W zastępstwie wzroku |
Badania naukoweW Polsce uczy się blisko cztery tysiące osób niewidomych. Mariusz Karwowski Grzegorz Kozłowski, absolwent informatyki Uniwersytetu Warszawskiego, ma żonę, dzieci, w życiu radzi sobie całkiem nieźle. Studia były jego prawdziwą pasją i dziś komputer nie ma już przed nim żadnych tajemnic. Założył pismo „Dłonie i słowo”, pisze doń artykuły. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Grzegorz jest niewidomy i nie słyszy. Nie przeszkadza mu to jednak spełniać się w pracy na rzecz innych. Podobną drogę życiową obrał Michał Kaziów. Po doktoracie z polonistyki w Uniwersytecie Adama Mickiewicza pracował w radiu, pisał też przejmujące książki, w których dzielił się z czytelnikami swoimi niełatwymi doświadczeniami życiowymi. Bo Michał też jest niewidomy, a w dodatku nie ma rąk. – Tacy ludzie też odnoszą sukcesy, są wyjątkowo zdolni, a odkryciu ich talentów powinno służyć nie tylko odpowiednie podejście pedagogiczne, ale także wykorzystanie w nauce środków komunikacji medialnej – przekonuje prof. Jadwiga Kuczyńska-Kwapisz z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. ŚWIADOMOŚĆ NAUCZYCIELISwoje powołanie odkryła podczas... gry w szachy. Zafascynowało ją to, jak znakomicie osoby niewidome radzą sobie z trudnościami, ich niespożyta chęć rywalizowania z rówieśnikami na tym samym poziomie, bez podpowiedzi, wskazówek. – Właściwie szachownica nie była im do niczego potrzebna. Kiedyś mój podopieczny podczas spaceru przekonywał mnie, że w pobliżu znajduje się jakiś wysoki obiekt. Nie potrafił go skonkretyzować, ale był pewien jego obecności. Długo musiałam się rozglądać zanim spostrzegłam nieopodal uschłe drzewo, na które nigdy nie zwróciłabym uwagi. W tych ludziach drzemie ogromny potencjał. Ich rozwój, tak jak każdego z nas, warunkowany jest przez prawidłowo realizowany proces edukacyjny. A w tym z kolei ważną rolę odgrywa dostęp do prasy, książek, radia czy Internetu. Ba, można wręcz pokusić się o twierdzenie, że w przypadku młodzieży niewidomej media pełnią o wiele większą rolę. – Od tego w dużej mierze zależy ich pozycja społeczna, usamodzielnienie, zdobycie zawodu – twierdzi prof. Kuczyńska-Kwapisz. – Twierdzenie, że do nauki potrzebne jest jaśniejsze oświetlenie, nie do końca jest prawdą. Owszem, przy zaburzonej ostrości wzroku lub zaćmie tak, ale co, jeśli dziecko ma światłowstręt? Nie każdemu też przyjdzie na myśl, by w przypadku ławki pomalowanej na jasny kolor położyć na nią jakąś czarną podkładkę i dopiero na niej białą kartkę papieru. Takich paradoksów jest więcej. Tym bardziej więc na porządku dziennym powinno być indywidualne podejście, bliski kontakt z podopiecznym. Tego brakuje. Ale nie tylko wiedza z zakresu tyflopedagogiki, obejmującej edukację i wychowanie dzieci niewidomych i niedowidzących, jest potrzebna nauczycielom. Poważną barierą są również nowe technologie, które mogą jeśli nie wyrównać, to przynajmniej zmniejszyć dystans do osób w pełni sprawnych. Sprzęt komputerowy otwiera przed niewidomymi szerokie możliwości. Można przecież zapłacić rachunki, czytać prasę, drukować teksty, surfować po Internecie, wykonywać telepracę. Tylko że dla osób wychowanych na brajlu i żyjących w świadomości, iż osłabiony wzrok należy