Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2004

Spis treści numeru 1/2004

Podręcznikowe pytania

Poprzedni Następny

Życie akademickie

Nie wiadomo, dlaczego ministerstwo chce centralnie sterować procedurą recenzowania podręczników i samemu kierować książki do recenzentów.

Dariusz Rott

Fot. Stefan Ciechan

Ma rację prof. Elżbieta Putkiewicz z Uniwersytetu Warszawskiego, wypowiadając się w „Gazecie Wyborczej” (10-11 listopada 2003, str. 2), że polskie podręczniki szkolne nie są doskonałe i sporo w nich błędów. Trudno się jednak zgodzić w pełni z jej opinią, że winny jest jedynie system dopuszczania podręczników do druku. Sprawa to znacznie bardziej skomplikowana. Czasem wina leży po prostu po stronie autora, recenzenta i wydawnictwa, którzy w pośpiechu przygotowują podręcznik, jego recenzję i wniosek do ministerstwa, by zdążyć podręcznik zatwierdzić, wydrukować i rozpocząć jego dystrybucję przed 1 września.

SKREŚLIĆ Z LISTY

Nie ma wątpliwości, że potrzebne są zmiany. Czy jednak takie, jak proponuje MENiS? Mam wątpliwości. Tym bardziej że projekt ma charakter „utajniony”, a rzeczoznawcom udostępniono jedynie jego fragmenty. Na stronie internetowej resortu nie można znaleźć projektu nowego rozporządzenia o dopuszczeniu podręczników szkolnych. Z „przecieków” wiadomo, że wydawcy mają przekazywać pieniądze dla recenzentów na specjalne konto w ministerstwie (kto będzie nim zarządzał?), które będzie płacić honoraria za recenzje podręczników. Resort określił kwotę, którą ma przekazać ministerstwu wydawca. W przypadku programu nauczania ma to być 800 zł, w przypadku podręcznika – 4800 zł (dzielone na czterech rzeczoznawców). Stawka ma być prawdopodobnie ujednolicona, niezależna od stopnia czy tytułu naukowego recenzenta, objętości książki i rodzaju recenzji. Określono też termin opracowania recenzji (choć nie podano terminu przygotowania przez MENiS umowy z rzeczoznawcą i jej realizacji).

Sporo było głosów, że dotychczasowa praktyka, iż wydawca sam płaci recenzentowi, jest patologiczna. Mówi się wręcz o uzależnieniu recenzenta od wydawcy. Czy tak jest? I tak, i nie. Wydawca bowiem płaci za recenzję (podpisywana jest przecież umowa), a nie za recenzję pozytywną. W mojej praktyce recenzenta zdarzało mi się pisać też recenzje negatywne i recenzje warunkowe. Poza tym kwoty, które mi oferowano za recenzje, nie były wcale oszałamiające, a jedno z dużych wydawnictw zaproponowało mi... 200 zł za merytoryczną recenzję płyty multimedialnej. Nie proponowano mi nigdy jakichkolwiek innych korzyści za pozytywne zrecenzowanie książki, najwyżej zwrot kosztów przesyłki kurierskiej.

Wierzę, że wszyscy wydawcy będą traktowani przez MENiS równorzędnie, niezależnie od ich pozycji na rynku książki szkolnej. Wierzę, że ta centralizacja nie spowoduje zmniejszenia się liczby podręczników na rynku, a nawet upadku mniejszych wydawców. Teraz jednak rzeczoznawca będzie w pełni zależny od ministerstwa. A swoistym „biczem” na recenzentów może być procedura skreślenia ich z listy, jeśli na podstawie dodatkowej recenzji (jednej!), opracowanej przez innego rzeczoznawcę, wskazanego przez ministra (...), zostanie stwierdzone, że podręcznik zakwalifikowany do użytku szkolnego zawiera błędy merytoryczne, dydaktyczne lub językowe w zakresie opracowanej przez rzeczoznawcę recenzji. Z tak niedoprecyzowanego zapisu wynika, że brak dwóch przecinków (wszak to błędy interpunkcyjne), dostrzeżony w jedynej „superrecenzji”, może spowodować skreślenie rzeczoznawcy z listy. W tym kontekście z ogromnym niepokojem patrzę na półkę ze zrecenzowanymi przeze mnie podręcznikami i czekam na pismo z ministerstwa.

