Akademizm |
W stronę historiiKartki z dziejów nauki w Polsce (49) Piotr H?bner W XIX wieku uformowała się wśród ludzi sztuki i nauki zmodyfikowana doktryna akademizmu, wyrażana w hasłach „sztuka dla sztuki” i „nauka dla nauki”. Głoszono koncepcję „nauki czystej”, wolnej od obciążeń utylitarnych. Jak pisał Stanisław Smolka (1894), celem Akademii Umiejętności jest praca badawcza w dziedzinie nauk teoretycznych; nie należą zaś do jej zadań wszelkie nauki stosowane, których istota polega na praktycznem spożytkowaniu wypadków pracy badawczej. Poszukując wzorów w sferze intelektu odrzucano cechowe praktyki – nie zapominając jednak o rzemieślniczej poprawności. Dążono w dziedzinie sztuki do ideału piękna, a w dziedzinie nauki – do ideału prawdy, osiąganego na drodze weryfikowanego poznania. Instytucjonalną postacią tych założeń stały się akademie – w postaci towarzystw naukowych ogólnych oraz kwalifikowanych dodatkowymi wymogami uczelni. Wokół akademizmu toczyły się spory fundamentalne. Józef Supiński podkreślał (1883), iż powołaniem towarzystw naukowych jest praca „w naukach dla nauk”. Feliks Koneczny dowodził (1894), że rozwijać naukę, a popularyzować ją, to dwa całkiem różne zajęcia; rzadko kiedy łączą się one w jednej osobie, a nigdy połączyć się nie dadzą – w jednej sytuacji (...) Akademia to nie komitet odczytowy. Znacząca była uogólniona refleksja Stanisława Tarnowskiego (1900): Jest to zwykłą cechą i zwykłą historyą uczonych Towarzystw i Akademij, że z wiedzą i zamiarem lub tylko naturalną koleją rzeczy, z postępem czasu zamykają się coraz szczelniej w sferach najwyższej mądrości i nauki, w obrębie uczonych i mędrców, na tych wysokościach obwarowują się i ani niższemu światu nie pozwalają do siebie przystępu, ani też same do niego nie zstępują. A w naturze ich bywa jeszcze i to, że dochodzą do słusznego niezawodnie, ale wielkiego przekonania o swojej wartości, do przesadnego niekiedy uznania swojej powagi i godności, a poziomy świat, nie mogąc zaprzeczyć ich naukowej wyższości i zasługi, mści się za nie jak może, przedrwiwując owo przeświadczenie o sobie i ową powagę, oskarża o wyłączność, pedantyzm, o wzajemne dla siebie uwielbienie, wreszcie o pewien zastój, pewną (...) zatęchłość, która się wyradza w tych wodach, zwykle stojących, rzadko kiedy strumieniem nowym odżywianych. W obliczu I wojny światowej, rewolty bolszewickiej, walki o polską niepodległość i kształt ustrojowy Rzeczypospolitej uległ zmianie – i to zasadniczej – kontekst dyskusji o akademizmie. Wcześniej już podgryzany publicystycznie, poddany został generalnej negacji. Hasło „nauka dla nauki” zaatakował publicznie Stefan Muennich (1921), twierdząc: jeśli bowiem ktokolwiek orze dla orania, chodzi dla chodzenia lub temu podobne, to oczywiście niczem więcej troszczyć się nie potrzebuje. Według niego, miało to być odrażające samolubstwo widoczne jasno, gdy wyrazimy je innemi słowy: „nauka sobie” lub „uczeni sobie”! Sam propagował hasło „nauka dla wiedzy – wiedza dla ludzkości”. I Zjazd Nauki Polskiej (1920) poświęcono relacjom między nauką a innymi dziedzinami życia społecznego. W dyskusji Józef Morozewicz zwrócił uwagę na rozbieżne interesy poszczególnych dyscyplin nauki: osobiście jestem amatorem i literatury, i sztuk pięknych, ale uważam je za pewien luksus, za przysmak. Chlebem powszednim naszej pracy duchowej winny być nauki przyrodnicze. I tak, jak dnia zwykłego, do pracy wkładamy bluzę robotniczą, odkładając na niedzielę paradną bekieszę, tak sześć dni w tygodniu pracować winniśmy na niwie przyrodoznawstwa, siódmy poświęcając humanizmowi. Okazywało się więc, że przechadzki po gaju Akademosa właściwe były tylko „estetom”. Na scenie życia naukowego pojawił się ówcześnie nowy czynnik – profesjonalnie przygotowana i wyposażona w imperium władcze biurokracja ministerialna. Ta kierowała się racją stanu, uwarunkowaniami politycznymi, stanem finansów państwa – a nie ideałem prawdy. Bliższe władzy były nauki stosowane i utylitaryzm, całkowicie obca – idea akademizmu. |
|
|