oszczędzać, aby go dłużej zachować, korzystanie z syntezatora mowy, monitora, drukarki czy notatnika brajlowskiego może okazać się prawdziwą rewolucją. – Młodzi wychowawcy czują wagę problemu, starsi postrzegają to jako zagrożenie. Całkiem niepotrzebnie, bo są już możliwości dokształcenia. Niestety, na podyplomowe studia dla nauczycieli szkół specjalnych, właśnie w zakresie wspomagania komputerowego, zgłaszają się głównie młodzi. A później uczniowie przewyższają umiejętnościami technicznymi wychowawców, są bardziej otwarci, poszukujący. Młodzi nauczyciele starają się wyjść tym oczekiwaniom naprzeciw, starsi czują lęk, wykazują bierność – ocenia moja rozmówczyni. ZA TRUDNY BRAJLWprowadzenie nowych technologii wymusił niejako alfabet dotykowy, który miał początkowo służyć żołnierzom francuskim jako szyfr do czytania nocą. Żołnierze nie byli go jednak w stanie odczytać. Podobne problemy brajl, po adaptacji dla niewidomych, sprawiał osobom widzącym. Niezwykle przydatny jest też ekran brajlowski, na którym można odczytać wszystko to, co jest pokazane na ekranie komputera. Z uwagi na cenę – ok. 20 tys. zł – wciąż jest to jednak luksus. Znacznie taniej, bo już za 100 zł, można kupić syntezatory, dzięki którym tekst na ekranie można usłyszeć. Opracowano też specjalną, brajlowską klawiaturę, która składa się z sześciu klawiszy i spacji. Ale ostatnio dużym powodzeniem cieszy się Kajetek. To elektroniczny notatnik brajlowski, skonstruowany przez Konrada Łukaszewicza z Instytutu Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN. Nie dość, że pozwala w bardzo szybki sposób robić notatki, to jeszcze jego pojemność dochodzi do 2 MB. Oznacza to, iż wpisać do niego można blisko 250 stron tekstu. Dodatkowo pracuje bardzo cicho, więc nie przeszkadza innym, a dzięki wbudowanemu syntezatorowi można od razu odsłuchać wykład i po podłączeniu do komputera wydrukować go. – Ania Figura, jedna z moich studentek, zdobyła dzięki Kajetkowi olbrzymią popularność wśród kolegów. Na początku była nieśmiała, trzymała się z boku. Później raptownie jej notowania skoczyły do góry, bo okazało się, że robi świetne notatki, z których teraz korzysta cała grupa – cieszy się prof. Jadwiga Kuczyńska-Kwapisz. Kajetek, który z powodzeniem zastępuje niewidomym długopis i kartkę, kosztuje niespełna 3 tys. zł i w porównaniu z zagranicznymi notatnikami, których ceny wahają się, w zależności od wyposażenia, od 1,6 aż do 6 tys. dolarów, jest znacznie tańszy. To jeden z najmniejszych mówiących notesów na świecie. – Rzeczywiście, Kajetek jest wielkości kosmetyczki, mieści się w kieszeni i w odróżnieniu od notebooka jest o wiele lżejszy. Dlatego w tej chwili nie potrafię się z nim rozstać – konkluduje Ania Figura. NA WŁASNĄ RĘKĘPoziom wyposażenia pracowni w urządzenia wspomagające oceniany jest zaledwie na 30 proc. Fakt ich posiadania wcale jednak nie musi być równoznaczny z udostępnianiem. Powinno być tak, że każde dziecko, kiedy chce, może podejść do komputera, wydrukować tekst, przeczytać brajlem, posłuchać. Ale takich warunków nie ma nigdzie. Do najlepiej wyposażonych zaliczają się ośrodki w Laskach, Krakowie i Owińskach. Cóż bowiem z tego, że wszystkie szkoły posiadają pracownie informatyczne, skoro jest w nich ciągle za mało