Czytelnia czasopism
Ku Europie
Ku europejskiej nauce i szkolnictwu wyższemu to tytuł artykułu zamieszczonego na łamach „Naszej Politechniki” (nr 4/03), pisma Politechniki Krakowskiej. Jego autor zachęca do lektury książki Ryszarda Mosakowskiego Szkolnictwo wyższe w krajach Unii Europejskiej. Wydana w ubiegłym roku jest fachowym, sprawnie przedstawionym raportem o sytuacji szkolnictwa wyższego, w tym nauki w krajach UE. Zawiera omówienie 14 zjednoczonych krajów (bez Luksemburga, ale z Norwegią), z uwzględnieniem m.in. opisu struktur szkolnictwa, typu szkół i form kształcenia, spraw pracowników, studentów, instytucji nadzorczych, sposobu oceny i nadzoru szkół oraz aktualnych trendów reform. Załączniki zawierają treść „Deklaracji bolońskiej” i „Komunikatu praskiego”. Układ i charakter książki pozwala na łatwe porównanie poszczególnych krajów i dostęp do konkretnych danych. Niestety, daje też przygnębiający obraz dystansu, jaki dzieli szkolnictwo polskie od szkolnictwa krajów Europy. Rozwiewa też mit o tym, że UE w cudowny sposób zorganizuje, sfinansuje, a nawet wymusi reformę naszych uczelni.
Porównanie szkolnictwa wyższego UE z naszym nie nastraja optymistycznie. W przeciwieństwie do Polski, kraje UE stawiają szkolnictwu wyższemu zadania, reformują je i dostosowują do aktualnych potrzeb. Reformy są kompetentnie i sprawnie wprowadzane, zgodnie z zasadą „kto płaci, ten wymaga”. Europejskie szkoły wyższe pozostają pod ścisłą kontrolą i faktycznym zarządem czynników społeczno-politycznych. Uczelnie zarządzane są przez menedżerów. Także w ciałach kolegialnych – stanowiących i nadzorujących – decydujący głos mają przedstawiciele władz państwowych lub regionalnych, gdy finansowanie uczelni ma w danym państwie charakter zdecentralizowany.
Odmienna jest także sytuacja finansowa nauki i szkolnictwa wyższego w krajach UE. Nakłady na uczelnie są tam przeciętnie ponaddwukrotnie wyższe (ok. 2 proc. PKB), co w wartościach bezwzględnych wynosi aż dwanaście razy więcej. Dysproporcje dotyczą także statusu i sytuacji materialnej kadry naukowej, a także pomocy udzielanej studentom. Pracownicy naukowi mają przyzwoite pensje urzędników państwowych i zabezpieczenie emerytalne, a aspekt materialny nie stanowi bariery edukacyjnej. Kraje UE nie promują szkół prywatnych, które kształcą tam zaledwie 10 proc. studentów. Stanowią one najczęściej uzupełnienie dla uniwersytetów i szkół wyższych, przeważnie o charakterze kolegiów.
O kondycji nauki
i młodych naukowców

„Wiadomości Uniwersyteckie UWM” (nr 6/03) publikują rozmowę z prof. Janem Kotwicą, nowo wybranym prezesem Olsztyńskiego Forum Naukowego.
Jego zdaniem, funkcję tę powinny sprawować osoby, które w przeszłości zajmowały ważne stanowiska, z wyboru środowiska akademickiego. Jeśli bowiem to środowisko raz udzieliło komuś zaufania, to osoba ta ma podstawy sądzić, że zaufanie to rozszerza się też na sfery jej dalszej aktywności na rzecz środowiska. Dlatego uważam, że to funkcja dla byłych rektorów. (...) Sądzę, że prezes OFN powinien chcieć pracować społecznie. (...) Musi mieć też wizję tego, co należy robić, ciągle pamiętając, że ta funkcja to głównie służba.
Zdaniem prof. J. Kotwicy, istnieje możliwość zaistnienia kolejnej fali odpływu polskich naukowców po naszym wejściu do UE. Odpływ co zdolniejszych, rzutkich i przedsiębiorczych ludzi trwa od momentu, gdy uzmysłowiono sobie, że nauka to nie tylko poznawanie piękna i tajemnic świata, ale także wielka dźwignia postępu gospodarczego czy szerzej – cywilizacyjnego. W Polsce mamy niewielkie możliwości manewru, by temu odpływowi zapobiec. Odwoływanie się do patriotyzmu jest hasłem z innej epoki. Wynagrodzenie byłoby silnym bodźcem. Jednak podwyżki płacowe są mało realne, gdy nasz produkt krajowy brutto jest wiele razy mniejszy niż najbogatszych krajów, a nakłady na naukę wynoszą ok. 0,5 proc. PKB (...) i do tego ponad 70 proc. budżetu to tzw. wydatki sztywne. Z drugiej strony, jak ktoś cierpko zauważył, nauka w Polsce to jedna z niewielu dziedzin, która po przemianie ustrojowej zrobiła tylko tyle, by być taką, jak za minionego ustroju. Ponadto, jak stwierdziła kiedyś unijna komisja ekspercka, polska nauka nie jest biedna, ale rozrzutna. Nawet jeśli są to poglądy przerysowane, to jednak warto się nad nimi zastanowić.
