O kosztach kształcenia raz jeszcze |
PolemikiWywołany temat jest problemem zastępczym. Józef Szabłowski Różne aspekty funkcjonowania i rozwoju szkolnictwa wyższego są przedmiotem zainteresowania coraz szerszego grona osób, także spoza środowiska akademickiego. Nic dziwnego, w końcu 2002 r. mieliśmy w Polsce ponad 1 mln 800 tys. studentów, w tym 976,3 tys. na studiach odpłatnych w uczelniach państwowych i niepaństwowych. Część studentów studiów dziennych w uczelniach państwowych także wnosi opłaty, np. za powtarzanie roku lub przedmiotu. Zainteresowanie kosztami kształcenia, nie tylko wśród rektorów uczelni, ale także w znacznej części społeczeństwa, stało się faktem. Będzie także wzrastało zainteresowanie podatników sposobem wykorzystania ich pieniędzy. Z faktem tym w coraz szerszym zakresie będą musieli się liczyć dysponenci publicznych funduszy. Na temat kosztów kształcenia wypowiadałem się wcześniej kilka razy, opierając się na danych statystycznych GUS (por. np. Finanse szkół wyższych, Koszty kształcenia w uczelniach państwowych i niepaństwowych, „Forum Akademickie” nr 9-10/2002, s. 49-51). Analizę tych danych uważam za jedyny obiektywny sposób opisu tej skomplikowanej rzeczywistości. Do napisania niniejszego tekstu skłoniła mnie konsekwencja, z jaką Pan Prof. Ryszard Tadeusiewicz, rektor AGH w Krakowie, karci uczelnie niepaństwowe. Ślady takiego podejścia znajdujemy w artykule w „Dzienniku Polskim” z 21 października 2003, gdzie prof. Tadeusiewicz zamieścił artykuł Ile kosztuje kształcenie?, a także w artykule Ile kosztuje profesor?, zamieszczonym w numerze 11-12/2003 „Forum Akademickiego”. STUDENT PRZELICZENIOWYZagadnienie kosztów kształcenia na poziomie wyższym (licencjaci, inżynierowie, magistrowie, doktorzy), a później kształcenia doktorów habilitowanych i profesorów wydaje się być obszarem nieznanym, wiele osób przedstawia tu swoje osobiste poglądy, często zabarwione emocjonalnie, demagogiczne lub demaskatorskie, jak pisze prof. Tadeusiewicz. Także poprzedni rektor AGH, a później minister edukacji prof. Mirosław Handke miał w tej dziedzinie zdecydowane poglądy, które nie znalazły zrozumienia i były przyczyną jego dymisji. Zacznę na wstępie od pozornie drugorzędnej sprawy, jaką jest kategoria studenta przeliczeniowego, wprowadzona przez urzędy. Student zaoczny jest traktowany pod względem kosztów jak pół studenta stacjonarnego, co nie odpowiada rzeczywistym kosztom. Od 2001 r. wymiar godzin zajęć na studiach zaocznych wynosi nie mniej niż 60 proc. godzin objętych standardami nauczania, a zajęcia są rozliczane w sobotę i niedzielę z przelicznikami, co powoduje, że koszty kształcenia na studiach dziennych i zaocznych wyrównują się, a od 2003 r. z przedmiotów objętych standardami nauczania wymóg godzin na studiach dziennych i zaocznych jest taki sam. W uczelniach zawodowych, zgodnie z ustawą z 26 czerwca 1997 o wyższych szkołach zawodowych, wymiar godzin na studiach zaocznych wynosi 80 proc. w stosunku do wymiaru zajęć na studiach dziennych. Różnice w kosztach kształcenia na studiach dziennych i zaocznych będą występowały, ale w sumie wyższe koszty kształcenia mogą wystąpić na studiach zaocznych, gdzie jest większa złożoność organizacji zajęć. Może się więc pokazać, że szkoły niepaństwowe, gdzie przeważa ta forma kształcenia, kształcą drożej. Jak wiem, MENiS już zmieniło współczynniki przeliczeniowe na korzyść studentów zaocznych. ETATY I KONTRAKTYKolejną, bardzo gorącą kontrowersję wzbudzają wynagrodzenia i zatrudnianie nauczycieli akademickich. Wydaje się, że ustawodawca, dopuszczając w roku 1990 tworzenie uczelni niepaństwowych, zakładał przynajmniej dwuetatowość zatrudnienia nauczycieli akademickich. Taki zapis znajduje się również w obecnym projekcie ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym”. Sytuacja ulega jednak stopniowej zmianie. Uczelnie niepaństwowe uzyskują uprawnienia do prowadzenia studiów magisterskich, a warunkiem takich uprawnień jest zatrudnienie pracowników na tzw. pierwszym etacie. Obecnie 84 uczelnie niepaństwowe prowadzą studia magisterskie. Wróćmy jednak do sprawy kosztów osobowych dydaktyki. Uczelnie niepaństwowe przyjęły elastyczniejszy system zatrudniania. Pracownicy nie są zatrudniani w ramach nominacji, jak w uczelniach państwowych, lecz na podstawie umowy o pracę na ustalony okres. Część pracowników jest zatrudniana na umowę o dzieło, co oczywiście obniża koszty kształcenia. Uczelnie państwowe nie wnioskują jednak, aby odstąpić od mianowania nauczycieli akademickich i zatrudniać ich w ramach kontraktów, co wydaje się być rozsądną drogą obniżania kosztów. 