sprzętu, żeby uczniowie mogli w każdej chwili zeń korzystać. Tylko 1/4 pracowni wyposażona jest w co najmniej 20 stanowisk. Poprawa dostępu to jeden z głównych postulatów zgłaszanych przez uczniów. Pojedyncze urządzenia przypadające na kilkaset dzieci nie spełniają w zasadzie swej użytecznej funkcji. Dlatego część osób na własną rękę stara się pozyskać przydatny sprzęt. Możliwość zdobycia środków daje realizowany przez PFRON program „Komputer dla Homera”. Przeważnie korzystają z niego studenci, pracownicy umysłowi, ale też uczniowie szkół średnich. Pożyczkę spłaca się w długim okresie. Niekiedy zostaje ona wręcz umorzona. Program miał funkcjonować przez rok, a działa już sześć lat. To najlepiej obrazuje skalę potrzeb. Finanse są główną przyczyną niedostatecznego wyposażenia. Jest to o tyle dziwne, że szkoły specjalne zyskują coraz liczniejszą grupę sponsorów, którzy są głównym źródłem finansowania. Z pomocą śpieszą kilka razy w roku, a co czwarta szkoła ma nawet to szczęście, że kilkakrotnie w miesiącu otrzymuje darowiznę. Postawa sponsorów najdobitniej pokazuje zmianę zachowań polskiego społeczeństwa, które dysponuje już sporą wiedzą o możliwościach osób niewidomych. Przyczyniły się do tego także szkoły, zwłaszcza integracyjne. Jeszcze kilka lat temu rodzice sprawnych dzieci za nic nie puściliby swych pociech do takiej placówki. Dziś ustawiają się kolejki. Rodzice przekonali się, że integracja wychodzi na dobre obu stronom. – W Łomży szkoła integracyjna, w której uczą się i dzieci autystyczne, i z ograniczeniami widzenia, i niedosłyszące, jest najlepszą w okolicy. Tamtejsi nauczyciele reagują na specyficzne potrzeby edukacyjne dzieci, które wydawałyby się bardzo trudne. Ale praca z nimi ma zupełnie inny wymiar. Także w dostępie do mediów nie jest tak źle, jak przed laty. W zasadzie we wszystkich szkołach jest już dostępny Internet. Ale na lekcjach wciąż dominują słowo i podręcznik. Niektóre biblioteki dostosowują więc swoje zbiory do potrzeb niewidomych. W Bibliotece Narodowej w Warszawie zainstalowano dla osób słabo widzących powiększalnik telewizyjny, dzięki któremu można przeczytać wszystko to, co nie jest dostępne za pomocą lup, okularów. Znajduje się tu także urządzenie czytające teksty w języku polskim, tzw. autolektor. Specjalna biblioteka dla niewidomych powstała też w Laskach. Każdy będzie mógł z niej skorzystać, ale dopiero po wpisaniu swego indywidualnego kodu. To oczywiście problem praw autorskich, a co za tym idzie, ograniczenia dostępu osób widzących. – Książki brajlowskie zawsze były droższe i trudniejsze do drukowania, z uwagi na grubszy papier. W sumie jednak dostępność książek jest największa, choć uczniowie narzekają na brak najnowszych pozycji z literatury, przeważa klasyka – dodaje prof. Kuczyńska-Kwapisz. Bardzo istotnym środkiem komunikacji dla osób niewidomych jest radio, jednak na ogół mało wykorzystywane w edukacji. Podobnie jak telewizja, którą często traktuje się nie jako pomoc, lecz... zastępstwo w lekcji. W Niemczech i we Włoszech trwają próby uruchomienia specjalnej linii telewizyjnej, gdzie w filmach i serialach wprowadza się drugą ścieżkę głosową, będącą komentarzem do tego, co dzieje się na ekranie w danym momencie. TRZY PORTRETYW Polsce uczy się