W piaskach Lubelszczyzny |
Badania naukoweSą to największe prace archeologiczne, jakie prowadzi się na Lubelszczyźnie. Piotr Kieraciński Po ogromnym placu budowy krążą maszyny na kołach o średnicy przewyższającej wzrost człowieka. Obok szerokiego, wyrównanego pasa ziemi stoją ogromne kolumny – elementy przyszłego wiaduktu. Fragment pobliskiego terenu, jeszcze przed wałem ziemi, który ogranicza teren budowy, podzielono na małe kwadraty: jedne trochę wyższe, inne niższe, jeszcze inne jakby zagłębione w gruncie. Coś w rodzaju małych, ziemnych tarasów. To stanowisko archeologiczne. Jak za chwilę wyjaśni mi Rafał Niedźwiadek, osada z epoki brązu. Na zachód od tego miejsca widać równe pasy niewielkich wykopów, oznaczonych biało-czerwoną taśmą. To miejsce po osadzie neolitycznej. Z kolei na wschód od stanowiska z epoki brązu odkopano fundamenty i piwnicę wykonane z kamienia. To pozostałości po całkiem „nowym” folwarku z XVII stulecia. Wczesną wiosną tego roku rozpoczęto największą inwestycję drogową na Lubelszczyźnie – budowę obwodnicy wokół niewielkiego miasteczka Piaski, położonego na wschód od Lublina na trasie wiodącej do Chełma i Zamościa, a stamtąd na Ukrainę. Wykonanie obwodnicy oznaczało przemieszczenie z miejsca na miejsce ogromnej masy ziemi, zniwelowania bądź zasypania wielkich przestrzeni na północ od Piask. Podczas odbywającej się w maju regionalnej konferencji sprawozdawczej archeologów „Odkrycia archeologiczne w sezonie 2002”, padło pytanie: kto kopie na obwodnicy Piask? Przecież w przypadku tak wielkich prac zazwyczaj natrafia się na stanowiska archeologiczne. Nikt z obecnych, a byli tam niemal wszyscy czynni zawodowo archeolodzy z Lubelszczyzny, nie przyznał się do prowadzenia badań na tej budowie. Nikt też nie wiedział, kto mógłby w Piaskach kopać. Dr hab. Andrzej Rozwałka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej, wraz z Rafałem Niedźwiadkiem i Łukaszem Rejniewiczem postanowili natychmiast odwiedzić teren budowy. Wizyta zakończyła się wnioskiem, że należy natychmiast podjąć prace badawcze na terenie inwestycji. Najszybciej mogła to zrealizować prywatna firma archeologiczna R. Niedźwiadka. Inwestor nie protestował. – Rozumieliśmy potrzebę przeprowadzenia takich badań – mówi Andrzej Linkowski, pełniący funkcję inżyniera kontraktu tej inwestycji. – Jednak nie było wydzielonych na nie środków. Jak podkreślają obaj zainteresowani, tj. przedstawiciel inwestora oraz szef badań archeologicznych, współpraca układa się pomyślnie. – Staramy się tak zaplanować harmonogram prac, aby archeolodzy mogli wykonać swoje zadania – mówi inż. Linkowski. – Pracujemy szybko. Nie możemy sobie pozwolić na opóźnienie realizacji budowy i konflikt z inwestorem – mówi R. Niedźwiadek. FACHOWY NADZÓRWiatr wzbudza tumany kurzu. W huku powodowanym przez ogromne maszyny obok budowniczych, zazwyczaj patrzących na plac budowy z wysokości kabin swoich potężnych maszyn, krzątają się młodzi ludzie z łopatami, szufelkami, szpachelkami i pędzelkami. Jedni kopią, inni skrobią coś na krawędzi odsłoniętego fundamentu folwarcznego budynku, jeszcze inni taczkami wożą wykopaną ziemię. Rafał Niedźwiadek zaangażował do badań ponad 50 osób. Większość to zwykli robotnicy, młodzi ludzie z Piask i okolic: licealiści, bezrobotni, także studenci archeologii, którzy na wykopaliskach mogą zarobić parę groszy. Trzech młodzieńców przyjechało aż z Cycowa. Mieszkają w okolicy budowy pod namiotem. – Zarabiamy na studia – deklaruje jeden z nich. Najbardziej emocjonującym odkryciem było dla Michała wykopanie kości. Jak się okazało, były to kości