31 grudnia 2002 uczelnie niepaństwowe w ramach umowy o pracę zatrudniały 3792 profesorów, 124 docentów i 2704 adiunktów. Wykładowców i starszych wykładowców (osoby te są zwolnione od zdobywania stopni naukowych) uczelnie niepaństwowe prawie nie zatrudniają, a w uczelniach państwowych pracuje ich prawie 13 tys. Składki ZUS w stosunku do wynagrodzeń w 2002 r. wynosiły w uczelniach państwowych 13,6 proc., a w uczelniach niepaństwowych 7,6 proc. Na zakończenie tego fragmentu rozważań trzeba podkreślić, że uczelnie niepaństwowe to prawie 300 zakładów pracy. Pracownicy tych uczelni płacą ponad 200 mln podatku rocznie, który przeznaczany jest także na utrzymanie uczelni państwowych. Rektor Tadeusiewicz pisze, że szkoły niepaństwowe nie mają niezliczonych obowiązków, które zmuszają państwowe szkoły wyższe do utrzymywania kosztownych pracowników administracyjnych tylko na użytek różnego rodzaju biurokracji i sprawozdawczości. Dokumentacja studiów i sposób prowadzenia rachunkowości jest taki sam w uczelniach państwowych i niepaństwowych. Jeżeli jednak uczelnie państwowe muszą utrzymywać aparat biurokratyczny, może to znacznie rzutować na koszty kształcenia. Może to też być sygnałem do celowości ich przynajmniej częściowej prywatyzacji. Według danych GUS (Szkoły wyższe i ich finanse w 2002 roku), na 1000 studentów przypadało w uczelniach państwowych 41, a w uczelniach niepaństwowych 13 urzędników. W uczelniach państwowych występuje ponad 3-krotnie większe nasycenie kadrą biblioteczną. Jest to uzasadnione opieką nad wartościami historycznymi, ale wzrost kosztów z tego tytułu w skali rocznej wynosi ok. 120 mln, co daje 1,3 proc. ogółu kosztów. KSZTAŁCENIE KADRNie mogę również zgodzić się z następnymi zarzutami, że uczelnie niepaństwowe nie tworzą bibliotek czy bazy materialnej. Uczelnie te dysponują własną bazą lokalową, wynoszącą prawie 1 mln m2 powierzchni, zgromadziły ok. 3 mln woluminów najnowszej literatury. Biblioteki są skomputeryzowane, połączone poprzez Internet z krajowymi i zagranicznymi systemami bibliotecznymi. Istnieje wymiana biblioteczna, a ofiarni pracownicy bibliotek nie biorą sobie do serca różnic sektorowych. Wiele szkół niepaństwowych stworzyło własne systemy informatyczne. Publikacje uczelni niepaństwowych narastają w postępie geometrycznym. Następny zarzut dotyczy jakości kształcenia. Jest on mało zasadny. Uczelnie niepaństwowe otrzymują akredytację PKA, a usterki w podobnym stopniu występują w uczelniach państwowych i niepaństwowych. Ostatnia sprawa, którą Pan Rektor Tadeusiewicz poruszył, dotyczy kosztów kształcenia kadr naukowych. Mam tu kilka uwag. Po pierwsze, już od dawna mówi się o skróceniu drogi awansu zawodowego nauczycieli akademickich. Może warto wrócić do tego zagadnienia. W Stanach Zjednoczonych nie ma habilitacji, nominacji profesorskich nie wręcza prezydent, a innowacyjność gospodarki jest wielokrotnie większa niż w Polsce. Po drugie, uczelnie niepaństwowe także ponoszą koszty kształcenia kadr, i to niemałe. Dysertacje doktorskie odbywają się w uczelniach państwowych, za co one każą sobie płacić. Na razie tylko kilka uczelni niepaństwowych ma uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora, a gremia opiniodawcze i decyzyjne rozpatrują wnioski uczelni niepaństwowych z niezwykłą ostrożnością. Po trzecie, asystenci uczelni niepaństwowych są kierowani na odpłatne studia doktoranckie w uczelniach państwowych. Po czwarte, zgodnie z danymi GUS, 31 grudnia 2002 na studiach doktoranckich było 31 072 uczestników, a doktorantów przelicza się ze współczynnikiem 2,5. Oznacza to, że każdego doktoranta w kalkulacji kosztów traktowano jako 2,5 studenta. Koszty kształcenia doktorantów znalazły zatem odzwierciedlenie w kosztach jednostkowych kształcenia studentów prezentowanych przez GUS. Rektor czołowej uczelni technicznej w kraju wie najlepiej, że większość prac doktorskich i habilitacyjnych to dodatkowy rezultat badań finansowanych przez państwo, np. w formie grantów KBN, badań zleconych przez instytucje rządowe itd. Tym samym pracownicy zdobywający stopnie i tytuły naukowe przysparzają własnym uczelniom niemałych przychodów (narzuty, koszty pośrednie naliczane od każdego zlecenia, aparatura, wyposażenie). Te profity umykają wnikliwej obserwacji prof. Tadeusiewicza. Po co sugerować niezorientowanym czytelnikom, że demoniczne uczelnie niepaństwowe drenują umysły kadr naukowych wykształconych w szkołach państwowych za środki wypracowane przez te uczelnie. Są to uczeni wykształceni z pieniędzy całego społeczeństwa – to oczywiste, że w strukturach konkretnych uczelni akademickich – ale za pieniądze państwa polskiego. A poza tym wywołany temat jest problemem zastępczym. Ważna jest bowiem strategia kształcenia wyższego w Polsce. I takiej strategii szukam w nowej ustawie o szkolnictwie wyższym. Prof. dr hab. Józef Szabłowski, ekonomista, rektor Wyższej szkoły Finansów i Zarządzania w Białymstoku, jest przewodniczącym Konferencji Rektorów Uczelni Niepaństwowych.
|
|
|