dziś prawie cztery tysiące osób niewidomych, połowa w szkołach specjalnych. Dla nich szkoła XXI wieku jest „małą rodziną, do której się codziennie i z przyjemnością chodzi”, bo jest bardzo dobrze wyposażona, nowoczesna, profesjonalna, z solidnymi podstawami, dostosowana do potrzeb rynku pracy, wychowująca, bezpieczna, przyjazna, bezstresowa, zindywidualizowana i przygotowująca do życia w społeczeństwie. – Również informatycy w tych placówkach są świetnymi specjalistami. Ale nauczyciele innych przedmiotów, mając duże możliwości zastosowania nowych technologii, nie wykorzystują tego. Dlatego ich dokształcenie musi stanowić warunek awansu zawodowego, a wszystkich przyszłych wychowawców, już na studiach, trzeba zapoznawać z wszystkimi technologiami. Nauczyciele muszą być przygotowani do tego, że bez przerwy muszą się uczyć. Taki jest praktyczny wymiar badań przeprowadzonych przez prof. Jadwigę Kuczyńską-Kwapisz i dr Danutę Gorajewską wśród 149 uczniów z 12 szkół średnich, którzy, jak się okazało, są grupą najbardziej kreatywną, doskonale orientują się w możliwościach sprzętu komputerowego, w nowych technologiach. Dzięki wynikom badań powstał już zespół złożony z przedstawicieli szkół, którego zadaniem będzie stworzenie standardów wyposażenia pracowni. Tak, żeby było wiadomo, co w każdej z nich musi się jeszcze znaleźć. – To bardzo ważne, bo dostęp niewidomych do mediów w okresie edukacji ma ogromny wpływ na kształtowanie się postaw społecznych tych ludzi. Jeżeli mają możliwość korzystania z urządzeń, zdobywają tym sposobem informacje, to ich samoakceptacja wzrasta. W późniejszym okresie przekłada się to na lepsze wykształcenie i zatrudnienie. W Danii pracuje tylko kilka osób niewidomych. Reszta żyje dzięki socjalnej osłonie. Nie rozumiemy, jak można przeżyć życie nie wykonując żadnej użytecznej pracy – dziwią się autorki badań. W Polsce wśród niewidomych tendencja jest odwrotna. Do osiągnięcia zawodowego i osobistego sukcesu droga jest wprawdzie daleka, ale za to smakuje on potem podwójnie. Prawnicy, dziennikarze, pisarze, nauczyciele – doprawdy trudno wyobrazić sobie ich pracę bez użycia nowoczesnych technologii. Jak wynika z doświadczeń prof. Kuczyńskiej-Kwapisz, która kilkanaście lat pracowała jako pedagog w ośrodku w Laskach, niewidomi uważają, że są i tak w o wiele lepszej sytuacji niż inni niepełnosprawni. Dla nich trudne do wyobrażenia jest poruszanie się na wózku czy niesłyszenie. Potwierdzeniem tego jest rzeczywistość – osoby głuchonieme bardzo rzadko osiągają sukcesy życiowe porównywalne z niewidomymi. Moja rozmówczyni kończy właśnie pracę nad książką Trzy portrety. Ukaże w niej postaci trzech kobiet, które zupełnie lub w jakimś stopniu straciły wzrok i z tą dysfunkcją świetnie sobie radzą. – Życie takich ludzi opisuję na przykładzie znanej i bardzo lubianej aktorki Krystyny Sienkiewicz, poetki Jadwigi Stańczakowej oraz najmłodszej z nich – Jolanty Kaufmann, śpiewaczki, która non stop używa komputera, drukowanych brajlem nut, a także powiększalników telewizyjnych, bo korzysta jeszcze z resztek wzroku. Ich aktywna postawa powinna być zachętą dla wielu młodych ludzi, którzy żyją poniżej swoich możliwości i brak im bodźca do działania – zachęca do lektury autorka książki. |
|
|