Nauka i wiara

Problem relacji pomiędzy naukami przyrodniczymi a wiarą, rozumianą jako przekonanie o istnieniu rzeczywistości nadprzyrodzonej, to temat prelekcji wygłoszonej przez prof. Andrzeja Myśliwskiego na marcowym posiedzeniu oddziałów gdańskich Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego i Stowarzyszenia Farmaceutów Katolickich Polski. Jej streszczenie zamieszcza „Gazeta AMG” (nr 7/03).
Zdaniem prof. A. Myśliwskiego, znaczne osłabienie, jeśli nie zanik „konfliktu” pomiędzy wiarą a nauką jest rezultatem zmian zarówno ze strony Kościoła, jak i nauki, która doszła tak daleko w poznawaniu przyrody, iż stwierdzono istnienie mechanizmów i zjawisk absolutnie niewyobrażalnych. Wielu badaczy uzmysłowiło sobie dotarcie do niemożliwych do przekroczenia granic w poznawaniu świata materialnego. Niektórych z nich skłoniła ta nowa sytuacja do zwrócenia się do filozofii, określanej niekiedy jako filozofią przyrody. (...) Zmiana relacji pomiędzy wiarą a naukami przyrodniczymi, okresowo nawet wrogiej, obecnie stała się koegzystencją, przynajmniej dla znacznej większości teologów i badaczy reprezentujących nauki eksperymentalne. Również relacje pomiędzy teologią i filozofia uległy zmianom w podobnym kierunku.
Pieniądze i podziały
Funkcjonowanie polskiej nauki to temat często podejmowany w ostatnim czasie na marginesie dyskusji nad projektem ustawy o jej finansowaniu, offsetem i wejściem Polski do Unii Europejskiej. Zajmuje się nim także prof. Marek Bartosik, którego tezy oraz opinie zamieszcza artykuł w „Sprawach Nauki” (nr 8-9/03), biuletynie
KBN.
Prof. Bartosik porównuje m.in. szkoły wyższe z jednostkami PAN. Szkoły wyższe zatrudniają 25 tys. potencjalnie aktywnych naukowo pracowników, a placówki Akademii 2 tys. Jednak przy uwzględnieniu faktu, iż w szkołach wyższych co najmniej jedna trzecia czasu pracy poświęcona jest dydaktyce, do dalszej analizy należy przyjąć liczbę 17,5 tys. pracowników. Na jej podstawie można wyliczyć, zgodnie z zasadą kategoryzacji KBN, liczbę punktów kategoryzacyjnych przypadających na jednego pracownika. Dla jednostek PAN liczba ta wynosi 108, dla szkół wyższych ok. 84, tj. ok. 80 proc. efektywności statystycznej pracownika jednostki PAN. Czy to usprawiedliwia istotne różnice w ich finansowaniu? Autor porównuje wartość jednego punktu kategoryzacyjnego KBN, twierdząc przy okazji, iż kategoryzacja, mająca z założenia przykładanie jednakowej miarki do wszystkich trzech pionów działalności naukowej, taka niestety się nie okazała. Dzieląc np. badania naukowe przez liczbę uzyskanych punktów zobaczymy, że w szkołach wyższych wartość jednego punktu wynosi 830 zł, w placówkach PAN – 2500 zł, a w JBR-ach – 4100 zł.
Biuletyn KBN publikuje także wywiad z prof. Andrzejem Jamiołkowskim, przewodniczącym Państwowej Komisji Akredytacyjnej. Jego zdaniem, polskiemu systemowi nauki nie grozi rozłam na uczelnie niepaństwowe kształcące na mało zróżnicowanym poziomie licencjackim i państwowe – na poziomie magisterskim i doktoranckim. Na taki podział kompetencji nie zgodzą się uczelnie państwowe, które nie wyzbędą się tanich, opartych nie na badaniach, a na przekazywaniu wiedzy studiów licencjackich. Nie jest on także korzystny dla uczelni niepaństwowych, które mają świadomość faktu, iż tylko magisterium daje szansę na sukces na obecnym rynku pracy.
(ami)
|
SPROSTOWANIE
W zamieszczonej w ostatnim numerze "Forum Akademickiego" notatce Pieniądze i podziały, omawiającej biuletyn KBN "Sprawy Nauki" (nr 8-9/2003) wkradł się błąd. Autorem polemiki zawartej w artykule Jedna miarka dla wszystkich?, a więc i zamieszczonego w notce cytatu, jest prof. Arkadiusz Kozubek, który oparł ją na danych przedstawionych przez prof. Marka Bartosika. Za nieścisłość zainteresowanych przepraszamy.
Redakcja |
|