BŁĘDY SIĘ ZDARZAJĄ

Dotąd to wydawnictwo proponowało recenzentów i przesyłało im materiały do recenzji. Teraz ministerstwo będzie kierowało do wybranych przez siebie (losowo, proporcjonalnie, po znajomości, inaczej?) recenzentów. Podobno ma to uzdrowić sytuację. W mojej opinii jednak chyba wydłuży obieg materiałów i przygotowanie podręczników. Po drugie: będzie się wiązało z dodatkowymi kosztami z budżetu państwa, związanymi z zatrudnieniem kolejnych osób w MENiS zajmujących się zarządzaniem funduszem recenzyjnym, wyborem recenzentów i całą procedurą kontaktu z rzeczoznawcami, wydawnictwami i znacznego zwiększenia kosztów korespondencji. Tych kosztów nie pokryją bowiem kwoty przekazane przez wydawców. Nie wiem, jak to się ma do cięć, oszczędności budżetowych i racjonalizacji wydatków zapowiadanych przez rząd w 2004 roku. Mam nadzieję, że zostanie skonsultowane z resortem finansów. Tym bardziej, że przy obecnym systemie, podobno patologicznym, podręcznikami szkolnymi i kontaktami z wydawcami zajmowała się w ministerstwie zasadniczo jedna osoba, a większą część kosztów operacji ponosili wydawcy.

Nie wiadomo, dlaczego ministerstwo chce centralnie sterować procedurą recenzowania podręczników i samemu kierować książki do recenzentów. Czy uniknie się w ten sposób podręcznikowych błędów i usterek? Śmiem nieco wątpić. Błędy, których nie powinno oczywiście być, zdarzają się wszędzie, nawet w dokumentach przygotowywanych przez MENiS. Drobny przykład – projekt umowy o uznawalności stopni i tytułów naukowych między Polską a Czechami zawierał klauzulę, że sporządzono go w dwóch egzemplarzach, każdy w języku polskim i... słowackim, przy czym oba teksty mają jednakową moc. Czy to powód, by powoływać nowe niezależne ciało opiniujące tego typu dokumenty? Nie. Na błąd ten zwróciła uwagę Rada Główna Szkolnictwa Wyższego. Czy MENiS chce, idąc dalej, zmienić również i scentralizować procedurę recenzowania prac naukowych w wydawnictwach uczelnianych? W Wydawnictwie Uniwersytetu Śląskiego redaktor serii wydawniczej przedstawia propozycje kilku zewnętrznych recenzentów, samodzielnych pracowników naukowych, z których Rada Wydawnicza wybiera ostatecznego recenzenta książki i płaci mu za recenzję. Czy to patologia?

Daleki jestem ponadto od deprecjonowania dotychczasowych recenzentów podręczników szkolnych. Wszak osoby te były rekomendowane m.in. przez szkoły wyższe, instytucje PAN, placówki kształcenia nauczycieli i towarzystwa naukowe. Tym bardziej że zaledwie ponad rok temu (24 kwietnia 2002) MENiS wprowadziło rozporządzenie, które obecnie (chyba od 1 stycznia 2004?) ma być zmienione. Nie wiem, czy po 1 maja 2004 rozporządzenie nie będzie musiało być znowelizowane lub ponownie zmienione w związku z dostosowaniem do norm unijnych.

WAŻNE PYTANIA

Kolejne pytanie, czy MENiS wspólnie z Ministerstwem Finansów nie podjęłyby inicjatywy mającej na celu wypracowanie systemu zmniejszenia cen podręczników szkolnych w interesie biedniejącego społeczeństwa? A może należy zająć się zracjonalizowaniem szkolnych programów i „odchudzeniem” podręczników oraz zmianą ich formy na skoroszyty? Kręgosłupy naszych dzieci są, przepraszam, znacznie ważniejsze niż scentralizowanie procedury recenzowania podręczników w rękach MENiS!

Czy potrzebna jest, postulowana przez panią prof. Elżbietę Putkiewicz, niezależna komisja wybitnych naukowców (pedagogów, metodyków, psychologów), którzy wskazywaliby recenzentów podręczników, jakaś Państwowa Komisja Podręcznikowa? Może nie mnóżmy bytów, choć kwestię tę pozostawiam otwartą. Niech może wydawcy zaproponują np. podwojoną liczbę recenzentów podręcznika z listy rzeczoznawców, a MENiS dokona ich wyboru. Na marginesie dodam, że do niedawna istniało Ogólnopolskie Centrum Edukacji Niestacjonarnej w Warszawie, którego nazwę zmieniono na Krajowy Ośrodek Programów Szkolnych. 28 stycznia 2002 roku KOPS, kierowany przez dr. Stanisława Sławińskiego, został postawiony w stan likwidacji. Zaprzepaszczono wówczas szansę na stworzenie niezależnej instytucji koordynującej rynek książki szkolnej.