zwierzęce. Niektórzy spośród archeologów siedzą na skraju wykopów z papierem milimetrowym i ołówkiem. Szkicują przekroje wykopów i rzuty murów. To „kadra” R. Niedźwiadka, fachowy nadzór nad wykopaliskami. Te pięć osób to niedawni absolwenci lubelskiej archeologii. Ich zadaniem jest nie tylko nadzór nad kopiącymi, których początkowo musieli uczyć „podstaw archeologii”: jak kopać, jak wybierać ziemię z wykopów, jak „skrobać” i czyścić pędzelkami odkopane mury czy kości, w końcu jak odróżnić fragmenty przedmiotów od kawałków kamieni i bryłek ziemi, które na pierwszy rzut oka naprawdę niczym się od siebie nie różnią. Oni także odpowiadają za wykonanie dokumentacji prowadzonych badań: rysunki, zdjęcia, pomiary. Brak pracy jest bolączką archeologów. Tomasz Klisz po zdobyciu dyplomu archeologa pracował w kilku różnych miejscach, najdłużej – w sklepie z płytami. Udział w tych badaniach to dla niego nie tylko okazja zarobienia paru groszy, ale także powrót do zawodu. – Nie płacimy tak, jak na autostradach, gdzie za godzinę można dostać nawet 10 zł – mówi Niedźwiadek. Jednak, jak się okazuje, dla miejscowej młodzieży stawka, którą oferuje, jest najwyższa, jaką można uzyskać za podobne prace w tej okolicy. KULTURA PUCHARÓW LEJKOWATYCHNa ciągnącej się kilometrami ogromnej przestrzeni budowy łatwo trafić na archeologów – są tam, gdzie leżą rowery, którymi przyjeżdżają rano do pracy. Trudniej znaleźć R. Niedźwiadka, który biega od stanowiska do stanowiska, co chwila wychodząc do inżyniera kontraktu, by ustalić kolejne terminy i miejsca kopania. Gdy pytam o niego kopiących, odpowiadają: – Trzeba szukać faceta w szefowskiej czapeczce. To dobra wskazówka. Po chwili widzę szefa wykopalisk. – Wiatry hulające po budowie nawet w największe upały zmuszają mnie do noszenia czapki. Bez niej byłbym chory na zatoki albo na udar słoneczny – mówi. Wszędobylski kurz to nie jedyne utrudnienie dla archeologów. Całe lato jest strasznie gorące. Nie ma deszczów. R. Niedźwiadek pokazuje zeschniętą na kamień ziemię. – Na północ od Piask mamy właśnie taką ziemię, glinę, która w czasie suszy twardnieje na kamień, a po deszczu zamienia się w gęstą maź. Nie wiadomo, co gorsze. Słabe warunki dla prymitywnego, dawnego rolnictwa sprawiły, że w tej okolicy zachowało się bardzo niewiele śladów bytności ludzi. – Te badania pozwolą nam znacznie lepiej niż dotychczas poznać dzieje tych terenów – mówi dr Rozwałka, który znów pojawił się przy wykopach. Bywa tu często, pełni funkcję konsultanta naukowego prac. Obok niego brodaty Łukasz Rejniewicz – też częsty gość „na wykopach”, sprawuje bowiem opiekę merytoryczną nad wykopaliskami. Choć wszystko to wygląda dość skromnie – ot, trochę wykopów, jakieś fragmenty fundamentów, wspomniane już kwadratowe splantowane tarasy – okazuje się, że są to największe prace archeologiczne, jakie prowadzi się na Lubelszczyźnie. Równocześnie eksploatowane są trzy stanowiska. W obrębie inwestycji znaleziono ich w sumie dziewięć, ale umowa z inwestorem przewiduje przekopanie jedynie tych, które znajdą się pod drogą. – Poza obrębem obwodnicy udało nam się stwierdzić obecność starszych kultur, ze środkowej epoki kamienia, czyli 12 tys. lat temu, a także ślady naszych przodków Słowian z VIII wieku – mówi Rejniewicz. Pod koniec prac odkryto obiekty z wczesnego neolitu, związane z osadnictwem ludności, która przybyła na te tereny znad Dunaju, m.in. malowane i angobowane fragmenty ceramiki. Rafał Niedźwiadek oprowadza mnie po stanowiskach, tłumaczy, czego można się dowiedzieć z zawartości starej folwarcznej piwnicy, po co na stanowisku