Prosto z życia |
Z archiwum nieuczciwości naukowej(19)Marek Wroński O tym, że można kupić prace magisterskie, wie każdy student. O pracach doktorskich pisanych na zamówienie lub za pieniądze jest mniej informacji, ale większość młodych asystentów słyszała, że i doktorat można kupić. W dodatku napisany przez samodzielnego pracownika naukowego w taki sposób, że „mucha nie siada”. Z reguły takie kanty trudno wykryć. Lipne doktoraty najczęściej pojawiają się w naukach humanistycznych oraz medycznych. Lokalne środowisko naukowe nabiera podejrzeń, gdy słaby i przeciętny asystent, który dotąd nie splamił się żadną ciekawą publikacją, nagle przedstawia świetnie opracowaną i napisaną pracę doktorską. (...) HARCERZ NIE KŁAMIEDruga sprawa dotyczy doktoratu Marzeny Tchórzewskiej-Hautt, obronionego w październiku 1999 w Instytucie Historii UMCS w Lublinie. Dotyczył on harcerstwa polonijnego we Francji w okresie międzywojennym. Promotorem był dr hab. Marek Szczerbiński z Instytutu Wychowania Fizycznego w Gorzowie Wielkopolskim, historyk sportu, znany działacz ruchu badań naukowych nad Polonią. Nie znająca francuskiego doktorantka ostatnio złożyła policyjne zeznanie, że gotową pracę doktorską dostarczył jej promotor. Podobno za to zapłacił (w postaci spłaty rat samochodowych) jej ówczesny przyjaciel, gorzowski biznesmen Kazimierz K., z którym się rozstała ponad dwa lata temu. Obaj panowie do dziś się jednak przyjaźnią i energicznie zaprzeczyli temu samooskarżeniu. Sprawa jest rozwojowa i przekazano ją do prokuratury gorzowskiej. Sposób, w jaki używamy słów przy pisaniu, jest unikalny dla poszczególnych osób, przez co z dużym prawdopodobieństwem można orzec, kto jest lub nie jest autorem danego tekstu. Zapewne więc potrzebna będzie ekspertyza wykonana przez prof. Wiesława Lubaszewskiego z Katedry Lingwistyki Komputerowej UJ w Krakowie. Jako jedyny w Polsce kieruje on badaniami nad automatyczną analizą tekstu przez komputer. Z zainteresowaniem będę śledził tę sprawę, ale ze zdziwieniem odnotowuję, że nawet szacowne uczelnie tak łatwo przyjmują „obcych” promotorów z „obcymi” doktorantami. Podobno tego zwyczaju nie ma jedynie w Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie promotorem doktoratu może być tylko profesor tam zatrudniony. Najwyższy chyba czas, aby regułę tę wprowadziły i inne, szanujące się uczelnie. Prestiż do czegoś zobowiązuje! NIEODPARTA POTRZEBA DOKTORATUJaskrawym przykładem niszczenia sobie opinii jest Wydział Ekonomiczny Uniwersytetu w Białymstoku i jego dziekan prof. Kazimierz Meredyk. Rada tego wydziału pół roku temu otworzyła przewód doktorski mgr. Jerzemu Jankowskiemu z Warszawy, prezesowi Zarządu Krajowej Rady Spółdzielczości. Promotorem przewodu doktorskiego został dr hab. Bogdan Rafał Kuc z Wyższej Szkoły Zarządzania i Marketingu w Warszawie. Czy można ponownie doktoryzować kogoś, komu odebrano za plagiat doktorat lub magisterium? Nie można. Czy znajdą się więc jacyś rzetelni profesorowie na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Białostockiego, którzy powiedzą DOŚĆ tej naukawej hucpie?
|
|
|