wolne od tego rodzaju destruktywnych wpływów. Upadek jakości życia publicznego i jaskrawe ignorowanie zasady prymatu dobra powszechnego nad korzyścią grup politycznych i prywatnych interesów rodzi uzasadnione obawy, iż działalność polityków będzie daleka od sprzyjania sprawom nauki, wymagającej długofalowych, bezinteresownych inwestycji i cierpliwej strategii, niezależnej od koniunktury politycznej i partyjnej. Struktury organizacyjne szkół wyższych muszą stawać się bardziej otwarte i elastyczne tak, aby umożliwić i ułatwić prowadzenie badań interdyscyplinarnych. Oznacza to zmianę sposobu myślenia o jednostkach podstawowych uczelni, które powinny otworzyć się także dla studentów pragnących studiować drugi kierunek czy pracować pod kierunkiem profesorów zatrudnionych na wydziale innym niż macierzysty wydział studentów. Wymaga to również większej elastyczności w planowaniu karier naukowych i odpowiedniej polityki promocyjnej, umożliwiającej osiąganie kolejnych stopni naukowych i tytułów na podstawie prac interdyscyplinarnych. Konkludując powiedzmy, iż dokument Komisji uzmysławia konieczność dokonania odpowiednich modyfikacji w organizacji toku studiowania i organizacji badań w uczelniach, szkoły wyższe winny więc pilnie podjąć kroki zmierzające do znalezienia najwłaściwszych i najbardziej pożądanych rozwiązań. Przede wszystkim jednak trzeba stanowczo powiedzieć, iż najważniejsze i najbardziej dotkliwe problemy wychodzą daleko poza zakres i możliwości decyzyjne szkół wyższych i rację ma Rada Główna Szkolnictwa Wyższego, która w przyjętym po dyskusji nad dokumentem Komisji stanowisku zwróciła się do władz państwa o pilne podjęcie przez przedstawicieli rządu poważnych rozmów z przedstawicielami środowiska nauki, sztuki i edukacji, rozmów, których konsekwencją byłyby rychłe nieodzowne decyzje polityczne i ekonomiczne oraz towarzyszące im akty prawne, umożliwiające szkołom wyższym wywiązanie się z obowiązków trafnie nakreślonych w dokumencie Komisji. Bez takowych zmian nauka polska pozostanie na pozycji straconej, a tym samym Polska zostanie krajem peryferyjnym, nie będąc w stanie wywiązać się ze swego uczestnictwa w programie stworzenia europejskiego modelu kultury i życia zarysowanego w dokumencie Komisji. Prof. dr hab. Tadeusz Sławek, filolog, historyk i teoretyk literatury angielskiej, członek Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego, w latach 1996-2002 rektor Uniwersytetu Śląskiego. Autor pragnie podziękować Kolegom z Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego, w gronie których dyskutował na tematy poruszone w dokumencie Komisji. Szczególnie jestem zobowiązany pp. Profesorom Barbarze Tuchańskiej, Romualdowi Będzińskiemu, Wojciechowi Iwańczakowi i Sławomirowi Kalembce.
|
|
|