z brązu, wśród wykrojonych z ziemi „kwadratów”, o których wspomniałem na początku, pozostał nietknięty łopatą archeologów kopczyk ziemi – odniesienie do pomiarów geodezyjnych. Co oznaczają jaśniejsze i ciemniejsze plamy na ziemi – to obiekty archeologiczne. Mówi, dlaczego tak ważne jest narysowanie osnowy odkopywanych murów. Dowiaduję się, że na Lubelszczyźnie neolityczna kultura pucharów lejkowatych to okres od 3,5 do 2,2 tys. lat przed Chrystusem. A na stanowisku z epoki brązu znaleziono obiekty archeologiczne i zabytki z okresu od 1,8 tys. lat przed Chrystusem, czyli z kultury mierzanowickiej, przez łużycką, aż do halsztackiej, tj. ok. 700 roku przed Chrystusem. Niewielki wykop na terenie stanowiska neolitycznego, którego dno naznaczone jest plamami to ślad po domostwie: – Tu są miejsca po palach, które stanowiły konstrukcje dachu. To mogła być kuchnia, bo pozostały ślady po jamach zasobowych – opowiada archeolog. Te plamy to bardzo ważna sprawa. Pewnego razu przy okazji odkrywania takich właśnie „obiektów archeologicznych” Niedźwiadek wygłosił pracownikom wykład na temat neolitycznych... kretów. Ślady ich działalności znakomicie zachowały się w warstwie starożytnego humusu, ukrytego pod późniejszymi nawarstwieniami i dobrze zabezpieczonego przez zniszczeniem. GRÓB RACHELIZwiedzając odsłonięte pozostałości folwarku, zatrzymujemy się przy wystających z ziemi kościach. Nogi? – pytam. – Tak, wydaje nam się, że może to być kolejna osada KPL-owców – słyszę w odpowiedzi. KPL to w żargonie archeologicznym kultura pucharów lejkowatych, a KPL-owcy – twórcy owych charakterystycznych naczyń, od których nazwę wzięła cała epoka w neolicie. W głosie mojego rozmówcy wyczuwa się emocje, gdy tłumaczy, że zazwyczaj w pobliżu cmentarzyska znajdowały się osady. Potem odkryto jeszcze jeden pochówek neolityczny oraz staropolski pochówek kobiecy. Archeolodzy, którzy lubią nazywać czule swoje znaleziska, określili go jako „grób Racheli”. – Nie wiemy dokładnie, jakiej narodowości była ta kobieta, ale w dłoni miała monety Zygmunta III Wazy oraz kłódkę, co może wskazywać na pochówek osoby wyznania mojżeszowego – mówi Niedźwiadek. Gdy wróciłem na teren budowy pod koniec września, stanowiska neolityczne i brązowe przykryte już były warstwą asfaltu. Archeolodzy kończyli porządkowanie stanowiska staropolskiego. Podczas trzech i pół miesiąca przekopano obszar 1 ha 27 arów, z czego 7 tys. m2 przypadało na pozostałości folwarku, 4,2 tys. m2 na osadę neolityczną, a 1,5 tys. m2 na brąz. Odnaleziono 284 obiekty i wydobyto z ziemi ponad 10 tys. zabytków archeologicznych: fragmentów ceramiki, krzemienne i kamienne siekiery, ozdoby i narzędzia kamienne i metalowe, fragmenty kafli. Do najciekawszych zabytków należy czwórdzielne naczynko, służące, jak się domyślają archeolodzy, do wyrobu kosmetyków. Taka starożytna, ceramiczna kosmetyczka (na fot.). Kopanie zakończono 4 października imprezą. – Taka archeologiczna wiecha – mówi R. Niedźwiadek. Nie oznacza to końca prac, co najmniej z dwóch powodów. Zimą archeolodzy będą musieli – zajęcie dla ośmiu osób, w tym pięciu absolwentów archeologii z grupy „fachowego nadzoru” – skatalogować wszystkie wydobyte zabytki, wprowadzić do komputerowych baz danych sporządzaną na papierze dokumentację prac i znalezisk, posklejać fragmenty skorup w większe całości. Po wtóre, ranga znalezisk oraz ślady kolejnych stanowisk archeologicznych w okolicy pozwoliły przekonać inwestora do renegocjacji umowy. Archeolodzy wrócą na teren budowy wiosną przyszłego roku, by kopać na terenie dróg dojazdowych do głównej trasy. |
|
|