Czy jest dobry moment na zmiany? Chyba nie, ponieważ są właśnie przygotowywane podręczniki m.in. do III klasy liceum ogólnokształcącego, liceum profilowanego i technikum, i wydaje się naturalne, że dopiero po stworzeniu podręczników do wszystkich klas zreformowanej szkoły można zmienić system dopuszczania podręczników do użytku szkolnego. A więc dopiero za rok, lecz błędy i usterki należy poprawić natychmiast! Zmiany wymaga też na pewno rozszerzenie procedury recenzji o materiały pomocnicze dla uczniów (np. zeszyty ćwiczeń) i nauczycieli (m.in. poradniki metodyczne, rozkłady materiału towarzyszące podręcznikom), które dotąd nie podlegają opiniowaniu rzeczoznawców. Należy zastanowić się, jak zapobiec ogromnej liczbie bryków, wzorców wypracowań i miernej jakości „pomocy szkolnych” dostępnych w każdej księgarni. Ich nikt nie opiniuje do druku, a roją się od błędów i uproszczeń! Są po prostu szkodliwe!

LAURY CZY OSKARY?

Warto jeszcze szerzej skonsultować te zmiany z gronem rzeczoznawców oraz innymi zainteresowanymi i przekazać projekt do zaopiniowania np. Radzie Głównej Szkolnictwa Wyższego (niedawno z ministerstwa otrzymywaliśmy na przykład do opiniowania projekty związane z terminami ferii szkolnych i obecnością matematyki na maturze, a kwestia podręczników szkolnych jest m.in. powiązana z wymaganiami uczelni na egzaminach wstępnych), tym bardziej że troską nas wszystkich są dobre podręczniki! Niech je zweryfikuje też praktyka szkolna, uwagi nauczycieli, uczniów, metodyków, naukowców. Zacznijmy od ustalenia jednolitych standardów recenzowania podręczników. Wsłuchajmy się uważnie w głos powołanej w maju 2001 roku przez Zarząd Polskiej Akademii Umiejętności niezależnej i skupiającej autorytety komisji do oceny podręczników szkolnych. To chyba PAU, a nie MENiS, jest najbardziej uprawniona do przyznawania nagród za najlepsze książki szkolne. Niech to będą Laury PAU (a nie podręcznikowe Oskary, jak zaproponowało to jakiś czas temu ministerstwo) za najlepsze podręczniki!

Ma rację „Gazeta Wyborcza” podejmując na pierwszej stronie (nr 262 z 2003 r. i w kolejnych numerach) walkę z błędami w podręcznikach (choć nie akceptuję sensacyjnej formuły towarzyszącej tym tekstom). Stosując poetykę prof. Elżbiety Putkiewicz, proces dopuszczania podręczników do szkół powinien być jak żona cezara – nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Proces podejmowania walki z błędami w tych podręcznikach również! Moją wątpliwość budzi brak niezależności spółki Agora w tej dyskusji. Wszak była ona niedawno zaangażowana w prywatyzację Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. Tajemnicą poliszynela jest wielkość rynku książki szkolnej i spore pieniądze, jakie temu towarzyszą.

PS 20 listopada odbyło się spotkanie rzeczoznawców (język polski, historia i wiedza o społeczeństwie) w MENiS, podczas którego przedstawiono nam wybrane fragmenty projektu nowego rozporządzenia (w materiałach, które otrzymaliśmy zabrakło paragrafów 7 i 22, podobno nieistotnych dla rzeczoznawców). Fragmentaryczność umotywowano... oszczędnością papieru. Niewiele było czasu na dyskusję, nie protokołowano jej ani nie nagrywano. Rzeczoznawcy zadali bardzo wiele pytań i przedstawili sporo wątpliwości, nie kwestionując konieczności zmian. Tu byliśmy zgodni! Obawiam się jednak, że w jakimś ministerialnym protokole po spotkaniu umieszczono zdanie: „Projekt rozporządzenia został skonsultowany z rzeczoznawcami”.
Do 23 listopada na stronie MENiS nie umieszczono projektu zarządzenia. Pośpiech we wprowadzeniu nowego zarządzenia w niedoskonałej formie nie jest wskazany, choć nie neguję, że obowiązujący stan prawny wymaga zmian – spójnych, dopracowanych, przemyślanych i systemowych. Wszak podręczniki szkolne to niezwykle ważna kwestia społeczna.

Dr hab. Dariusz Rott jest nauczycielem akademickim w Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, członkiem Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego VIII kadencji. Pełni funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Edukacji oraz rzecznika prasowego RG. Jest rzeczoznawcą MENiS opiniującym podręczniki szkolne.

 

Komentarze